Apostazja Palikota

Zanim się zajmiemy kolejnym happeningiem Janusza Palikota, warto przypomnieć, czym powinien być antyklerykalizm. Ten ruch – bo powinien być to ruch społeczny, a nie zabawa – to sprzeciw wobec Kościoła katolickiego, tego instytucjonalnego, jego wpływu na państwo, społeczeństwo, ingerencję w życie publiczne i życie obywateli. To również sprzeciw wobec obecności religii w instytucjach państwowych, jej łączeniu z działalnością instytucji edukacyjnych, wojska, policji, także łączeniu religii z polityką. Rytualne uczestnictwo księży we wszelkich uroczystościach państwowych i nadawanie im jednoznacznie religijnego charakteru nie powinno mieć miejsca w państwie w którego konstytucji zapisany jest rozdział o Kościoła. To także sprzeciw wobec traktowania Kościoła w sposób uprzywilejowany wobec innych instytucji państwa, w sferze materialnej i duchowej, jak choćby poprzez prezentowanie symboli religijnych poza miejscem kultu. I to wszystko w Polsce ma miejsce, w sposób, którego nie da się opisać inaczej, jak drastyczny. W związku z tym w Polsce ruch antyklerykalny powinien być skierowany nie przeciwko Kościołowi katolickiemu, lecz przeciwko instytucjom władzy.

Janusz Palikot doskonale czuje nastroje społeczne – w Polsce postawy antyklerykalne wyraźnie wzrosły. Tylko czy potrafi wykorzystać to lepiej, niż do samego zwycięstwa w ostatnich wyborach parlamentarnych? Czy potrafi zmienić państwo? Zaczynam w to wątpić. Polska już od 20 lat jest demokracją, nowe pokolenie, w pełni ukształtowane w tym czasie i wchodzące w życie, także zdeklarowani i praktykujący katolicy, wiedzą, czym są prawa demokracji, dobro publiczne, państwo prawa. Już przestano się krygować i pytania o finanse Kościoła katolickiego są rzeczą normalną, także w mediach. Nie udało się zamieść pod dywan gigantycznej afery Komisji Majątkowej (pomimo starań tego rządu), finansowania Funduszu Kościelnego z podatków wszystkich obywateli, kosztów katechezy w publicznych szkołach, czy finansowania katolickich uczelni z budżetu państwa. To nie są sprawy wewnątrzkościelne, lecz jak najbardziej publiczne i coraz więcej osób i instytucji obywatelskich żąda od Kościoła i państwa transparentności w tych sprawach. Teraz konformizmem dla polityka powinno być to, że tego rodzaju pytania nie są stawiane. I tym się Janusz Palikot powinien zajmować w pierwszej kolejności. W zamian za to dał tandetny show, pod tytułem „Janusz Palikot dokonuje apostazji”.

Continue Reading →

Objazd

„Nie ważne czy dobrze, czy źle, ważne, aby o Tobie mówili”. Albo inna mutacja – „nie ważne co robisz, czy robisz to dobrze, czy źle, ludzie i tak Cię skrytykują”. Ale jeżeli z ciebie się śmieją.. wywal specjalistę od pijaru…

Nie da się ukryć, że przejazd/przelot premiera Donalda Tuska po kraju wywołał wielką falę komentarzy. Komentarzy pełnych drwin, sardonicznych, złośliwych. Niektórzy twierdzą, że ten objazd wynika ze strachu premiera przed kompromitacją przebiegu Euro2012. Nie chodzi oczywiście o piłkarzy, tu pierwszy napastnik polskiej piłki nie ma wiele do powiedzenia, ale o organizację mistrzostw, szczególnie jego zaplecza logistycznego. Mistrzostwa mają przecież zahamować spadek notowań Platformy Obywatelskie, rządu i samego premiera.

Odniesienia do gospodarskich wizyt Edwarda Gierka i Władimira Putina narzucają się same. Kamera na pokładzie helikoptera oblatującego autostrady – „drogi niegotowe, ale za to zdążyliśmy z korytarzami przelotowymi” – jeden z licznych dowcipów w internecie. Meldunek ministrów o stanie przygotowań – „melduję resort gotowy do Euro212″ – to już czysta putinada. Ustawka kolejowa z biletem i przejazdem II klasą pociągiem do Wrocławia, drętwe rozmowy z policjantami – wszystko to pod czujnym obiektywem kamer. Nieoceniony w ujawnianiu takich perełek dziennikarz TVN24, Maciej Knapik, nie musi się starać – premier i jego otoczenie w kilka dni dostarczyły mu dziesiątki minut materiału dla jego stacji. A internet kipi drwiną…

Właściwie od samych wyborów otoczenie premiera popełnia błąd za błędem – nie merytoryczne, wszystkie propozycje, począwszy od spraw refundacji leków, poprzez ACTA, na reformie emerytalnej kończąc, w ten, czy inny sposób dadzą się obronić. Natomiast system komunikacji, prezentacji jest na żenująco niskim poziomie. I tak jest także w tym przypadku, przy kontroli stanu przygotowań do Euro2012. Gospodarski objazd po kraju został odczytany jako czysty polityczny PR, propaganda sukcesu czasów PRL, kiedy było tak jak w skeczu kabaretu Tey – nie ważne, że w traktorze urwało się jedno koło, ważne, że trzy są sprawne. Nieważne, że 20 kilometrów autostrady jest nieprzejezdne – 70 jest przecież gotowe…

Zakochany w piłce premier robi błąd, że zaangażował się bezpośrednio w końcówkę przygotowań do Euro2012. Powinien to robić w jego imieniu specjalny pełnomocnik. Ktoś taki, jak Franz Beckenbauer w Niemczech. Niemcy na mistrzostwa świata w roku 2006 nie musieli wprawdzie budować nowych stadionów i dróg, ale konieczny był koordynator działań. Dziś twarzą polskich mistrzostw chce być osobiście premier. Tylko, że nie wiadomo, czy będzie to sukces, czy porażka, sportowa i organizacyjna.

Otoczenie premiera do czasu wyborów doskonale czuło media i oczekiwania społeczne. Dziś jest z tym znacznie gorzej. Tam, gdzie należało podejmować stanowcze decyzje – cofano się, gdzie należało zabiegać o społeczne poparcie – zaniedbano konsultacji. A do tego do kreacji wizerunku rządu używa się topornych narzędzi marketingowych.

 

Azrael

Zapiski zza Atlantyku – 17. maja

NATO w Chicago

Już niedługo liderzy państw, media oraz politycy przybędą do Chicago na spotkanie NATO. Mimo, że szczyt NATO obędzie się w niedzielę oraz poniedziałek, alert w mieście zaczyna się już w piątek, 18 maja.

Miasto od kilku tygodni żyje przygotowaniami do spotkania oraz informacjami na temat bezpieczeństwa. Tak naprawdę to żaden mieszkaniec Chicago nie oczekuje na to spotkanie z entuzjazmem. Miasto będzie w zastoju, gdyż podjęte środki bezpieczeństwa całkowicie je sparaliżują. Większość biznesów oraz restauracji w centrum oraz południu miasta zostanie zamkniętych. Niektóre linie autobusowe w ogóle nie będą kursować, a mieszkańcy będą poddawani dokładnym rewizjom. Mieszkańcy Chicago zadają sobie pytanie dlaczego wybrano właśnie ich miasto. Miasto jest duże i zmaga się z wieloma problemami, które mogą stanowić przeszkody podczas spotkania NATO. Prezydent miasta, Rahm Emanuel, uważa, że NATO wyniesie Chicago na scenę międzynarodowa i przyniesie tysiące dolarów. Jezeli oczywiście wszystko pójdzie dobrze.

Continue Reading →

Prowokator z paszportem

I znów będzie o prowokacji. Mądrej, dobrze pokazanej, z wieloma podtekstami politycznymi. Film świetny, czasem śmieszny, ale raczej ponury w tym co odsłania.

Mads Brügger to duński dziennikarz, coś w rodzaju współczesnego Güntera Wallraffa, ale skupiający się na sprawach międzynarodowych, no i jest mniej serio. Dysponuje za to większymi możliwościami, także finansowymi i większą wyobraźnią. Jest twórcą i głównym bohaterem filmu Ambasador, w którym wciela się w rolę liberyjskiego dyplomaty, rezydującego w Republice Środkowoafrykańskiej. W kraju, który jest jądrem ciemności korupcji, bezprawia, ciemnych interesów. Kraju, na którym nikomu nie zależy, o którym nikt nie pisze i nie chce słyszeć.

Brügger kupuje paszport na czarnym rynku, ale nie tylko paszport, ale również stanowisko konsula Liberii. Robi to w roku 2010, kiedy krajem rządzi już Ellen Johnson-Sirleaf, mająca być nadzieją tego państwa. Okazuje się, że korupcja funkcjonuje dalej, a krajem rządzą sprzedajni urzędnicy. Udaje się z tym paszportem do Republice Środkowoafrkańskiej (RŚ), gdzie pod pozorem otwarcia fabryki zapałek tak naprawdę szuka dostawców diamentów. Producentów i dostawców. Udaje mu się to, przy pomocy skorumpowanych urzędników. Radą służą mu równie skorumpowani dyplomaci innych krajów.

Znajomości i bakczysze, zwane w tym kraju „kopertami szczęścia” doprowadzają go praktycznie do samej góry władzy w kraju i oczywiście do handlarzy diamentów. Dobre kontakty i znajomości nie przynoszą mu jednak spodziewanego sukcesu – diamenty dostaje, ale już ich wywóz nie nie jest możliwy. Zresztą sama sprawa diamentów jest tylko pretekstem do pokazania mechanizmów, jakie panują w zapomnianych krajach postkolonialnych, gdzie pieniądz u układ są wszystkim, a prawo nie istnieje.

Autor i główny bohater filmu, wokół którego toczy się akcja, bawi się doskonale. Gra w tenisa, wyprawia rauty, udaje, że organizuje fabrykę zapałek – ściąga nawet specjalistę z Indii – w której mają pracować Pigmeje. Wokół niego jednak nie jest bezpiecznie, może nie tylko stracić pieniądze, co zresztą się dzieje, ale również życie. Jeden z jego informatorów, Francuz bez obywatelstwa, były Szef Ochrony Państwa, zostaje zamordowany. On sam wpada w sidła handlarzy, którzy w każdym momencie mogą go „wystawić” władzom – co może skończyć się dla niego śmiercią. Z jego paszportem i nominacją nie do końca jest wszystko w porządku – jego pośrednik przy załatwianiu tej sprawy w Liberii też go oszukuje…

„Ambasador” jest połączeniem filmu dokumentalnego, ale również kreacji dziennikarskiej. Część zdjęć wygląda na autentyczne, inne wyglądają na kreację, a w materiale znajdują się też ujęcia kręcone ukrytą kamerą. I te ostanie pokazują przerażający obraz kraju bez tożsamości i nadziei. Kraju pogrążonego w chaosie, który jest wygodny dla wszystkich, także dla byłych panów, Francuzów. To właśnie oni są odpowiedzialni za stan tego państwa. Okazuje się, że najlepiej wspominaną postacią polityczną RŚ jest straszny cesarz Jean-Bédel Bokassa. Film pokazuje dobrze groteskę państwa, ale również tragedię jego mieszkańców, nie mających praktycznie żadnego wpływu swoje losy. A kraj jest tak biedny, że musi importować żywność, w tym jajka. Ta tragikomedia po wyjściu z sali kinowej nie jest śmieszna…

 

Azrael

The Ambassador

reż. Mads Brügger, Dania 2011, 93 min, dystrybutor Against Gravity, film wyświetlany w ramach Planete+ Doc Film Festival 2012.

Prowokatorka

Interesujący się polityką mieli zapewne okazję widzieć wydarzenia piątkowe w Sejmie i wokół niego, a jeżeli nie – liczba relacji prasowych, telewizyjnych i internetowych idzie w setki. Każdy może sobie wyrobić własne zdanie o zachowaniu polityków, związkowców (a właściwie brygad związkowych, wynajętych do konkretnych celów szefostwa związku) i dziennikarzy. Nie ma sensu więc dokładać dodatkowej relacji. Skupię się tylko na pewnym wycinku – incydencie pomiędzy posłem Platformy Obywatelskiej i Ewą Stankiewicz, pracującą z kamerą właśnie wokół Sejmu.

Scysja pomiędzy Niesiołowskim i Stankiewicz została nagrana kamerą. Nie z boku, lecz przez uczestniczkę zdarzenia. To znak, że Stankiewicz zależało na tym, aby zostało to uwiecznione – z tej strony, z której stała. Niesiołowski, a także osoby mu towarzyszące stwierdzają, że Stankiewicz krążyła wokół niego, wyraźnie go prowokując. Poseł PO wyraźnie, kilkakrotnie, stwierdzał, że nie życzy sobie zdjęć, ani rozmowy. Nie był w Sejmie, nie był w sytuacji oficjalnej. Gdy Stankiewicz nie ustąpiła, odepchnął kamerę i odezwał się do niej wulgarnie. To również zostało uwiecznione.

I teraz pytanie – czy scysja wynikła z winy Stefana Niesiołowskiego, czy była wynikiem zamierzonej gry Ewy Stankiewicz? Stankiewicz specjalnie wybrała Niesiołowskiego, wiedząc, że jest on wrogo nastawiony do Prawa i Sprawiedliwości i do ludzi pracujących dla tej partii. I doskonale zdawała sobie sprawę, że tak zostanie odebrana – jako osoba dla Stefana Niesiołowskiego stojąca „po tamtej stronie”. Stankiewicz wybrała osobę i sytuację sprzyjającą nakręceniu dobrego materiału – polityk znany ze swej niechęci do PiS-u, w pobliżu tłum związkowców, lżący polityków i osobiście Niesiołowskiego. Teraz wystarczy tylko tak zadziałać i użyć kamery, aby prowokacja się udała. I opublikować. Gotowe.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 13. maja

Amerykański charakter

Kim są wyborcy w USA? Kim są obecni Amerykanie? Biorąc pod uwagę wielkość tego kraju oraz zróżnicowanie ze względu na rasę, wyznanie czy pochodzenie, Amerykanie nalezą do szczególnej grupy ludzi. Każdy stan w USA jest inny w zależności od zamieszkiwanych tam ludzi. Północ jest inna od Południa, stany zajmujące się uprawami rolnymi i hodowlą różnią się od stanów przemysłowych. Mentalność ludzi ze względu na wyznanie oraz wykształcenie kreuje wyborców z konserwatywnymi lub liberalnymi poglądami. Patrząc jednak na działalność Republikanów oraz działalność Tea Party, osobiście trudno mi się nie oprzeć wrażeniu, że Amerykanie to zastraszeni i przegrani ludzie z wymaganiami, którzy podobnie jak i Grecy zaminowaliby tereny poza granicami USA i pozbyli się wszystkich Muzułmanów oraz Latynosów.

Konstytucja USA gwarantuje podstawowe prawa, które latami czyniły ten kraj miejscem, gdzie każdy chciał zyc. Ale latami te prawa były łamane. Murzyni, kobiety oraz mniejszości narodowe czekały bardzo długo na to aby móc glosować i mieć równe prawa obywatelskie. Nawet obecnie Republikanie próbują skomplikować system wyborczy, tak aby mniejszości miały problemy z glosowaniem. Republikanie są za odebraniem kobietom prawa do decydowania o ich własnym zdrowiu oraz przeciwko prawom gejów do zawierania małżeństwa. Ich kandydat na prezydenta, Mitt Romney głośno to potwierdził, po tym jak prezydent Obama jako pierwszy prezydent USA powiedział, że małżeństwo to nie tylko związek kobiety i mężczyzny i osoby homoseksualne powinny mieć takie samo prawo jak osoby heteroseksualne.

Wybór prezydenta Baracka Obamy, który chciał „Wygrać Przyszłość” był nadzieja, że Amerykanie nie są zapatrzonymi w sobie snobami, którzy uważają, że im się należy tylko dlatego, że urodzili się w USA. Wybór czarnoskórego prezydenta był nadzieją, że skończy się dyskryminacja mniejszości, kobiet oraz homoseksualistów. Ale tegoroczne prawybory na prezydenta Partii Republikańskiej pokazały coś innego. Ameryka jest nadal nietolerancyjna oraz uprzedzona. Ci którzy popierają Mitta Romneya to głownie bardzo konserwatywni biali mężczyźni, osoby bez wykształcenia oraz religijni zeloci, którzy nie chcą czarnego, obcego Muzułmanina jako prezydenta.

Continue Reading →

Project Nim

Rozpoczął się Planete+ Doc Film Festival 2012. I rozpoczął się dobrze.

W trakcie wieczoru inauguracyjnego, w warszawskiej „Kinotece” zaprezentowano film „Projekt Nim” w reżyserii Jamesa Marsha. Nie jest to film nowy, na ekrany wszedł w lipcu 2011 roku, ale warty, aby otwierał tak ważny festiwal.

Film opisuje Project Nim, naukowy projekt prowadzony w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 70 i 80. Jego inicjatorem był Herb Terrace, naukowiec z New York’s Columbia University, który chciał udowodnić, że małpę, w tym przypadku szympansa, można nauczyć porozumiewać się przy pomocy języka ludzkiego. Dałoby to możliwość socjalizacji małpy, poprzez nauczenie jej komunikacji z człowiekiem i byłoby ostatecznym dowodem na bliskie pokrewieństwo człowieka i małpy człekokształtnej. Projekt, co udowadnia film, zakończył się sukcesem, choć naukowiec, Herb Terrace, posunął się do sfałszowania wyników badań.

Film pokazuje przebieg eksperymentu, od początku, aż do śmierci małpy, ale jest on tak naprawdę pretekstem do pokazania, jak ideały, uczciwość naukowa, a wręcz brak człowieczeństwa… ludzi, są negowane w imię prywatnych interesów.

Do eksperymentu wybrano został szympansa dając mu na imię Nim Chimpsky. Pseudonim ten pochodził wprost od imienia i nazwiska Noama Chomsky’ego, amerykańskiego socjologa i lingwisty, który twierdził, że tylko ludzie mogą porozumiewać się językiem. Zwierzę zostało zabrane matce, umieszczone w rodzinie, a następnie przechodziło przez następne grupy naukowców, dla których było właściwie tylko obiektem manipulacji. Aż zostało porzucone – i właściwie zdradzone przez swoich opiekunów.

Film Marsha to film nie o małpie, lecz o ludziach. O naiwności, zdradzie, kłamstwie, manipulacjach, o tym, jak idee społeczne (warto pamiętać, że film opowiada o czasach, kiedy idee hipisowskie były jeszcze żywe), w zderzeniu z ludzką obłudą i brakiem zasad tracą na znaczeniu. To film o ludziach głupich, pomimo tego, że są naukowcami. Właściwie najwięcej ludzkich cech ma właśnie Nim.


Project Nim, reżyseria James Marsh, produkcja Wielka Brytania, 2011

 

Azrael

DOC FILM FESTIVAL 2012

Już jutro się rozpoczyna…

 

Zapraszam, wszystkie informacje na stronie festiwalowej…

 

Będą relacje…

Azrael

Polityk bez właściwości

Demokracja francuska, mająca ponad dwustuletnią tradycję, jest stabilna. Można się od niej wiele nauczyć, szczególnie po II wojnie światowej, kiedy podniosła się z traumy klęski w roku 1940, hańby Vichy, utraty pozycji mocarstwa kolonialnego, wewnętrznego załamania, z którego wyprowadził ją Charles de Gaulle, prawdziwy twórca V Republiki. To dalej demokracja poszukująca i żywa, żywa zaangażowaniem samych Francuzów, narodu, który najlepiej czuje, jaką wartością jest uczestnictwo w życiu społecznym.

Francuzi wybrali na prezydenta Francoisa Hollande’a. Prezydenta zastępczego, choć tak oczywiście nie będą, z wrodzonej dumy, o nim mówić. Murowanym kandydatem socjalistów był Dominique Strauss-Kahn, ale jego „delegacyjne” zabawy w Nowym Jorku z pokojówką, plus zabawy z prostytutkami w samej Francji, zakończyły jego karierę polityczną, a także biznesową. Socjaliści (po wewnętrznych prawyborach) wystawili do konkursu wyborczego Hollande. I wygrał. Albo inaczej – Francuzi, znużeni i zniesmaczeni stylem sprawowania władzy przez Nicolasa Sarkozy’ego, dali mu szansę. Mam wrażenie, że czynniki ekonomiczne w ostatecznym rozrachunku, w drugiej turze wyborów, kiedy zostało tylko dwóch przeciwników, odegrały mniejszą rolę.

Pan Normalny, jak określają francuskie media, choć ja wolę określenie – Pan Bezbarwny – nie jest politykiem doświadczonym w administrowaniu. Nie pełnił żadnych roli publicznych (choć skończył słynną paryską ENA), był przez lata politykiem drugiego rzędu, pozostając w cieniu swojej ex partnerki, Segolene Royal. Jak jest zagubiony i jak trudno mu będzie w wielkiej polityce widać było po jego wystąpieniu tuż po zakończeniu wyborów, w niedzielę wieczorem. Sarkozy pożegnał się z polityką, wyborcami i Francją w wielkim stylu – Hollande w swoim kilkunastominutowym przemówieniu nie znalazł słów, które można by wrzucić na czołówkę poniedziałkowych gazet. A musi się liczyć z tym, że biorąc pod uwagę jego plany wyborcze, w tym renegocjację pakty fiskalnego, na jego drodze stanie niemiecka kanclerz, Angela Merkel. I od razu rodzi się pytanie, na które Hollande będzie musiał szybko odpowiedzieć – czy będzie on i Francja członkiem duumwiratu z Niemcami, który od wielu miesięcy kształtuje politykę całej Unii Europejskiej, czy pozostanie krok z tyłu – a może i na marginesie. Bo Niemcy będą mogły sobie dobrać innych partnerów do współpracy – w kolejce stoją Włochy i Polska. Oba państwa zdolne do większej integracji zaplecza spośród innych państw, oba zainteresowane utrzymaniem integracji, a przede wszystkim strefy euro.

Continue Reading →

Bojkot Polski

Piłka nożna to tylko sport. Nie, piłka nożna to sport i wielki biznes. I to nie wszystko – to biznes i polityka. Dlatego nie da się oddzielić tych sfer od siebie.

Jarosław Kaczyński „wystrzelił” dziś wezwaniem do bojkotu Euro2012. Na razie na Ukrainie, ale kto wie – może i w Polsce. Ta odezwa wywołała dużą konsternację, tym bardziej, że równolegle można było przeczytać blogowy wpis Ryszarda Czarneckiego, który krytykował bojkot, jako cyniczne działanie tych, którzy do tej pory nic w obronie Julii Tymoszenko nie zrobili. Jednym słowem Czarnecki postawił swojego politycznego pryncypała w jednym szeregu z Angelą Merkel i Jose Manuel Barroso i innymi politykami z Holandii, Niemiec, Bułgarii, czy Chorwacji. Szybko jednak wycofał się z tego, to przecież mogłoby się dla niego skończyć polityczną dekapitacją…

Oczywiście, przesłanie Kaczyńskiego jest jasne – praktycznie wszystko co robi prezes Prawa i Sprawiedliwości jest funkcją walki z Platformą Obywatelską i Donaldem Tuskiem. To ma być akcja przeciwko rządowi, a nie w obronie Julii Tymoszenko. To próba wmanewrowania rządu w jakąś awanturę międzypaństwową z Ukrainą, pod pozorem obrony prawa byłej premier Ukrainy do przyzwoitego traktowania. Nie chodzi tu także w żadnym przypadku o interesy samych obywateli ukraińskich, czy o sprawy wciągania Ukrainy w orbitę wpływów Unii Europejskiej. To zbyt zawiła gra, a zresztą Euro2012 to jednak zbyt słaba platforma do tego rodzaju rozgrywek.

Continue Reading →

Nasz patriotyzm

Zrozumienie pojęcia patriotyzm w polskim wydaniu nie jest łatwe i nigdy nie będzie przedmiotem spokojnej, rzeczowej ogólnospołecznej dyskusji. To pojęcie w Polsce, jak rzadko w którym kraju, zostało poddane manipulacji ideologicznej, gdzie każdy, kto wypowiada to stwierdzenie podkłada pod to inny sens. Z reguły jest wykorzystywane do kompulsywno – obsesyjnego przypominania wartości, jakim hołduje ten, który je wypowiada i stosuje je jako narzędzie nie rozpatrywania pamięci o Polsce i jej historii, lecz walki ideologicznej. Dopóki Polacy nie pojmą wartości dobra wspólnego – nie rozumianego jako odgórnie narzucona jedność, podlegająca doktrynie politycznej, religijnej czy quasi narodowej – tak długo nie będzie można dyskutować o patriotyzmie.

Mówienie w Polsce o patriotyzmie może się odbywać tylko w pewnych kręgach, zamkniętych grupach ludzi o zbliżonych poglądach. To słowo i pojęcie jest traktowane tak wybiórczo i instrumentalnie – że zatraciło prawdziwe swoje etymologiczne znaczenia – „Patria” – czyli Ojczyzna. Polacy zatracili umiejętność patrzenia na Ojczyznę bez doktrynerstwa. Wynika to z tego, że Polacy nie są taką jednością i Narodem, za jaki by chcieli uchodzić. „Genetyczni patrioci”, którzy chętnie szermują hasłami patriotyzmu, polskości i polskiego interesu narodowego – to tak naprawdę są to półinteligenci i ćwierćinteligenci, często do tego ubabrani w komunizm, jak ideolodzy Radia Maryja, Jerzy Robert Nowak czy Ryszard Bender.​

Doktrynalność pojmowania patriotyzmu przez sztywne przyporządkowanie go Ojczyźnie prowadzi szybko do nacjonalizmu, lub wręcz do szowinizmu. Nie tradycyjnego, encyklopedycznego nacjonalizmu, odwołującego się do prymatu własnego narodu, jego praw ponad inne narody, lecz takiego, który każe przedkładać państwo jako strukturę ponad prawa jednostki, grup lokalnych, społeczeństw lokalnych (małych ojczyzn). Patriotyzm został w Polsce zaprzęgnięty do realizacji określonych doktryn i projektów politycznych. Dla jednych to słowo oznacza resentymenty i ksenofobie, dla innych jest to mitomańskie traktowanie symboli narodowych i wykorzystywanie ich dla celów politycznych i grupowych – bo jak nie uznać tego za fakt, kiedy polskie flagi powiewają nad pochodami Radia Maryja, NOP-u czy działaczy ONR? Patriotyzm jest dobrym hasłem integrującym zamknięte wspólnoty, do których nie trafiają żadne argumenty poza logiką lokalnych „mesjaszy” – jak Tadeusz Rydzyk, czy Jarosław Kaczyński. Polski patriota musi mieć wroga – nie ma komunizmu – ale dalej z nim walczył, zastępując go teraz postkomunizmem, pod który można sobie podłożyć dowolnie każdego, kto akurat pasuje. Poza wrogami zewnętrznymi – Unią, tradycyjnie Niemcami i Rosją – najważniejszy jest jednak wróg wewnętrzny – bo on nasz jest, nasz swojski, niczym Kargul dla Pawlaka ze słynnej komedii.

Continue Reading →

Teskty nadesłane – 30. kwietnia

Mentalność – a sprawa polska.

Poczułem się zmuszony zabrać głos, ponieważ przeczytałem tekst Pana Andrzeja [stały komentator na blogu], który mi się spodobał. Tak właśnie należy polemizować. Bowiem nie ma nic bardziej wartościowego dla dyskursu niż opinie poparte twardymi faktami. Inna sprawa, że z przedstawionymi faktami i wnioskami Pana Andrzeja się nie zgadzam.

Zacznijmy od początku. Nie jestem pewien, czy Polacy są jakimś „niechlubnym” wyjątkiem jeśli chodzi o zakładanie działalności gospodarczej zagranicą. Nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, ale posiadam nieco wiedzy na temat Cypru. Wynika z niej, że najazd na ten raj podatkowy jest udziałem wielu nacji z UE uciekających przed wysokimi podatkami, przerośniętą administracją i przesadną kontrolą. I wbrew pozorom, nie jest to bynajmniej związane na ogół z szemranymi interesami. W rezultacie Cypr jest pełen skandynawskich, brytyjskich czy niemieckich firm. I to nie tak jak w przypadku naszych „cypryjskich” firm, które zazwyczaj obracają miliardami. Tam lokują swoje dochody i działalność pojedynczy ludzie – obywatele Szwecji, Niemiec, czy szczególnie dużo Brytyjczyków. Przykładem skali problemu – wypływu firm i ludzi poza systemy unijne, są niedawne ataki władz UE na Liechtenstein lub Szwajcarię. Problem dotyka także Polski, jednak w zupełnie innym kontekście – zapewne ku zdziwieniu wielu, gdyż całkiem sporo firm zagranicznych lokuje nie tylko już swoją produkcję czy bazę usługową, ale także przenosi do nas swoje siedziby. Dzieje się tak, ponieważ wbrew pozorom nasze państwo w kwestii fiskalnych obciążeń podmiotów gospodarczych i obywateli, najbardziej pazerne w tej części globu nie jest.
I tu przechodzimy do wyliczenia Pana Andrzeja. Przyznaje robi wrażenie na pierwszy rzut oka. Jednak gdyby takie dane umiejscowić w kontekście podobnych wyliczeń dla innych krajów, to okaże się o dziwo, że nasze państwo bynajmniej nie jest jakoś najbardziej zachłanne. Można to sprawdzić – dane dostępne są w sieci, także te zestawienia dokonywane przez instytucje UE, gdzie lokuje się nas w środku stawki.

I teraz przechodzimy dalej. Dlaczego na podstawie wysokości obciążenia podatkowego podmiotów gospodarczych, Pan Andrzej uzasadnia tezę, że u nas w Polsce, najbardziej tępi się biznes i przedsiębiorców? Przecież gdyby iść tym tokiem rozumowania, wnioski są kompletnie inne. Biorąc pod uwagę „suche” koszty pracy i obciążenia podatkowe obywateli, najgorzej w tym względzie powinni mieć Skandynawowie czy Niemcy? A mimo tego to te nacje są wzorem dla nas jeśli chodzi o sposób funkcjonowania biznesu, są także wzorem do naśladowania dla całego świata włącznie z mitologizowanym u nas USA, z którego ucieczka firm przypomina wodospad Niagara.

Continue Reading →

Stare przedstawienie, w starych dekoracjach…

Nie tylko stare dekoracje, ale także starzy aktorzy, już nie tylko doświadczeniem. Sojusz Lewicy Demokratycznej wybrał nowego szefa, Leszka Millera. Przez kurtuazję nie będziemy zaglądać mu w metrykę, ale życiorysu i przejść politycznych wyprzeć się nie może. To ten sam przywódca, dzięki któremu lewica odniosła największy sukces wyborczy, w roku 2001, ale również ten, który stał na jej czele, kiedy w roku 2005 poniosła klęskę. To Leszek Miller wprowadził Polskę do Unii Europejskiej, ale to również on był wyjątkowo uczynnym wobec Kościoła katolickiego. Dziś Miller wzywa, aby „Konstytucja była ważniejsza od Ewangelii”, ale nic nie zrobił, aby ograniczyć jego wpływy polityczne w Polsce.

Lewica eseldowska prawdopodobnie znów będzie szukać swojej „tożsamości”. To taka lewicowa mantra, którą słyszę od lat. Poszukiwanie języka, systemu komunikacji, tożsamości… a elektorat ucieka. SLD chce być partią socjaldemokratyczną, ale jest jej znaleźć elektorat, który by podzielał jej dążenia i program. Liberałowie społeczni uciekli do Janusza Palikota, który w odpowiednim czasie wykorzystał wzrastającą niechęć do polskiego Kościoła katolickiego, a także potrafi zagospodarować elektorat mniejszości i ruchów alternatywnych. Odejście Roberta Biedronia i pozyskanie Anny Grodzkiej jest tego symbolem, choć akurat to nie jest winą Millera, lecz jego poprzednika. Klęska Grzegorza Napieralskiego w roku ubiegłym wskazuje na to, że SLD stracił też wpływy wśród młodej inteligencji miejskiej – grupy najbardziej aktywnej, mobilnej i będącej motorem rozwoju. A elektorat ekonomiczny, socjalny, jest dziś raczej przy Prawie i Sprawiedliwości. Jaka więc czeka przyszłość SLD? Partia kadrowa? Leszka Millera mogło wybierać około 40 tysięcy uprawnionych członków partii. A może po prostu Leszek Miller będzie tym następnym wynoszącym sztandar? “Byliśmy, jesteśmy i będziemy” – tak, hasło piękne, ale czy realne?

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 28. kwietnia

Super PAC’s

Super PAC’s to wymyślone organizacje, które sponsorują kandydatów politycznych. Zgodnie z prawem, mogą wydać miliony dolarów na kandydata, którego popiera prywatny sponsor lub korporacja. Nikt nie musi wyjawiać ani imienia osoby prywatnej, ani korporacji. Aby Super PAC działało legalnie, należy najpierw założyć anonimową korporację, której prezydentem, skarbnikiem oraz zarządem jest osoba, która zamierza sponsorować kandydata. Taka anonimowa korporacja musi złożyć dokumenty to Urzędu Skarbowego, ale nie musi podać ile i na co wydala pieniądze aż do maja 2013. Wybory na prezydenta będą miały miejsce w Listopadzie 2012 roku. Pieniądze pochodzące z tych korporacji mogą otworzyć Super PAC, który może brać odział w różnego rodzaju działaniach politycznych, które albo pomogą kandydatowi albo go zniszczą.

Mitt Romney wygrał prawybory gdyż Super PAC’s utworzone przez jego sponsorów, którzy są multimilionerami zniszczyły Ricka Santorum oraz w pewnym sensie szanse Newta Gingricha. Zazwyczaj, ludzie dają około 250 USD na kandydata, popierający Mitta Romney oraz 1% bogatych w Ameryce daje miliony. W tym roku, Sheldona Adelson, jedyny sponsor Newta Gingricha, ale za to bardzo bogaty wydal na jego przedwybory około 10 milionów.
Sponsorzy wydają pieniądze na polityka, który reprezentuje ich pozycję społeczną. Wielu z nich nie ma zamiaru wplątywać się w codzienna politykę i woli dać określona sumę pieniężną, która wiąże się z pewnymi zobowiązaniami. Tegoroczne wybory są przykładem na to, co i kogo kandydaci Partii Republikańskiej reprezentują. Rick Santorum miał głównie pieniądze pochodzące od przeciętnych ludzi. Ron Paul miał głównie własne pieniądze, Newt Gingrich sponsorowany był przez jedną rodzinę, Sheldona i Miriam Adelson, właścicieli kasyn, którzy wydali na niego miliony i którzy już zadeklarowali, że są w stanie wydać okolu 100 milionów dolarów na wybory na prezydenta USA.

Continue Reading →

Czy Tu 154M uderzył w brzozę?

Dziś o godzinie 17.00 przeprowadzę dla portalu NaTemat.pl (transmisja na żywo), za pośrednictwem Popler.tv wywiad z polskim naukowcem pracującym w Kanadzie, profesorem Pawłem Artymowiczem. Będziemy rozmawiać o przyczynach, realnych przyczynach fizycznych katastrofy smoleńskiej. Będę się pytał, na podstawie realnych założeń naukowych i dostępnej wiedzy, czy polski samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim i pozostałymi 95 osobami na pokładzie rozbił się 10 kwietnia 2010 roku w wyniku zderzenia z drzewem, czy jednak możliwe są inne przyczyny katastrofy?

Rozmawiając z profesorem Artymowiczem nie unikniemy odniesień do zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza i opracowań pracujących dla niego specjalistów – Wiesława Biniendy, Kazimierza Nowaczyka i Grzegorza Szuladzińskiego. Nie będziemy jednak mówić o polityce i o tym, kto zawinił katastrofie tupolewa. Będziemy rozmawiać o rzetelności naukowej i o tym, jak należy badać katastrofy lotnicze. Serdecznie zapraszam.

 

Azrael

I już pełne nagranie z wywiadu…

Paweł Artymowicz, polski naukowiec, absolwent fizyki UW, doktor nauk fizycznych PAN, habilitacja na UW. Był profesorem Uniwersytetu Sztokholmskiego, pracował w Baltimore (Instytut Teleskopu Kosmicznego NASA), na Uniwersytecie Kalifornijskim, prowadził badania grantów NASA. Profesor fizyki i astrofizyki na Uniwersytecie w Toronto. Zajmuje się także symulacjami numerycznymi, przy wykorzystaniu własnych programów obliczeniowych i samodzielnie zaprojektowanych i zbudowanych komputerów. Projektuje i konstruuje samoloty eksperymentalne, od 13 lat jest pilotem z licencjami FAA (USA) i kanadyjską.​

Barbara Blida i wstyd

Dziś mija piąta rocznica tragicznej śmierci byłej posłanki SLD i działaczki Śląska, Barbary Blidy. Już piąta rocznica, ale niewielu z tych, co chcą wyjaśnienia tej sprawy, o niej zapomniało. I czekają, kiedy wreszcie Platforma Obywatelska wywiąże się ze swojego zobowiązania postawienia winnych przed sądem. Nie chodzi tylko o polityków, Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro i Trybunał Stanu, ale również o urzędników państwa, służb specjalnych, a także prokuratury, którzy ponoszą odpowiedzialność za tę tragedię. I w wielu przypadkach dalej funkcjonują w przestrzeni publicznej.

W wieczór śmierci posłanki napisałem na gorąco tekst – analizę sprawy śmierci posłanki, tytułując go – „Winnym śmierci Barbary Blidy jest Zbigniew Ziobro”. I ani przez jeden dzień przez te pięć lat nie miałem wątpliwości, że mam rację, a każda sprawa, każda informacja, i co najważniejsze – efekt prac specjalnej komisji sejmowej, kierowanej przez Ryszarda Kalisza tylko utwierdziły mnie w moim przekonaniu. Winę ponosi, nie tylko polityczną, Zbigniew Ziobro. Jego wina rzuca cień na jego szefa, Jarosława Kaczyńskiego, na rząd PiS – LPR – Samoobrony, a przede wszystkim na patologię polityczną, jaką była tak zwana IV RP. ​

Zbigniew Ziobro ponosi nie tylko odpowiedzialność polityczną, ale jako członek rządu ponosi odpowiedzialność za inspirację działań prokuratury i ABW. Ciąg przyczynowo – skutkowy, droga decyzyjna prowadzi nie od oddziału ABW i prokuratury katowickiej do góry – do ministerstwa sprawiedliwości i kancelarii ówczesnego premiera – lecz odwrotnie – od gabinetów Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro w dół. Dziś, znając raport komisji Ryszarda Kalisza, wyraźnie widać, że Zbigniew Ziobro zawarł układ z szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim, swoim prokuratorskim kolegą, w tej sprawie (nieformalny – ale za wiedzą ówczesnego premiera), aby wykorzystać Barbarę Blidę jako „wyjście” na polityków lewicy – i powiązania ich z mafią węglową. I to właśnie były szef ABW powinien drugim, głównym oskarżonym w tej sprawie, w procesie karnym, obok szefów prokuratury okręgowej w Katowicach, którzy realizowali plan działań Ziobry. Trzecim głównym oskarżonym powinien być Grzegorz Ocieczek – szef delegatury katowickiej ABW, który realizował działania w terenie.

Continue Reading →

„Jarku, przyznaj się do błędów i przeproś!”

Cios, jaki otrzymał Zbigniew Ziobro od Jarosława Kaczyńskiego w trakcie sobotniego marszu ulicami Warszawy, pod auspicjami o. Tadeusza Rydzyka, zakończył się ciężkim nokautem.

Jacek Kurski przez kilka dni musiał tłumaczyć, dlaczego jego zawodnik padł na deski, tłumaczył się też też sam szef Solidarnej Polski. A to nagłośnienie i scena nie były takie same, a to głos wiecowy Ziobry akurat osłabł, nawet buty posłanki Beaty Kempy, które jakoby mieli zrzucić jej ochroniarze Jarosława Kaczyńskiego, stały się argumentem. Nic jednak nie przesłoni faktu, że proponowane przez Ziobrę prawybory w wyścigu do urzędu prezydenta na prawicy wygrał Jarosław Kaczyński. Jednym ciosem, w kilkuminutowym przemówieniu, gdzie słowa „Zbyszku, wracaj” można odczytać jako – „Zbyszku – spadaj”…

Niektórzy twierdzili, że secesja Ziobry, Kurskiego, Tadeusza Cymańskiego, Beaty Kempy i innych polityków osłabi PiS i przywództwo Jarosława Kaczyńskiego. Nic się takiego nie stało – PiS ma notowania stabilne, czasem wykazują trend ku górze, kosztem niemrawej Platformy Obywatelskiej. Notowania Solidarnej Polski oscylują wokół 3 procent poparcia, czyli tak naprawdę błędu statystycznego wyborów. Wydarzenia z marszu Telewizji Trwam w Warszawie pokazuję, że inny scenariusz, że SP powróci do PiS, jak silna frakcja, a Ziobro zajmie miejsce „po prawicy” Jarosława Kaczyńskiego też są mało realne. Nie ma również szans, aby PiS i SP działały na zasadzie równoprawnym podmiotów polityki. Siły nierównoważne, a poza tym ego obu polityków zostało podrażnione. No i Jarosław Kaczyński nie przebacza – chyba, że ktoś się ukorzy, jak zrobiła to polityczna kanapa Kazimierza M. Ujazdowskiego, Polska XXI.

Continue Reading →

Marsz ku pieniądzom

Prawdziwym motywem wczorajszego marszu zwolenników Radia Maryja i Telewizji Trwam, w Warszawie, nie były sprawy wolności słowa, lecz interesy. Interesy finansowe polityczne Tadeusza Rydzyka, a także partii politycznych, klęczących u jego tronu – Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski.

Dziesiątki tysięcy demonstrantów w Alejach Ujazdowskich broniło ciągłości zagrożonego interesu Tadeusza Rydzyka. Byłoby nadużyciem twierdzenie, że byt jego rozgłośni, telewizji, wydawnictw i szkoły wyższej jest zagrożony, ale wygląda na to, że jego operacje finansowe (pożyczka z Zakonu Redemptorystów, w wysokości 70 mln złotych), mające zwolnić go z płacenia części podatków, obróciły się przeciwko niemu. Koncesji na cyfrowy multipleks nie dostanie, ponieważ jego dokumenty finansowe są po prostu niewiarygodne. Dlatego potrzebna jest mu pomoc polityków, dlatego zabiegał, aby na warszawskim marszu byli obecni i politycy PiS i SP. Najlepiej razem. I byli – razem, ale osobno. A Rydzyk był w tym czasie w Chicago – zapewne na kolejnych biletowanych imprezach.

Marsz, jako wydarzenie polityczne, stał się areną rozgrywki pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim i Zbigniewem Ziobro, którą ten drugi przegrał w sposób dramatyczny. Sama konstrukcja marszu, gdzie Ziobro przemawiał po Kaczyńskim i ten drugi mógł określić warunki, skazywała szefa Solidarnej Polski na porażkę. Nieprzychylny mu tłum (choć nie wrogi), niedyspozycja głosowa, brak planu przemówienia i ustawienie się pod potężną figurą Marszałka Józefa Piłsudskiego – wszystko to doprowadziło do tego, że wystąpienie Ziobry było karykaturalne. Kaczyński powiedział „Zwracam się do ciebie Zbyszku, zapomnijmy o tym, co było złe, o co mamy pretensje, idźmy razem; wracajcie, to jedyna droga do zwycięstwa (…) musimy być razem, musimy zwyciężyć. Wracajcie”. Ziobro na tle okrzyków „Jarosław! Jarosław!” „wracajcie do PiS”, „łączcie się”, „jedność, jedność” wypadł żałośnie. Tym bardziej, że Kaczyński nie pozostawił mu złudzeń, że traktuje go tylko jako nic nieznaczący element – po prostu odjechał z marszu. To jego przemówienie było ważniejsze, to on znów nadał ton, to on jest dalej na rachitycznej polskiej prawicy samcem alfa.

Osnową marszu nie była sprawa obrony wolności wypowiedzi i interesy Tadeusza Rydzyka. Nie były też sprawy relacji pomiędzy PiS i SP. Sprawa smoleńska to jest to, czym Jarosław Kaczyński i wspierające go siły medialne grają. Centralnym punktem demonstracji było przemówienie szefowej Solidarnych 2010, Ewy Stankiewicz. I to ona, Tomasz Sakiewicz i jego wydawnictwa, a przede wszystkim Antoni Macierewicz dziś określają politykę Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński staje się zakładnikiem ich teorii zamachu rosyjskiego, oczywiście przy współudziale Donalda Tuska i prezydenta Bronisława Komorowskiego. Stankiewicz powiedziała z trybuny słowa rewolucyjne – takich w trakcie 23 lat polskiej demokracji, nawet w okresie największych napięć politycznych nie słyszeliśmy. Oskarża premiera o zdradę stanu, o to, że działał w interesie rosyjskim. Przyrównuje go do zdrajców Targowicy. Prezydenta Bronisława Komorowskiego nazwała półanalfabetą. A w mediach jej słowa przeszły bez echa – za to prawicowy internet aż się gotuje. Tyko, że tej postaci – już politykowi – z takim językiem bliżej jest Róży Luksemburg, niż prawicy.

Wracając do sprawy mediów Tadeusza Rydzyka i miejsca dla Telewizji Trwam na cyfrowym multipleksie. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji kierowała się jasnym przesłankami, prawnymi i ekonomicznymi. I mam nadzieję, że będzie się tego trzymać, w interesie wszystkich – nadawców i widzów. Bo jak powiedział Wojciech Borowik, Prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa, jeżeli teraz, pod wpływem nacisków politycznych KRRiT zmieniłaby swoją decyzję, to będzie to dopiero prawdziwy skandal.

 

Azrael

Konferencja „Wielki Kryzys 2.0″

Kryzys pod lupą, czyli konferencja pt. „Wielki Kryzys 2.0. Czy stoimy na krawędzi?”

20 kwietnia w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego ponad 130 osób z całej Polski wzięło udział w konferencji „Wielki Kryzys 2.0. Czy stoimy na krawędzi?”. Spotkanie zostało zorganizowane przez Samorząd Studentów Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego oraz Studenckie Koło Naukowe Europa Nova.

W pierwszym panelu spotkania prelegenci szukali odpowiedzi na pytanie, o co tak naprawdę chodzi w kryzysie finansowym. Jako pierwszy głos zabrał profesor Alojzy Z. Nowak, dziekan Wydziału Zarządzania UW, który podkreślił różnicę między kryzysem finansowym, który zdefiniował jako w utratę zdolności do regulacji zobowiązań, a walutowym i ekonomicznym. Zaznaczył również rolę tzw. toksycznych instrumentów finansowych w wywołaniu kryzysu. Profesor Marek Góra z Katedry Ekonomii SGH zaczął swoją wypowiedź stwierdzeniem: kryzys to coś optymistycznego, coś, co się kończy. Tymczasem, jak zaznaczył, obecnie zachodzące procesy to coś więcej niż kryzys finansowy – jest to problem wynikający ze struktury demograficznej, który jest długotrwały. Coraz mniejszy przyrost naturalny powoduje zmniejszanie się wpływów budżetowych, co prowadzi do braku środków na spłatę długu publicznego. Profesor Andrzej Sopoćko z Wydziału Zarządzania UW zwrócił zaś uwagę na to, że kryzys wynika także z olbrzymiej różnicy dochodów w społeczeństwie. Wskazał, że państwa powinny inwestować tam, gdzie efekty będą widoczne długookresowo, czyli np. w badania naukowe. Z kolei profesor Jan J. Michałek z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego przedstawił handlowy aspekt kryzysu strefy euro. Prowokująco i przewrotnie zapytał: jeżeli nie można poprawić sytuacji w krajach PIGS (Portugalia, Włochy, Grecja, Hiszpania), to może należałoby zepsuć Niemcy?

Continue Reading →

A więc… wojna!

Antoni Macierewicz, na spotkaniu klubu „Gazety Polskiej” w Krośnie stwierdził, że „Przecież zamach w Smoleńsku był wypowiedzeniem Polsce wojny”. Uważa, że katastrofa smoleńska (zamach) to cześć szerszego planu ataku Rosji na Polskę. Szkoda jednak, że nie pamięta, kto zaprosił całe dowództwo polskiego wojska na pokład tupolewa i kto jest odpowiedzialny, że po katastrofie wojskowej CASA-y nie zrealizował zaleceń uporządkowania lotnictwa, w tym 36. pułku specjalnego…

Paranoja smoleńska rozlewa się coraz szerzej. Temat katastrofy, poruszany na wiechach, konwentyklach i w czasie marszy Prawa i Sprawiedliwości, jest szeroko relacjonowany przez media. I słuchamy oskarżeń, paranoicznych teorii, coraz częściej gróźb wobec tych, którzy zdradzili. Kłamstwo smoleńskie, kłamstwo zamachowe, to zimna kalkulacja polityczna, realizowana przez szaleńców. I jakby porównania te były na wyrost, przypomina to początek lat 30. ubiegłego wieku w Niemczech, gdzie pewien feldfebel pruskiej armii walczył władzę. Adolf Hitler walczył z porządkiem demokracji po I wojnie światowej, z Republiką Weimarską, dziś Kaczyński głosi, że „Walczymy o to, żeby Polska stała się wolna”. Walczy o taką Polskę, jakiej gorzki smak poczuliśmy w latach 2005 – 07. Ale tak naprawdę Kaczyński dziś walczy z III RP i całym dorobkiem 23 lat demokratycznej Polski.

Continue Reading →

  • Facebook