Jan Rokita z komedii del arte

Swinia

 

 

 

 

Pisałem to lata temu – admiratorem Jana Marii Rokity nie byłem i już nie zostanę. Nie trafiały do mnie zachwyty nad jego wiedzą, oczytaniem, analitycznymi umiejętnościami, może dlatego, że jako racjonalny warszawiak generalnie sceptycznie patrzę na wydumany intelektualizm Krakówka.
Warszawiacy cenią sobie raczej dynamizm, przebojowość, skuteczność, pragmatyzm – niż intelektualne dysputy przy kawiarnianym stoliku, lub światłe słowa wypowiadane zza stołu z zielonym suknem. Podejrzane dla mnie zawsze było to, jak tak doskonale przygotowany polityk, wiele razy wybierany do Sejmu – raz tylko, krótko sprawował urząd państwowy – za to krążył po różnych formacjach, niczym… Antoni Macierewicz. Zachwyty ze scen politycznych i mediów nad Janem Marią Rokitą płynęły zewsząd. Wszyscy, począwszy od premiera Jarosława Kaczyńskiego, na Jarosławie Gowinie kończąc wychwalają jego postawę patriotyczną. Tylko dlaczego nic z tego na dłuższą metę nie wynikało?

Od czasu dramatycznego, ale jakże groteskowego odejścia Jana Marii Rokity z polityki, były „prawie premier” staczał się coraz bardziej w stronę tabloidowego nurtu politycznego. Dzielnie sekundowała mu w tym żona, Nelly, ale to Jan sam dokładał cegiełki. Nie pomogła mu specjalnie pozycja i rola publicysty w gazecie „Dziennik”, sowicie wynagradzanego przez Axel Springera. A już na pewno nie pomógł mu incydent w Monachium, gdzie nasz bohater stał się jednocześnie twórcą i tworzywem polityczno-kryminalnego performancu. Słynna awantura na pokładzie samolotu Lufthansy, której efektem był głównie dzwonek w telefonie komórkowym („Ratunku, biją mnie Niemcy!”), przeniosła ex-polityka i naszego intelektualistę w świat tabloidów i marginesu politycznego. Od tego czasu rzadziej był już zapraszany do mediów jako komentator, a jego wypowiedzi jako byłego polityka i kabareciarza „na stojaka” przestały mieć znaczenie ważnych opinii.

Continue Reading →

Śmierć Barbary Blidy

Nie będzie to sprawa nowa i oryginalna. Ma ona już ponad 7 lat, a z punktu widzenia polskiej polityki, a przede wszystkim polskiej demokracji, znaczenie bardzo ważne. Wręcz fundamentalne, ponieważ dotyczy wymiaru sprawiedliwości, głównie prokuratora generalnego, ale także polskich organów ścigania.

Ostatnia wypowiedź – oficjalne stanowisko, tak to należy traktować – prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta – dotyczące okoliczności śmierci, ale głównie prowadzonego dochodzenia wobec śmierci posłanki lewicy, p. Barbary Blidy, jest skandalem. Tak należy traktować jego odpowiedź na pismo szefowej RPO, p. Ireny Lipowicz (nie pierwsze tego rodzaju stanowisko z jego strony zresztą). Nie tylko skandalem funkcjonariusza państwa, lecz polityka i naukowca. Słowa jego oświadczenia, że „okoliczności śmierci byłej posłanki SLD Barbary Blidy badane były rzetelnie, wszechstronnie” są dla niego nie tylko dyskwalifikujące, lecz również moralnie skandaliczne.

Nie od dziś, ani nie od wczoraj wiadomo – i wiedzą to nie tylko prawnicy, ale również politycy – że sprawa śmierci –jak wielu twierdzi – zabójstwa – lub może tragicznej śmierci w wyniku szarpaniny z policjantką w wilii – Barbary Blidy jest jedną z najpoważniejszych czarnych plam polskiej prokuratury, innych organów bezpieczeństwa, a przede wszystkim konkretnych polityków i urzędników. Nie od dziś nazwiska osób za to odpowiedzialnych – winnych śmierci – są znane – to Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro, Bogdan Święczkowski i Grzegorz Ocieczek

Te cztery osoby – a nie tylko policjanci, członkowie CBA, ABW, prokuratorzy – stanowią klucz do wyjaśnienia okoliczności śmierci Barbary Blidy. Działacze wspomnianych instytucji mają dostęp do materiałów to potwierdzających. Ma do nich dostęp także Andrzej Seremet – i nie jest ważne, że jest to 100 materiałów akt, czy opinie innych instytucji. Ma dostęp i powinien czuć się zobowiązany do doprowadzenia sprawy do prawdy. I nie chodzi tu o sprawy formalne, ale o działania funkcjonariuszy służb, policjantów w dniu śmierci, postrzału B. Blidy – przez funkcjonariuszkę policji. Ważniejszym jednak jeszcze bardziej tematem jest to, jak do tego działania przygotowywali się politycy – głównie ci już wspomniani – w biurze ówczesnego premiera, Jarosława Kaczyńskiego…

Przypomnijmy inne sprawy, ważne z punktu widzenia politycznego i prawnego.

Continue Reading →

Kultura i etyka z Panią Krystyną Pawłowicz

Swinia

 

 

Nie wiem, szczerze, po kilku dniach, jak mam traktować sprawę p. posłanki Sejmu demokratycznego państwa, naukowca, wykładowcy młodzieży, polityka idei, p. prof. Krystyny Pawłowicz. Właściwie przy tych wszystkich sprawach, ja, skromny pisarz internetowy, powinienem zamilknąć i zadumać się nad etyką i jej medialną gracją w telewizji. Jakoś jednak mi nie idzie…

Poszło o coś, co zwane jest „Marszem Szmat”, paradą kobiet „wyzwolonych” (?). Kobiety skromnie ubrane, lub wręcz nie, przeszły się ulicami Warszawa. O sprawie (tak, ostrej i wręcz prowokacyjnej) postanowił z p. Pawłowicz porozmawiać red. Jarosław Kuźniar, w telewizji też bywającą prowokacyjną. Tak przynajmniej właśnie uważa p. Pawłowicz. I była na to przygotowana. Już raczej na kartce miała przygotowane pewne sformułowania – o dziwkach, o szmatach. Same określenia nie są niczym złym, ale jeżeli okazuje się, że służą one zakreśleniu politycznego kontekstu, to wygląda to jednak zupełnie inaczej. Przykład? Proszę;

„Jeśli Anna Grodzka była na tym marszu i postawiła się w rzędzie szmat, to też jest szmatą”

To właściwie załatwiłoby cały problem dyskusji. Ale panią Pawłowicz poniosło – uznała, że protest językowy i medialny doskonale pasuje do działań politycznych – niestety, prowadzonych już językiem cytatów, nawet ostrzejszych, niż ten podany w relacji z p. Grodzką. Chodziło między innymi o sprawy zaostrzenia kar za gwałty i kilka innych poważnych tematów. Lecz przy języku, jakim próbowała prowadzić rozmowę (wspomniane ciepłe nawiązania do „dziwek” – już nie wiem, czy nie chodziło także o kobiety – polityków…) temat polityczny dość mocno osłabł. Poza mediami, telewizją – tu ciepło jej wywodów rozlało się szeroko.

Dziś sprawa wystąpienia p. Krystyny Pawłowicz ma już inną konotację. Właściwie i mężczyźni i wiele pań, przeszło do porządku nad jej elokwencją, może dla niektórych nawet ciepłem wypowiedzi. Emocjonalność i nowa formula dyskusji być może w kuluarach Sejmu, w spotkaniach weekendowych polityków z wyborcami stanie się normą? No, przecież, nie tylko koturnowy i czasem pompatyczny język polityków, a także księży jest tym, jaki do społeczeństwa trafia. Tym bardziej, że te nasze społeczeństwo i mniej czyta książek i mniej ogląda telewizji, a badania pokazują, że nawet mniej, niż 50% czyta cokolwiek. Poza, oczywiście, „Faktem”, „Super Expressem” – one mają stałych wielbicieli, zapewne sprawa p. Pawłowicz i red. Kuźniara była na czołówkach. Ze wstydem przyznam – nie sięgnąłem…

Bo jak sobie teraz poważnie potraktujemy, to co zobaczyliśmy w telewizji i co zostało na nagraniach – są już pewne modyfikacje nawet w internecie – to była prawdziwa debata naukowca z dziennikarzem. Debata i dyskusja o sprawach ważnych.

Od maja 2013 roku w polskiej polityce to właśnie jest standard dyskusji i prawdziwa moderacja opinii. Nie podoba się części Państwa? Cóż, może czas zmienić wychowanie, naukę, edukację…

 

Azrael

Frustracja i marazm

 

Swinia

 

 

 

 

Jako człowiek leniwy i wiekowy, piszę w ostatnich miesiącach dużo mniej. Podobnie trochę do tego, jak działa premier polskiego rządu, który zabiera głosu mniej w sprawach poważnych. Od ponad 1,5 roku, kiedy poważne sprawy – dotyczące kraju – nie są regulowane przez ustalenia polskiego parlamentu.

Media klasyczne – telewizja, gazety codzienne i tygodniki – zastanawiają się nad rekonstrukcją rządu – czytaj „rekonstrukcją Tuska”. Ma to oznaczać, kto w rządzie koalicji PO i PSL zostanie, kto odejdzie i w jaki sposób. Jaki to będzie miało wpływ na samo rządzenie premiera – tego nikt poważnie nie podejmuje. I sygnały z niektórych ekonomicznych wydawnictw, mówiące, że wydatki bieżące rządu są dość duże, a przychody podatkowe wprost odwrotnie – nie wzbudzają zainteresowania. Przecież personalne zmiany w rządzie są ważniejsze, nie mówiąc o decyzjach minister sportu w sprawie koncertów Madonny, czy zegarkach ministra Nowaka. Zegarki ministra są ważniejsze, niż jego ostatnie, dobre, wyniki oddawania do dyspozycji odcinków dróg, nie mówiąc o planach na nowe połączenia kolejowe już w roku przyszłym. To sukces red. Sylwestra Latkowskiego z „Wprost” … porażka poważnych dziennikarzy i mediów telewizyjnych.

Jest jednak z tym problem, którego te media rozwiązać już w tej chwili nie potrafią. Jeżdżąc za politykami, tu i tam, a najchętniej siedząc na pufach w Sejmie, nie potrafią nacisnąć rządu, przede wszystkim premiera, aby ten przedstawił pełen program swojego rządzenie (jeszcze ponad 2 lata kadencji Sejmu i Senatu), nie mówiąc o wizji. Sytuacja ekonomiczna, wielkość bezrobocia, stan finansów rządu – to nie są sprawy, jakie poruszają media pierwszego sortu. Dlatego też premier był usprawiedliwiony swoim postępowaniem – do czasu ostatnich wyników sondażowych. 26% dla PiS-u, 23% dla PO (CBOS), lub w innym sondażu, gdzie wynik wynosił 32% do 30%, także dla partii Jarosława Kaczyńskiego. I tak, już wielotygodniowe jazgotanie mediów, że premier nic nie robi – a przede wszystkim nie jeździ „Tuskobusem” – zwieńczyło się wynikami. Nie jest to oczywiście wina mediów, ale właśnie sfery rządu i samego premiera.

Continue Reading →

Czas na smoleńską prawdę

Swinia

 

 

 

Wywiady i spotkania radiowe i telewizyjne mecenasa Rafała Rogalskiego tylko są marginesem sprawy ważniejszej – zakończenia kariery medialnej, ale przede wszystkim anty moralnej Antoniego Macierewicza, człowieka, który przez ostanie 3 lata spostponował pamięć 96 tragicznie zmarłych Polaków. Tak, wiem, że znaczny procent Polaków ma na ten temat inne zdanie, ale oznacza to tylko to, że uczciwość moralna – ale przede wszystkim katolicka – nie jest w naszym państwie zbyt silna…

Macierewicz od trzech lat buduje popularność PiS-u, Jarosława Kaczyńskiego, na smoleńskiej tragedii. Mecenas Rogalski przez pewien czasu budował również tę teorię. Przyzwoitość jednak kazała mu patrzeć nie na media i na własną karierę, ale na prostą prawdę. Do tego nie dorasta jeszcze, co ze smutkiem widać, 2/3 posłów parlamentarnych Prawa i Sprawiedliwości i dużo więcej zwolenników tej partii. Dlaczego? Być może również dlatego, że Kościół katolicki, cichy zwolennik tej partii, również nie potrafi tej prostej, ale brudnej moralności obalić – jako obalenie kłamstwa.

Niektórzy jednak widzą pewną drogę wyjścia z tego impasu – to powrót do pamięci o Lechu Kaczyńskim i jego wspaniałej żonie, Marii. Może czas przypomnieć o ich przyzwoitości, uczciwości, szkielecie moralnym, o tym, jak przez lata jego kadencji odbudowywana była prostota moralna i prostota pamięci? Dziś w to miejsce działa sekta smoleńska, na czele której stoi jego brat, ale również, niestety, córka. Materiałem są białe księgi Macierewicza i zarabiane i wydawane przez niego pieniądze. Jak długo jeszcze? I dlaczego takich ludzi, jak mecenas Rogalski jest jednak tak mało w Polsce?

Jarosław Kaczyński, jeżeli wreszcie i politycy i media – także robiące na katastrofie smoleńskiej własne biznesy – ostatnio łącznie z telewizją prywatną – zrozumieją, do czego dążą, straci główną linię polityczną. Tak jak straci wkrótce pamięć o bracie. Wtedy już naprawdę zostanie sam. Wygrany dziś jest i będzie, póki tego Jarosław Kaczyński nie zrozumie, Antoni Macierewicz. To nie będzie jednak zwycięstwo Pyrrusa – to będzie brudne zwycięstwo na grobie 96 ludzi…

Azrael

 

Po rocznicy smoleńskiej

Swinia

 

 

Kiedy zbliżała się trzecia rocznica tragedii smoleńskiej, katastrofy polskiego Tupolewa, przygotowywałem się do śledzenia jej obchodów, głównie przez środowisko Prawa i Sprawiedliwości, inaczej – zwolenników teorii zamachu na samolot z 96 osobami. I tak zrobiłem, oglądając transmisje telewizyjne – między innymi nowej stacji Tomasza Sakiewicza i Bronisława Wildsteina, czytając prawicowe portale i, oczywiście, będąc na Krakowskim Przedmieściu.

Ale z czasem zamiast krytycyzmu i dystansu, ogarniała mnie coraz większa żenada, na koniec już tylko wielki smutek. Smutek, że tragedia i ludzkie losy tych wielu wspaniałych ludzi, którzy zginęli o godzinie 8.41 10 kwietnia 2010 roku są dziś elementem takich manipulacji.

Ileż to chamstwa, tak – chamstwa politycznego – trzeba mieć, aby w tak smutnym, ale doniosłym dniu opowiadać nową teorię o trójce pasażerów, którzy niby przeżyli katastrofę? Macierewicz ma „trzy dowody”. Czy zdaje sobie sprawę z tego, jaka to jest manipulacja, jak doskonale może zostać to przyjęte przez nieprzychylnych Polakom Rosjan? Czy zdaje sobie choć odrobinę sprawę z tego co robi? Tak zdaje sobie – on po prostu, od ponad już 20 lat, robi politykę chamstwa, denuncjacji i kłamstw.

Całość dnia rocznicowego na Krakowskim Przedmieściu miała nie charakter podniosły, symboliczny, ważny dla rodzin tragicznie zmarłych, lecz była festynem. Muzyka, wiersze, budowanie napięcia przez wizytą Jarosława Kaczyńskiego i jego quasi faszystowskim przemówieniem – było to coś, co jest czymś w rodzaju marginesu starego komunizmu, lub jeszcze starszego faszyzmu. Antoni Macierewicz, Prawo i Sprawiedliwość, grupy „Gazety Polskiej” tworzą coś, co można porównać z czasami czystego stalinizmu, lub jeszcze wcześniej – niemieckiego faszyzmu. Tylko że finalnie tworzy się z tego intelektualne i moralne getto – i to już widać w zachowaniach, oczach tych ludzi, którzy wczoraj stali na ulicy. To już nie była myśl o tragedii, ani żałoba smoleńska – to była czysta manipulacja.

A potem były jeszcze polityczne marsze z bębnami, „Smoleńsk pomścimy, rząd obalimy”, „Komorowski won do Moskwy. Tusk Schetyna do Berlina” – czysta gra polityczna, za którą stoją ludzie Macierewicza, Kaczyńskiego, „GaPola”. Tylko, że wczoraj to już przelało czarę goryczy, wieli ludzi odzyskuje już na szczęście rozum. W Warszawie miało być ponoć 100.000 ludzi – było ich kilkanaście tysięcy.

Dobrze, że premier i prezydent odsunęli się od tego na bok. Tego wymaga pamięć po tragicznie zmarłych. Tego też wymaga kultura polityczna, kultura społeczna. Tak sobie ludzi mądrzy wyobrażają obchodzenia rocznicy pamięć, w ciszy, skupieniu – w czci. Polityczne zbydlęcenie po drugiej stronie może jednak rosnąć dalej…

 

Azrael

Moralność Juliusza Brauna na półce

Swinia

 

 

 

W Zasadach Etyki Dziennikarskiej w TVP można przeczytać, że;

„Opinie powinny być uczciwe, nie mogą przeinaczać faktów, nie mogą też być formułowane wskutek ingerencji czy to osób prywatnych, czy instytucji”.

Obecny prezes TVP, Juliusz Braun godząc się na emisję filmu Anity Gargas, „Anatomia upadku”, w jutrzejszy poniedziałek, dwa dni przed smoleńską rocznicą tragicznej katastrofy polskiego Tu-154M, łamie tę zasadę. Więcej – słuchając jego opinii na ten temat, można odnieść wrażenie, że robi to w pełni świadomie, z motywów politycznych. A mogłoby się wydawać, że telewizja publiczna nie ma prawa promocji filmowych programów dalekich od rzetelności.

Ponadgodzinny film Anity Gargas – a właściwie produkcja wydawnictw „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza – jest całkowicie nierzetelny, jest produkcją przygotowaną nie w celu wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej, lecz wyprodukowany dla „udowodnienia” konkretnej zaplanowanej tezy. Juliusz Braun wydaje się – przynajmniej tak to wygląda z jego ostatnich wypowiedzi – świadom zapisów tego filmu, lecz nie przeszkadza mu to na zgodę na jego emisję – w najlepszym czasie antenowym, tuż przed rocznicą smoleńskiej tragedii. Obok będzie emitowany film National Geographic, już w mediach publicznych znany, rzetelny, ale dość powierzchowny.

Continue Reading →

Sprawy Barbary Blidy nie wolno przemilczeć

Swinia

 

 

 

Polska Agencja Prasowa w materiałach publikowanych w rożnych mediach elektronicznych i prasowych informuje, że Barbara Blida popełniła w roku 2007 samobójstwo. Jest to, według mojej oceny, naginanie rzeczywistości.

Kilka dni temu otrzymaliśmy informację, że sprawą okoliczności śmierci byłej posłanki SLD i działaczki społecznej, Barbary Blidy, będą znów się zajmowały czynniki prawne, także prokuratura. Według pani profesor Ireny Lipowicz, Rzecznika Praw Obywatelskich „ postępowanie [w sprawie wyjaśnienia śmierci BB] nie spełnia polskich i międzynarodowych standardów”. I p. Lipowicz wystąpiła do prokuratura generalnego, p. Andrzeja Seremeta o podjęcie stosownych działań. On natychmiast obiecał, że sprawa wróci do… prokuratorów łódzkich, którzy wszystko zrobili, aby sprawie w latach 2007 – 2010 ukręcić łeb.

Sprawa śmierci – zabójstwa, lub może tragicznej śmierci w wyniku szarpaniny z policjantką w wilii – Barbary Blidy jest jedną z najpoważniejszych czarnych plam polskiej prokuratury, innych organów bezpieczeństwa, a przede wszystkim konkretnych polityków i urzędników. Te nazwiska, najważniejsze, bez udziału policjantów i prawników, to;

Jarosław Kaczyński
Zbigniew Ziobro
Bogdan Święczkowski
Grzegorz Ocieczek

Te cztery osoby – a nie policjanci, członkowie CBA, ABW, prokuratorzy – stanowią klucz do wyjaśnienia okoliczności śmierci Barbary Blidy. Mam nadzieję, że lewica, na której tkwi moralna odpowiedzialność za wyjaśnienie tej sprawy, będzie postępować według konkretnego klucza i z odpowiednią determinacją, mającą na celu wyśnienie tragicznej śmierci Barbary Blidy.

Należy pamiętać, że Komisja śledcza Sejmu poprzedniej kadencji, badająca okoliczności śmierci Barbary Blidy, działała ponad trzy lata i przygotowała liczący ponad 250 stron projekt raportu. Był to autorski projekt jej przewodniczącego, Ryszarda Kalisza. Głównym wnioskiem projektu było postawienie byłego premiera, Jarosława Kaczyńskiego i byłego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu, a także stwierdzenie, że Barbara Blida nie chciała popełnić samobójstwa. Projekt został przedstawiony Sejmowi poprzedniej kadencji – i został przyjęty. Dlaczego od jego przyjęcia minęło 1,5 roku i rząd nie podjął w tej sprawie konkretnych działań? – to poważne pytanie, przede wszystkim do rządu premiera Donalda Tuska.

To potwierdza moją opinię, która niestety jest w żaden sposób obecnie obalana, że że za śmierć Barbary Blidy jest odpowiedzialny polski system polityczny, powiązany z układem prokuratorskim i służb specjalnych. I to jest jeszcze ważniejszy problem, niż tylko formalne wyjaśnienie okoliczności jej śmierci.

Continue Reading →

Upadek moralny księdza

Swinia

 

 

Patrząc z zewnątrz na polski Kościół katolicki, na jego organizację, widać, że jest niemalże martwy. Martwy, jako instytucja dla ludzi, dla potrzebujących pomocy. Księża, których umysł jest otwarty, którzy potrafią prowadzić debaty, jest niewielu. A te debaty są i tak tylko na marginesie. Postać nowego papieża, Franciszka, lśniła by w polskim kościele niczym zorza… Tylko polscy politycy potrafią z tego kościoła korzystać – to te same schematy moralności.

Ksiądz, arcybiskup Leszek Sławoj Głódź nie jest wcale odosobnieniem. On jest tylko lepiej widoczny, jest może po prostu większym sybarytą. Inni hierarchowie kościoła polskiego są zapewne bardziej zwracający uwagę na media, a sprzyjający im regionalni działacze polityczni bardziej zaufani. Styl towarzyski i imprezowy, jaki prezentuje Sławoj Głódź – przy tragicznej sytuacji finansowej jego diecezji – dopiero teraz został odkryty. Nie tylko zresztą styl, ale również biesiadne, alkoholowe nawyki arcybiskupa, znane zresztą od lat wtajemniczonym. Zresztą ma on z czego żyć – ma przecież pensję kościelną 4,5 tys. złotych i mundurową emeryturę w wysokości 10 tys. miesięcznie. A to wszystko w sytuacji, kiedy jego kuria jest obciążana kwotą ponad 21 mln złotych za niespłacone kredyty.

Jednak dziś, po tym co zamieścił tygodnik „Wprost”, problem jest inny – to moralna degrengolada arcybiskupa, który swoich księży podległych traktował jak sługów. Politycy, szczególnie prawicy PiS-u, są jego asystentami. Widać to było na jednej z pokazywanych w mediach mszy z Katedry Oliwskiej – byli i sejmowi posłowie z PiS, i trójmiejscy radni…

Nie liczyłbym na nowego papieża kościoła katolickiego, Argentyńczyka Franciszka, że dokona w polskim Kościele katolickim przełomu. On jest zastygły, zmurszały, a ludzie, księża otwarci, są na marginesie. Czym to grozi? Rozłamem, większym niż dotychczas podziałem społeczeństwa.

 

Azrael

Życzenia Wielkanocne

Serdeczne życzenia spokojnych Świąt Wielkiej Nocy roku 2013, dla wszystkich moich przyjaciół, czytelników i ich najbliższych.

Kurczak 2

 

 

 

 

 

 

 

Azrael

PS. Już od przyszłego tygodnia wracamy do normalnego pisania – zdrowie wraca!

 

Jak żyć, Panie Duda?

JSwinia

 

 

Kilkugodzinne spotkanie w sali BHP Stoczni Gdańskiej, przed ostatnim weekendem, miało znacznie minimalne dla spraw społecznych, materialnych i potrzeb ludzi pracy, w tym przypadku związkowców. Choć na spotkaniu byli reprezentacji blisko 100 rożnych organizacji, głównie właśnie związkowych, to gwiazdą polityczną był Piotr Duda, medialną i rozrywkową – Paweł Kukiz, a paprykarz Kowalczyk reprezentował coś na kształt karykatury NZSS „Solidarności” rolników…

Spotkanie miało wymiar polityczny i było ostrzeżeniem przed tym, do czego wyraźnie zmierza Piotr Duda – pomysł na „Platformę Oburzonych” ma iść w kierunku wyjścia na wiosnę na ulicę, może już na 10. kwietnia, w celu odbudowania pozycji swojej i swoich formacji związkowców.

Na dziś jednak działania polityczne, czy medialne nie przynoszą związkowcom i samemu Dudzie żadnych sukcesów – nie ma pomocy ze strony polityków, a Prawu i Sprawiedliwości szef związkowy sam nie wierzy do końca, w związku z tym zakłada „rozruszanie” różnych organizacji związkowych i zrealizowanie „ruchawek” ulicznych. Oczywiście, ubierze to w konkretne postulaty robotnicze i polityczne – choć pomysł Kukiza o JOW-ach całkowicie się nie udał – i będzie to manifestował na ulicach. O ile, oczywiście, te 10o różnych, fabrycznych, rolnych, handlowych organizacji na to pójdzie. Na obrzeżach jego manifestacji gdzieś swoją grę będą odgrywać Kluby „Gazety Polskiej” z red. Tomaszem Sakiewiczem. Oni grają inną rolę, mają inne zadania wobec Jarosława Kaczyńskiego, ale to właśnie szef PiS-u z tego populizmu będzie chciał zdobyć swoje wyniki. On wierzy dalej, że na tyle doprowadzi do rozruchów społecznych i politycznych, że to obali PO i doprowadzi do wcześniejszych wyborów. To jest drugi dno tego, co widzieliśmy w Gdańsku.

Związkowcy są zawsze i wszędzie niezadowoleni. To standard ich postępowania. To co postulowali wczoraj i dostali, dziś jest podstawą żądania jeszcze więcej. Tylko, że to sprawdzało się w Polsce lat kilkanaście temu, dziś nie daje rezultatu – dziś siła związkowców kończy się z reguły w ich gabinetach, ponieważ pracownicy klasycznych zakładów przemysłowych, górnictwa, kolejarze już wiedzą, że rozbicie ich organizacji przez różnych pseudo-działaczy – właśnie już wspomniane tych 100 organizacji w stoczni – pokazuje, jak tak naprawdę niewiele znaczą.

Piotr Duda musi dziś robić politykę, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że prawdziwej siły politycznej nie ma. Może być na kilka godzin mocny na ulicach przed Sejmem, może być klepany, głaskany i chwalony przez polityków od PiS-u po Ruch Palikota, ale to nic nie znaczy, jeżeli chce załatwić jakiekolwiek sprawy. Dla siebie, związkowców, pracowników. Nawet jako lider wielkiego związku zawodowego, czy konglomeratu politycznego związkowców, dziś nie jest wstanie nic załatwić, co by szkodziło interesom politycznym – także tych formacji, które go od czasu do czasu pieszczą. Nie ma znaczenia, czy występuje obok Zbigniewa Ziobro, Leszka Millera, czy nawet Tadeusza Rydzyka.

A jeżeli stanie ponownie na jednej trybunie obok Jarosława Kaczyńskiego z PiS – sukcesów nie osiągnie. Wie to nawet Paweł Kukiz, dla którego i Donald Tusk i Jarosław Kaczyński to taka sama niegodna zaufania polityczna grupa…

 

Azrael

 

Żegnamy Jarosława Gowina?

Swinia

 

 

Jak już napisałem kilka dni temu, rząd premiera Donalda Tuska jest jego rządem autorskim. Powołując Jarosława Gowina na stanowisko ministra sprawiedliwości, wziął za to pełną odpowiedzialność – i również stworzył ryzyko niestabilności prac i rządu, i Sejmu. Teraz musi ten problem znów sam rozwiązać. I to szybko – być może już w najbliższy poniedziałek.

Jarosław Gowin to największa pomyłka na stanowisku ministerialnym tego rządu Platformy Obywatelskiej. Jak wielu to zauważyło, Gowin nie pełni zadań ministra rządu i interesów obywateli w sposób oczekiwany, lecz wykorzystuje stanowisko dla realizacjo swoich prywatnych planów. A te plany, szczególnie w społecznie ważnych sprawach in vitro, czy związków partnerskich, są poddane naciskom jego twardych poglądów etyczno-religijnych. To nie jest jednak głos sumienia, jak niektórzy chcą to widzieć, lecz raczej działania jego ergo sumienia, poddane interesom samego ministra Gowina, w określonej grupie wpływów polskiego katolicyzmu. Jeżeli przyjąć by, że są to jego osobiste zapatrywania, to nie są one zgodne z interesem i dobrem setek, może milionów Polaków, cierpiących z powodu ostracyzmu religijnego, zabierającego im prawa do dzieci. To wszystko prowadzi do tego, że dziś Jarosław Gowin daleko odszedł nie tylko od roli dobrego zawodu ministra, dbającego o dobro obywateli, ale również od obowiązków ministra konstytucyjnego. Winę za to także ponosi premier Donald Tusk, ponieważ półtora roku temu zdecydował się na wybór najgorszego ministra, biorąc pod uwagę sprawy natury politycznej swojej formacji.

Continue Reading →

Duma i szacunek Lecha Wałęsy

Swinia

 

 

Lecha Wałęsę znamy „od zawsze”. Wiemy, co może powiedzieć, wiemy kogo może obrazić, lub w wyjątkowy sposób jednak pochwalić. Nie wiemy jednak, kiedy powie coś mądrego, a kiedy jednak palnie głupotę. U niego, niestety, to co na plus można mu zaliczyć, czasem jest minusem.

- Ja sobie nie życzę, żeby ta mniejszość, z którą się nie zgadzam, wychodziła na ulice i moje dzieci i wnuki bałamuciła – powiedział w ostatnim wywiadzie w telewizji TVN24. I dalej powiedział, że ta mniejszość, to seksualne mniejszości, w tym przypadku w Sejmie, które właściwie powinny być za jego murem. Nawet nie w gettcie politycznym, jak słowa byłego prezydenta odczytał poseł Robert Biedroń. Brzmiało to tak;

 -W polskim Sejmie homoseksualiści powinni siedzieć nie z przodu, ale w ostatniej ławie sali plenarnej, nawet dalej, za murem!

Lech Wałęsa stanął w jednym szeregu z Krystyną Pawłowicz. I wywołał sardoniczną radość na twarzach jej zwolenników, jak także zapewne tych, dla których opinie księdza Franciszka Longchamps de Bériera są bez zastrzeżeń.

Lech Wałęsa dla wielu, bardzo wielu, jak czytam w mediach, także w internecie, przekroczył swoim występem „cienką czerwoną linię”, którą ludzie kultury widzą. Dla mnie przekroczył ją lata świetlne wcześniej, nie jestem jego występem zdziwiony. Ten wielki człowiek pierwszej „Solidarności”, dobrze i godnie przeżył lata 80. ubiegłego wieku, potem był twórca Okrągłego Stołu. Ale ma też Wałęsa za uszami – ma także epizod esbecki, uwikłanie w niejasne kontakty. Nie przeszkadza mi to, że mówią o nim „Bolek”, bo jest nie tylko wielkim działaczem związków, ale również wielkim megalomanem. Za mało w nim zostało pokory i oddania sprawiedliwości innym, tym bezimiennym działaczom „S”. I dlatego między innymi „Wielka Solidarność” skończyła się 13 grudnia. Nie podniosła się już po 1989 roku.

Są jednak pewne rzeczy takiej normalnej kultury, czegoś w rodzaju smaku wobec ludzi. Piętnowanie homoseksualistów i sugerowanie, że powinni oni zasiąść w gettcie sejmowym, to jest dokładnie to samo, jakby takie getta sugerował polskim Żydom, a może osobom o innej karnacji twarzy, Białorusinom, Niemcom… Taką opinię ma pokojowy Noblista i rzecznik praw obywatelskich. Na koniec swojej wypowiedzi w telewizji, Wałęsa powiedział, że jest liberałem. Chciałbym usłyszeć, co tym razem miał na myśli…

W ostatnich wyborach prezydenckich, w jakich Lech Wałęsa startował, otrzymał w pierwszej rundzie 1% poparcia. Dziś Wałęsa dużo robi, aby także mieć od Polaków takim sam wynik w szacunku do siebie…

 

Azrael

Zmiany jeszcze będą

Swinia

 

 

 

To co dziś premier Donald Tusk ogłosił na konferencji prasowej, było dla praktycznie wszystkich zaskoczeniem. Spodziewano się innych roszad, i spodziewano się, że będzie ich więcej. I będą, ale za kilka miesięcy.

Oczywiście, największym zaskoczeniem była nominacja na stanowisko szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza, jeden z twórców Ośrodka Studiów Wschodnich, również wcześniej pracującego dla służb, między innymi UOP. Pytanie, czy ten wytrawny naukowiec potrafi sobie dać radę z wieloma problemami tego resortu, tym bardziej, że jego poprzednik, Jacek Cichocki już zaczął reformy w poszczególnych służbach? Sienkiewicz zapewne nie będzie robił polityki otwartej, medialnej, ale należy sądzić, że będzie uważnie obserwowany, szczególnie przez prawicę.

Jacek Cichocki został szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, po ministrze Tomaszu Arabskim, który od wakacji letnich zostanie ambasadorem RP w Hiszpanii. I ostatnia nominacja to Jan Vincent Rostowski jako wicepremier. To raczej nobilitacja dobrego ministra finansów,– i być może pewien sygnał dla PSL, że siła jednak jest po stronie PO, ponieważ wicepremier może mieć poważny wpływ na resorty dziś zajmowane przez tę partię. Sądzę także, że w innych sektorach zaistnieją nominacje i zmiany o mniejszym znaczeniu, w ciągu kilku tygodni.

Te zmiany mają jednak być może inny kontekst; Premier Donald Tusk zapewne już zaczyna planować inne rozwiązania swoje kariery politycznej, niż trzecia kadencja, jako premiera. Oczywiście, obietnice działalności politycznej, nie tylko rządowej, czym jest pomysł drugiej wersji „Tuskobusa” to ważna sprawa – szczególnie w mniejszych miejscowościach, tym bardziej, że premier bardzo lubił te wyjazdy przed ostatnimi wyborami. Nie sądzę jednak, że będzie się osobiście decydował na ponowne stanowisko premiera. Po jego sukcesie w Unii Europejskiej, gdzie Polska otrzymała fundusze na lata 2014 – 2020 takie, jakie chciała, Donald Tusk myśli – i już planuje – o przejściu do polityki w Komisji Europejskiej. I to na jedno z najwyższych stanowisk.

 

Azrael

 

Rybiński Superstar

Swinia

 

 

Pan Profesor Krzysztof Rybiński jest gwiazdą nie od dziś. Nie tylko czystej ekonomii, ale również stara się być specjalistą od makroekonomii i spraw gospodarczych całego Świata.

Największym sukcesem na dziś Pana Profesora jest założony nie cały rok temu przez niego fundusz Eurogeddon, który zajmuje się spekulacją na prognozowanych także przez niego stratach w gospodarkach nie tylko Europy, ale również całego Świata. Efekty są porażające – za pół ostatniego roku (przy minimum inwestycji każdego członka-klienta fundusz w wysokości 40.000 euro) wartość funduszu, stworzonego przez niego w TFI Opera, jest o 44,5% …mniejsza (informacja z firmy „Analizy Online”). Pojawiają się już pytania, nerwowe, czy jest to fundusz inwestycyjny, czy może jednak tylko spekulacyjny…

Jego polityczni zwolennicy nie przejmują się takimi drobiazgami, jak finanse inwestorów, raczej nie oni przecież włożyli w niego te pieniądze. Pan Profesor ma zostać członkiem rządu profesora Piotra Glińskiego, jak rozumiem, właśnie jako specjalista od gospodarki. Zapewne Jarosław Kaczyński i inni politycy Prawa i Sprawiedliwości uwierzyli, że jego pomysł dania każdemu narodzonemu dziecku kwotę 1000 złotych miesięcznie od urodzenia do 18 roku życia. Te pieniądze Pan profesor proponuje uzyskać m.in. z funduszu OFE i – uwaga! – z podniesienia części podatków.

Może przypomnę teraz kilka – z dziesiątków – genialnych, odkrywczych poglądów naszego Profesora, głoszonych na początku poprzedniego roku.

1. I tak głosił, że euro wpadnie w tak głęboką recesję, że wszystkie kraje na koniec roku będą już w recesji. A na koniec roku było tak; Estonia odnotowała 3,4% wzrostu, Łotwa o 1,7%, Litwa o 1,3%, a Polska – 1,4% – większość państw Unii Europejskiej zanotowała wzrost…

2. Pan Profesor Rybiński twierdził, że za euro będzie się płaciło na koniec 2012 mniej niż jednego dolara. Dziś za 1 euro płaci się… 1,32 USD.

3. Twierdził również, że w 2. połowie roku wzrost gospodarki będzie zanikał, a na koniec roku będzie wskaźnik procentowy ujemny. Tak, wzrost wyhamował, ale jednak osiągnął na koniec 2012 roku wspomniane już 1,4%

Inne nietrafione prognozy Pana Profesora dotyczyły na przykład kursu euro do złotego. On obstawiał kurs co najmniej 5 zł za euro. Jak było i jak dalej jest, widzimy wszyscy. Jego prognoza PKB dla Polski wynosiła około 0%…

Pana Profesora Krzysztofa Rybińskiego nie trudno nazwać ekonomicznym liberałem. Był zresztą dynamicznym (medialnie głównie) ekonomicznym finansistą przez wiele lat. Dziś jednak jest raczej populistą ekonomicznym, niż rzetelnym naukowcem. Widzą to ludzie którzy zajmują się makroekonomią faktycznie, a nie jako komentatorzy gazetowi, medialni.

Dziś Profesor Rybiński ma być członkiem rząd pana profesora Piotra Glińskiego, wirtualnego premiera z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Czyli on, liberał, ma zostać członkiem ewentualnego rządu, którego program społeczny, ale również gospodarczy jest lewicowy. Nie trudno tu zauważyć, że nie o program tu chodzi, ale o umieszczenie w ewentualnym rządzie kogoś, kto Platformy Obywatelskiej – ale również Unii Europejskiej po prostu nie znosi.

Pomysły ekonomiczne Krzysztofa Rybińskiego, jego opinie polityczne, ale także jego fundusz Eurogeddon pokazują, że tak naprawdę zżera go czysta ambicja, chorobliwa chęć zaistnienia i zrobienia kariery, dziś politycznej. Sam byłem przez pewien czas pod wrażeniem jego wywiadów i wypowiedzi medialnych, do czasu, kiedy się okazało, że za tym są niezbyt trafione pomysły ekonomiczne, finansowe, prognozy w skali nie tylko europejskiej. Szkoda jednak, że również politycy, a także Piotr Gliński, przecież socjolog, wierzą w bajdy i populistyczne teorie Rybińskiego…

Azrael

* Tekst opublikowany na stronie Instytutu Obywatelskiego

 

 

Błędne teorie o zamachu i katastrofie w Smoleńsku

To jest jeden z najważniejszych tekstów, jakie zostały napisane przez prof. Pawła Artymowicza z Toronto. Profesor Artymowicz był już w Polsce dwukrotnie, ale jego najważniejszą działalnością jest odkłamywanie prac osób, pseudonaukowców ściągniętych przez Antoniego Macierewicza, celem „udowodnienia”, że katastrofa polskiego Tu154M w Smoleńsku, 10 kwietna 2010 roku był nie tylko wypadkiem, ale również zamachem.

Poza sprawą najważniejszą, obroną załogi samolotu, która – jak pokazał między innymi raport MAK – popełniła kardynalne błędy w czasie lądowania samoloty rankiem 10 kwietnia 2010 roku, Antoni Macierewicz i jego ekipa specjalistów z Kanady, Australii i Polski usiłuje zbudować teorię zamachy. Na podstawie wirtualnych teorii, ponieważ te osoby, jak również inne ekipy naukowe, które A. Macierewicz cytuje w swoich opracowaniach, w Smoleńsku, na miejscy katastrofy nie były.

Zapraszam do naukowego, wnikliwego opracowania prof. Pawła Artymowicza.

Azrael

——————————

Błędne teorie inż. Berczyńskiego i in.

P. Artymowicz

„Samolot zaprojektowany jest w ten sposób, że po utracie 20% siły nośnej [na jednym skrzydle] ciągle powinien być stabilny.” [W. Berczyński]

PLEJADA  GWIAZD 

Dr inż. Wacław Berczyński jest najnowszą gwiazdą zespołu parlamentarnego p. Macierewicza. Zespół ma w nazwie dociekanie przyczyn katastrofy smoleńskiej, jednak jest po prostu klubem parlamentarnym, monopartyjnym klubem dyskusyjnym złożonym z setki polityków. Nie wchodzi w jego skład ani jeden inżynier lotniczy, pilot komunikacyjny, czy w ogóle człowiek wywodzący się z lotnictwa. Zatem dla statutowej działalności zespół zleca ekspertyzy ludziom z zewnątrz, ludziom których zaprzyjaźnione media Sakiewicza i Rydzyka nazywają najwiekszymi specjalistami, światowej sławy konstruktorami, wybitnymi i odważnymi naukowcami. Tych najbardziej rozreklamowanych ekspertow jest czwórka: prof. W. Binienda, dr K. Nowaczyk, dr inz.  G. Szuladzińskii właśnie dr inż. W. Berczyński. Dla wywarcia wrażenia fachowości, polscy specjaliści są trzymani w piwnicy, a reklamowani wyłącznie emigranci. To oczywiście afront dla specjalistów z kraju, ale nikt tego jakoś nie widzi. 

5go lutego 2013 na uniwersytecie kardynała Wyszyńskiego w Wwie odbyła się debata, z obszernymi fragmenatmi której można zapoznac się na internecie (co, oczywiscie, bardzo się chwali). Trójka pierwszych wymienionych ekspertów nie miała tam nic bardzo nowego do powiedzenia. Nie dziwię się, „debata” (umieszczam to słowo w cudzysłowie, gdyż zabroniono zadawać pytania i debatowali oni chyba sami ze sobą, albo w myślach) została bowiem zwołana ad hoc i czterej muszkieterowie Macierewicza nie zdążyli żadnych nowości wymyśle. Oprócz jednego. Pan Macierewicz przereagował, jak sądzę, na przeciek pewnej wiadomości z kręgow dawnej komisji Millera o tym co zamierzają zrobi i postanowił bardzo szybko zadziała

. Zawsze go za tę szybkość działania podziwiałem. Ale nie za rezultaty. Jego zespół od kilku lat nie zebrał w terenie i nie dostarczył skrawka dowodu materialnego, wiarygodnych świadkow, ani ważnych, prawidłowo wykonanych obliczeń dla poparcia dowodzonych radykalnych tez o wybuchach w tupolewie oraz oszustwach popełnianych rzekomo przez wszystkich ludzi spoza jego zespołu. Zarówno tych, którzy popierają, jak i tych, ktorzy zaprzeczają tezom panstwowych komisji i prokuratur, tylko nie w sposob zatwierdzony przez niego  (mówię o tzw. maskirowce, czyli uprowadzeniu tupolewa 101 i podrzuceniu w Smoleńsku jakiegoś samolotu ściągniętego na zawiesiach z innej planety).

Teraz zaś zespół organizuje debaty z pustym krzesłem, na wzór i podobieństwo tego, jak w prezydenckiej kampanii wyborczej w USA w zeszłym roku jeden ze celebrytów wspierajacy partię republikańską zwracał się z przemówieniem pełnym pytań i pretensji do pustego krzesła na scenie, gdzie jak można sobie wyobrazi, powinien siedzieObama. Amerykanów to tak rozbawiło, że najwyraźniej postanowili z miejsca wybranie obecengo w tamtej „debacie” Obamę. My z kolei nie tak dawno wybraliśmy nieobecnego w bardzo ważnej sprawie katastrofy smoleńskiej premiera. Ale o tym może innym razem.

Hitem „debaty” 5 lutego miał by „światowej klasy ekspert dr Wacław Berczyński, który jednoznacznie wykazuje, że Tu- 154M nie mógł się rozpaść na tysiące kawałków po zderzeniu (…)”. Macierewicz opisuje go swoim wiernym jako „naczelnego konstruktora firmy Boeing” i jego nazwiskiem udowadnia, że zespół nie jest złożony z dyletantów, gdyż jest tam „główny konstruktor Boeinga”. Prasa typu GP i ND nadaje mu najwyższe posiadane odznaki, typu człowieka roku. Gratuluję.  

Przyjrzyjmy się więc jego teoriom o tym, jak latają i co potrafią samoloty. Po to jest m.in. ten blog – omawianie teorii z zakresu fizyki smoleńskiej! Posluchajmy wideo. Warto też wiedzie, że koledzy boją się z Berczyńskim rozmawia   (no comment).

Continue Reading →

Żegnamy Janusza Palikota

Swinia

 

 

Janusza Palikota cenię (ceniłem?) od wielu lat za jego umiejętność prowadzenia niekonwencjonalnych form działań politycznych, medialnych, także biznesowych. Na zawsze pozostanie mi w głowie wspomnienie, jak pojawił się w mediach kilka tygodni po katastrofie smoleńskiej inaczej ostrzyżony i w okularach, z innym tembrem głosu i przekazami słownymi. Dobrze wtedy wyćwiczył i obnażył grę polityczną PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego przed wyborami prezydenckimi.

Dziś Janusz Palikot przekroczył następną barierę. Niestety, jest to prosta bariera knajacka, która już musi powodować, że nie tylko robi się niewygodny politycznie. Dziś zarzucił proste formy wyrazu i happeningi, a mówi w sposób chamski i prymitywny – i to wobec swojej koleżanki partyjnej, przyjaciółki. Jest już nie oryginalny, ale chamski i niewiarygodny.

Wolność wypowiedzi na tematy etyczne, polityczne, jest oczywiście wskazana. Jak również prowokacje. Tylko, że prowokacje powinny mieć odniesienia polityczne, ale także kulturalne. Dziś Palikot tego nie potrafi. Czuje się mocny w partii, ma zapewne poparcie swoich kolegów i koleżanek. Nie musi już mieć poparcia wyborców, jeżeli jego konkurencja polityczna to wykorzysta. A zrobi to na pewno..

Oczywiście – Janusz Palikot ma prawo do wypowiedzi na każdy temat – jako szef partii, jako poseł, tym bardziej, że jego filozoficzne wykształcenie pozwala mu na rzeczową – i skuteczną – dyskusję w kontrze do tych, przeciwko którym występuje. Tak było kiedyś w dyskusjach na przykład z Jarosławem Gowinem i jego poglądami, jak również z „polityką miłości” Jarosława Kaczyńskiego. Tylko, że ostatnie dni pokazały, że jego inteligencja przegrała z politycznym cynizmem i prostym chamstwem.

Bo Janusz Palikot jest oczywiście cyniczny. Zawsze potrafił wykorzystywać to, co dają mu media i jego słabi adwersarze. Jego siła, wiedza, niezależność, pozwalają mu na więcej i on to wie. Wielokrotnie przekraczał granice, słowne, pojęciowe, czy obyczajowe. Na przykład wtedy, kiedy użył słowa “z prostytuować się” w miejsce obiegowego, zapewne znanego również wśród posłów “skur* się”. Kiedyś mówił o pijaństwie Lecha Kaczyńskiego i o “złym prowadzeniu się” politycznym poseł Gęsickiej, i o nieprzystosowaniu do życia byłego premiera, Jarosława Kaczyńskiego. Tylko, że wtedy to te prowokacje słowne, były niczym w porównaniu z równie knajackim językiem biskupa Tadeusza Pieronka, który nie raz i nie dwa wypowiadał chamskie słowa pod adresem posłanek polskiego Sejmu.

Był Janusz Palikot graczem politycznym, medialnym, nawet intelektualnym na swojej własnej scenie. Wielokrotnie przekraczał granice poprawności politycznej, ale nie przekroczył nigdy granic prawa i tego, co w rozgrywce politycznej i kulturowej jest dozwolone. To co zrobił wobec Wandy Nowickiej, swojej koleżanki, przyjaciółki – jest nie tylko dyskwalifikujące – jest obnażające jego słabość intelektualną…

 

Azrael

 

Sukces w połowie

Swinia

 

 

 

Tak, oczywiście – polska delegacja, a właściwie cała Polska, wczoraj odniosła sukces – dostaniemy dużo pieniędzy na lata 2014 – 2020 z Unii Europejskiej. I osiągnęła to w ramach kompromisu całej UE, 27. państw członkowskich. To dla na sukces, ale czy dla całej Europy? Wielu komentatorów już wczoraj mówiło, że forma budżetu jest przestarzała, że tak liczone i wydatkowane pieniądze nie są dobrym instrumentem dla rozwoju kontynentu europejskiego. Tym bardziej, że kryzys europejski nie skończył się – on raczej czeka przyczajony.

Są także inne problemy, zarówno ekonomiczne, jak również polityczne, o których wspominali polscy europarlamentarzyści, z Jackiem Saryusz-Wolskim i Leną Kolarską-Bobińską na czele – nie są oni do końca przekonani, że Parlament Europejski taki budżet zaakceptuje. Niektóre frakcje polityczne – także składające się z tych państw, które wczoraj były za budżetem – już w następnym posiedzenie PE mogą zająć inne stanowiska. Bardzo wyraźnie to zakomunikowała pani euro posłanka L. Kolarska-Bobińska;

Trzeba więc jasno powiedzieć, że niezależnie od wyników dzisiejszego szczytu, do ostatecznej decyzji jeszcze daleko. Będziemy musieli poczekać do 13 marca, gdy odbędzie się tajne głosowania nad budżetem na posiedzeniu plenarnym w Strasburgu. Tajne głosowania zawsze zwiększa niepewność.

Będziemy walczyć – tak zapewne powiedzieli sobie polscy politycy z premierem na czele – ponieważ Polska jest jedynym krajem, który środków finansowych dostanie więcej. Niektórzy twierdzą, że mniej na rolnictwo, ale wynika to z nieumiejętności oceny, jak rolnictwo – a właściwie obszary gminne – powinno być finansowane. Pan Janusz Wojciechowski zapewne wie – ale nie po to pojawił się w mediach i napisał kolejny ostry komentarz, aby to wyjaśnić.

Polska dostanie więcej środków, w sytuacji, kiedy budżet na siedem lat jest mniejszy. Powinniśmy otrzymać (jeżeli będziemy dobrze przygotowywać nasze projekty) w latach 2014 do 2020 105,8 mld euro. Lekko ponad 440 mld złotych. Oczywiście, powtórzę jeszcze raz, jeżeli polscy europarlamentarzyści, przede wszystkim Jacek Protasiewicz z Platformy Obywatelskiej, będą tak zdolni w negocjacjach i politycznej grze, jak premier Donald Tusk w dwudniowym maratonie. Warto pamiętać o tym, że budżet wejdzie w życie, kiedy większość Parlamentu Europejskiego wyrażą na to zgodę.

Jest druga strona medalu, czysto polska – czy otrzymywane przez lata środki zostaną w Polsce dobrze zagospodarowane. Pieniądze nie pracują same – one muszą zostać dobrze zainwestowane. Historia rozwoju polskiego drogownictwa (ukłony dla ministra Sławomira Nowaka…) pokazuje, że jest z tym – określając eufemistycznie – różnie…

Ale to, że Polska otrzymała największy rozmiar tortu, czyli stała się największym beneficjantem finansów całe Unii Europejskiej, jest czymś, co pozostanie długo w pamięci.

I na szczęście premier Donald Tusk nie zakrzyczał kamerom telewizyjnym sławetnego „Yes, yes, yes” ex-premiera Kazimierza Marcinkiewicza…

Azrael

 

Krótki wywiad…

… jakiego dziś udzieliłem portalowi NaTemat.pl

http://natemat.pl/50029,azrael-swoja-walke-z-guzem-mozgu-relacjonuje-na-twitterze-moge-tak-wspierac-innych-wywiad

Mam nadzieję, że jutro już uda mi się napisać następny własny tekst…

Azrael

PS. Jestem cały czas na Twitterze i na Facebooku…

Problem Guantanamo… jeszcze raz.

Znów powraca sprawa więzień i miejsc działalności amerykańskich służb specjalnych, w kontekście zatrzymywania i torturowania ludzi związanych z terroryzmem islamskim, ale także z działalnością polityczną w Afganistanie. Ta sprawa ma również polskie konotacje, czyli region Starych Kiejkut i lotniska w Szymanach.

Dziś ten problem powraca, ze względu na decyzje i działania Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który zdecydował się na odtajnienie wielu dokumentów i całej sprawy (tym razem chodzi o Palestyńczyka Abu Zubaidy, mającego status pokrzywdzonego w polskim śledztwie dotyczącym więzień CIA w Polsce).

Oto co pisałem na ten temat dwa lata temu… I przepraszam, że nie piszę więcej, ale jestem mocno zajęty innymi sprawami, też politycznymi… :)

—————————————————–

Polskie Guantanamo

Sprawy więzień CIA w Polsce nie da się przemilczeć, ani zamieść pod dywan. Od dawna wiadomo, że problem polega na nie tym, czy więzienia były czy nie, lecz czy polscy politycy wiedzieli, że są w nich dokonywane tortury. Sprawa jest poważna, ponieważ dotyczy łamania praw człowieka, które są fundamentem działania Unii Europejskiej, a także łamania zapisów Konstytucji RP. Jeżeli więźniowie CIA byli w Polsce przetrzymywani i torturowani – oznacza to złamanie artykułu 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, której nasz kraj jest sygnatariuszem, która zakazuje nie tylko tortur, ale także wszelkiego “nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania”. Podobnie mówi artykuł 7. Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ oraz Konwencja w sprawie zakazu tortur. Polscy politycy i polskie media dawno już zeszły z poziomu wypowiedzi „nie było więzień” do tekstu „nic nie mam do powiedzenia na ten temat”, lub „nie jestem zwolniony z tajemnicy państwowej”. Nawet były premier, Leszek Miller, który zasłania się tajnością postępowania prokuratorskiego, wie, że wcześniej, czy później na ważne pytania odpowiedzieć będzie musiał.

Continue Reading →

  • Facebook