Neandertalczycy są wśród nas

Prof. Maciej Giertych, ojciec ministra edukacji narodowej, o neandertalczykach: – Tacy ludzie są wśród nas. To rasa człowieka, kiedyś bardziej rozpowszechniona, ale wciąż istniejąca. A dinozaury żyły w tych samych czasach co ludzie – przecież Polacy zapamiętali smoka wawelskiego. To fragmenty sobotniego wykładu dla wszechpolaków z Akademii Orła Białego, ich nieformalnej „uczelni”

- No bo co się stało z rączką myszki, zanim stała się skrzydełkiem nietoperza? Jaka może tu być część pośrednia? Mysz ruszała łapką aż w końcu pofrunęła – ironizował Giertych. Dla większego efektu machał przy tym ręką.

Od nietoperzy i myszy przeszedł do uwięzionych w wiecznej zmarzlinie mamutów. – Badania rosyjskie dowiodły, że wszystkie mamuty padły uduszone. I to błyskawicznie – w żołądku jednego z nich znaleziono niestrawione kaczeńce, a – to sprawa trochę wstydliwa – samce miały sztywne członki. Tak zawsze jest w przypadku uduszonych samców.

Druga poszlaka wskazująca na słabość teorii ewolucji – zdaniem Giertycha – to dinozaury. – Badania pokazują, że dinozaury były współczesne ludziom. Ze wszystkich kultur docierają informacje, że je pamiętamy. Szkoci – potwora z Loch Ness, my – smoka wawelskiego, a Marko Polo pisał, że smok był zaprzężony do karety cesarskiej w Chinach – przekonywał Giertych.

A oto przykład…    

 

                                                                    

Coś jest na rzeczy… z tymi neandertalczykami… szczególnie że  w takiej dużej mózgoczaszce z reguły były małe mózgi…

Azrael

[źródło:GW]

Chłopcy z ferajny

„Trybuna” doniosła dziś;

Już wiemy, dlaczego Macierewicz jak źrenicy oka strzegł nazwisk likwidatorów WSI!

Jedynie siedmiu z 26 jego janczarów miało w chwili rozpoczęcia pracy tzw. cetryfikaty bezpieczeństwa. Większość likwidatorów otrzymała prawo dostępu do największych tajemnic państwa na trzy dni przed wygaśnięciem mandatu komisji likwidacyjnej.Materiały WSI, w których grzebali „likwidatorzy”, zawierały najściślejsze tajemnice dotyczące bezpieczeństwa naszej armii, w tym jednostek biorących udział w misjach w Iraku, Afganistanie, Libanie. Tymczasem jeszcze przed 30 października – dniem, w którym WSI przestały faktycznie istnieć – do mediów wyciekały informacje z archiwów wojskowych specsłużb. Komu więc powierzyli bezpieczeństwo żołnierzy i współpracowników WSi bracia Kaczyńscy?

Wśród osób zatrudnionych przy likwidowaniu WSI jest czterech prawicowych publicystów, m.in. Piotr Bączek, rzecznik Macierewicza, wcześniej naczelny „Głosu”, tygodnika wydawanego przez… Macierewicza. Kolejnym zaufanym jest Marcin Gugulski, b. rzecznik rządu Jana Olszewskiego, także piszący do „Głosu”. Co oni mają wspólnego z wojskiem?


Inni wybrańcy Macierewicza to na przykład Piotr Woyciechowski, jego najbardziej zaufany człowiek, Sławomir Cenckiewicz, historyk IPN, wojujący antykomunista (o obu pisaliśmy 12 października w artykule „Kapitańskie tango”). Inni to na przykład członek młodzieżówki PO, rzecznik informacji publicznej w Urzędzie m.st. Warszawa z czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego, specjalista od prewencji kryminalnej stołecznej policji.

Marek Chodkiewicz, były dyrektor administracyjno-gospodarczy Urzędu m.st. Warszawa, za którym ciągnie się sprawa nieprawidłowości przy remoncie ośrodka rządowego w Łańsku pod Olsztynem z czasów rządów Jerzego Buzka. Prokuratura wszczęła wtedy śledztwo, ale natychmiast je umorzono. Umorzeniem skończył się także „młodzieńczy wygłup” z napadem na pocztę innego doradcy Marczuka Tomasza Prusa.

25 października 1996 r. podczas wypadu z koleżką w Bieszczady po pijaku wtargnął do budynku poczty w Lutowiskach żądając pieniędzy. Sprawa została umorzona. Prokuratura potraktowała ją jak „szukanie przygody” z trzema promilami we krwi.

Czy to są zaufani ludzie, czy wynajęcie osiołkowie do realizacji zleconego przez Tutti di capo zadania szukania haków ?Ktoś ma wątpliwości ?

Azrael

[źródło : Trybuna]

Ujawnienie Subotica

3 października napisałem na blogu coś takiego;

„Znam Milana Subotica, jak i jego byłą żonę – Małgorzatę Subotić , publicystkę “Rzeczpospolitej” – od dawna -jeszcze przed rokiem 1984. I mogę śmiało powiedzieć, że KAŻDY dziennikarz tamtego okresu miał opiekuna – czy to z WSI czy innych służb. Ponieważ takie były procedury… szczególnie w telewizji – jeszcze wtedy państwowej.
I dotyczyło to także opozycyjnych dziennikarzy. Nie oznacza to jednak – współpracy ani działań podejmowanych z inspiracji tychże.

Artykuł w GP jest tylko potwierdzeniem – że Macierewicz został wysłany do WSI nie w celu oczyszczenia służb – lecz w celu wykorzystania teczek i archiwów do bezpośredniej walki politycznej.”

I w dalszym ciągu podtrzymuję swoją opinię na ten temat.

Bo, niezależnie od tego, czy Milan był agentem, czy nie… to jego ujawnienia nie należy rozpatrywać jako procesu oczyszczenia i ujawnienia agentów służb specjalnych…

Jest to nic innego jak wyraźny sygnał, sygnał w stronę mediów i polityków.

O, patrzcie, jakie mamy teczuszki, jakie mamy na Was haki… spróbujcie tylko podskoczyć, a my wtedy wam pokażemy.

Oczywiście, zwolennicy IV RP i polityki Kaczyńskiego tej drugiej strony medalu nie będą widzieć… po co ?

Lepiej uznać tezę, za UDOWODNIONĄ nie patrząc na to jakimi brudnymi metodami się doszło do wyniku.

To co jest w tej chwili realizowane materiałami z tzw. szafy Lesiaka ( bo to już nie jest tylko „szafa” – to całe archiwum ) jest niczym innym jak obrzydliwym szantażem politycznym.

Lesiak był funkcjonariuszem, który w zapale znacznie przekroczył uprawnienia.

Kaczyński jest politycznym graczem, który do osiągnięcia swojego celu jest wstanie posunąć się do szantażu, zastraszania i wręcz gróźb wobec przeciwników politycznych.

Teatrum świństwa politycznego dopiero się rozpocznie

Azrael

P.S. A Milanowi – wierzę w dalszym ciągu… jak długo – to się okaże…