
Nie, nie zanosi się na analizę tego dziennika, na atak na Adama Michnika i jego redaktorów, lub jego obronę. Nie zamierzam też zajmować się „nowym dziełem” RAZ-a, „Michnikowszczyzną”, bo jej nie czytałem i zapewne – nie przeczytam. Wystarczą mi pełne zachwytu komentarze jego zwolenników, aby widzieć, że Ziemkiewicz, po raz kolejny, spełnił pokładane w nim nadzieje. Nalezę do tych ludzi, którzy rzeczywistość odbierają przez własne obserwacje i nie potrzeba mu do tego tłumaczy – czy nawiedzonych, „niezależnych” publicystów.
Przez analogię z właścicielami psów, dzielących się na tych, którzy mówią, że sypiają ze swoimi pupilami, oraz na tych, którzy się do tego nie przyznają, czytelnicy, których interesuje życie społeczne i polityczne albo czytają GW – albo się do tego pod własnym nazwiskiem – nie przyznają.
Ja czytam, codziennie. Jej linia polityczna nigdy dla mnie nie była do końca do zaakceptowania, lecz zawsze ceniłem jakość publicystki, szczególnie reportażu. Czytam też „Dziennik”, „Rzepę”, „Trybunę”, wszelkie tygodniki opinii, portale, od alternatywa.com, po prawy.pl. Mam swoich ulubionych publicystów i komentatorów politycznych, w tym, co ciekawe – za najlepszych uważam tych prawicowych. Sam piszę w różnych miejscach, także na najlepszym, według mnie portalu politycznym – prawica.net.
Robię to dla przyjemności, czytam przeróżne źródła informacji, dla własnej satysfakcji – i dla rzetelności przekazu. Nauczyłem się, że jak się pojawia jakiś komentarz w sieci, to warto sprawdzić jego źródła – i zdanie polemiczne. Tak trzeba. Bo tak jest uczciwie – i tak jest zgodnie z moim racjonalnym poglądem na świat.
Pisząc komentarze polityczne, nie unikam jednak zajmowania własnego stanowiska. Bo, paradoksalnie, ponieważ jestem całkowicie niezależny i nikt mi nie płaci, to mam pełen komfort własnego, nie zaprawionego poprawnością polityczną zdania. Jak mi ktoś zacznie płacić – i wymagać nie komentowania rzeczywistości – lecz jej relacjonowania – to będę pisał inaczej. Na razie jest tak, jak jest. I nie zazdroszczę wierszówek komentatorom zawodowym – bo oni, pisząc w gazecie o określonym profilu – nawet nie będąc na etacie redakcyjnym – są jednak związani takim, a nie innym poglądem wydawcy. Nawet jakby głośno nie krzyczeli o swej wolności… Przykład ostatnich zwolnień w „Rzeczpospolitej jest wielce wymowny.
Do czego zmierzam?
Do tego, że publikując w internecie, jestem poddany krytyce i komentarzom internautów. Tego oczekuję i z tych komentarzy wyciągam wnioski. Czekam na komentarze z lewa i prawa, te drugie mnie zawsze interesują. Bo polemika jest dużo większą szkoła wiedzy – niż same czytanie.
Ale co raz częściej spotykam się z komentarzami w stylu – o, proszę, znów „michnikowszczyzna”, o, nie odrodny syn Michnika, o, komunista lub lewak. Z reguły, jeżeli pojawia się taki komentarz, to wiem, że z takim gościem nie można już prowadzić dyskursu. A jak się zaczyna – to okazuje się że jego wiedza pochodzi z takich portali jak Wirtualna Polonia, lub takiego, którego nazwy nawet nie przytoczę, znanego z listy domniemanych polskich przechrztów żydowskich i listów Mędrców Syjonu…czy jak się to nazywa.
Ktoś ostatnio wprowadził do obiegu hasło – „menda internetowa”. Jak czytam takie komentarze, to wiem, że rzeczywiście te wszy są, czekają tylko, krążą po internecie i różnych blogach, aby się napić krwi i dalej paść swą nienawiść. Dużo ich, oj dużo.
Internet, to przy umiejętności posługiwania się przeglądarką i kanałami rss najbogatsze źródło wiedzy. Przed jego rozpowszechnieniem, wiedza miała charakter statyczny, książka przeczytana, czy artykuł w gazecie, mógł być zweryfikowany dopiero po jakimś czasie. Teraz można to zrobić praktycznie w czasie rzeczywistym. Chyba, że się jest właśnie kimś w rodzaju mendy internetowej, która polega tylko na opinii z jednego, ”jedynie słusznego”, ustalonego źródła.
Dużo ich, tych mend… ale zapewne „Gazetę…” też czytają, bo krwi nigdy za dużo….
Azrael
Najnowsze komentarze