
Dziennikarz, szczególnie piszący czy tworzący programy radiowe lub telewizyjne, na tematy społeczne lub polityczne powinien być wyczulony na fałsz, manipulację, kłamstwo i prostą hucpę. W szczególności krytycznie należy słucha polityków – i patrzeć im za każdym razem w oczy, jak coś mówią. Oczy też mogą kłamać, ale zawsze jest szansa, ze można w nich wyczytać fałsz… nawet bardziej niż z ust. Bo czasem jest tak, ze chcemy wierzyć w słowa, szczególnie kiedy niosą obietnice. A politycy zawsze obiecują.
Czasem tak sobie myślę, dlaczego Monisia Olejnik tak długo trzyma się na wizji i przy mikrofonie…
Ani jej programy nie są zbył odkrywcze, ani warsztat znów nie taki wspaniały, ani pytania też nie napastliwe ( chyba, ze ktoś się prosi…)
Słuchając jej i obserwując doszedłem do jednego wniosku…
Ona przez tyle lat swojej pracy, w Trójce i różnych stacjach telewizyjnych zawsze stosuje tę samą metodę.
A metoda ta polega na tym, że w każdym momencie wywiadu jest skupiona na interlokutorze i patrzy mu głęboko w oczy… Nie tylko słucha, lecz jak dobry program do analizy – odczytuje słowa i je przetwarza i każde następne pytanie jest przez nią „wypluwane” jako element ciągły dążenia do odkrycia ukrytych znaczeń słów, a nie retoryczne pytanko „Co Pan/Pani sądzi…” Ale Olejnik wiele już widziała, wiele słyszała – i dlatego, może, Urbański chciałby ja widzieć z powrotem w TVP…
Olejnik nie zaprzyjaźnia się z politykami, w potocznym tego słowa znaczeniu, ma dobre relacje z jednymi, ale dlatego, że są sensowni – gorsze z innymi. Nie ukrywa swoich sympatii – co nie oznacza, że dezawuuje tych, którzy jej nie pasują…
Monisia – nie daje się uwieść politykom.




Najnowsze komentarze