
Obserwuję od poprzedniego tygodnia zdumiewającą rzecz.
Coś, co można by określić mianem – cudu… Cudu zbiorowego…
Oto nagle, niespodziewanie, w różnych mediach, w gazetach , telewizji, pewnie także w Internecie – duża grupa ludzi odzyskała wzrok – i słuch, i zdolność powonienia…
Można to chyba zgłosić do jakiejś komisji, może nawet do Watykanu… że to nowy cud…
Ale jednak nie Jan Paweł II jest jego przyczyną, tego cudu…
To Bronisław Wildstein był to uczynił… Żyd, jakby na to nie patrzeć, więc cud to nie omalże Chrystusowy…
Jan Wróbel krzyczy – ON NAS OSZUKAŁ!! To o… Jarosławie Kaczyńskim… a Semka – słabo protestuje…
Igor Janke też już przejrzał na oczy i nie może pracować w TVP… Karnowskim słuch się poprawił i już słyszą fałsz w słowach Kaczyńskiego… ba, nawet zaduch każe Dorocie Gawryluk opuścić gmach telewizji publicznej.
Smutne to…
Gdzie byliście, o tuzy polskiego dziennikarstwa, a niektórzy jego nadzieją okrzyczaną… kiedy wieszano psy na Sekielskim i Morozowskim? Nie przeszkadzało Wam to? Nie przeszkadzało Wam też nazwisko Nowakowskiego w raporcie Macierewicza. Nie opuszczaliście stanowisk.
A kiedy Paradowska, Żakowski, Lis czy Wroński zadawali trudne pytania – to padały zarzuty o sprzyjanie układowi… o działanie przeciw „odnowie moralnej” (sic!). Dopiero kiedy został ruszony „swój” – to podniósł się rwetes – i klapki się z oczu odsunęły…
Nie przeszkadzały Wam wiernopoddańcze artykuły (pominę litościwie nazwiska…) I Lepper w rządzie też Wam nie przeszkadzał, a mianowanie samego Wildsteina to była DEMOKRATYCZNA decyzja…
Nie przeszkadzały Wam afery LPR z „zamawianiem piwa”, czy rozporki Samoobrony…Aha, to była cena demokracji…
Nie zamierzam się więcej pastwić… sami moi drodzy wiecie, że Maciej Rybiński obwieszczając koniec III RP się nie tylko pomylił… on z pełną premedytacją chciał zmanipulować rzeczywistość…
Piszę o polityce od listopada 2005 roku, najpierw na grupie dyskusyjnej, a od maja 2006 – na swoim blogu.
Od samego początku nie miałem cienia wątpliwości co tak naprawdę stoi za słowami Jarosława Kaczyńskiego, co oznaczają te kłamstwa o państwie, o solidarnym i socjalnym państwie, o zmianach o oczyszczeniu, o walce z układem…
I spokojnie czekałem, kiedy dziennikarze zaczną to też widzieć… ale oni głównie zajmowali się okładaniem siebie nawzajem, walką z „michnikowszczyzną”, rozgrywkami pomiędzy redakcjami…
Pierwszy zwiastun usłyszałem w połowie poprzedniego roku, kiedy to Jacek Żakowski odważył się po raz pierwszy powiedzie na antenie radiowej, że głównym celem Jarosława Kaczyńskiego jest władza – i zawłaszczenie Państwa, Polski – dla swojej partii, mitycznej partii prawicowej…
A teraz dopiero budzą się inni… dłuuugo to trwało…
No, pierwsi z letargu obudzili się publicyści katoliccy, którzy przy sprawie Wielgusa zaczęli mówić prostym zrozumiałym językiem, bez owijania w bawełnę… tak, jakby nagle zajrzeli do archiwum wstrętnego Urbana i znaleźli tam prawdę… którą on opisuje od lat…
A teraz reszta… powoli się budzi z letargu…
Czy można w to wierzyć?
Przewrotnie napiszę…
Jak przeczytam nowy, krytyczny, pełny i uczciwy artykuł Rafała Ziemkiewicza na temat klęski tego, co nam wszystkim Jarosław Kaczyński „sprzedaje” – to uwierzę….
Myślę, że się wkrótce doczekam…. i mam nadzieję, że doczekam się tez jedności dziennikarskiej… i rzetelności…
Azrael







Najnowsze komentarze