
…a zza nich wychodzą ludzie…
O księdzu Węcławskim pisałem w styczniu tego roku, kiedy padła pierwsza pogłoska o możliwości jego odejścia ze stanu kapłańskiego…
Ciekawe jest jedno – ubolewanie komentatorów katolickich, że za jego postacią, jego poglądami nie będzie już stał Kościół Katolicki..
Dla mnie, racjonalisty, to jakieś pomieszanie pojęć. Zawsze stałem na stanowisku, że to właśnie człowiek, wybitna osobowość, niesie w sobie idee. Jest ona osadzona w pewnym środowisku, w pewnej ekosferze, lecz tylko naprawdę wybitne osobowości kształtują rzeczywistość je otaczającą…
Węcławski nie zostawił za sobą nauki Kościoła. On wyszedł z kościoła instytucjonalnego – przestał być księdzem – ale, jak sądzę – nie przestał być kapłanem. To że opuścił to co jest w obecnej chwili kościołem polskim – nie osłabia go – lecz wprost przeciwnie. Jest to zapewne jego porażka, bo jako ksiądz walczący z wyjątkową determinacją o czystość stanu duchownego – przegrał. Ale jako myśliciel – nic nie stracił – lecz zapewne otworzył nowe horyzonty – też dla Kościoła. Jego suwerenna decyzja świadczy o pełnej dojrzałości intelektualnej i emocjonalnej. Stwierdził, ze jego misja w TYM Kościele się nie powiodła – co nie oznacza, że się od niego odcina. Odcina się tylko od brudu, w którym ten Kościół jest unurzany, i w którym próbowano go unurzać, kiedy gwałtownie opowiadał się za prawdą w sprawie Paetza.
Inna informacja, o tym, że 1 na 5 księży odchodzi z Kościoła, a wśród adeptów, kleryków, odsetek nie przyjmujących święceń sięga 50% – jest bardziej „porażająca”. Okazuje się, że powołanie dla wielu z nich było iluzoryczne, a rolę odgrywały zupełnie inne motywacje… Nie jest przypadkiem, że stan duchowny składa się w swojej masie z ludzi pochodzenia wiejskiego… i wyraźnie należy zapytać, co było ich motywacją do pójścia do seminarium.
Kościół także powoli traci autorytet nawet wśród swoich pasterzy… afera płocka została ujawniona przez media po wyczerpaniu wszelkich dróg jej zatrzymania i wyjaśnienia kanałami kościelnymi – podobnie jak wcześniejsza afera Paetza.
Ciekawe jest jeszcze jedno – to sprawa celibatu, która dąży Kościół podskórnie… to nie jest wszak dogmat.
Coraz trudniej wytłumaczyć, szczególnie młodym księżom, że Kościół hołubi rodzinę, a zabrania tego swoim pasterzom
Słuchając i czytając tych wszystkich opowieści o aferach w Kościele Katolickim – trzeba sobie zadać pytanie…
Co jest fundamentem spajającym polski kościół instytucjonalny?
Czy nie jest to przypadkiem coś, co Jan Pospieszalski nazwał – zmową prałatów?
Czy nie jest to już nie wspólnota wiary, lecz korporacja biskupów, która broni własnych interesów – a wiernych ma za dodatek?
Wydaje się, że te dyskusje na temat tego, czy ma to być kościół otwarty, posoborowy, cz zamknięty, idący bardziej w stronę formuły tradycjonalistycznej – tracą w polskich realiach rację bytu.
Kościół musi być UCZCIWY. Wobec wiernych…
Ale dopóki na czele tego Kościoła są ci biskupi, jacy są… nic się nie zmieni.. To oni są zmurszałymi fundamentami tej instytucji…
Azrael





Najnowsze komentarze