
Od dawna twierdzę, że dziennikarze zawodowi, publicyści, ludzie mediów – rzadko kiedy są uczciwi w swoich osądach. Uczciwi wobec siebie, wobec swoich odbiorców – jak również prawdomówni i niezależni od sfer wpływów. Jest to coś na kształt własnej cenzury prewencyjnej, dającej to bezpieczeństwo, że z wypowiedzianego zdania można się wycofać – lub powiedzieć albo napisać, że uwarunkowania się zmieniły, że sytuacja była niejednoznaczna – albo wprost – że słowa zostały źle zrozumiane lub zinterpretowane.
Powoduje to to, że coraz z większą niechęcią i podejrzliwością patrzymy na to, co nam media pokazują, na dziennikarzy z wybranych gazet patrzymy jak na propagandzistów i agentów wpływu – a opina „niezależny publicysta” traktowana jest perlistym śmiechem i złośliwymi uwagami.
Wśród „braci” dziennikarskiej mówi się nawet o dziennikarzach, którzy potrafią zmieniać poglądy w zależności od tego, skąd wieje wiatr i gdzie aktualnie piszą – pływacy. Potrafią przepłynąć z jednego brzegu na drugi – zawsze uchodząc za rzetelnych i niezależnych.




Najnowsze komentarze