
Każda wypowiedź polityka PiS-u, PO, SLD czy innej partyjki idącej do wyborów – jest przewidywalna do bólu.
Będzie to atak na przeciwnika, tanie porównanie do socjalizmu/faszyzmu/liberalizmu, potem przechodzimy do zaprezentowania własnych zasług i dokonań – i nawet jeżeli jest to zrobione w stylu sardonicznym – w trzecim tygodniu kampanii staje się to już nudne. Szczególnie volty Leppera – i coraz bardziej prymitywne ataki Kaczyńskiego. Ale wiadomo – słowa dobiera się pod kątem elektoratu – lub pod kątem własnych możliwości intelektualnych.
Dlatego wypowiedź Władysława Bartoszewskiego na konwencji PO w Krakowie wywołała taką konsternację.
Bartoszewski nie po raz pierwszy uzył takiego języka. Jest znany z ciętych ripost, krótkich, złośliwych komentarzy, języka, który zdobywa słuchacza w kilka minut. Jednak do tej pory nie było to tak w stylu wiecowym. Mowa służy do werbalizacji myśli. Jeżeli ktoś wyraża swoje poglądy – to z reguły odczytujemy to jako faktyczne spojrzenie na świat.
Z politykami jest jednak inaczej. Jeżeli polityk coś mówi – to nie po to aby zaprezentować swoje poglądy – ale raczej ukryć, co tak naprawdę myśli na dany temat, w sprawie, o którą jest pytany. Ot, taki syndrom, skaza, może defekt genetyczny. Jak mówi że coś jest białe – to zapewne jest co najwyżej szare – a w ogóle – zielone.
Bartoszewski wyłamuje się z tego schematu. On mówi wprost to co myśli – i więcej – to co myśli znaczna cześć polskiej inteligencji – a nie ma możliwości tego wyrazić publicznie.
Ale to nie Bartoszewski narzucił taki styl, taki sposób wyrażania poglądów. To Prawo i Sprawiedliwość, Jarosław Kaczyński zaczął używać języka nienawiści. To oni zaczęli dzielić, na nowo, społeczeństwo na ONYCH I NASZYCH, na NAS i ZOMO, na dobrych (z nami) i złych (wprost przeciwnie). Tak się na nowo odrodziła erystyka polityczna, posługująca się ze strony polityków PiS-u językiem bolszewii. Dlatego też inteligencki, błyskotliwy styl Bartoszewskiego spotkał się z taką reakcją zwolenników jedynie słusznej partii.
Muszę przyznać – ten ton mnie lekko w pierwszym momencie poraził, nie w kontekście jego samoistnej treści. Wzbudził on we mnie nieznane od dawna uczucie. To uczucie to pogarda.
Dawno już, ja, człowiek wykształcony wyzbyłem się tego uczucia wobec grup społecznych, lumpów, ludzi przegranych, odrzuconych. Zachowałem go dla jednostek zdegenerowanych. I słuchając Bartoszewskiego, zrozumiałem, że to uczucie powróciło. Zrozumiałem także, jak to uczucie zostało na nowo zaszczepione, poprzez słowa i retorykę wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Ale to słowa Bartoszewskiego wczoraj pokazały mi, jaka istnieje przepaść pomiędzy intelektualnym postrzeganiem – a chamskim spojrzeniem zwolenników Prawa i Sprawiedliwości na świat, ludzi, społeczeństwo, politykę.
I nie wstydzę się tego, do czasu, kiedy problem nie zostanie rozwiązany. Pogardzam zwolennikami PiS-u. Bo być po TAMTEJ stronie – to wyraz ograniczenia i miałkości rozumu. I brak przyzwoitości, moralności, kłamstwo, obłuda – jako wskaźniki postępowania. Nie warto dyskutować z nimi na temat przyszłości kraju, czy społeczeństwa – dlatego że ludzie ci zawierzyli komuś – kim należy pogardzać – Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Azrael
Najnowsze komentarze