
Zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości zadają pytanie – co będzie z partią, co będzie z Jarosławem Kaczyńskim, co wreszcie z projektem tak zwanej IV RP. Odpowiedź jest prosta – nic się nie stanie, nic albo bardzo niewiele zależy od jej wodza i działalności partyjnej.
Pozycja partii opozycyjnej w Polsce, szczególnie takiej bezideowej, jaką jest PiS – jest wykładnią partii, układu rządzącego. Jeżeli Platforma i PSL będą rządziły dobrze, jeżeli ich program działania się będzie sprawdzał, jeżeli gospodarka będzie rosła a Donald Tusk nie skusi się na walkę o charakterze ideologicznym, ze społeczeństwem – to pozycja partii Kaczyńskich będzie słaba. Spadek notowań zatrzyma się na około 15 do 20% poparcia – i tak będzie trwał.
PiS wlazł w betonowe buty populizmu – i musi w nich chodzić. Jego program , pozbawiony głębszej myśli intelektualnej, będzie skupiała się krytyce liberalizmu, na atakowaniu układu, na obronie odrzuconych, na formalnej retoryce „obrony polskiej racji stanu” przeciwko Unii Europejskiej i oczywiście klasycznie – na retoryce antyniemieckiej. Nastąpi przesunięcie nie w stronę centrum politycznego – lecz w stronę skrajności. I idiologicznych i społecznych.
PiS to właściwie partia lewicowa. Ma taki elektorat i ma takie miejsce na scenie politycznej – i pod ten elektorat musi prowadzić politykę. Mit wielkiej partii prawicowej – odchodzi w niebyt.
Przy konsumowaniu przystawek, retoryka i metody działania PiS przesuwały się w stronę radykalizmu społecznego i socjalnego oraz populizmu. Przyniosło to skutek taki, że, oczywiście – elektorat LPR i SO został przejęty – natomiast elektorat wielkomiejski, inteligencki i młodzież – skutecznie odepchnięto. Na jednym ze spędów przedwyborczych Kaczyński wprost powiedział, że PiS nie jest partią elit, lecz zwykłych ludzi. I nie czarujmy się – nikt w tej partii nie jest wstanie wymyślić ani programu dla młodych ani dla inteligencji.
Dzisiejsze doniesienia mówiły, że Jarosław Kaczyński zamierza się podać do dymisji – oczywiście tylko po to, aby sprawdzić swoją siłę w partii, jak to się mówi – chce się policzyć. I będzie znów startował na stanowisko szefa na grudniowym kongresie, nadzwyczajnym, partii. Wczorajsze posiedzenie klubu parlamentarnego w Jadwiśinie musiało być burzliwe. Bo kandydatura Zyty Gilowskiej na wicemarszałka Sejmu jest dziwną propozycją, a rezygnacja Dorna i Gosiewskiego z kandydowania na szefostwo klubu – też wskazuje na duży opór materii partyjnej. Kaczyński musi odnowić mandat przywódcy – nawet za cenę odejścia kilku lub kilkunastu posłów. A to jest realne.
Kaczyński zajmie nieformalne stanowisko wiceprezydenta, suflera brata, ludzie z układu jego, Ziobry i innych – znajdą miejsce w kancelarii Lecha Kaczyńskiego, w BBN, w górnych rejestrach prokuratury – prokuraturze krajowej. I będzie jątrzył, przeszkadzał i starał się zdezawuować działania nowego rządu. Bo utracona władza boli bardziej niż utracone pieniądze.
Kaczyński i PiS poniosą jeszcze inne klęski, o których się mniej mówi. Wszystkie kamery zwrócone są na proces tworzenia nowej koalicji. A ważne sprawy dzieją się w województwach i powiatach. Będą się rozpadały koalicje pisowskie w sejmikach wojewódzkich i powiatowych, będą olbrzymie straty. Pierwszy już taki przypadek mamy w mateczniku marszałka Putry, w sejmiku województwa podlaskiego. Koalicja PiS z PSL już się praktycznie rozpadła – i zostanie zawiązana nowa, PO z PSL przy współudziale LiD-u.
Nad wszystkim wisi jeszcze jedna sprawa, mam nadzieję, że kluczowa. To komisje do spraw działalności CBA oraz prokuratury. Sprawy Andrzeja Leppera i Barbary Blidy czekają na swoją kolej.
Azrael
Najnowsze komentarze