Nudna, źle zorganizowana, pomysł rodem z taniego tok show, albo „Co z ta Polską” na czas. Za mało czasu na pytania, odpowiedzi, riposty. Układ na siedząco – nie dawał nikomu możliwości bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Zupełnie nie potrzebna publiczność, która reagowała na słabe riposty. Gong – jak w cyrku na walce zapaśników. Poza tym – prowadzący – pogubieni, szczególnie Monika Olejnik. Formuła programu, narzucona przez TVP i zespoły wyborcze zabiła debatę.
Obydwaj układni, obydwaj stonowani. Kwaśniewski – jak zwykle na okrągło, Kaczyński – stały zestaw haseł o układzie, korporacjach i tym podobnie. Obydwaj mieli wzloty i upadki. Kaczyński się podłożył z Kaczmarkiem, Kwaśniewski za słabo reagował na szpilki Kaczyńskiego. Przyznać jednak trzeba, że trzymali nerwy na wodzy, co szczególnie na plus dla Kaczyńskiego. Jak na stan ich relacji politycznych – byli nie omalże kulturalni. Nie było grubych złośliwości, nie było dogryzania dla samego dogryzania.
Impreza dla ludu – a nie dla prawdziwej polityki. Nic nie dała, nic nie rozwiązała, raczej zmarnowana szansa na poważną dyskusję o fundamentach Polski. Żadnych konkretów, które można by uznać za odkrywcze. Panowie zostali we własnych butach.
Wynik – remis – ale tylko 0:0
Dziś zwycięzcą był… Donald Tusk ze swoim nowym projektem wielkiej koalicji.
Azrael
P.S. Tak naprawdę to nie ma co komentować. Najlepszy, jak do tej pory zapis debaty znalazłem na „Wprost”. Tam jest dobrze zrelacjonowana. Więcej – nie będzie.
A.






Najnowsze komentarze