Polska – Rosja. Czas na realizm polityczny i gospodarczy

Jeśli jednak nasza pozycja będzie słaba, jeśli sami nie będziemy umieli rozwiązywać naszych problemów z sąsiadami za Bugiem, jeśli płaczliwie będziemy szukać pomocy na Zachodzie w każdej sprawie, to nie oczekujmy traktowania nas jako równorzędnego partnera, lecz jedynie jako protegowanego. Niemcy nie zdywersyfikują naszych dostaw surowców energetycznych, nie ochronią naszej mniejszości ani dyplomatów na Wschodzie, a UE nie zajmie stanowiska w kwestii spornej, zanim tego nie uczyni polski premier czy prezydent.

Antoni Podolski – ekspert Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie.

Rząd Donalda Tuska jeszcze dobrze nie usadowił się w fotelach – a już pokazuje, że szybkie, śmiałe decyzje są jego domeną. Jak choćby ta, wczorajsza, znalezienia na jednym posiedzeniu 3,5 mld złotych na podwyżki dla budżetówki – głównie na razie, nauczycieli.

Najlepiej jednak to widać w polityce zagranicznej. Dobre, szybkie – i zaskakujące inicjatywy – powinny budzić zaciekawienie, zainteresowanie i po przyjrzeniu się im dokładniej – akceptację. Szczególnie nasza nowa polityka wobec Rosji.

Continue Reading →

Jaka władza wykonawcza?

Sprawa konfliktu pomiędzy Donaldem Tuskiem i Lechem Kaczyńskim ma dużo głębsze znaczenie, niż tylko utarczki o charakterze personalnym. Ma znaczenie fundamentalne, zarówno dla sprawowania władzy wykonawczej, interpretacji zapisów Konstytucji RP – jak i przyszłości nowej ustawy zasadniczej

Lech Kaczyński kilka dni temu zapowiedział, że zwróci się do Trybunału Konstytucyjnego z zapytaniem i prośbą o wykładnie, jakie są faktyczne uprawnienia głowy państwa i rządu w kluczowych zagadnieniach obronności i polityki zagranicznej. Podejrzewam jednak, że TK uchyli się od odpowiedzi na ten temat – ponieważ zapisy i sformułowania ustawy zasadniczej były do tej pory interpretowane w zależności od podziałów politycznych – i nie ma żadnych innych regulacji, na których można by się oprzeć. Próba interpretacji konstytucji w tym zakresie – to ingerencja we prerogatywy władzy ustawodawczej. TK ma badać zgodność stanowionego prawa – a nie być rozjemcą w sporach. Fakt jest bezsporny – i Premier i Prezydent a także cała Rada Ministrów są w Polsce organami władzy wykonawczej.
Polska konstytucja, pisana pod rządy, urząd i Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego – jest bardzo nieprecyzyjna i zostawia duże pole manewru na interpretacje. Grozi to, jak zauważa dziś Piotr Gabryel w „Rzeczpospolitej”, faktyczną dwuwładzą. Patrząc na działania Kancelarii Lecha Kaczyńskiego, jego nominacje dotychczasowe i spodziewane – Legutko, Szczygło, być może Gosiewski – w samej kancelarii i Biurze Bezpieczeństwa Narodowego tworzony jest silny ośrodek wspomagający urząd prezydencki, ośrodek opozycyjny wobec nowego rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Sprawa, wbrew pozorom – nie polega tylko na personalnych animozjach i grze pomiędzy Lechem Kaczyńskim o Donaldem Tuskiem – ale jest rozpoczęciem dyskusji, do jakiej polska demokracja dojrzała – jaki model rządzenia państwem zostanie wypracowany – i jaki zostanie zapisany w nowej Konstytucji?

Continue Reading →

Przekupa z Pałacu

Jako stary warszawiak (duchem… ) jeździłem lata temu na „Pragie” , na słynny Bazar Różyckiego. Tam się kupowało „eleganckie” rzeczy, których w społemowskich sklepach nie było.
Jednym ze stałych widoków były baby – przekupki, zachwalające towary, nachalnie, ale skutecznie. Szczególnie wryła mi się w pamięć taka jedna, sprzedająca gorące pyzy. Darła się jak stare prześcieradło, na pół bazaru, aż się głos odbijał od okolicznych domów z czerwonej cegły…
I dziś przeżyłem deja vu…

Michał Kamiński, wywijający papierem z faksu, na którym minister Sikorski przepraszał, że nie może się pojawić na spotkaniu u prezydenta – toż to dokładnie tamta przekupka od pyz… takoż samo tłusty, czerwona na twarzy… tylko tamta miała milszy głos…
Nie ma dla mnie znaczenia – i nie powinno mieć znaczenia dla nikogo, także dla tak zwanego autorytetu Lecha Kaczyńskiego – że fax dotarł o godzinie 16.03.
Faktem jest natomiast to, że przekupka Kamiński, tylko dla zaistnienia w mediach – zwołuje konferencję, na której ujada, niczym głodny brytan, bredzi coś o braku kultury Sikorskiego, krzyczy, że faks, który przyszedł po spotkaniu – to skandal i podważanie prestiżu, atakuje pośrednio Donalda Tuska – i do tego kpi z prac Rady Ministrów. Oczywiście – nie widzi, jak ośmiesza w tym swoim występie Lecha Kaczyńskiego. A właściwie urząd prezydencki…

Dzisiejsza nominacja Fotygi i popisy Kamińskiego – to kolejne elementy wojenki, jaką Kaczyński (i jego brat) zamierzają toczyć z nowym rządem. Jako żywo przypomina to… tak znienawidzonego Lecha Wałęsę! Kaczyński zapomina, co i rusz, że tak zwana Mała Konstytucja z 1992 roku została ZNIESIONA w 1997 – i Lech Kaczyński może się przyglądać najwyżej, co rząd, całkowicie umocowany i odpowiedzialny zapisami ustawy zasadniczej, robi w MON, MSWiA oraz MSZ.
Lech Kaczyński mimowolnie wkłada buty innego Lecha. Przekupka Kamiński natomiast próbuje grać rolę i kapciowego Wachowskiego i prawnika Falandysza… Tylko, że pomimo postury – nie ten wymiar…

Azrael

Błotny think tank

Zajmuję się pisaniem komentarzy politycznych na swojej stronie internetowej, na blogu, od maja 2006 roku, czyli 1,5 roku. Dla zabawy, przyjemności, relaksu – oraz, jak się przekonałem, dla kilkuset stałych czytelników. I ci czytelnicy, praktycznie z całego Świata, bo nawet z Sydney, Kapsztadu i Santiago de Chile – są największą wartością. Nie pisanie moje – tylko właśnie czytelnicy. Wspierający, czytający – i w swej ogromnej masie – nie komentujący. Ale w wielu przypadkach – oczekujący na moje prywatne opinie. To jest ten motyw, prawdziwy motyw pisania bloga.

Od mojego szanownego kolegi, guru html i webmasterstwa, Pawła Wimmera, dowiedziałem się, że powstała platforma blogowa, pod nazwą Salon24. Zajrzałem, założyłem konto – i pierwszy post puściłem dokładnie 17 października 2006 roku. Śmiało mogę twierdzić, że jestem jednym z najstarszych autorów na tym portalu.

Continue Reading →

Pacynka z pałacu

Anna Fotyga, według przecieków, jakie uzyskała „Rzeczpospolita”, ma otrzymać nominację na stanowisko szefa kancelarii Lecha Kaczyńskiego.
Informacja z tych, jak się to mówiło w slangu tak zwanej IV RP – porażających.
Fotyga ma zostać, przynajmniej formalnie, szefową i Michała Kamińskiego, który zajmuje się wizerunkiem medialnym obecnego prezydenta, i Macieja Łopińskiego, szefa jego gabinetu, oraz ministra Draby, który zajmuje się kwestiami prawnymi.
Zadaniem Fotygi, jak się przypuszcza, będzie tworzenie ALTERNATYWNEGO ośrodka kształtowania polityki zagranicznej. Dla kogo i czego alternatywnego – nie trudno zgadnąć.

Sukcesy Anny Fotygi z czasów jej szefowania MSZ są znane szeroko – są równie porażające, jak jej oczy, zawsze szeroko otwarte i zdumione.

Continue Reading →

Romaszewski nie jest idiotą i będzie miał samochód!

- Chciałem zostać wicemarszałkiem, bo to zwiększa możliwości działania – powiedział. – Ma się samochód do dyspozycji (…).Przywileje wszystkich korcą, Borusewicza także – przyznał. Jak dodał, jeśli Platforma nie poprze jego kandydatury, na stanowisku wicemarszałka Senatu może być wakat. - Będę mniej zarabiał, a więcej pracował - stwierdził pytany, czy nie żałuje, że nie został wicemarszałkiem Senatu.

Gazeta Wyborcza, 2007-11-06

- Wyjaśniliśmy sobie z Bogdanem Borusewiczem wszystkie kwestie. Muchotłuk emocjonalny spowodowany kampanią chyba się skończył. Ale w życiu nie miałem takiego PR jak wtedy, gdy Platforma odrzuciła moją kandydaturę

– Dlaczego pan uważa, że powinien pan być wicemarszałkiem? Ze względu na zasługi?

- Za zasługi to może dostanę order. To pani myśli, że jestem takim idiotą, iż po 18 latach w Senacie nie mogę być dobrym marszałkiem? To jest moja siódma kadencja, byłem czterokrotnie przewodniczącym Komisji Praw Człowieka. Przez 18 lat czegoś się nauczyłem, mam bardzo szeroką wiedzę na temat życia publicznego. Na tle innych senatorów Platformy oraz Prawa i Sprawiedliwości mam większe kompetencje.

Rzeczpospolita, 2007-11-28

Senator Romaszewski nie został wybrany trzy tygodnie temu na wicemarszałka Senatu, sprzeciwili się temu, na wyraźny zresztą sygnał Donalda Tuska, senatorowie Platformy Obywatelskiej. Dziś decyzją senatorów objął upragnione stanowisko.
Parlamentarzysta PiS to jedna z postaci – ikon korowskiego ruchu oporu – ma ponoć trudny charakter – i nie jest raczej człowiekiem, który lubi pracę od podstaw. Romaszewski zasiada nieprzerwanie w ławach senatorskich od 1989 roku. Może był czas zastanowić się nad tym, jak spożytkować swoje doświadczenia gdzie indziej – gdzie i docenią i dadzą samochód, gabinet i godziwą pensję. Bo parlament powinien być miejscem służby publicznej – a nie synekurą.

Zachowanie Romaszewskiego, mało godne jak na senatora, objawiło się, kiedy na przesłuchaniu Andrzeja Gwiazdy to kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, tenże milczał jak grób, kiedy Borusewicz był oskarżany o to, że był narzędziem SB… choć niewykluczone, ze to właśnie sam Gwiazda i Anna Walentynowicz pozostawali pod wpływem działań i fałszywek peerelowskich służb.

Romaszewskiemu należy miejsce w historii, portrety na ścianie i notki biograficzne w podręcznikach i encyklopediach. I już nic więcej. Dobrze by było, aby już poszedł na zasłużoną emeryturę.

Azrael

Stylowe rozwiązywanie problemów

Komentatorzy zbliżeni do prawicy, Prawa i Sprawiedliwości albo nawet powiązani z poprzednią władzą niejasnymi interesami kapitałowymi, sugerują, że działania Donalda Tusk i jego rządu mają wymiar li tylko medialny i PR – owski. Że poza stylem, miękkością i słynnym już przesłaniem „miłości”, nic realnego się nie dzieje. Twierdzi tak między innymi redaktor naczelny „Nowego Państwa”, młody jeszcze i zdolny, Michał Szułdrzyński.

W jego artykule w „Rzeczpospolitej” z 27 listopada, zarzuca on Tuskowi i Platformie Obywatelskiej, że za bardzo posługują się oni mnemotechniką socjologiczną, mającą w umysłach wyborców wymazać przeszłość i nauczyć ich życia tylko teraźniejszością.
Zgadza się – taki jest cel Tuska. Należy zapomnieć, dla zdrowia psychicznego społeczeństwa, ostatnie dwa lata, gdzie język konfrontacji, nienawiści, sztucznego słowotwórstwa, tworzył atmosferę napięcia i walki – bez usprawnienia działalności państwa i administracji. Czas na autentyczne rozwiązywanie problemów. Szybkie, sprawne i wyprzedzające konflikty. A że jest to przekazywane zgoła innym językiem i stylem – to znajduje zrozumienie i akceptację społeczną.

Dwa dni temu pisałem o błędach – teraz czas na trafne pociągnięcia nowego rządu.

Continue Reading →

In vitro a serwilizm katolicki

Minister zdrowia, Ewa Kopacz, zapowiedziała, że proces zapłodnień in vitro, czyli pozaustrojowych – będzie finansowany z budżetu państwa. Na początek refundacja będzie dla najbiedniejszych – później dla wszystkich. Koszty tego zabiegu to nawet kilkanaście tysięcy złotych.
Należy to wspomnieć, że Światowa Organizacja Zdrowia uznaje, że niepłodność jest chorobą społeczną, Zabieg in vitro jest skuteczny w około 40%. Jest ostatnią nadzieją dla par nie mogących mieć potomstwa w sposób naturalny. Ocenia się, że w Polsce ilość par, które, z różnych przyczyn nie mogą mieć dzieci – dochodzi nawet do 1,5 mln…
Zabiegi in vitro po raz pierwszy zostały zastosowane w Polsce przez profesora Szamatowicza z Akademii Medycznej w Białymstoku.
Zabieg ten jest dofinansowywany we wszystkich starych krajach Unii Europejskiej.

Jeden z katolickich dziennikarzy, Tomasz Terlikowski,we wpisie na blogu ,wystąpił z ostrym protestem przeciwko temu pomysłowi Ewy Kopacz. I zrobił to w sposób wyjątkowo, jak na publicystę, sposób perfidny.

Continue Reading →

Koniec bezkarności?

Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Barbara Kudrycka, zapowiedziała kontrolę Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej Tadeusza Rydzyka w Toruniu. Minister powiedziała te słowa;

„Funkcją organów państwa, takich jak resort szkolnictwa wyższego, jest przede wszystkim działalność kontrolna i wykorzystam ją, by sprawdzić, czy szkoła ta nie narusza prawa”. (za „Rzepą”)

Proste przesłanie, państwo po prostu chce wypełniać swoje funkcje.Tadeusz Rydzyk dziś na antenie swojego radia odpowiedział, że działania ministerstwa to odwet, represje w stylu stalinowskim, nagonka, itp…

WSKSiM powstała w 2001 r. Jej założycielem i pierwszym rektorem był Tadeusz Rydzyk, który to stanowisko dzierżył do 2006 r..

Continue Reading →

Błędy, błędy…

Czas na zajęcie się błędami Platformy Obywatelskiej. Politycy mogą sobie pozwolić na 100 dni oddechu dla nowej ekipy – komentatorzy – nie. Bo ulotność informacji jest tak duża, że nie wolno jej nie katalogować i zachowywać.
Platforma ma już kilka błędów na swoim koncie, które mogą się za nią ciągnąć.

Pierwsza sprawa – to powołanie Komisji Sejmowej ds. Służb Specjalnych.
Tryb rozwiązania tego problemu, głównie medialny, przed kamerami telewizji – jest nie do przyjęcia. Już początkowe założenie – czyli komisja 5 osobowa – było strzałem nie trafionym. Oczywiście, dyskusje o tak zwanych parytetach, nie miały sensu, bo gdyby liczyć te udziały w zależności od liczby mandatów, do jednego miejsca procentowego po przecinku – to poszczególne komisje, nie tylko służb specjalnych, musiałyby liczyć po kilkadziesiąt osób.
Ale komisja 7 osobowa – 3 PO, 2 PiS i po jednym z PSL i LiD – była do przyjęcia. Dałoby to możliwość dość swobodnego manewrowania, w wypadku konieczności przesłuchania samego członka komisji w jakiejś sprawie. Ten kandydat do stanięcia przed komisją – to oczywiście Antoni Macierewicz, którego wyczyny z ostatnich dwóch lat zostaną, mam nadzieję, dokładnie prześwietlone.
Potem mieliśmy niby umowę na skład 4 osobowy – i kością niezgody stała się osoba właśnie zawsze „szczerze” uśmiechniętego pana Antoniego. Ponoć strony umówiły się, że 4 osoby do składu – lecz bez byłego szefa SKW. PiS błyskawicznie podjął medialny kontratak, że takich ustaleń nie było…
Nie ma się co czarować – sprawa nominacji Antoniego Macierewicza to dla PiS świetna zabawa medialna. Jest jasne, że zarówno LiD, jak i PO zareagują na niego, jak na zadżumionego. I słusznie – dla człowieka ogarniętego różnego rodzaju maniami – nie ma miejsca w tego rodzaju komisji, która po pierwsze – musi być szczelna, po drugie – powinna być sprawna…
Jest jednak pewne ale… i to duże. To Konstanty Miodowicz, kandydat Platformy do tej komisji. Jego rola, wespół z pułkownikiem Brochwiczem w sprawie prowokacji Jaruckiej wobec Włodzimierza Cimoszewicza w 2005 roku – jest dyskwalifikująca tego człowieka, nie tylko na tą funkcję. Można negować osobę Macierewicza – ale równie nieodpowiedni jest Miodowicz.
PO jedno co może teraz zrobić – to szybko doprowadzić do składu siedmioosobowego. Bo pozostawienie komisji bez członka PiS – to następna zadyma medialna.

Continue Reading →

Ludwik Dorn – samobójstwo czy cwaniactwo?

Polityk odchodził z życia publicznego do tej pory tylko w dwóch przypadkach – kiedy przegrał walkę – wyborczą – tak jak Roman Giertych, lub o pryncypia – jak na przykład Marek Jurek – lub kiedy się skompromitował. Moralnie, obyczajowo, albo wprost z powodu korupcji – jak niejaki Richard Nixon, na przykład (choć już taki Clinton wytrzymał…) albo Sawicka.
Rzadko się zdarza, że polityk odchodzi samodzielnie, bez przymusu, że świadomie wybiera inną drogę – jak Wiesław Walendziak.

Ale już całkowicie niezrozumiałe jest odejście z polityki poprzez popełnienie seppuku. Nie zwykliśmy do tej pory w Polsce, w której daleko jeszcze do standardów demokracji i zwyczajów kultury politycznej – widzieć polityka, który dla idei – nie zawsze słusznych – poświęca swoją karierę.

Czytając życiorys polityczny Ludwika Dorna, można w nim znaleźć właściwie trzy dominujące elementy – walkę, odejścia i powroty. Nie ma tam żadnych kompromisów, żadnych zagrań „pod siebie”. Kiedy „Lutek” uważał, że trzeba odejść, bo pozostanie w jakimś układzie nie zgadza się z jego poglądami – to rzucał wszystko – i odchodził. Jego kariera opozycjonisty i polityka po 1989 jest barwna i pełna zwrotów – jeszcze ciekawsza, niż jego życie prywatne – które też było bogate w zwroty i szybkie odejścia – ale bez powrotów.

Continue Reading →

Nowy paradygmat społeczny Donalda Tuska

Za sobą mamy dwuletni okres władzy ekipy Jarosława Kaczyńskiego. Rządów dla Polski, we wszystkich wymiarach nieudanych. W polityce społecznej, w polityce zagranicznej, w bezwładzie zmian gospodarki państwa. Tak, wskaźniki ekonomiczne są znakomite, choć nie tak, jak na przykład estońskie. Ale czy w Polsce został zainicjowany chociaż jeden znaczący projekt przemiany, w jakiejkolwiek dziedzinie, poza sferą quasi ideologi „odzyskiwania państwa”?

PiS przegrał wybory. Mając za sobą media publiczne, dużą część prasy, dobre wskaźniki statystyczne i wszelkie narzędzia kontroli i represji społecznej – jednak przegrał. Z demokracją, swobodą wypowiedzi, wyrażoną wyborami. Jest to niewątpliwy sukces polskiej transformacji, 18 lat wolności obywatelskiej, którą Jarosław Kaczyński próbował pod hasłami silnego państwa zniwelować, ograniczyć do nic nie znaczących procedur – do sztafażu, za którym się próbował ukryć ze swoją chęć władzy – władzy dla siebie – a nie dla dobra obywateli.

Continue Reading →

Prawdziwa niezależność „Rzeczpospolitej”

Wiele się mówi i pisze o niezależności mediów, gazet od wpływów politycznych. A czasem odwrotnie. To media mają ponoć kreować przestrzeń polityczną i nawet suflerować władzy.
Wróg ludu, dla prawicowych publicystów i polityków – Adam Michnik – prezentowany jest niczym Mefisto, który z Piekła, ze swojej „Agory” z ulicy Czerskiej, steruje duszami polityków.

Niezależność dziennikarska i otwartość światopoglądowa dla redaktorów „Rzeczpospolitej” była zawsze dla nich wartością „nadrzędną”. Na sugestie, że ich publikacje, komentarze, postawa wskazuje na wyraźne inklinacje w stronę Prawa i Sprawiedliwości – odpowiadali, że jest to przecież tylko postawa propaństwowa.

A jak to jest naprawdę?

Oto fragment wywiadu dla miesięcznika branżowego „Press”, numeru listopadowego.

Z kolei sam Wróblewski [obecnie menedżer „Polskapresse”] tak wspomina swoje starania o posadę redaktora naczelnego ”Rzeczpospolitej” wiosną ub.r.: ”Tuż przed jednym ze spotkań zadzwoniła osoba zbliżona do środowiska PiS-u i poprosiła o pilne spotkanie. Znaliśmy się wcześniej, więc rozmowa toczyła się otwartym tekstem. Ten człowiek postawił mi propozycję – zostanę naczelnym Rzepy na pół roku, potem zastąpi mnie Paweł Lisicki, a ja zostanę prezesem „Presspubliki”. O powiedział, że trzeba się jeszcze spotkać z Jarkiem. To było chore wycofałem się.”

Środowisko dziennikarskie, o czym pisałem niejednokrotnie, kieruje się korporacyjną logiką i lojalnością.
Takie wyznanie Tomasza Wróblewskiego jest jak bomba rzucona w szambo „niezależnych mediów”.

Ciekaw jestem reakcji kierownictwa gazety.
Czy panowie Lisicki, Gabryel, Wildstein, Zdort, Terlikowski, Janke, Ziemkiewicz i pani Lichocka – dalej będą twierdzić, że kolegia redakcyjne zatwierdzają publikacje w duchu pełnego poszanowania pluralizmu i niezależności?

Azrael

My tu gadu, gadu…

… a licznik bije…

Jak się okazało, przekroczyłem parę dni temu liczbę 1000 wpisów na blogu.

Prowadzę swoją stronę od maja 2006 roku, wychodzi więc tylko chyba troszkę mniej niż 2 wpisy dziennie.

Ciekawe są też inne liczby, to jest prawie 580.000 unikalnych odsłon ( ku dy mi do takiego Korwina, czy Michalkiewicza, a i na forum gazeta.pl się nie udzielam, jak niejaki G.) i ponad 9.500 komentarzy.

No, zobaczymy jak długo jeszcze ta zabawa będzie trwać…

Azrael

Expose – za długie, za trudne…

No to już wiemy, co Donald Tusk chce robić przez najbliższe 4 lata – a nawet trochę dłużej. Bo takim granicznym rokiem jest 2012 – rok wejścia do strefy euro.

Trzy godziny, siedem minut. Rekord w polskim parlamencie. Wysłuchałem z przyjemnością i uwagą – może dlatego, że na leżąco i w odbiorze stereofonicznym. Nie robiłem notatek – bo i po co? Wszystko i tak portale podawały w skrócie – i jeden z dziennikarzy – blogerów też, z komentarzem, który miał być w założeniach dowcipny. Nie był.

Co mi się podobało? Atmosfera, pozytywna, emanująca z Tuska pozytywna energia i takie optymistyczne myśli. Początek, dość emocjonalny, skierowany głównie w stronę społeczeństwa – mówiony całkowicie bez kartki

Potem już poszło – o gospodarce, o infrastrukturze, o polityce zagranicznej.
Dla mnie jednak najważniejsze sprawy – to bardzo wyraźne położenie nacisku na infrastrukturę, w tym informatyczną, oraz na generalne zmiany w ochronie zdrowia – ale głównie w dziedzinie finansowania. Moje sugestie o spółkach handlowych, publicznych – plus rozbicie NFZ – znalazły się w expose. Nie było natomiast zaznaczonej sprawy reformy finansów. Dziwne.
Generalnie – Tusk wie, co chce osiągnąć, zarówno w sferze społecznej – czyli prawdziwą jedność, zaufanie do władzy i integrację – i w sferze ekonomicznej i cywilizacyjnej. Tylko, że mam jednak wrażenie – że nie wie jeszcze dokładnie jak….
Pomimo, że expose było dość spójne – to jednak zabrakło mi w nim takiego globalnego celu. Nie został on do końca zarysowany.
Ale nie było w nim tego, czego Polacy mieli za dużo – czyli pseudo ideologii, polityki historycznej, rozliczeń. Tusk patrzy do przodu.

Continue Reading →

Oskarżony obywatel Sakiewicz

Wszyscy, prawie bez wyjątku trzymający pióra w rękach żurnaliści (i ci mikrofony też), zawsze i chętnie występują przeciwko układom korporacyjnym, w imię szeroko rozumianych praw demokracji. Najbardziej to widać w ciągłych atakach na samorządy prawnicze, które skutecznie blokują dostęp nowych członków do swojego grona. I jest to oczywiście ze szkodą, dla sądów, obywateli, procesów sądowych.

I ci sami dziennikarze, wprawdzie w trochę innej sprawie – bronią w imię lojalności korporacyjnej swojego kolegę, Tomasza Sakiewicza, naczelnego „Gazety Polskiej.

Continue Reading →

Eklektyzm moralny a kara śmierci

Na Salonie 24 wywiązała się ciekawa, ale w sumie pusta dyskusja. Pusta, bo problem w skali społecznej jest nierozwiązywalny. Dotyczy kary śmierci. Czy ją stosować, czy nie, kiedy, za jakie zbrodnie, w jakim celu społecznym, czy jest zasadna z punktu widzenia wiary katolickiej, etc., etc. … pytania się przewalają – a odpowiedzi nie ma.

Redaktor Warzecha z „Faktu” przytoczył artykuł amerykańskiego „NYT”, gazety liberalnej, która przedstawia wyniki badań ekonometrycznych (czyli empirycznych, gdzie na bazie próby reprezentatywnej dokonano analiz statystycznych), wskazujące, że zastosowanie kary śmierci powoduje, w USA, zmniejszenie popełnianych morderstw na badanych obszarach OD 3 DO 18.

Badania są wypreparowane całkowicie z analiz demograficznych, kulturowych i społecznych, nie mówiąc o moralności.
I na tej podstawie pada pytanie zadane przez redaktora Warzechę

[...]Skoro bowiem wykonanie jednego wyroku śmierci może ocalić kilkanaście istnień, to czy faktycznie należy zabraniać pozbawiania życia w imieniu państwa, z decyzji niezawisłego sądu i po wnikliwym procesie?

Jest ono wyprane z jakiegokolwiek kontekstu społecznego, moralnego, ludzkiego. Tak, jakby życie człowieka (ofiary i mordercy) było sprawą administracyjną.

Żyjemy w takich czasach, gdzie dla normalnego funkcjonowania w społeczeństwie należy mieć zbudowany własny, prywatny katalog moralny. Katalog, którym się kierujemy.
W tym katalogu muszą się znaleźć zasady, które pozwolą nam na rozwiązywanie własnych problemów.
Ja nie mam zdania na temat kary śmierci. W moim katalogu moralności nie ma tego problemu. Nie dotyka mnie on. Nie interesuje mnie to. Może, jeżeli ktoś by zabił bliską mi osobę – musiałbym tą wartość wprowadzić.

Ale ja jestem człowiekiem niewierzącym – więc mnie nie obowiązuję zasady wiary. Prywatnie hołduję zasadom Pana Cogito, że człowiek powinien wznieść się ponad relatywne otoczenie, stworzyć własne zasady, których nie wolno będzie zdradzić.

Ale katolik ma zasady wiary – i posłuszeństwa wobec papieża. Dlatego zadziwia mnie taki eklektyzm moralny, zresztą uwidoczniony w Katechizmie Kościoła Katolickiego, który pomimo Ewangelii i wyraźnych wskazówek Jana Pawła II pozwala aprobować karę śmierci.
Katolikom powinno być obce poczucie zemsty i gniewu, bo (znów za Panem Cogito) gniew rodzi pogardę, co powoduję, że człowiek przechodzi na ciemną stronę. To jest pogarda dla nauki Kościoła i dla życia ludzkiego, pozwalająca na uznanie kary śmierci jako UZASADNIONEJ.

Katolicy, opowiadający się za karą śmierci, zapominają, że człowiek jest służebny wobec Boga i wypełnia jego rozkazy. Będąc wyznawcą wiary – powinien mieć ją w swoim katalogu moralnym, w swoim sumieniu. Człowiek wiary powinien walczyć ze złem – a zabicie drugiego człowieka, także poprzez wykonanie kary śmierci – jest złem. Walka ze złem jest działaniem w imię dobra wspólnego, dobra innego człowieka i społeczeństwa.

I na koniec – człowiek wierzący powinien wiedzieć, że nie on jest powołany do tego, aby określać, kto jet katem a kto ofiarą

Człowiek wiary powinien być przeciwko karze śmierci.

Ja tego dylematu nie mam.

Azrael

Kawka i ciasteczko ministra Piechy

Sprawy „biznesowe” załatwia się przy kawce i koniaczku. Sam tak robię – ale ja jestem prywaciarzem, a moi klienci – to głównie też pracownicy firm prywatnych.
Wiceministra Bolesława Piechę, odpowiedzialnego za sprawy między innymi list leków refundowanych, widziano w knajpce na warszawskim Powiślu przy kawce i ciasteczku (bo alkoholu nie pije, jako AA) z przedstawicielem firmy „Servier”, francuskiego dostawcy leku iwabradyna. Lek ten, został wpisany na tę listę, dwa dni przed jej zamknięciem, pomimo nie najlepszego, delikatnie mówiąc, zdania o tym leku ciał opiniujących decyzję.

Continue Reading →

Będzie normalniej?

Politycy opozycji i komentatorzy wyśmiewali się z Donalda Tuska, że ogłosił poniedziałek 19 listopada Dniem Radości Narodowej. A we wtorek u Sekielskiego i Morozowskiego wyjaśniał rolę miłości w polityce. Śmiertelnie poważni prawicowi komentatorzy od razy mu przypomnieli, że nie godzi się, że przecież czas na budowę i odbudowę, że powaga urzędu… Doda – to się nie godzi – lepsze by były chorały gregoriańskie – no, ostatecznie wyższa kultura pod postacią Andrzeja Rosiewicza z jego słynną piosnką o czerech ziobrach…

Komentatorom jakoś nie przeszkadzały dowcipy poprzedniego premiera, Jarosława Kaczyńskiego. A trzeba przyznać, że żarty się go trzymały (i dalej są przy nim) wspaniale. Na przykład żartował kiedyś, że w nim jest samo dobro… a wszyscy uwierzyli, a to był taki subtelny witz. Potem mówił, że gdy jego ugrupowanie nie zdobędzie 280 mandatów w wyborach sejmowych – to się poda do dymisji – no i znów wulkan humoru… Ostatnio stwierdził, że podda się demokratycznemu osądowi swojej partii na kongresie w grudniu… boki zrywać, jak świeże wiśnie…

Niektórzy myśleli, że to dobre samopoczucie Pana Byłego Premiera tak daleko sięga, że w dobrej atmosferze będzie można podyskutować o reformie Prawa i Sprawiedliwości. I napisali wesoły list do szefa partii. Ale tu okazało się, że pokłady dobrego humoru Jarosława Kaczyńskiego są na wyczerpaniu… każda demokracja ma swoje granice… Panowie Dorn, Ujazdowski i Zalewski nie utrzymali się w konwencji żartu, takiego rodem z niemieckiego przedwojennego kabaretu i zamiast się przewrócić na wznak i zamachać łapami jak Saba, że oni tylko tak żartowali – unieśli się fałszywym honorem.

Donald Tusk pokazuję inną, ludzką twarz polityki. Nie wilcze zęby, jak to widzi Kaczyński, lecz właśnie nowy, trochę blaeirowski styl komunikacji z mediami i społeczeństwem. Wymaga on jeszcze dopracowania i szlifu – ale już jest nieźle. Szczególnie na tle swoich poprzedników.

Łagodność i koncyliacyjność premiera powinna się jednak ograniczać tylko do przekazu medialnego. „Ofensywa miłości” dobrze wygląda w mediach – gorzej się sprawdza w twardej walce politycznej. Tusk składał w kampanii konkretne deklaracje rozliczeniowe – i czas aby do nich przystąpił. Tym bardziej, że wysokie wskaźniki poparcia, jakie ma PO nie będą trwać wiecznie. I musi też pamiętać, że opozycja, jeszcze silna i stabilna – zacznie bezlitośnie punktować błędy tego rządu.

Rząd PO i PSL ma wiele trudnych zadań i ukrytych problemów, z którymi się będzie musiał zderzyć. Te trudne problemy, w sferach socjalnych i administracji publicznej, które będą wymagały trudnych decyzji, spowodują spadek notowań. Dlatego decyzje muszą zapadać szybko – i szybko, precyzyjnie i dokładnie powinny być przedstawiane społeczeństwu.
Sprawna komunikacja ze społeczeństwem to podstawa sukcesu. Ale nie w formie wiecznych, kilku dziennie konferencji prasowych – lecz w formie czytelnych sygnałów i przekazów via media. Dlatego między innymi ważna jest szybka nowelizacja ustawy o KRRiT – i wyczyszczenie sytuacji w TVP i Polskim Radio. Na marginesie – śmieszne są pokrzykiwania Sellina, który przed wyborami twierdził, że ma notatnik ze 60 nazwiskami fachowców, którzy zasiądą w KRRiT… a jak było? Wiadomo… I teraz znów usiłuje oskarżać PO o próbę przejęcia mediów.

Mam nadzieję, że rzecznik prasowa rządu, dr Agnieszka Liszka, specjalistka od komunikacji społecznej – znajdzie nową formułę dla swojego stanowiska.

Oczekiwania normalności w polityce, spokoju i sensu są powszechne.

Azrael

Polemika w Salonie

Zaprszam dziś do Salonu 24.
Wczoraj napisałem artykuł „Scenariusz rozpadu”, który też był umieszczony na Salonie 24.

Polemikę ze mną podjął wczoraj redaktor Mikołaj Wójcik z gazety „Dziennik”.

A ja mu na to odpwiedziałem – dziś, swoim artykułem. Oto on, nie jest on wyjątkowo najpierw tu opublikowany, lecz jako polemika – spejclanie dla S24. Czyli – tylko w kontekście tamtego można go czytać…

——————————————–

Redaktor Wójcik ma rację.

Redaktor Mikołaj Wójcik, z „Dziennika”, odprężony po wyborach, ale zapracowany (zapewne ma swój udział w zmianie olinowania i ustawienia żagli swojej gazety pod nowe wiatry polityczne – jak to u Axel Springera bywa… – praca przy kabestanie kosztuje dużo sił…), miał jednak chwilę, aby zajrzeć i poczytać tekst anonimowego blogera, na Salonie 24. Chwała mu za to, tym bardziej że opinia dziennikarza i politologa jest zawsze cenna, dla nas, maluczkich.

Co ciekawe – Pan Mikołaj ma poglądy nie daleko odbiegające od moich. I on stwierdza, że twarzami PiS zostaną na zawsze (czyli do upadku partii – to moja teza, nie redaktora) Kurski, Suski i Jola w czepku. Nie pisze, czy to dobrze czy źle – wszak nie rzucamy tego na szerszy kontekst polityczny.

Dalej potwierdza moje przypuszczenie – że decyzyjność w Prawie i Sprawiedliwości ogranicza się do dość wąskiego kręgu, nawet bardzo wąskiego – Jarosława Kaczyńskiego, jego kota Alika – i zapewne telefonu – czyli kontaktu z bratem, nie raz obaj członkowie „biologicznego czynnika” mówili, że bez siedmiu rozmów via telefon nie ma dnia… I znów nasz redaktor nie wysnuwa z tego żadnego wniosku.

Ja wysnuwam – że Kaczyński, nie modelując na nowo stosunków w partii na szczeblu centralnym, a jednocześnie pokazując, że nie jest już nie omylny – może prowadzić do dalszej frustracji Rady Politycznej i Zarządu. Już wyniki na szefa klubu sejmowego wskazywały, że ta jedność zaczyna się chwiać. Zawężenie swojego obszaru konsultacji do wyżej wymienionych „postaci” tej partii – daje prawie pewność, że nic nowego się w tej formacji nie urodzi. A jest to nie tylko ze szkodą dla PiS – również ze szkodą dla polskiego parlamentaryzmu.

Nie jest prawdą, że tylko finanse się liczą. Mają one, zgoda, znaczenie dla funkcjonowania partii – ale równie ważna jest organizacja i ludzie. Jeżeli jednak z partii – i klubu – odejdzie kilkunastu posłów – to odejdzie również z nimi grupa działaczy lokalnych. Nie jest równie powiedziane, że jedność na szczebli centralnym zostanie przeniesiona automatycznie w dół, do interioru. Straty w regionach mogą być o wiele większe, niż w Sejmie – bo dotykają żywotnego interesu działaczy – własnych pieniędzy.

Moje słowa o sprzeczności w łonie PiS zostały przez Pana Politologa źle zrozumiane. Mnie chodziło o sprzeczności między głoszonymi ideami a faktyczną realizowaną polityką partyjną, która z hasłami równości, solidarności społecznej i „państwa oddanego obywatelom” nie miała wiele wspólnego. I dlatego konstrukcja, oparta o pomysł socjotechniczny, a będąca de facto wydmuszką ideologiczną, może się rozpaść. Tak wiem – elektorat PiS jest betonowy. Odporny na argumenty – i jak te 5 milionów wyborców wskazują – nastawiony na hasła populistyczne i kłamstwa serwowane mu przez Jarosława Kaczyńskiego. Ale nie zapomnijmy – to jest w dużej części elektorat pływający, który zdryfował do PiS z LPR i Samoobrony – i może znów popłynąć z innym nurtem. Badania socjologiczne (choćby te robione przez dr. Markowskiego w PAN) wskazują, że polski wyborca jest wyjątkowo niestały.

Prawa strona sceny politycznej jest zajęta przez PO, co zauważył redaktor Wójcik. Właśnie – jest zajęta, i dlatego właśnie dla PiS – partii socjalno – populistycznej nie ma tam miejsca. Jarosław Kaczyński nie może i nie potrafi przesunąć się do centrum – czego by chciała Jadwiga Staniszkis – może tylko brnąć dalej w populizm – i ortodoksję katolicką. A tego już młodzież i inteligencja miejska nie akceptuje. Wystarczy się przyjrzeć ostatnim badaniom uczestnictwa wiernych w niedzielnych mszach – spadki w niektórych regionach, w porównaniu z badaniami z przed kilku lat wynosiły nawet kilkanaście procent. Szokujące.

Nie ma miejsca na prawicy dla PiS – z racji tego, że Kaczyński nie potrafi zbudować nowego programu – jest natomiast miejsce dla prawdziwej, kilkunastoprocentowej chadecji. I taka, według mnie się objawi w ciągu najbliższych dwóch lat. PO będzie zabierało powoli elektorat lewicy do siebie, będzie musiało budować stałe, mocne centrum – kosztem konserwatystów. Według mnie, ich reprezentacja jest niedoszacowana.

Widzimy więc, że i pole działania – i oddziaływania PiS się zmniejsza. A jak się zmniejsza – to i notowania spadają. A jak spadają – to się robi nerwowo wewnątrz samej organizacji. I tak, jak kula śniegowa rosnącego poparcia PiS przed wyborami w 2005 roku zabierała po drodze różne odłamy prawicy – tak roztapianie się tego ubłoconego dwuletnimi rządami „bałwanka” pisowskiego – może spowodować, że cały układ zacznie się rozpadać…

Panie redaktorze! Program JEST ważny. I PO ma ten program – on nie musi być zapisany w kwitach, wystarczy, że będzie zapisany w programach cząstkowych poszczególnych ministerstw. A słuchając i Sikorskiego i Klicha, Pawlaka czy czytając dossier Jacka Rostowskiego – wiem, że program nowoczesnego państwa sama się ukształtuję. I jest to program oparty o współpracę poszczególnych ministrów i współpracę z UE.
Nie jest to sztuczny humbug „rewolucji moralnej” i „wzmocnienia państwa”, który zakończył się wykorzystaniem służb specjalnych do inwigilacji i bezprzykładnym nepotyzmem na każdym szczeblu administracji państwa i mediów publicznych.

Komisje powstaną – tylko najpierw trzeba wytrącić do końca wszystkie atrybuty władzy z rąk pisowczyków. To, że Hofman krzyczy za komisjami – to chyba normalne… a co ma mówić? Że Ziobra nie oddamy za żadną cenę?!

Prawo i Sprawiedliwość śmiercią skomplikowaną – pętlę będzie zakładał sam Jarosław Kaczyński, truciznę będzie serwował swoim wyborcom i członkom partii przez swoich akolitów – a na koniec kopnie krzesełko pod samym sobą. I zostanie pokoik na Żoliborzu…

Napisałem w tytule, że redaktor Wójcik ma rację… e, to był tylko taki zabieg marketingowy…

Azrael

  • Facebook