
To, co się dzieje wokół kandydata na ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego, dawno już przekroczyło normy dyskursu politycznego, nawet tak kulawego, jak się odbywa w Polsce.
Standardy polityczne, narzucone przez polityków związanych z Prawem i Sprawiedliwością, w szczególności dotyczy to braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich, zostały tak drastycznie obniżone, że wymaga to natychmiastowej interwencji – przypomnieniu, o co w tym wszystkim powinno chodzić.
Od dnia, kiedy Radosław Sikorski zaczął być wymieniany jako kandydat do rządu (na fotel szefa MON, lub MSZ) od razu zaczęły płynąc z Pałacu Namiestnikowskiego pomruki niezadowolenia, przeradzające się z czasem w krzyki (głównie Aleksandra Szczygły) groźby i insynuacje.
Było tego wiele. Począwszy od tego, że Sikorski przekroczył swoje uprawnienia w trakcie wizyty w USA, zadając dotacji dla polskiej armii (jak się okazało, w uzgodnieniu z ówczesnym premierem, Kazimierzem Marcinkiewiczem – i zapewne za wiedzą Lecha Kaczyńskiego), poprzez insynuacje o współpracy z wywiadem brytyjskim (Peter McQuibben, łącznik wywiadu MI6 przy szefie Urzędu Ochrony Państwa), na innych insynuacjach kończąc.
Aż dziwne, że nie znaleziono żadnych afer obyczajowych, ale i tak minister (sic!) Szczygło powinien odpowiedzieć nie tylko przed sądem za słowa o zdradzie…




Najnowsze komentarze