Nowy paradygmat społeczny Donalda Tuska

Za sobą mamy dwuletni okres władzy ekipy Jarosława Kaczyńskiego. Rządów dla Polski, we wszystkich wymiarach nieudanych. W polityce społecznej, w polityce zagranicznej, w bezwładzie zmian gospodarki państwa. Tak, wskaźniki ekonomiczne są znakomite, choć nie tak, jak na przykład estońskie. Ale czy w Polsce został zainicjowany chociaż jeden znaczący projekt przemiany, w jakiejkolwiek dziedzinie, poza sferą quasi ideologi „odzyskiwania państwa”?

PiS przegrał wybory. Mając za sobą media publiczne, dużą część prasy, dobre wskaźniki statystyczne i wszelkie narzędzia kontroli i represji społecznej – jednak przegrał. Z demokracją, swobodą wypowiedzi, wyrażoną wyborami. Jest to niewątpliwy sukces polskiej transformacji, 18 lat wolności obywatelskiej, którą Jarosław Kaczyński próbował pod hasłami silnego państwa zniwelować, ograniczyć do nic nie znaczących procedur – do sztafażu, za którym się próbował ukryć ze swoją chęć władzy – władzy dla siebie – a nie dla dobra obywateli.

Continue Reading →

Prawdziwa niezależność „Rzeczpospolitej”

Wiele się mówi i pisze o niezależności mediów, gazet od wpływów politycznych. A czasem odwrotnie. To media mają ponoć kreować przestrzeń polityczną i nawet suflerować władzy.
Wróg ludu, dla prawicowych publicystów i polityków – Adam Michnik – prezentowany jest niczym Mefisto, który z Piekła, ze swojej „Agory” z ulicy Czerskiej, steruje duszami polityków.

Niezależność dziennikarska i otwartość światopoglądowa dla redaktorów „Rzeczpospolitej” była zawsze dla nich wartością „nadrzędną”. Na sugestie, że ich publikacje, komentarze, postawa wskazuje na wyraźne inklinacje w stronę Prawa i Sprawiedliwości – odpowiadali, że jest to przecież tylko postawa propaństwowa.

A jak to jest naprawdę?

Oto fragment wywiadu dla miesięcznika branżowego „Press”, numeru listopadowego.

Z kolei sam Wróblewski [obecnie menedżer „Polskapresse”] tak wspomina swoje starania o posadę redaktora naczelnego ”Rzeczpospolitej” wiosną ub.r.: ”Tuż przed jednym ze spotkań zadzwoniła osoba zbliżona do środowiska PiS-u i poprosiła o pilne spotkanie. Znaliśmy się wcześniej, więc rozmowa toczyła się otwartym tekstem. Ten człowiek postawił mi propozycję – zostanę naczelnym Rzepy na pół roku, potem zastąpi mnie Paweł Lisicki, a ja zostanę prezesem „Presspubliki”. O powiedział, że trzeba się jeszcze spotkać z Jarkiem. To było chore wycofałem się.”

Środowisko dziennikarskie, o czym pisałem niejednokrotnie, kieruje się korporacyjną logiką i lojalnością.
Takie wyznanie Tomasza Wróblewskiego jest jak bomba rzucona w szambo „niezależnych mediów”.

Ciekaw jestem reakcji kierownictwa gazety.
Czy panowie Lisicki, Gabryel, Wildstein, Zdort, Terlikowski, Janke, Ziemkiewicz i pani Lichocka – dalej będą twierdzić, że kolegia redakcyjne zatwierdzają publikacje w duchu pełnego poszanowania pluralizmu i niezależności?

Azrael