Okrągła rocznica agentury wpływu Watykanu


28 listopada 2007 roku minęło 25 lat od dnia kiedy Opus Dei została edyktem Jana Pawła II uznana za pierwszą i jedyną do tej pory ogólnoświatową prałaturą personalną.

Opus Dei zostało założone w 1928 r. przez księdza Josemarię Escriva de Balaguera. Jest to organizacja, której misją jest propagowanie katolicyzmu i zdobywanie wpływów w różnych sferach życia społecznego.

Opus Dei liczy obecnie ok. 85 tys. członków w ponad 50 krajach na całym świecie. 98 proc. osób z nim związanych to świeccy – mężczyźni i kobiety żyjący w małżeństwie.

Prałatura personalna to forma ustanowiona na Soborze Watykańskim II, dla realizacji specjalnych zadań Kościoła Katolickiego, skierowana w stronę różnych grup społecznych z określonych krajów, z określonego narodu.

Continue Reading →

Marketing postpolityczny

Dziennikarze, publicyści gazetowi i internetowi kręcą się nerwowo – cholera, nie ma o czym pisać… nic się specjalnego nie dzieje, afery jakieś takie słabe, nie ma konferencji, briefingów, tablice partyjne w Sejmie się kurzą, nie to co jeszcze miesiąc temu – konferencja, kontr – konferencja, kontr – kontr – konferencja… nawet kanapek nie było jak zjeść…

No nie ma o czym pisać, jakiś generał, co nie dopilnował przetargu na buty, nawet Pitera i jej spalony samochód nie został pociągnięty jako temat odwetu Kamińskiego i CBA… nic, się nie dzieje.

Tusk i peowskie towarzystwo nie zamierzają grzmieć na rządy PiS i Jarosława Kaczyńskiego w świetle jupiterów, nie pędzą na siłę i na chama do odzyskiwania wszystkiego. Subtelnie – zapraszają na koktajl – i tam wręczają wymówienia. Pudełko kartonowe, godzinka na spakowanie, papiery gotowe – styl amerykański. Tym bardziej, że z reguły „fachowcy” pisowscy nie trzymali standardów… i nikt po nich nie płacze, poza rodzinami, odciętymi brutalnie od pieniędzy i innych profitów.
I co najgorsze – nie ma żadnych zagrywek i rozgrywek natury ideologicznej, żadnych konfliktów wewnątrz, żadnych tematów w stylu lustracji, dezubekizacji i tym podobnych gierek. A na tym tylko się fachowi dziennikarze, tak zwani niezależni, znają…

Continue Reading →

Czas na dyskusję konstytucyjną

Kilka cyfr na faksie urosło pod koniec zeszłego tygodnia do rangi zagadnienia racji stanu. Tak przynajmniej twierdził minister prezydencki, Michał Kamiński, wymachujący kartką papieru na zwołanej w trybie pilnym konferencji prasowej. Najważniejszym elementem tej konferencji było to, że Kamiński pokazał, że nie jest małą dziewczynką.

Część komentatorów usilnie domaga się, aby Lechowi Kaczyńskiemu oddać to co, mu się należy jako głowie państwa. I są to odgłosy jak najbardziej słuszne. Pozycja Prezydenta RP jest w Polsce ważna, określona w Konstytucji – i należy się tego trzymać. I tylko tego – chyba, że Prezydent wyraża wolę i chęć czynienia dla społeczeństwa, dla Polski i jej dobra więcej, niż to wynika z jego prerogatyw. A na razie – tak nie wynika.

Niestety – Lech Kaczyński swoim postępowaniem nie zasługuje na szacunek godny jego stanowisku.

W Polsce mamy dwa ośrodki władzy wykonawczej – ośrodek prezydencki i rządowy. Obydwa są ważnie, obydwa mają mandat społeczny, wynikający z procedur wyborczych – i obydwa muszą działać w myśl interesu państwa. Rywalizacja między nimi powinna odbywać się tylko w kwestiach dobrze rozumianego interesu państwowego – a nie partyjnego.

Nie po raz pierwszy mamy w Polsce do czynienia z kohabitacją tak trudną. Była już problem z podziałem kompetencji pomiędzy rządem Buzka i Kwaśniewskiego – nie układała się współpraca pomiędzy rządem Millera i prezydentem – nie wspominając spraw rządu Olszewskiego za czasów prezydentury Lecha Wałęsy.

Jednak nie było do tej pory prezydenta tak partyjnego jak Lech Kaczyński. Tworzenie wokół jego osoby otoczki ludzi Prawa i Sprawiedliwości, nominacje ad hoc byłych ministrów rządu Jarosława Kaczyńskiego na ważne funkcje w Kancelarii Prezydenta, zachowanie prezydenta po wyborach wobec Donalda Tuska – to wyraźne sygnały, że Lech Kaczyński działa w myśl interesu swojego brata. Wypowiedź minister Anny Fotygi pod adresem Donalda Tuska, oskarżająca go o działania pod wpływem lobby biznesowego – jest dyskwalifikująca całą Kancelarię.

Kaczyński stanął na froncie walki partyjnej. Zapisał się na nowo do Prawa i Sprawiedliwości, nie wykupując tylko składek. Został stroną sporu politycznego – a nie rozjemcą. Nie tworzy nowych wartości, nie chce podjąć działań na rzecz wzmocnienia pozycji rządu – i w kraju i na arenie międzynarodowej – lecz ustawia się w roli recenzenta działań nowej Rady Ministrów i Donalda Tuska. Nie wiemy, jak daleko może się posunąć Jarosław Kaczyński w manipulowaniu własnym bratem – ale jest pewne – nie można dopuścić do złamania Konstytucji.

Polska dojrzała do tego, aby podjąć na nowo dyskusję na temat unowocześnienia państwa. Traktat Reformujący, który zostanie podpisany przez Polskę 13 grudnia w Lizbonie – powinien być impulsem do rozpoczęcia dyskusji o nowym kształcie państwa. Pierwszym elementem tej dyskusji powinno być rozpoczęcie dyskusji na temat nowej Konstytucji Rzeczpospolitej Polski. Nie w duchu ideologi – lecz w duchu pragmatyzmu i jakości państwa i zarządzania nim.

W nowej Konstytucji konieczne jest zdefiniowanie na nowo pozycji prezydenta w układzie władzy w Polsce.

Działania Lech Kaczyńskiego (i jego brata) dają asumpt do postawienia tezy, że stabilność władzy zależy między innymi od osłabienia pozycji tego urzędu w strukturach państwa.

Azrael

Krzysztof Komeda

Dawno, dawno nie było u mnie muzyki – i trochę żal, że zaniedbałem ten zwyczaj weekendowy.

Prymat polityki, niestety. A jest tyle ważnych, ciekawych innych spraw. I czasem też trzeba odetchnąć.

Kilka tygodni temu zmarł Ira Levin – amerykański pisarz, na podstawie książki którego nasz Roman Polański nakręcił swój słynny film – „Rosemary baby”. A muzykę nagrał, no wiadomo – Krzysztof Komeda – Trzciński.

Rzadko się spotyka dwóch geniuszy obok siebie…

Przypomnijmy najsłynniejsze nagranie z tego filmu;

[youtube=watch?v=RxoXZEsclRk]

A na moim nowym blogu video – niespodzianki.

Pozdrawiam

Azrael

Takie to ludzkie…

Nominacja Anny Fotygi na szefową Kancelarii Prezydenta spotkała się z powszechną dezaprobatą.
Komentarze są nieprzychylne, uwypuklają cechu Pani Minister, jej brak zdolności prowadzenia dyskusji, padały opinie, że jest nieudolna, słaba merytorycznie, niepotrafiąca wyartykułować swojego zdania, mająca problemy z komunikacją werbalną, a także – problemy z relacjami międzyludzkimi. Że jest wprost autystyczna i zagubiona, jak przysłowiowe dziecko we mgle.

Ale spójrzmy na to inaczej – od strony Lecha Kaczyńskiego. I to nie z punktu widzenia polityka sprawującego urząd państwowy, lecz człowieka.
Funkcja głowy państwa, jaką piastuje… z woli swojego brata, przerasta go. Nie jest stworzony do blichtru, do błyszczenia i nadawania tonu polskiej polityce – i w kraju i zagranicą. I na nic tu zabiegi ministra od wizerunku, Michała Kamińskiego. Lech Kaczyński – parafrazując słynny tekst z filmu „Rejs” – lubi tylko takich ludzi, jakich zna. Zbyt wiele razy się spalił (Kaczmarek, Piłka) aby zaufać innym, którzy do tego mogą mieć inne zdanie – i jeszcze może do tego chcieliby go do tego przekonywać. Poza tym – nie najważniejsze jest działanie samego urzędu prezydenckiego – lecz zasada solidarności i wspierania się braci – Jarosława i Lecha. I to jest taka pewna, osobowościowa cech, bliźniacza cecha, która powoduje taki, a nie inny dobór kadr wokół Prezydenta.
Choć nie wykluczone, że w Lechu Kaczyńskim tkwią i inne uczucia, inne pokłady miłości… do tej pory nie ujawnione. Wprawdzie syndrom „czterdziestki” już dawno za nim, ale może zbliżać się czas szaleństw trzeciego wieku…

Azrael

Zdjęcia:

1. Wojciech Olkuśnik/AG

2. Witold Rozłucki/Reporter

  • Facebook