Tomasz Terlikowski napisał dziś tekst, w którym podważa wiarę w rozum. Uważa, że ludzie, którzy nie wierzą w Boga – są wstanie uwierzyć w każdą bzdurę, naukową czy pseudonaukową. Jednym słowem, zakłada, że ludzie, którzy posługują się rozumem – a nie „wierzą w Boga” – są gorsi.
Terlikowski, niestety, popełnia fundamentalny błąd ludzi wierzących, to znaczy zakłada, że niewierzący „wierzy” tylko w to, co przeczyta i przyjmie do swego umysłu i będzie traktował to bezkrytycznie.
Jest to stary problem z brakiem umiejętności wierzących w zrozumieniu pojęcia wolnego umysłu. Wolnego od wiary, wolnego od wpływów, nie uznającego ani dogmatów ani autorytetów. Polegającego na empirii – ale tylko do momentu, kiedy nie zostanie udowodnione, że coś co zostało już raz udowodnione – może zostać zanegowane.
Pojęcie wolnego umysłu jest znane w buddyzmie, także w filozofii zen;
„Umysł wolny od stałego wyobrażenia o kimś, kto czyni coś dla kogoś innego, jest jak słońce promieniujące
samo z siebie”.
Otóż wolny umysł człowieka niewierzącego jest wstanie NIE UWIERZYĆ we wszystko, co mu się podaje i objawia, dlatego, że nie ma problemu, którego umysł by nie próbował zanegować i z analizować.
Nie ma czegoś takiego dla człowieka z wolnym umysłem, jak „święte pisma”, o których pisze Terlikowski. Nauka i wiedza, stworzona przez rozum ludzki (tak zresztą jak Bóg, który jest wytworem umysłu), podlega stałemu rozwojowi i doskonaleniu – znów dzięki ludzkiemu, wolnemu umysłowi. Nie jest przypadkiem, że większość zdobywców nagrody Nobla było ateistami.
Nie ma czegoś takiego jak wiara w „laickich świętych”. Wolny umysł przyjmuje opinie, głoszone przez innych, do momentu, kiedy nie okaże się, że inny umysł udowodnił, że poprzednie twierdzenie lub opinia okazała się kłamstwem. Przykład doktora Chwanga przytoczony przez Terlikowskiego działa właśnie na korzyść ludzi z wolnym umysłem, którzy potrafili znaleźć kłamstwo i manipulacje tamtego pseudonaukowca.
Ludzi z wolnym umysłem (świadomie unikam słowa „niewierzący”), nie interesuje to, czy wierzący przegrali, czy nie przegrali swojego życia. Każdy człowiek z wolnym umysłem – i wolną wolą – zostawia innym prawo innym do takiego kierowania własnym życiem, jaki oni uważają za stosowny. I nie ma w tym problemu Boga – bo człowiek z wolnym umysłem wie, że Boga nie ma.
I tylko jest jeden problem, którego człowiek z wolnym umysłem nie może pojąć.
Dlaczego ludzie „wierzący:” w Boga chcą ograniczać prawa ludzi z wolnym umysłem do swobody życia i wyborów?
Przykro to stwierdzić – ale ludzie „wierzący” w Boga – wierzą w to, co zostało zapisane w księgach stworzonych przez ludzi…
Azrael
Najnowsze komentarze