
Oglądając przekazy medialne z codziennych potyczek pomiędzy Pałacem Namiestnikowskim i Kancelarią Premiera w Alejach Ujazdowskich, mam nieodparte wrażenie, jakby obie strony żyły, funkcjonowały w dwóch różnych, oderwanych i nieprzystających do siebie światach. I tylko od czasu, do czasu podnosi się kurtyna, zza której rozchodzi się krzyk, komunikat albo oświadczenie. I najgorsze jest to, że te światy, stworzone wokół Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska – co raz mniej przystają do naszego, rzeczywistego świata, świata problemów, strajków celników, lekarzy, nauczycieli, zbliżającej się recesji i innych problemów kraju. Przypomina mi to trochę światy równoległe z „Człowieka z Wysokiego Zamku” Philipa Dicka.
Z jednej strony mamy pisowskie towarzystwo w Kancelarii Prezydenta, które dba tylko, aby Lech Kaczyński nie został w niczym, ale to dokładnie w niczym pominięty, jako głowa państwa. Urzędnicy prezydenccy dbają głównie o to, aby tak zwany „wizerunek” Lecha Kaczyńskiego nie ucierpiał. Drażliwość prezydenta przenoszona jest na zewnątrz, głównie do mediów, przy pomocy Michała Kamińskiego i , szczególnie ostatnio – szefowej kancelarii – Anny Fotygi. I tylko to się liczy, liczy się rozgrywka z przeciwnikiem – jakim stał się rząd.





Najnowsze komentarze