Kościół i Zapatero

Zastanawiałem się, co lepiej skomentować – kościół zboczeńców (ks. Andrzej ze Szczecina) i idiotów (Jerzy Robert Nowak w Bydgoszczy), czy kwestię wyborów parlamentarnych do hiszpańskich Kortezów?

Ale pierwsza sprawa jest jasna i prosta, jak tylko może być proste traktowanie tej sprawy, tradycyjnie przez polski Kościół. Winna jest „Gazeta Wyborcza” i dominikanin, któremu jak powiedział, Ewangelia nie pozwalała milczeć – a nie zaniechanie działań w „imię ochrony dobrego imienia Kościoła” przez biskupów diecezji szczecińsko – kamieńskiej – w tym bliskiego Radiu Maryja biskupa Stefanka. I nie jest winny ksiądz Andrzej – on za chwilę stanie się ofiarą czterech młodzieńców – a 13 lat to czas krótki na wyjaśnienie takich drobiazgów.

W drugim przypadku JRN wygłosił już tradycyjną, cotygodniową homilię, poświęconą Grossowi, Żydom, Bartoszewskiemu i innym – i oczywiście kuria znów nic nie wiedziała… No cóż – te rewelacje mamy na co dzień, Kościół miłosierdzia, miłości i dobra dostarcza nam materiału publicystycznego nieustannie.

Potrzeba w Polsce takiego drugiego Zapatero – tylko w dwójnasób zdeterminowanego. Lewica potrzebuje kogoś takiego, kto nie będzie oglądał się na to, co jeden biskup (Pieronek) z drugim (Nyczem) powie – ale będzie walił tak jak się należy – na odlew.

Jose Luiso Zapatero wygrał, bo był uczciwy i bezkompromisowy, bo pokazał, że wartości socjaldemokratyczne mogą być programem dla jeszcze niedawno katolickiego kraju pociągającym.

Uzyskał w parlamencie hiszpańskim przeważającą ilość głosów, i to w reelekcji – bo się nie bał, nie wchodził w kunktatorskie układy. Obiecał wycofanie wojsk z Iraku po zamachach w 2004 roku – zrealizował to zgodnie z planem, nie oglądając się na USA. Prowadzi swoją niezależną od Unii i Ameryki, politykę wobec krajów Ameryki Południowej – i w momencie upadku reżymu braci Castro – to Hiszpania będzie rozdawała karty na Kubie. Wewnątrz kraju nie bał się prowadzić ostrego kursu wobec Kościoła, nie przestraszył się demonstracji inspirowanych przez Kościół Katolicki – socjaliści przeforsowali małżeństwa homoseksualne. I Partia Ludowa przegrała.

Jeżeli polska lewica nie weźmie przykładu z działań takich, jak starego i nowego premiera Hiszpanii – to się nigdy nie podniesie. Jeżeli nie zacznie nazywać spraw po imieniu, to nigdy nie odbuduje zaufania wobec siebie. Jeżeli nie przestanie traumatycznie przepraszać, za to, że istnieje i ma poglądy – to rzeczywiście zdechnie. I nie chodzi tu tylko o SLD – lecz również o inne, lewackie, czy postmarksistowskie ruchy.
In vitro, kwestia aborcji, antykoncepcja, prawa mniejszości, miejsce Kościoła w Państwie, zgodnie z konkordatem, Konstytucją i innymi prawami – i gospodarcza polityka liberalna (Leszek Miller się kłania) – to są tematy i zadania dla lewicy.

Polska lewica uległa mitowi, lansowanemu przez media w ostatnich kilku latach – że na scenie politycznej jest tylko miejsce na dwie siły polityczne, jako głównych rozgrywających – i że ma to być Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość. I jeżeli lewica nie obudzi się z tego snu, to rzeczywiście, po rekonfiguracji PiS-u – do której powoli zmierzamy – wolne siły wyborcze zaanektuje nowa siła powstała na to miejsce – katolicka partia populistyczna. I wtedy lewica rzeczywiście odejdzie w niebyt.

To lewica, jak pokazuje Hiszpania, lewica liberalna społecznie i z liberalnym programem gospodarczym ma szansę na poważne zaistnienie.
Tylko do tego potrzeba facetów z „jajami”. Ostatnią taką osobą jest… Joanna Senyszsyn.

Azrael

Wyjazd po umowę strategiczną?

Zanim przystąpiłem do pisania tej krótkiej notatki na temat wizyty Donalda Tuska w Stanach Zjednoczonych – zajrzałem do tego, co napisałem po wizycie premiera w Moskwie, w lutym tego roku. Bo tak się składa – że te dwie wizyty, pod względem znaczenia – nie różnią się bardzo.

I tak, jak w przypadku Rosji – jest to spotkanie z ekipą polityczną „na wylocie”, tam, w Rosji wprawdzie było wiadomo, że Władimir Putin zachowa duże wpływy – tu, w USA administracja Busha będzie rządziła jeszcze ponad pół roku – i będzie podejmowała decyzje wiążące dla naszych stosunków. Tylko, że powinniśmy się już reorientować na przyszłą administrację, najprawdopodobniej demokratyczną.
Wizyta przełomem nie będzie, bo jak słusznie zauważył były polski minister spraw zagranicznych, Adama Daniel Rotfeld – takie przełomy zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat, może raz na stulecie. Mówienie, pisanie o przełomach ma sens wtedy, kiedy rzeczywiście wydarzyłoby się coś takiego, co by zmieniło pozycję geopolityczną Polski.

Continue Reading →