
Spójrzmy na następstwo czasu;
O godzinie 19.00 – spotkanie z szefami klubów parlamentarnych. O godzinie 20.00 – coś, co miało być orędziem – a przypominało raczej zapowiedź koncertu życzeń z czasów PRL (czekałem, że po wystąpieniu Lecha Kaczyńskiego wystąpi Krzysztof Cwynar…). Czyli spotkanie o godzinie 19.00, w Pałacu Namiestnikowskim – to nie były żaden konsultacje – lecz mydlenie oczu – lub pokazanie siły i niezłomności… Jarosława Kaczyńskiego. Orędzie było nagrane, jeszcze zapewne przed spotkaniem, dlatego było takie cukierkowe. I jednocześnie, przez przebitki filmowe – kompromitująco manipulatorskie.
Co usłyszeliśmy w wystąpieniu Lecha Kaczyńskiego? Wprawdzie wszystko przytłumił walc z „Polskich dróg” (co za kicz…!), ale można było jednak z tego wyciągnąć pewne wnioski.
Zostawmy na boku wyświechtane teksty o wykupie ziemi przez Niemców i małżeństwa homoseksualne, to była wata dla elektoratu „twardego”.
Przesłanie było proste – ja, prezydent swojego brata, będę twardo stał po jego stronie. Niezależnie od kosztów, niezależnie od tego, że będę się ośmieszał, bo nasz rodzinny interes tego wymaga. Jutro zostanie rzucony ochłap w Sejmie, pod postacią ustawy prezydenckiej, której szczegóły zostały dziś wyłuszczone przez Przemysława Gosiewskiego. Z grubsza ma to polegać na tym, że zrobimy tak; zrobimy prostą preambułę, a resztę wrzucimy w samą ustawę…
Czyli – wszystko po staremu. Prawo prawem – a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.
Oczywiście – ten projekt należy potraktować poważnie, jako dokument kancelarii prezydenckiej (choć jest to tylko ksero…). I następnie… sprawnie go odrzucić. I dalej – ponieważ deklaracja Jarosława Kaczyńskiego jest sztywna – to, jeżeli nie będzie deklaracji złamania klubowej dyscypliny przy głosowaniu ustawy, przez więcej, niż 6 posłów tego klubu – dojdzie do referendum.
Lech Kaczyński w kluczowej dla siebie roli, nie wiem, czy nie najważniejszej w jego kadencji, w sytuacji, gdzie mógł po prostu powiedzieć – ja, prezydent RP bronię swoich decyzji, swojego zdania i deklaruję, że będę bronił praw Polaków – i proszę o przesłanie mi dokumentu do ratyfikacji – a resztę załatwić po cichu z bratem – zrobił coś, czego nie można nazwać inaczej jak pełzającym samobójstwem. Tego już nawet nie można rozpatrywać w kategoriach politycznych…
Azrael




Najnowsze komentarze