
Nie wiem, kto wymyślił nazwą i określenie – zwolennik Partii Zagranicy, wręcz czasami nawet – agent Partii Zagranicy.
Na przeciwległym biegunie wymienia się inne partie – Partia Narodowa, Partia Patriotyczna, Partia Polski…
Oczywiście – genetyczni patrioci, (GP) którzy ssali to samo mleko, co Jarosław Kaczyński, jego brat i ich akolici – traktują to określenie w sposób pejoratywny. Bo należeć do Partii Zagranicy (PZ) – to znaczy być zdrajcą polskich interesów.
Ostatnio zrobiło się coraz głośniej o PZ, ze względu na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, która to sprawa podzieliła według naszych „patriotów” ludzi na tych, którzy popierają ostanie łamańce Jarosława Kaczyńskiego, oraz na tych, którzy nie rozumieją Wielkiego Stratega – czyli są zdrajcami polskiego interesu narodowego.
Ci obecni zwolennicy stanowiska Jarosława Kaczyńskiego, w wielu przypadkach liczą na to, że szef PiS „obali” traktat i znów Polska będzie „niepodległa”. Może nawet będzie chciał przygotowywać grunt do wyprowadzenie Polski z UE?
Bo pomimo wielokrotnie powtarzania, udowadniania, że Traktat Lizboński jest tylko uporządkowaniem prawa i procedur Unii Europejskiej – i nie zagraża polskiej państwowości i nie zagraża naszej suwerenności, bo sami już jej część za pomocniczość UE oddaliśmy – do genetycznych patriotów to nie dociera.




Najnowsze komentarze