
Powołanie platformy wyborczej Lewicy i Demokratów w sierpniu 2007 roku przyjąłem z dużą sympatią. Już nie jako zwolennik, ale raczej jako bardzo życzliwy sympatyk. Liczyłem, że nowa zjednoczona lewica, składająca się z młodych SLD, postkorowców i pod przewodnictwem Aleksandra Kwaśniewskiego – będzie mocną trzecią siłą polityczną w polskim parlamencie i naturalnym koalicjantem dla Platformy Obywatelskiej.
Cóż – nikt nie przypuszczał wtedy, że plebiscyt kto za – kto przeciw Kaczyńskiemu ,przybierze taki dramatyczny obraz, że Kwaśniewski „zachoruje” na tajemniczą „filipinkę”… i rzeczywiście LiD miał trzeci wynik wyborczy – ale nie miał legitymacji do wejścia do rządu…
Patrząc na konwencję wyborczą Lewicy i Demokratów, na Rozbrat, w siedzibie Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wielu zadawało sobie pytania – dlaczego w jednym rzędzie siedzą tacy ludzie jak Lityński, Pinior, Lis, Borowski, Onyszkiewicz, Kwaśniewski, Kalisz? Przecież tych ludzi te 27 lat temu dzieliło wszystko, byli na przeciwstawnych biegunach politycznych i społecznych. A teraz siedzą obok siebie. Czy tylko niechęć do rządów PiS-u ich do siebie zbliżyła, czy chęć wejścia do nowego parlamentu jest motorem ich działania, czy coś więcej?




Najnowsze komentarze