
Ostatnie doniesienia gazety „Dziennik”, mające być jakoby przeciekiem z I. aneksu raportu Antoniego Macierewicza, z lutego 2007 (miały być następne) – zwróciły znów uwagę na służby specjalne, a właściwie na to, co z nich pozostało.
Raport został opublikowany po serii mniej lub bardziej kontrolowanych przecieków (słynna lista 300 polityków – agentów) i wywołał wielką burzę. W raporcie po raz pierwszy w dziejach wywiadu wojskowego demokratycznego państwa, zostały wymienione nazwiska szefów służb informacyjnych, nazwiska kilkuset oficerów pracujących w służbach, nawet do 2006 r. Czynnych oficerów służb na placówkach zagranicznych, także w Iraku i Afganistanie. W opracowaniu znalazł się cały skład Biura Studiów i Analiz, zarządów WSI, kadra Centrum Szkolenia Wojskowych Służb Informacyjnych, Centrum Bezpieczeństwa Teleinformatycznego, oddziałów kontrwywiadu rodzajów sił zbrojnych i inne. Oraz nazwiska i firmy, które były polską, aktualną agenturą na placówkach zagranicznych, na przykład pracownicy Impexmetalu i Bumaru.
Skandal, kory wywołał ten raport, miał reperkusje w postaci wystąpień Rzecznika Praw Obywatelskich oraz niezliczonych spraw, skierowanych przez osoby pokrzywdzone niezasłużonym umieszczeniem ich nazwisk w tym materiale (Grajewski, Nowakowski, dla przykładu). Dodatkowo, okazało się, że Lech Kaczyński dokonał samowolnie zmian w dokumencie już przyjętym i podpisanym przez premiera, marszałków Sejmu i Senatu, wykreślając z niego partię materiału i kilka nazwisk.




Najnowsze komentarze