Rytualne tańce wokół ustawy medialnej

Na polityce i medycynie znamy się wszyscy. Na piłce nożnej też, na tym, co jest dobre w kulturze – też. Doda jest zła, bo wulgarna, choć ma 156 IQ i wie, co chce osiągnąć, a Chopin jest dobry, bo nasz. Ale czym się różni nokturn od mazurka i kaprysu – już pewnie nie wiemy. Publicystyka polityczna tez jest nam bliska – szczególnie ta odpowiadająca naszym poglądom politycznym. No to jak się na tylu sprawach znamy – to i na mediach też…

Platforma Obywatelska wzięła się za te media. Nie tak, jak bym chciał – ale chyba w tej sytuacji prawnej – oraz układu parlamentarnej – nie ma innej metody.

Właśnie została znowelizowana ustawa medialna, przeszła przez Senat, jeszcze tylko raz do Sejmu, oczywiście veto Lecha Kaczyńskiego i ugoda z SLD – i jazda. Można po Urbańskim i Czabańskim posprzątać, a także po innych popisowskich popaprańcach.

Ustawa zbiera KRRiT prawa przyznawania koncesji i oddaje je w ręce Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Członkowie KRRiT (będzie ich siedmiu – trzech delegowanych przez Sejm, dwóch z nominacji Senatu i dwóch będzie wyznaczał prezydent) będą zarabiać mniej. Nominanci będą musieli się wykazać poparciem organizacji samorządu dziennikarskiego – lub stowarzyszeń twórczych.
KRRiT będzie organizować konkursy na członków rad nadzorczych i zarządów mediów publicznych i sprawować funkcje kontrolne. Na szczęście nie udzielono prerogatyw dla ministra skarbu ingerencji w działalność zarządów i nominacje w spółkach TVP i PR.
Tak – wiem, że nie tak miało być, nie o to chodziło. I nie jestem z tego zadowolony, ponieważ to rodzi znów podejrzenia o próbach wasalizacji politycznej mediów. Dlatego – będę oczekiwał, że Platforma podejmie działania, nie tylko hasłowe, jak w sprawie abonamentu – faktycznego uzdrowienie mediów. Ale nie tak, jak by sobie życzyli tego zainteresowani – czyli ci, którzy z reguły dzięki tym mediom dobrze żyją.

Tak zwane „środowiska” muszą sobie trochę ponarzekać i trochę pokazać, jak im zależy na „niezależności” mediów, na ich „misji” oraz „opiece nad kulturą wyższą”.

Continue Reading →

Janusz Filipiak – ofiara układów?

Polskim sportem interesuję się umiarkowanie, krajowym – praktycznie w ogóle. Nie widzę powodów, aby oglądać ersatz, jeżeli mam dostęp do NBA, to nie widzę powodu oglądania polskiej ligi, jak mam Ligę Mistrzów – to nie pochylam się nad Orange Ekstraklasą. Kubica, Radwańska, kiedyś Małysz, pływacy… ci co się liczą – i proszę zauważyć – ci, którzy mają charakter. Reszta to, mówiąc oldskulowo – syf i pięć metrów mułu.

Dlatego temat PZPN mnie w ogóle nie interesuje, polska piłka tym bardziej, to czy Listkiewicz odejdzie ani mnie ziębi, ani grzeje – a na Legię pójdę znów, jak będzie miała nowy stadion i zakwalifikuje się do LM. Gorzej jest ze sprawą EURO 2012, bo to temat prestiżu Polski. Tym tematem zajmiemy się za czas jakiś.

Angażowanie się poważnych ludzi w polską piłkę jest działaniem karkołomnym. Przekonuje się o tym każdego dnia śmiertelnie w niej zakochany szef „Groclinu”, Zbigniew Drzymała, ostro po uszach dostają udziałowcy ITI – Wejchert i Walter, swój wizerunek popsuł Klicki, sponsor kieleckiej „Korony”. Działalność w piłce przynosi określone profity w dziedzinie reklamy i PR. Nie przekłada się to jednak na wymierne korzyści finansowe. O mogłoby, bo według badań firmy Deloitte, potencjał polskiej ligi piłkarskiej jest oceniany na ponad 800 mln euro… a przychody w roku ubiegłym wyniosły niespełna 50 mln…

To, co się stało w sobotę, wykracza już poza zagadnienia działalności sponsorskiej w sporcie – wkracza w rewiry polityki.

Continue Reading →