
Prawdą jest, że kobiety rządu Donalda Tuska to słabe ogniwo. Nie tylko zresztą kobiety, bo innych słabych ogniw też jak się okazuje, nie brakuje.
Julii Pitery już nawet nie słucham i nie oglądam w tv, pilot ją sam przełącza na inny kanał. Jednak od niej kimś gorszym i stanowiącym większe zagrożenie dla tego rządu jest Katarzyna Hall, minister edukacji narodowej.
Lansowana była jako praktyk edukacji, w związku z tym osoba znająca się zarówno na bolączkach oświaty, a więc można było się spodziewać niezłych relacji z mocnymi w tym sektorze związkami zawodowymi i jednocześnie – wizją oświaty w programie cywilizacyjnym nowego rządu.
A tu okazuje się, że nic z tego – ani programu, ani wizji, ani zdolności organizacyjnych.
W czwartek w ubiegłym tygodniu minister uchyliła się od wystąpienia przed Sejmem, gdzie miała przedstawić sprawy MEN-u. Wysłała swoją zastępczynię.




Najnowsze komentarze