
Jak to jest, że najwięcej i najpełniej widzą Kościół ci, którzy kiedyś byli najbardziej w niego zaangażowani? Dlaczego najbardziej słyszalne głosy o polskim kościele instytucjonalnym płyną z ust tych, którzy go opuścili, bo nie mogli się w nim pomieścić i nie mogli pogodzić się z brudami, jakie w nim panują?
W styczniu tego roku polski Kościół Katolicki pozostawił Tomasz Węcławski, jeden z najwybitniejszych jego umysłów. To że opuścił kościół polski – nie osłabiało go – lecz wprost przeciwnie. Jest to zapewne jego porażka, bo jako ksiądz walczący z wyjątkową determinacją o czystość stanu duchownego – przegrał. Ale jako myśliciel – nic nie stracił – lecz zapewne otworzył nowe horyzonty – jak wtedy sądziłem – dla Kościoła. Dziś wydaje mi się, że Węcławski stracił nadzieję na to, że jest wstanie cokolwiek w Kościele zmienić.
Decyzja Węcławskiego świadczy o tym, że Kościół także powoli traci autorytet nawet wśród swoich pasterzy, ma ona jednak głębszy wymiar, niż tylko związany z kościołem instytucjonalnym.
Przypomnijmy – był on twórcą i pierwszym dziekanem wydziału teologicznego na poznańskim Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Później stworzył, i kierują nią nadal Pracownię Pytań Granicznych, zakład międzywydziałowy.





Najnowsze komentarze