
Poważne traktowanie Kazimierza Marcinkiewicza jest… niepoważne. Jednak konieczność sprawdzenia tego, co mówi pierwszy niegdyś urzędnik państwa – jest oczywiście konieczne.
Kazimierz wypuścił wczoraj kolejnego balona medialnego, tym razem z dość śmierdzącą zawartością. Oskarżył Lecha Kaczyńskiego, iż ten usiłował użyć jednego z innych urzędników (podobnie jak Kazio – miernego, ale wiernego), szefa ABW, Marczuka, do inwigilacji premiera, ponieważ ten zabrał zabawkę bratu, któremu premierostwo należało się, jak psu kość (albo mleczko kotu…). Marczuk miał odmówić, ale według Kazia pozostał po tym „zleceniu” na niego jakiś kwit. I ten kwit jest właśnie ważny.




Najnowsze komentarze