IPN – do reformy

Leszek Miller użył w programie telewizji TVN 24 sformułowania na określenie IPN – Instytut Potwarzy Narodowej. Coś w tym jest.

Wydaje się, że IPN ma zbyt szeroki zakres działalności, który pozwala poszczególnym ekipom rządzącym wykorzystywać go do manipulacji politycznej. Najczęściej – do realizacji określonej polityki historycznej.

Jest oczywiste, że historia, szczególnie ta, która się toczy na przestrzeni żyjących pokoleń – nie jest i nie może być interpretowana przez wszystkich jednakowo. Szczególnie w sytuacji takiego kraju, jak Polska, których przez 60 lat przechodził tak różnorodne dzieje.
Jednak nie jest tak, że opracowania historyczne nie mogą być wszechstronnie weryfikowane – jeżeli pozwala na to prawo, oraz żyją jeszcze świadkowie wydarzeń.

Problem IPN polega na tym, że jest on instytucją państwową, mającą szeroki – zbyt szeroki – zakres działania.

Continue Reading →

Nagana, czyli nagroda


Rzadko się zgadzam z Lechem Kaczyńskim, ale dziś miał rację. Rzeczywiście, PO podjęło temat ukarania posła Janusz Palikota dopiero wtedy, kiedy odważył się powiedzieć głośno to, o czym polityczna poprawność do tej pory nie pozwalała – że Tadeusz Rydzyk powinien wreszcie odpowiedzieć na kilka trudnych pytań, w tym skąd ma pieniądze na działalność, gdzie są pieniądze stoczniowców gdańskich i dlaczego jego rozgłośnia nie płaci pieniędzy za koncesję, ponieważ stale, dzień w dzień, łamie przepisy o nadawcy społecznym. Zapraszam codziennie na 13.10 – i proszę posłuchać przeglądu prasy krajowej tej stacji…Nie świadczy to dobrze o Platformie i Chlebowskiemu, bozamiast robić szopkę na klubie parlamentarnym – powinni zwrócić się do ministra Ćwiąkalskiego z wnioskiem o przejrzenie postępowań wobec Tadeusz Rydzyka i jego finansisty – ojca Króla.

Myli się jednak Lech Kaczyński, Palikot nie mówił rzeczy niemądrych o nim – mówił rzeczy nad wyraz mądre – tylko nie dla każdego zrozumiałe, ale to problem już jego, prezydenta. Już wiemy, że o zdrowiu Lecha nie dowiemy się wcześniej, niż jesienią.

Karą dla Palikota jest nagana na piśmie, którą zapewne poseł sobie powiesi na ścianie gabinetu, jak wyraz swojego zwycięstwa. Słusznie zauważono, że jego wartość jest ponad wartością człowieka udającego księdza i człowieka udającego męża stanu ( „O ludziach marnych rozmawiajmy językiem marnym”).

Kazimierz Kutz powiedział wczoraj w TVN 24, że Palikot „przyszedł do polityki z literatury, z Gombrowicza, a nie magla politycznego„. Tak, i doskonale się dostosował się do warunków politycznego układu względności.

Myślę, że to nie koniec happeningów Palikota. Postępuję on zgodnie z Gombrowiczem, który w „Ferdydurke” napisał;

„Bo nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę. A przed człowiekiem schronić się można tylko w objęcia innego człowieka. Przed pupą nie ma zaś w ogóle ucieczki – ścigajcie mnie, jeśli chcecie!”

No to spróbujcie go złapać!

Azrael

Czas pisania nowej historii

Andrzej Zybertowicz, doradca Lecha Kaczyńskiego do sprawa bezpieczeństwa, były doradca Jarosława Kaczyńskiego, jeden z ideologów IV RP, człowiek, któremu wszystko się kojarzy ze służbami, a głównie z komunistycznymi służbami specjalnymi – powiedział dziś, w wywiadzie dla radia RMF FM, że historię „Solidarności” i historię jej przywódcy, Lech Wałęsy trzeba napisać na nowo.
Proszę zwrócić uwagę na sformułowanie – „napisać na nowo”… i to „jeszcze kilka razy”. Cóż za stalinowskie podejście do sprawy! Pisanie historii – i to najnowszej, na nowo!

Zybertowicz w wywiadzie przyznaje się, że już postawił diagnozę – Lech Wałęsa był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. I nie chodzi tu tylko o materiały służby bezpieczeństwa, lecz Zybertowicz tak sądzi głównie po zachowaniu Lecha Wałęsy teraz i w latach ’70. Według niego – Lech Wałęsa sowim zachowaniem pokazuje, że się nie wyzwolił. Że zakłamywał prawdę wtedy i czyni to teraz. I że był szantażowany – również wtedy, kiedy prowadził strajk w Stoczni Gdańskiej. Jednym słowem – Zybertowicz, przedstawiany jako poważny naukowiec – stawia (nie wprost) tezę o tym, że przełom „Solidarności” był dziełem, poniekąd, SB…

Tak właśnie, proszę szanownych czytelników, wygląda zarys nowej historii najnowszej.

Zybertowicz przyznaje w wywiadzie dla Konrada Piaseckiego, że był recenzentem książki Gontarczyka i Cenckiewicza – i że na maszynopisie zostało przez niego naniesione setki uwag. Przyznaje tym sposobem, że jest poniekąd współautorem pracy, więc bierze za nią odpowiedzialność.

Autorytety IV RP kilka dnia temu podpisały się pod apelem w obronie swobody badań naukowych, w kontekście pisanej pracy. Książki napisanej przez dwóch naukowców, których kariera jest ściśle związana z grzebaniem w aktach służb specjalnych, którzy pośrednio – a Cenckiewicz bezpośrednio – byli związani z układem jednej opcji politycznej, która właśnie za cel postawiła sobie zanegowanie dokonań Okrągłego Stołu i ludzi związanych z przełomem roku 1989. Pod tym apelem podpisali się nawet tacy, którzy jak Piotr Zaremba, mieli negatywne doświadczenia wynikające z działalności autorów książki o Wałęsie.

Książka, całkowicie oparta na materiałach SB ma być początkiem odnowy moralnej i nowej historii polskiej opozycji. To już nawet nie jest chichot historii – to jest po prostu zemsta zza grobu służb komunistycznych.

Jak już wcześniej wspomniałem – powstaje książka z tezą – a właściwie pisana pod tezę, że za wszelkim działaniami Lecha Wałęsy stała SB. Tylko, że ten sam argument rzuca cień na Walentynowicz, Gwiazdę, Borowczaka, Lisa – na setki tysięcy ludzi Sierpnia. Zybertowicz jest wszakże pewien, że w ruchu „S” były tysiące esbeków, którzy wpływali na jego działanie. Iście spiskowa, właśnie komunistyczna teoria…

Zapewne książka o Lechu Wałęsie jest pierwszą z serii książek historycznych o dziejach najnowszych III RP, jej narodzin i pierwszych lat, pisanych przez pryzmat dokumentacji Kiszczaka i jego poprzedników. to element walki ideologicznej, znany pod nazwą polityki historycznej.

Ci, broniący tak usilnie zespołu pod przewodnictwem Zybertowicza – chętnie poznamy nazwiska innych, „niezależnych” recenzentów – wpisują się w nową formę czarnej propagandy, którą tak usilnie zwalczano, nazywając ją michnikowszczyzną.

Azrael