
Andrzej Zybertowicz, doradca Lecha Kaczyńskiego do sprawa bezpieczeństwa, były doradca Jarosława Kaczyńskiego, jeden z ideologów IV RP, człowiek, któremu wszystko się kojarzy ze służbami, a głównie z komunistycznymi służbami specjalnymi – powiedział dziś, w wywiadzie dla radia RMF FM, że historię „Solidarności” i historię jej przywódcy, Lech Wałęsy trzeba napisać na nowo.
Proszę zwrócić uwagę na sformułowanie – „napisać na nowo”… i to „jeszcze kilka razy”. Cóż za stalinowskie podejście do sprawy! Pisanie historii – i to najnowszej, na nowo!
Zybertowicz w wywiadzie przyznaje się, że już postawił diagnozę – Lech Wałęsa był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. I nie chodzi tu tylko o materiały służby bezpieczeństwa, lecz Zybertowicz tak sądzi głównie po zachowaniu Lecha Wałęsy teraz i w latach ’70. Według niego – Lech Wałęsa sowim zachowaniem pokazuje, że się nie wyzwolił. Że zakłamywał prawdę wtedy i czyni to teraz. I że był szantażowany – również wtedy, kiedy prowadził strajk w Stoczni Gdańskiej. Jednym słowem – Zybertowicz, przedstawiany jako poważny naukowiec – stawia (nie wprost) tezę o tym, że przełom „Solidarności” był dziełem, poniekąd, SB…
Tak właśnie, proszę szanownych czytelników, wygląda zarys nowej historii najnowszej.
Zybertowicz przyznaje w wywiadzie dla Konrada Piaseckiego, że był recenzentem książki Gontarczyka i Cenckiewicza – i że na maszynopisie zostało przez niego naniesione setki uwag. Przyznaje tym sposobem, że jest poniekąd współautorem pracy, więc bierze za nią odpowiedzialność.
Autorytety IV RP kilka dnia temu podpisały się pod apelem w obronie swobody badań naukowych, w kontekście pisanej pracy. Książki napisanej przez dwóch naukowców, których kariera jest ściśle związana z grzebaniem w aktach służb specjalnych, którzy pośrednio – a Cenckiewicz bezpośrednio – byli związani z układem jednej opcji politycznej, która właśnie za cel postawiła sobie zanegowanie dokonań Okrągłego Stołu i ludzi związanych z przełomem roku 1989. Pod tym apelem podpisali się nawet tacy, którzy jak Piotr Zaremba, mieli negatywne doświadczenia wynikające z działalności autorów książki o Wałęsie.
Książka, całkowicie oparta na materiałach SB ma być początkiem odnowy moralnej i nowej historii polskiej opozycji. To już nawet nie jest chichot historii – to jest po prostu zemsta zza grobu służb komunistycznych.
Jak już wcześniej wspomniałem – powstaje książka z tezą – a właściwie pisana pod tezę, że za wszelkim działaniami Lecha Wałęsy stała SB. Tylko, że ten sam argument rzuca cień na Walentynowicz, Gwiazdę, Borowczaka, Lisa – na setki tysięcy ludzi Sierpnia. Zybertowicz jest wszakże pewien, że w ruchu „S” były tysiące esbeków, którzy wpływali na jego działanie. Iście spiskowa, właśnie komunistyczna teoria…
Zapewne książka o Lechu Wałęsie jest pierwszą z serii książek historycznych o dziejach najnowszych III RP, jej narodzin i pierwszych lat, pisanych przez pryzmat dokumentacji Kiszczaka i jego poprzedników. to element walki ideologicznej, znany pod nazwą polityki historycznej.
Ci, broniący tak usilnie zespołu pod przewodnictwem Zybertowicza – chętnie poznamy nazwiska innych, „niezależnych” recenzentów – wpisują się w nową formę czarnej propagandy, którą tak usilnie zwalczano, nazywając ją michnikowszczyzną.
Azrael




Biblia – to księga pełna sprzeczności, ewidentnych przeinaczeń i błędów – nawet w kościele katolickim dyskutuje się nad biblią (oczywiście byle robili to uprawnieni – tzn. akceptowani teolodzy) nie traktując jej jako skończonego formatu – całkowicie bezkrytycznego źródła. A tym czasem w naszym priwislańskim kraju… znalazło się źródło absolutnej prawdy i wszelkiej mądrości. Ludzie, nawet ewangeliści natchnieni przez ducha świętego (podobno) mylili się, przeinaczali (zachowały się np. cztery różne opisy śmierci na krzyżu), a czasem wręcz kłamali, wymyślali. W związku z tym od wieków wiadomo, że źródła należy traktować krytycznie… No i teraz na naszych oczach nastąpił przełom! Okazało się, że UB i SB były absolutnym wyjątkiem. To jedyne organizacje w których pracujący ludzie byli pozbawieni małostkowości, karierowiczostwa, konfabulacji – czyści do cna, absolutnie cnotliwi oraz prawdomówni – dzięki temu stali się wykładnią ostatecznej prawdy. Taki przeciętny SB-ek zapełniający dokumenty dzisiaj wypełniające szczelnie gmachy IPN-u, spisywał wyłącznie absolutną prawdę i to w czasach, gdy jego żona pracująca np. w centrali handlu zagranicznego łgała jak z nut w sprawozdaniach, aby uzyskać małostkowe korzyści – jak premia, wczasy, talony etc, etc. W żadnym SB-eku nigdy nie zagościła pożądliwość na dobra doczesne, takie jak przydział Fiata 126p, mieszkanie M-4, meblościanka Ambasador – przez to nigdy nie wystawiał się na pokusy pójścia na skróty i tworzenia fikcji, jak to miało miejsce w działalności sprawozdawczej we wszystkich państwowych przedsiębiorstwach i organizacjach – od kiosku ruchu poczynając, poprzez PGR-y, a na stoczniach i ministerstwach skończywszy. W tym świecie usankcjonowanego społecznie i obyczajowo oszustwa i konfabulacji – wyrabiania planów bez produkcji – jedyną uczciwą organizacją, która pisała prawdę w dokumentacji była SB. I tu należy się podziw – jak w społeczeństwie przeżartym korupcją, zdemoralizowanym przez system nakazowo –rozdzielczy, udało się SB znaleźć tak uczciwych ludzi, którzy pisali absolutną prawdę – jak twierdzą dzisiejsi historycy IPN-u. To jest fenomen, który powinni właśnie w przedmowie książki wyjaśnić panowie Centkiewicz, i Zybertowicz.
Azraelu!
Zwróć uwagę na pewne konotacje historyczne.
Kiedy SB w latach osiemdziesiątych spreparowało nagrania rozmów Lecha Wałęsy z jego bratem, w których roiło się od panienek i prywaty, praktycznie nikt nie dał im wiary.
Teraz, gdy IPN pisze książki na podstawie podobnie preparowanej przez SB dokumentacji, nagle ich dzieła znajdują setki obrońców jedynej przenajświętszej prawdy objawionej. Ciekawe, nie?
Dalej nie komentuję, ponieważ na usta cisną się grubiańskie pytania o kondycję polskiej inteligencji.
Nieważne, czego Wałęsa dokonał i co mu mamy do zawdzięczenia. Ważne, że w latach siedemdziesiątych rozlał zupę i nasiusiał do cudzego kubka.
Z historycznego obrazu tworzonego przez Zybertowicza, ponoć profesora, oraz IPN wynika jednoznacznie, że dobrze to nam zrobilły jedynie komunistyczne Służby Bezpieczeństwa, bo obaliły w Polsce socjalizm i wprowadziły do świetlanego kapitalizmu. Ale trzeba być profesorem Zybertowiczem, żeby nie widzieć absurdów w swoich poglądach. To perspektywa nawiedzonego konia pociągowego a nie intelektualisty.
chyba trzeba wystosować apel od społeczeństwa do Premiera Tuska z pytaniem dlaczego mamy płacić za wydanie tej książki? …. książki, która jest na potrzeby jednej partii i nie ma większej wartości historycznej niż papiery w IPN ….
IPN i TV zawłaszczyły sobie osoby tam pracujące wbrew mojej woli ja głośno protestuje ….
A… Doczytałem, że prof Zybertowicz jasno i wyraźnie określił Lecha Wałęsę jako agenta służby bezpieczzeństwa. W związku z tym pytanko do profesora z Torunia – jak w takim razie potraktować jego protegowanych – braci Kaczyńskich porwadzonych i wspieranych przez agenta Wałęsę od początku lat 80-tych?
a właśnie czy Ci wszyscy, którzy niszczą naszą historię to nie pracują czasem z polecenia SB i innych tajnych służb …. zachowują się klasycznie udają, że nienawidzą PRL i SB, teczki niby czyste, ich czyny zawsze szkodzą Polsce, podżegają społeczeństwo, robią wszystko dla kasy i władzy…… itd. itp. …..
ja pszprszm; ale ja nie mam czasu na bzdury.
ps.
pan Bogdan Miś, z którym się często nie zgadzam, napisal kilka dni temu:
ot, co.
makowski ale w aspekcie tych słów to już można dyskutować … nie o książce ale o intencjach …. zaczyna być straszno …
http://wiadomosci.onet.pl/1756548,11,item.html
@Makowski – ale pogrzewanie atmosfery to jest integralna (dzisiaj) część działności twórczej (bez względu czego ona dotyczy – czy to będą gołe pośladki solistki przed wydaniem płyty, lub przecieki jeśli chodzi o książki historyczne). „Oczywiście” są pewne granice prowokacji – tak wydaje się przynajmniej niektórym naiwnym. Jednakże czasami warto owe kontrowersje obnażyć – tak dla własnego dobrego samopoczucia – że nie udało się jednak prowokatorom zrobić wszystkich w konia.
Wspolczuje dzieciom naszych dzieci tj.moim wnukom. Historia chyba w szkolach bedzie jedynym przedmiotem z najwieksza iloscia podrecznikow dotyczacych jednego okresu historii wspolczesnej Polski. I pytanie komu ntu wierzyc?
Tak na marginesie tego co Gospodarz blogu napisal chce jedynie dodac.
W dalszym ciagu funkcjonuje w Polsce cos w rodzaju cenzury. W laszym ciagu w Polsce osrodki inteligencji naukowej sa niedowartosciowywane a Ci ktorzy „pisza” karty historii sa akurat najmniej upowanienie do tego.Instytut Pamieci Narodowej byl juz przemdiotem tutaj dyskusji, wiec jego pomine i zignoruje jako jednostke juz dzisiaj miraodajna i wiarodajna.
Czy w kontekscie tego wszystkiego, co zostalo wypowiedzianie w blogu naszego szacownego gospodarza w chocby minionych trzech jego postach nie mamy podstawy powiedziec autorytatywnie, ze demokracja w Polsce jest czyms obcym i dalekim od realistycznego istnienia?
O książce słychać od dłuższego czasu. Polityczne przeciągi rzucają po kraju przeciekami. Pan Zybertowicz zdążył książkę przeczytać i zrecenzować. Słynne dzieło ukazać się ma za kilka tygodni. Ciekaw jestem premiery: czy też jak w przypadku „Harry Potter-a” w godzinie duchów odbędzie się?
A może tu również chodzi o nakręcanie atmosfery dla zwiększenia sprzedaży, a wartość poznawcza produktu made by IPN będzie równie przyzerowa, co książki pani Rowling….., tą chociaż miło się czyta.
Ale co tam wartość poznawscza, skoro kabza nabita….
demokracja nie polega na swobodnym obrzucaniu blotem kogo popadnie;
patriotyzm to nie jest eliminowanie mniejszosci w ime wlasnych interesow;
rzetelnosc naukowa wyklucza uzywanie plotek, pomowien i ‘jedynie wiarygodnych’ zrodel;
mozna tak w nieskonczonosc, ale to chyba o to tym panom chodzi, inaczej nie rozpuszczaliby plotek przed
publikowaniem ksiazki – ten sam rytual towarzyszyl raportom Maciarewicza itd.
@petrel
„na usta cisną się grubiańskie pytania o kondycję polskiej inteligencji.”
Ty się, petrel, wstrzymaj z łaski swojej z tymi pytaniami! Jeśli dla ciebie Zybertowicz, Zaręba, Cenckiewicz und andere z tego ich IPN to jest inteligencja, jeśli Kaczyńscy i ich zwolennicy to inteligencja (bezprzymiotnikowa, bo chętnie, jako Krakus, uwierzę, że jest to z warszawska mówiąc „inteligencja żoliborska”, bardzo proszę) to my chyba żyjemy w nieco innych krajach. To, co jako prawdy objawione traktuje ubeckie pierdy z IPN i komunistyczną propagandę, to jest wyłącznie i jedynie tzw. w Warszawie „inteligencja szpagatowa” (nawiasem mówiąc, nie wiem, skąd to określenie?). W całej reszcie Polski takie coś nazywa się cwiercinteligencja, albo kacapstwo i pojawiło się to zjawisko po wojnie, jako bezpośredni skutek nastania komuny, gdzie „nie matura, lecz chęc szczera…” Wystrzelało się gości z maturą, jako klasowo obcych, to na ich miejsce trzeba było nowych mianowac. I intelektualni (a czasem i biologiczni) potomkowie tych mianowanych inteligentów z maturami na tygodniowych kursach nabytymi, z kursami w komitetach dokształcającymi (niejeden tatko nauczał na takich kursach…) teraz nam za autorytety moralne i za zbawców Ojczyzny będą robic. Już się wczoraj jeden kartofel odezwał, jak to atmosfera parteitagu na którym był przypomina mu „pełne sale Uniwersytetu w marcu 1968″. Zaraz (no, może za parę lat, jak co starsi wyzdychają) przeczytamy w broszurce IPN jak to jeden ziemniak w obronie drugiego, niesłusznie oskarżonego cały Uniwersytet Warszawski na nogi podniósł i MARZEC wywołał, z czego potem inne (jeszcze nie wiemy jakie, ale to sie w ubeckich papierach znajdzie, tylko nie byle kto szukac musi!) organizacje się podniosły i NIEPODLEGLOSC Najjaśniejszej mimo knowań wrażych ubeków z Solidarności krwią własną, serdeczną, wywalczyły. Jak się komuś młodemu a głupiemu zdaje, że to niemożliwe, to niech sobie popatrzy w podręczniki historii z czasów stalinowskich (ej, wtedy do dopieroż nam kwitła polityka historyczna, jako te maki na Monte Lenino!) i niech sobie wyobrazi test maturalny z historii z pytaniami typu: Agentem „Bolkiem”, zdrajcą „Solidarności”, związku zawodowego założonego przez Jarosława Kaczyńskiego w marcu 1968 był: 1. Lech Wałęsa, 2. Jacek Kuroń, 3. Czesław Kiszczak, 4. Władysław Bartoszewski? I niech sobie wyobrazi, że właśnie jest matura i od prawidłowej odpowiedzi na to pytanie zależy życiowa przyszłośc jego wnuka który pyta: Jak to dziadek, kurwa, było naprawdę?
Ty, Azraelu, swoje, a Zybertowicz swoje…
Przeczytałam jego artykuł w „Rzeczpospolitej”. Za miesiąc się okaże, kto miał rację
Walden! Między nami nie ma sporu. To samo miałem na myśli, chociaż wyraziłem innymi słowy.
Poczekajmy, aż się ukaże książka.
Z drugiej strony, tak „na chłopski rozum”: może i Wałęsa działał w tej Solidarności, walczył o niepodległość. Ale SB wiedziało wszystko, musieli wiedzieć, co się dzieje. I być może współpracował. A ważniejsze dla historii jest nie to, czy współpracował, był Bolkiem, Lolkiem czy Tolą, ale czy jego czyny były popełnione dla dobra wyższego, dla dobra kraju i niepodległości, czy też ze strachu bądź dla korzyści własnej. Bo to, że jest w teczkach, nikogo dziwić nie może.
A niech sobie piszą i publikują, mamy wolność słowa każdy idiotyzm można napisać i opublikować. Problemem jest tylko to że koszty publikacji ponosimy my wszyscy – podatnicy.
Nie mam nic przeciwko żeby ci Panowie łazili sobie po archiwach i czytali co tam sobie zechcą ale za odpowiednią opłatą manipulacyjną. Ja, podatnik, płacę pani archiwistce czy pani sprzataczce czy panu ochroniarzowi, z których usług ci Panowie korzystają.
A na druk, korektę i dystrybucje środki powinni zebrać sami – niech sprzedadzą samochód, mieszkanie albo wezmą od oszołomów którzy owe wytwory chcą poczytać.
Jak trzeba będzie wydać własne pieniądze to i oszołom się dwa razy zastanowi.
Dawno mówiłem – przenieść to całe papierowe dziadostwo do archiwów Państwowych umieścić z resztą dokumentów od Piasta Kołodzieja i niech każdy kto chce za opłatą może sobie skserować, poczytać czy pokontemplować co tam się komu chce.
Za moje pieniądze to niech się publikuje co najwyżej aktualne przepisy prawne.
pozdrawiam
Aha a to że ci Panowie chyba jeszcze biorą z IPNu pensje to to już jest gruba nieprzyzwoitość…
@ RMPL – taaaaak… ciekawe ilu z tych „patriotów” zgodziło by się pracować za darmo, w imię miłości do kraju i prawdy…..
Co zaś do Zybertowicza – czy przytacza on w swoich biogramach fakt że był w PZPR i wykładał marksizm-leninizm? Bo to niestety prawda, która rzuca pewne światło na AKTUALNE poglądy pana profersora.
Balcerowicz też był w PZPR, marksizm-leninizm, itp… A potem wprowadzał w Polsce gospodarkę kapitalistyczną.
Być w PZPR a wykładać ideologie marksizmu leninizmu to są zupełni różne sprawy…
Koniunkturalizm to jedno a ideologia to drugie…
>> Khair
tak, mnie do dziś dręczy, czy ten neron podpalił; czy nie…
@Makowski – może nie podpalił, ale jakie to ma znaczenie? Przyjęło się, że to był świr – koniec, kropka.
A Ty RMPL, jesteś pewien, że Balcewicz nie wykładał marksizmu-leninizmu?
http://pl.wikipedia.org/wiki/Leszek_Balcerowicz
kariera naukowa
Balcerowicz miał naukowo nie raz do czynienia z tym zagadnieniem. Zaprzeczasz temu, o czym wszyscy wiedzą.
@Moon
Zdefiniuj proszę „wykładał marksizm – leninizm”.
Jaki konkretnie przedmioti w jakim zakresie masz na myśli?
Szanowna Moon,
tak wiec zacytuje za Wikipedia która tak celnie wskazałaś:
(Azrealu wybacz proszę smiecenie przydługimi cytatami)
Pod hasłem Zybertowicz:
„W artykule opublikowanym w 1983 r., w filozoficznym zeszycie nr 143 „Acta Uniwersitatis Nicolai Copernici”, artykule „O obiektywnej funkcji społecznej ruchu robotniczego i ideologii marksistowskiej w XIX wieku”, opatrzonym mottem z pism Karola Marksa, Andrzej Zybertowicz tak pisał o wolnokonkurencyjnym kapitalizmie: „Wolnokonkurencyjny kapitalizm powoduje, iż w skali masowej występuje zjawisko doprowadzenia wyzysku do niebezpiecznego poziomu. Niebezpiecznego zarówno dla burżuazji, jak dla robotników, choć w nierównym stopniu. Wyzysk sięga szczytu, poziom życia robotników – dna. Czym jest to spowodowane? Głupotą czy chciwością burżuazji? Jednym i drugim?”.”
Pod hasłem Balcerowicz:
„W 1970 otrzymał z wyróżnieniem dyplom magisterski w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (od 1990 Szkoła Główna Handlowa) na Wydziale Handlu Zagranicznego. W 1974 uzyskał tytuł MBA na Saint John’s University w Nowym Jorku. W 1975 obronił pracę doktorską w SGPiS i został na tej uczelni zatrudniony jako adiunkt. W latach 1978-1980 pracował w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR. W latach 80. odbył kilka stażów naukowych, m.in. na University of Sussex (Anglia) i Uniwersytecie w Marburgu.”
„Był członkiem PZPR od 1969. Pod koniec lat 70. wchodził w skład zespołu doradców-ekonomistów przy premierze PRL, który opracował raport o stanie państwa przewidujący szybki upadek polityki ekonomicznej Edwarda Gierka. Po powstaniu „Solidarności” był członkiem rady ekspertów ekonomicznych związku, w ramach której opracował projekt łagodnego przejścia z gospodarki planowej do gospodarki pół-wolnorynkowej opartej na samorządach pracowniczych. Po wprowadzeniu w 1981 stanu wojennego wystąpił z PZPR, jako osoba związana z kierownictwem „Solidarności” został na krótko internowany, jednak po kilku miesiącach wypuszczony, razem z pierwszą falą zwolnień z internowania.”
Nadal podtrzymuje swoją opinie o różnicy pomiędzy Balcerowiczem a Zybertowiczem.
Co jeden robił w stanie wojennym a co drugi ? Kiedy jeden pisał o realiach gierkowego marnotrastwa i studiowal na amerykanskich uniwesytetach a potem siedzial w pudle za Solidarnosc, drugi pisał marksistowskie paszkwile.
Notabe ta ideologia tkwi też w jego sponsorach braciach Kaczyńskich którzy tylko do społecznych idei marksizmu i praktyki bolszewizmu dodają boga jako idee (co z tego wychodzi sami widzielismy)
Szanowny RMPL,
Balcerowicz pracował w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu w latach osiemdziesiątych… Był też adiunktem na komunistycznej uczelni.
Ale Tobie to nie wystarcza, i jeszcze mnie tytułujesz „szanowną Moon”
.
Nie będę kontynuować rozmów z Tobą. Znam Cię z blogu Fraglesa. Totalny cynik.
Rohan
Jako adiunkt na SGPiS musiał musiał mieć gruntowną i głęboką znajomość tej ideologii.
@Moon
Ja mam wiedzę na temat konstrukcji silnika spalinowego. Czy to oznacza, że pracuję jako mechanik samochodowy?
Ale nawet gdyby przyjąć Twój sposób argumentacji, pozostaje pytanie, co zrobić z innymi wykładowcami komunistycznych szkół wyższych? Np. z ni(e)jakim Lechem Kaczyńskim?
Wszyscy wtedy musieli „wyznawać” marksizm-leninizm… Takie były czasy. Inaczej groziła śmierć zawodowa.
I nie sensu wytykać to tylko Zybertowiczowi.
„Wszyscy” to bardzo wygodna generalizacja Moon i z gruntu nieprawdziwe stwierdzenie. A wytykanie tego Zybertowiczowi wiąże się głownie z tym, że jako główny ideolog IV RP powinien być czysty jako ta łza dziewicza jeśli chodzi o kontakty z tym co nazywasz marksizmem-leninizmem a nie zalatywać hipokryzją na kilometr. I to jest właśnie jego problem, tak samo zresztą jak Kaczyńskich i ich kumpli.
Moon, Twoja hipokryzja jest zniewalająca. Na to, jak zachowuje się Zybertowicz – po prostu brak mi przyzwoitych słów.
Wasza hipokryzja jest powalająca… Nie było układu… III RP budowały krasnoludki.
Tracę czas. Koniec dyskusji.
Zybertowicz nie stworzył państwa mafijnego, jakim była III RP, krasnoludki też nie… A układy były faktem.
Deprecjonowanie osób: Wildsteina, Zybertowicza, Krasnodębskiego, Staniszkis, i innych, jest żałosne i świadczy o braku jakichkolwiek argumentów.
@Moon, na litość Buddy!
Czy uważasz, że argumentacja w stylu: „Nie, to wy macie brudne majtki” świadczy o posiadaniu jakichkolwiek argumentów?
Napisz jeszcze, że mi z gęby smierdzi – bedziesz równie wiarygodna.
Jeszcze jedno. Z tym końcem dyskusji, to na serio? Obiecujesz?
Z Tobą tak. Niesympatyczny jesteś.
i nielogiczny.
@Moon wrote: „i nielogiczy”
A nie mówiłem
Kto z dyskutantów przeczytał te książkę o p. prez. Lechu Wałęsie? Jestem jej niezmiernie ciekaw
Edward Gierek w „Przerwanej Dekadzie” pisał, że ówczesny szef MSW, Kowalczyk, uspokajając zapewniał Go w sierpniu 80. , że „Wałęsa to jest nasz człowiek”. Gierek w latach 90. politpoprawnie stwierdza, że Kowalczykowi wówczas nie uwierzył, ale wydaje mi się, że wszystko wskazuje że wtedy uwierzył – bo dlaczego min. Kowalczyk by wtedy kłamał?