
Nie zwrócono specjalnej uwagi na słowa Lecha Kaczyńskiego, który powiedział w wywiadzie radiowym, że to on kazała wyrzucić Kazimierza Marcinkiewicza ze stanowiska premiera rządu. Nie zwrócono również uwagi na to, co było motywem tego rodzaju NACISKÓW , z jego strony. Potem wprawdzie stwierdził, że to był tylko skrót myślowy – ale nie zmienia to kontekstu i wagi jego słów.
Otóż nie interes państwa, społeczeństwa, nawet nie interes formacji politycznej, z którą już właściwie oficjalnie się Lech Kaczyński utożsamia – lecz po prostu interes jego i jego brata.
W dniu wręczenia dymisji Marcinkiewiczowi i on i jego brat wypowiadali się o nim jak z największą atencją – wczoraj się okazało, że powodem głównym dymisji nie była jego nędzna praca – lecz to, że nie bronił Jarosława przed krytyką.
Lech Kaczyński twierdzi, że nie zlecał ani nawet nie prosił służb specjalnych o inwigilowanie Marcinkiewicza. Można być tego właściwie pewnym – bo podejrzewam, że Witold Marczuk, ówczesny szef ABW sam z siebie donosił usłużnie co trzeba. Lech Kaczyński posługuje się w swoje działalności skrótami – nie tylko myślowymi – lecz zarówno on, jak i jego brat są przyzwyczajeni do prowadzenia konsultacji poza oficjalną procedurą. Tak przynajmniej twierdzą rozmówcy Michała Majewskiego i Pawła Reszki, redaktorów „Dziennika”, którzy zebrali te informacje od byłych i obecnych pracowników Kancelarii Prezydenta.




Najnowsze komentarze