Polityka medalowa


Kolejny działacz dawnej opozycji demokratycznej odmówił przyjęcia odznaczenia z rąk prezydenta, który też przecież z tego środowiska się wywodzi.
Jacek Rakowiecki, dziennikarz i publicysta, obecnie naczelny miesięcznika „Film”, były działacz Studenckiego Komitetu Solidarności, a następnie Niezależnego Zrzeszenia Studentów, odmówił przyjęcia Krzyża Kawalerskiego OOP. W liście adresowanym do prezydenta Rakowicki stwierdził, że ze względu na swoje przekonania polityczne, a szczególnie na sposób potraktowania przez Lecha Kaczyńskiego byłego prezydenta, Lecha Wałęsy, nie może przyjąć odznaczenia.

Kilkanaście dni temu inny działacz opozycyjny (bliski braciom Kaczyńskim), Marek Chimiak, związany z Niezależną Oficyną Wydawniczą NOWA, zadeklarował, że nie przyjmie od prezydenta Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Oświadczył, że uważa decyzję o przyznaniu mu medalu za próbą dzielenie działaczy opozycyjnych na lepszych i gorszych.

Zobacz powiekszenie
Fot: AG

JACEK RAKOWIECKI

Kilka miesięcy temu, przy okazji 40. rocznicy obchodów wydarzeń Marca ’68 mieliśmy również sytuację, kiedy jeden z działaczy, Bogdan Czajkowski, przywódca marcowego strajku na Politechnice Warszawskiej, odmówił, już na uroczystości w Pałacu Namiestnikowskim przyjęcia odznaczenia (choć z innych przyczyn, niż wspomniani działacze – sprzeciwu wobec braku referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego). Jednak najszerszym echem odbiło się niezaproszenia na uroczystość jednego z głównych aktorów tamtych wydarzeń, Adama Michnika.
Nieodznaczenie Adama Michnika w związku z rocznicą Marca ‘68 zostało przyjęte bardzo źle. Nie tylko jako afront wobec obecnego redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, a w tamtych latach – jednego z głównych bohaterów, którego postać łączy wiele sprawa polskiej opozycji demokratycznej, ale również jako gruby błąd polityczny Kancelarii Prezydenta – i samego Lecha Kaczyńskiego.

Lech Kaczyński zapowiadał, w ramach polityki historycznej, że będzie prowadził inną, niż jego poprzednicy, politykę przyznawania odznaczeń. I rzeczywiście – na listach odznaczeń znalazły się osoby, którym hołd należał się już dawno. Niestety, Kaczyński nie uniknął sterowania tymi zaszczytami w sposób czysto koniunkturalny.
Lech Kaczyński, jak już wszyscy wiedzą, nie jest prezydentem Polaków, całego społeczeństwa, lecz prezydentem określonej linii politycznej. Nie łączy i nie scala kraju w celu podniesienia jego wartości, lecz wykonując zadania polityczne – dzieli. I to widać również w odniesieniu do swoich znajomych i często przyjaciół z opozycji demokratycznej, gdzie stara się jednych wywyższać, kosztem innych.

Azrael

Wildsteina jazda na fali

Czy można prowadzić zaangażowaną prawicową publicystkę w sposób intelektualnie wyważony i bezstronny, odnosząc się tylko do zagadnień politycznych, społecznych, ideowych? Można, oczywiście, że można. Wymaga to jednak odpowiedniego warsztatu pojęciowego, wiedzy, chęci i wysiłku umysłu, który by pozwolił na wymyślenie i przelanie na papier (oczywiście stwierdzenie umowne, w dobie nowoczesnych technik informacyjnych) świeżych poglądów, takich, które by dyskurs polityczny posunęły do przodu. Nie jest to łatwe, tym bardziej, że konkurencja prasowa, dziennikarska, daje łatwe możliwości ominięcia twórczego wysiłku.
Od dłuższego czasu, szczególnie od momentu, kiedy na rynek prasowy wszedł „Dziennik”, wydawnictwa Axel Springer, daje się zauważyć tendencja, że dziennikarze co raz rzadziej zajmują się sprawami bieżącej sytuacji politycznej, społecznej, coraz mniej ich interesują konotacje społeczne, krajowe czy międzynarodowe danej decyzji takiego, czy innego polityka, a częściej reagują na to, co o danym wydarzeniu napisała konkurencyjna gazeta czy w programie telewizyjnym powiedział „wrogi” dziennikarz. Panowie żurnaliści zatracili poczucie odpowiedzialności za słowo i za to, czego powinni się dowiedzieć czytelnicy – bardziej ich interesuje, aby „dołożyć” przeciwnikowi po drugiej stronie barykady dziennikarskiej. I w ten sposób dziennikarze przestają komentować rzeczywistość – a wchodzą w buty polityczne – jako strona sporu.
Jest to wynikiem tego, że dziennikarze czują się „esencją” polityki – i ze zwykłego narcyzmu, jaki jest ich udziałem.
Dziennikarze „Rzeczpospolitej” celują w tego rodzaju „publicystyce”. Biorąc gazetę do ręki, czy wchodząc na portal wydawnictwa „Presspublica”, możemy być pewni, że w komentarzach, dziale opinii znajdziemy jakiś artykuł, lub notkę, odnoszącą się do gazety konkurencji. Przez kilka tygodni tego roku prowadzona była wojenka pomiędzy „Rzepą” a springerowskim „Dziennikiem” o to, która z nich jest lepszym wydawnictwem katolickim, która bardziej jest „papieska”. Ale oczywiście – głównym celem i, jakby dziennikarze Pawła Lisickiego się przed tym nie bronili – jest „Gazeta Wyborcza”, jej szef, Adam Michnik, (choć coraz częściej punktem odniesienia są kierujący faktycznie redakcją Jarosław Kurski i Piotr Pacewicz) i coś co określane jest mianem „środowiska” tejże gazety. Do tego środowiska zapisywani są wszyscy, którzy mają odmienne zdanie od dziennikarzy „Rzepy” i innych, tak zwanych „niezależnych” i „patriotycznych” publicystów.
Dodatkowo – ego dziennikarzy „Rzepy” nic tak nie podbija, jak wydanie własnej, zaangażowanej koniecznie, książki. I niezależnie od tego, czy talent sprzyja, jak Rafałowi Ziemkiewiczowi, czy nie – dziennikarzom wydaje się , że nie przejdą do historii, kiedy nie pozostawią po sobie „dzieła”.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów 2008 – 06 – 28

Dziś w cyklu przybliżania ciekawych artykułów z niezależnej publicystyki, wyjątkowo polecam cały blog. Cały do poczytania. Jest to blog monograficzny, poświęcony sprawom polsko – ukraińskim, tym najtrudniejszym, bo z okresu przed II wojną światową i w jej trakcie. Uważam, że w Polsce panuje, w ramach pewnego układu i w imię poprawności politycznej, zmowa milczenia na ten temat. Od zawsze sceptycznie patrzę na nasze działania i wspieranie Ukrainy – kosztem naszych relacji z Rosją, gdzie Polacy powinni głównie lokować swoje interesy polityczne i gospodarcze.

Oto co autor, Mohort, pisze na swoim blogu;

49% Polaków nie wie nic, 17% „coś słyszało, ale dokładnie nie wie, o co chodzi”, 20% „wie, ale mało” a tylko 14% „wie dużo” o ludobójstwie nacjonalistów ukraińskich w latach II wojny światowej (sondaż OBOP z 2003r.)

W podobnym sondażu nt. zbrodni katyńskiej tylko 6% nie słyszało o Katyniu.

Ten blog powstał z myślą o tych 86 procentach, których wiedza jest niewystarczająca. 65. rocznica „tak zwanych wydarzeń” jest okazją do przybliżenia szerszej publiczności tej zapomnianej przez historyków (do niedawna) tragedii.

Liczby:
Wołyń: 60 tys. ofiar OUN-UPA
Tarnopolskie: 45 tys. ofiar OUN-UPA
Lwowskie: 40 tys. ofiar OUN-UPA
Stanisławowskie: 22 tys. ofiar OUN-UPA
Lubelskie: 15 tys. ofiar OUN-UPA
Polesie: 3 tys. ofiar OUN-UPA
(wg szacunków środowisk kresowych; niektóre liczby zawierają również ofiary ukraińskich formacji w służbie niemieckiej)
40 tys. Ukraińców zabitych przez OUN-UPA (wg dr W. Poliszczuka).
10-20 tys. Ukraińców zabitych w polskich akcjach odwetowych i walkach (wg dr G. Motyki)

Materiały na tym blogu, kontrowersyjne i czasem porażające, jak ten, który dziś publikuję – są zawsze dobrze udokumentowane. Warto przeczytać cały blog.

Jan Engelgard, publicysta konserwatywny, pisze;

[...]banderowsko-melnykowskie lobby[działa] w Polsce. Jest znamienne, że od pewnego czasu lobby to nerwowo reaguje na zamiary uczczenia zbrodni OUN-UPA (w tym roku obchodzimy 65. rocznicę ludobójstwa na Wołyniu). Jedną z metod, jaką to bardzo wpływowe lobby stosuje jest podsycanie polsko-rosyjskiego konfliktu na tle historii, m.in. poprzez ciągłe podgrzewanie sprawy Katynia. Czynny w tym dziele jest np. Bohdan Osadczuk, określany przez “Dziennik” jako “ukraiński historyk i przyjaciel Polski”. On to tak skomentował tekst w “Dzienniku: “Rosjanie nie chcą przyznać się do zbrodni ludobójstwa i koniec”. Ten sam Osadczuk robi wszystko, by nie dopuścić, by w Polsce określano zbrodnie UPA właśnie mianem ludobójstwa, on, były członek OUN (frakcja Melnyka), stypendysta III Rzeszy w Berlinie. Nasilenie akcji rodzin katyńskich przeciwko Rosji w przeddzień obchodów 65. rocznicy zbrodni OUN-UPA jest znamienne. Ukraińscy nacjonaliści widzą, że Polaków bardzo łatwo jest napuścić na Rosję. To żenujące, że różne organizacje katyńskie w Polsce od wielu lat dają się wykorzystywać w politycznej grze, w której polskie ofiary Katynia są tylko pretekstem. To jest jeden z polskich dramatów.

Zgadzam się z nim w całości. Oto artykuł. Jest drastyczny – ale tak wtedy było…

Continue Reading →

Neil Young

Właściwie nie wiem, dlaczego nagrania tego muzyka nie pojawiły się wcześniej na moim blogu. Jest to dla mnie absolutnie czołówka rockmanów.
Neil Young nagrywa od początku lat 60. Kanadyjczyk, karierę zrobił w USA, grając najpierw w zespole
Buffalo Springfield, potem związał się z folkową supergrupą Crosby, Stills, Nash And Young. Od początku lat 70. występuje solo, wraz z akompaniującą mu grupą Crazy Horse.
Gra muzykę zaangażowaną, stylistycznie od folka aż do hard rocka. Znany jest z bezkompromisowości i zaangażowania społecznego. Jednym słowem – klasyczny, ideowy i bezkompromisowy rockman.

[youtube=watch?v=fBS3B2cZcFM&feature=related]

Jak zwykle - reszta na blogu video.

Pozdrawiam i życzę Wam miłego weekendu

Azrael

Gnom IV RP

Istocie, której podłość
Osiągnęła szczyty,
Żeby się rozmnażać,
Nie trzeba kobity.

/Roland Topor/

Jarosław Kaczyński wiedział. Domyślał się już wprawdzie przed rokiem ’80, że Wałęsa jest agentem, ale trzymał twardo buźkę na kłódkę. Potem też ją trzymał. I w trakcie Okrągłego Stołu, kiedy jego brat przechadzał się z Wałęsą pod rękę – też milczał. I kiedy brat siedział przy zastawionym suto stole, razem z Lucyferem – Michnikiem i Rokitą – Kiszczakiem – też zamilczał…

Nie śmiał nic powiedzieć, kiedy Wałęsa stanął do wyborów prezydenckich w roku 1990. I nawet kiedy, jak twierdził wczoraj w porannej audycji radiowej, minister Milczanowski pokazał mu te „porażające” dokumenty (oczywiście oryginały – sic!) – dalej nie puścił pary…

I tak można by mnożyć daty i sytuacje, kiedy Jarosław Kaczyński, przez prawie 30. lat miał szansę na wykazanie się patriotyczną, obywatelską postawą. Jednak nie – on wolał żyć z tą wielką tajemnicą, skrywaną i pielęgnowaną, która musiała go tłamsić, drążyć, niby robak…

I nagle mógł odetchnąć, bo zrozumiał, pod wpływem zapewne impulsu, że może zrzucić to jarzmo, ze swego steranego ciężką pracą dla Narodu karku…

I my, obywatele, mamy w to wierzyć… Dla podniesienia swej wiarygodności Jarosław Kaczyński jest gotów przysiąść na Wielką Księgę. Mam nadzieję, że to chodzi o Pismo Święte, a nie o wybór dzieł Lenina, z którego czerpał mądrości i cytaty jego brat pisząc doktorat…

Już mnie nie interesuje, czy Lech Wałęsa był „Bolkiem”, czy tylko może Lolkiem. Nie ma to dla mnie kompletnie żadnego znaczenia.
Ale każdy powinien sobie postawić to pytanie;

Dlaczego i dla jakich celów trwa atak na niego? Dlaczego tak zależy niektórym grupom politycznym, aby zdezawuować postać byłego prezydenta?
Czy chodzi tu o wyjaśnienie wszystkiego, o prawdę historyczną – czy może jednak o napisanie historii na nowo? Czy książka IPN, wydana bez krytycznej oceny ludzi, którzy byli przez lata towarzyszami Wałęsy, ma wartość historiograficzną, naukową – czy jest tylko publicystycznym atakiem i narzędziem politycznym?

„Określone środowiska”, używając dawnego języka, próbują zanegować nie tylko umowę Okrągłego Stołu, ale również prawie 20 lat polskiej demokracji. Chcą udowodnić, za pomocą zniszczenia tego symbolu „Solidarności”, że III RP był zbudowana przez agentów i dla agentów. Co w związku z tym z polskim parlamentaryzmem, też był on tworem agentury? Polskie uczestnictwo w NATO i Unii Europejskiej to gra agenturalna? Paranoja…

Genetyczni patrioci IV RP próbują zohydzić Polskę i państwo lat demokracji, na pewno najlepszy okres w historii Polski. Jedność Polaków, jak została zbudowana, jest poddawana manipulacji i zawłaszczaniu. Po wyborach 2007 roku myślano, że wszystko to odchodzi w niebyt, że przyszłość jest celem Polaków. Okazuje się, że demony jednak nie rezygnują. I próbują zatruwać społeczeństwo.

Problem jest tylko taki, że nawet jeżeli się okaże, że TW „Bolek” to Wałęsa – to i tak nikt mu nie zabierze Sierpnia ’80, Okrągłego Stołu, prezydentury, nagrody Nobla i miejsca w historii.

A o gnomach – za lat 50. już nikt nie będzie pamiętał…

Azrael

Trumna lustracyjna

Wydawało się, że wieko trumny lustracyjnej zostało już na zawsze domknięte, że standardowe procedury dla urzędników państwowych wyższego szczebla – załatwiają sprawę definitywnie. I również, że ci, którzy lustrację skompromitowali – będą siedzieć cicho i zaprzestaną szarpanie zezwłoka lustracyjnego.
Jednak książka o domniemanej współpracy Lecha Wałęsy, oraz na nowo przypomniana sprawa Lesława Maleszki dała asumpt do otwarcia na nowo tej dyskusji – także w kontekście roli i działania Instytutu Pamięci Narodowej.

Już wielokrotnie pisałem, że jestem fundamentalnym przeciwnikiem lustracji i ostatnie wydarzenia – sztucznie i emocjonalnie przez media nagłaśniane – nie przekonują mnie, że lustracja ma sens i oczyści atmosferę.
Lustracja tu i teraz, po 19 latach od przełomu polskiego nie ma sensu, parząc na Polskę z punktu widzenia jej, tak chętnie przytaczanego przez zwolenników, etosu oczyszczenia życia społecznego. To oczyszczenie należy li tylko do historyków (ale nie takich ideologów, jak Cenckiewicz i Gontarczyk), a nie uwikłanych w różne gierki polityków… i jak się okazuje także hierarchów kościelnych. Oczyszczenie powinno nastąpić dawno, a nie teraz. I nie trafiają do mnie argumenty o tym, ze będzie się nam żyło lepiej, sprawiedliwej.
Oczywiście nie oznacza to, że zbrodnie komunizmu nie powinny być osądzone. I że ludzie pokrzywdzenie przez służbę bezpieczeństwa nie powinni mieć prawa dostępu do akt i do uzyskania sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Dlatego wyrok sądu katowickiego, osądzający definitywnie sprawców mordu w kopalni „Wujek”, przyjąłem z ulgą.

Continue Reading →

To dla Ciebie, Lechu…

Anna Fotyga, szefowa kancelarii Lecha Kaczyńskiego, udała się z tajemną misją do USA, ratować Polskę…
Tak zapewne sobie to ona wyobraża i zapewne również jej zleceniodawca i pryncypał. Bo Lech dalej myśli, że ma misję zbawienia Polski i zbudowania jej potęgi, od morza (Czarnego) aż po…, no, to się jeszcze okaże.

Fotyga pojechała ponoć ratować polsko – amerykańską umowę na instalację w Polsce tarczy antyrakietowej. Na instalację czegoś, czego tak na prawdę jeszcze fizycznie nie ma, co zostało z wielkim sceptycyzmem przyjęte w Europie, od Brukseli poczynając, na Moskwie kończąc – i do czego już ani administracja amerykańska, ani polski rząd serca nie mają.
Minister kancelarii prezydenckiej pojechała do Stanów Zjednoczonych bez uzgodnień z polskim MSZ i Kancelarią Premiera, co oznacza, zgodnie z polskimi zapisami prawa, w tym zapisami Konstytucji RP, że nie ma żadnego mandatu do zawierania jakichkolwiek porozumień i ustaleń, wiążących dla polskiego rządu. Amerykanie to oczywiście widzą i dlatego ranga urzędników, którzy ją przyjmą, jest na poziomie polskich wiceministrów (Daniel Fried, podsekretarz stanu, asystent Condi Rice, ds. europejsko-eurazjatyckich). Amerykanie doskonale zdają sobie sprawę, że za politykę zagraniczną odpowiada rząd RP.

Na wszelki wypadek, polski MSZ wysłał depeszę, żeby Amerykanom o tym przypomnieć.

Continue Reading →

Oznakowałem się

Anegdotyczne newsy, jakie do nas dochodziły jeszcze przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, jako choćby te, że istnieje norma na krzywiznę bananów, nie są tak do końca tylko humoreskami. Chęć wpływu i kontroli nad coraz szerszymi sferami życia publicznego obywateli Unii jest widoczna.

Wczoraj dowiedzieliśmy się o tym, że jedna z posłanek estońskich Marianne Mikko, socjalistka i przedstawicielka mediów (tradycyjnych) jest współautorką raportu UE, „O koncentracji i pluralizmie mediów w UE”, którego jedną z konkluzji jest postulat dobrowolnego znakowania blogów, tak, aby odbiorca wiedział, kto za nim stoi i czyje interesy reprezentuje.
Według tłumaczenia pani Mikko, ta inicjatywa ma oddzielić wyraźnie te blogi, które reprezentują formalne grupy interesów, mające na celu promowania swoich przesłań.

Muszę powiedzieć, że jako liberał i człowiek miłujący wolność (i swobodę wypowiedzi) – przyjąłem z początku ten pomysł z wyraźnym sceptycyzmem. Dlaczego i dla jakich celów ktoś chce wiedzieć „kto za mną stoi”? Czy pisanie moje nie broni się samo, czy opinie, choć pod nickiem umieszczane, nie są wiarygodne? Od tego tylko krok do formalnych rejestracji, opłat, kontroli i specjalnych cookies służb specjalnych na moim blogu (choć pewnie google światowe już to załatwia…).

Z drugiej strony jednak blog w ciągu ostatnich kilku lat diametralnie zmienił swoją rolę. Nie jest to już tylko pamiętnik internetowy, ale strona, przy pomocy której załatwia się różnego rodzaju sprawy – w tym „interesy”. Interesy mogą być różne, polityczne, marketingowe, PR, czarny PR, reklama, lobbing… Ten pomysł jest jednak wart rozpatrzenia – i odrzucenia oczywiście.

Unia Europejska bierze się za sprawę dość delikatnie. Nie to co rząd szwedzki, który już wprowadził już regulacje prawne, kontrolujące pocztę i chaty internetowe. Wydaje się jednak, że Unia nie podejmie się tego rodzaju regulacji, bo byłaby to zbyt wysoka cena za chęć regulacji tego, co regulować, nawet w warunkach Chin Ludowych się nie daje.

Dwie uwagi natury bardziej osobistej;

Piszę w sieci bloga od 2 lat, pod swoim nickiem, ale jednocześnie uważam, że odpowiedzialność za słowo i opinie nakłada na mnie obowiązek, aby w wypadkach szczególnych ujawniać swoje dane. Dlatego na przykład na tych polskich portalach, na których prowadzę swoje blogi, ich admini znają moje dane personalne – a nawet twarz. I przyznam się, nikt do tej pory nie zdradził osobom pokątnym mojej tożsamości.

Jednym z powodów mojego prawie całkowitego wycofania się z Salonu 24 było to, że zauważyłem, że portal ten realizuje od dłuższego czasu nie zadania publicystyki niezależnej, lecz linię polityczną i medialną gazety, w której twórca portalu, Igor Janke pisze – czyli „Rzeczpospolitej”. Poza tym właśnie ten portal realizuje zadania polityczne także dla „Gazety Polskiej” oraz „Teologii Politycznej”. Na portalu pisze obecnie kilkunastu „wynajętych” dziennikarzy, którzy pod nickami prowadzą klasyczny lobbing swoich wydawców. Koronnym tego dowodem był sieciowy marketing książki Bronisława Wildsteina, „Dolina nicości”.

Dodatkowo zauważyłem, że Salon24 jest hostingowany na tej samej platformie, co inne wydawnictwa „Presspubliki”… Czy w związku z tym nagłówek „Niezależne forum publicystów” nie jest nadużyciem?!

Azrael

Trzech kumpli

Obejrzałem oczywiście film autorstwa pp. Stankiewicz i Ferens, po tytułem „Trzech kumpli”. Każdy powinien go obejrzeć, ponieważ jest om rzeczywiście wyjątkowy.

Wstrzymałem się chwilę przed jego oceną, tak aby zobaczyć, jak jest on odbierany przez różne środowiska i jak jest interpretowany. I jak zwykle – „nie rozczarowałem się” – standardy interpretacyjne są dokładnie takie, jakich oczekiwałem.

Film jest znakomity realizatorsko. Kolaż oryginalnych zdjęć, dogrywek, wywiadów z ukrytymi kamerami, wypowiedzi uczestników tamtych czasów – jest zmontowany doskonale, i jednocześnie dynamicznie i dobrze narracyjnie. Ma rację Wildstein – doskonale oddaje atmosferę tamtych czasów, nastrój Krakowa i życie studenckie. Oczywiście – nie o życie żaków w nim chodzi. Siłą filmu jest to, że autorkom udało się dotrzeć po raz pierwszy, do esbeków i ukazać ich wypowiedzi – szczere, otwarte. Po raz pierwszy w tego rodzaju materiale mamy wypowiedzi obydwu stron.

Continue Reading →

Małe Guantanamo, a łamanie praw człowieka*

Otrzymaliśmy kolejną informację, że w Polsce (w stacji polskich służb specjalnych nieopodal lotniska w Szymanach), amerykańska agencja, CIA, przetrzymywała przez wiele miesięcy najgroźniejszych członków grup terrorystycznych związanych z Al- Kaidą. „New York Times” pisze między innymi o Chalid Szejku Mohammedzie i o Abu Zubajdii. Polskę wybrano, ponieważ nasz kraj nie ma związków kulturowych i religijnych z Al- Kaidą, co było gwarancją bezpieczeństwa.
NYT dodaje do tego jeszcze opinię dyrektora tajnych operacji w CIA, Jamesa L.Pavitta, który miał określić Polskę mianem 51. stanu USA…
Oczywiście – polscy politycy i komentatorzy twierdzą, że istnienie tajnych więzień było „wykluczone”. Twardo idą w „zaparte”, pomimo, że już nie tylko określany jako „oszołom” szwajcarski senator, Dick Martin tak twierdzi, ale również raporty komisji Parlamentu Europejskiego mówią wyraźnie, że istnieją przesłanki ku temu, aby twierdzić, że Polska udostępniła swoje terytorium do działań niezgodnych z prawem – także unijnym.

2. maja tego roku telewizja TVN nadała film, o tajnych więzieniach CIA na terenie krajów Unii Europejskiej – także Polski. Film był doskonale zrobiony – logicznie pokazywał metodologię działania systemu wiezień i tak zwanego „Guantanamo Express”, czyli flotylli samolotów CIA, które służyły jako transport więźniów po praktycznie całym Świecie. Nie rozdrabniał się na wiele wątków, lecz poprzez logiczne, precyzyjne pokazywanie wątków i mechanizmów pokazał cały scenariusz nielegalnych działań.

Continue Reading →

Prawda może być kłamstwem

Ciężar dyskusji na temat książki o Lechu Wałęsie, autorstwa pary Cenckiewicz – Gontarczyk przesuwa się powoli z postaci byłego prezydenta na sprawy szersze – i ważniejsze nawet z punktu widzenia zrozumienia przeszłości.

Zwolennicy pracy twierdzą, że jej autorzy dopełnili staranności naukowej, że pozycja opracowana jest rzetelnie, doświadczenie archiwistyczne autorów, znajomość procedur, jakie panowały w służbach PRL – gwarantują, że informacje tam zawarte są PRAWDZIWE I WIARYGODNE. Ci sami zwolennicy milczeniem pomijają z kolei te informacje, że te materiały są kopiami. Że jak do tej pory nie natrafiono na oryginały dokumentacji (nie mówiąc już o odręcznych notatkach Wałęsy), nie ma również w archiwach mikrofilmów. Dlatego też trwa usilnie poszukiwanie „złotego strzału”, dokumentu, lub oświadczenia samego Lech Wałęsy, które by potwierdziło jego świadomą i gorliwą współpracę z SB. Ostatnio wypłynęła sprawa taśmy, jak miała być nagrana na jednym ze spotkań Wolnych Związków Zawodowych, na którym Lech Wałęsa miał się przyznać do współpracy. Okazuje się, że dowody, czyli stenogram tej taśmy, a także jej depozytariusz, Bogdan Borusewicz – zaprzeczają, że tego rodzaju oświadczenie zostało przez Wałęsę złożone.

Continue Reading →

Pytania o prawdę

Pole dyskusji na temat książki wydanej przez IPN, autorstwa Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. Czy „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” już dawno wykroczyło poza samą postać byłego prezydenta i przywódcy „Solidarności”.

Trzeba sobie to dość wyraźnie powiedzieć – fakt uwikłania Lecha Wałęsy we współpracę z SB w latach ’70 miał miejsce. Nie wiemy jednak w dalszym ciągu, jakie są tego kulisy, jakie przesłanki – a najprawdopodobniej jakie naciski i szantaż zmusiły Wałęsę do podjęcie współpracy.

Jest również drugi okres działalności Lecha Wałęsy, pośrednio związany ze współpraca z SB – to czas jego prezydentury, kiedy mając dostępo do archiwów byłej SB – usunął on, lub ludzie z nim związani część dokumentów. Było to w okresie, kiedy już trwała walka polityczna w łonie byłych działaczy opozycyjnych. To również wymaga wyjaśnienia, naświetlenia tej sprawy ze strony Lecha Wałęsy.

Słychać już, że na książkę Cenckiewicza i Gontarczyka będzie odpowiedz ze strony środowiska Lecha Wałęsy. Mam nadzieję, że nie będzie to jednak apologia i próba zanegowania tego, co jest bezsporne w książce – czyli materiałów źródłowych.

Lech Wałęsa musi udowodnić, że to, co się działo w latach ’70 ubiegłego wieku, nie miało negatywnego wpływu na jego działalność w trakcie strajków sierpniowych, w latach ’80, w trakcie jego prezydentury. Niestety, ten obowiązek spoczywa na nim. Przestrzegałbym również byłego prezydenta we wchodzenie w bezpośrednie polemiki ze swoimi przeciwnikami, szczególnie z tego rodzaju ludźmi, jak Gwiazdowie, czy Wyszkowski. Nic mu to nie przyniesie dobrego.

Sprawa Lecha Wałęsy, jego osobiste przewiny i tryumfy – to jedno. Drugą sprawą, o wiele ważniejszą, jest problem tego, do czego cała ta sprawa ma służyć.

Igor Janke w „Rzeczpospolitej”, w polemice z profesorem Friszke, twierdzi płaczliwie, że on, jako dziecko stanu wojennego, chciałby wiedzieć wszystko, całą prawdę o tym, co w tamtych czasach się działo. Nie piszę tylko, o jaką to prawdę chodzi. Czy o prawdę, spisaną przez uczestników tamtych doświadczeń, z pełnymi świadectwami i niuansami tamtych czasów, czy może o prawdę, spisaną z teczek ubeckich? Bo książka Cenckiewicza i Gontarczyka to raczej jest właśnie ta druga prawda – prawda, gdzie teczki mówią, a autorzy tylko dodają swoją interpretację.

Historia tamtego okresu, jak na razie, na użytek doraźny, polityczny, pisana jest w formie paszkwili – albo hagiografii. Czym innym jest wywiad Lech Kaczyńskiego, jakiego udzielił dla „Rzeczpospolitej”, gdzie mówi o swojej działalności na Wybrzeżu, jak nie próbą budowania nowej legendy opozycyjnej?

Książka IPN podzieliła Polskę na nowo, i to w wielu płaszczyznach. Politycznie jedna strona zarzuca drugiej polityczne wykorzystanie książki i samego Lecha Wałęsy do rozgrywek politycznych. Z drugiej strony zwolennicy spiskowych teorii budują na bazie indywidualnej sprawy byłego przywódcy „Solidarności”, szeroką teorię esbeckiego układu, który jakoby doprowadził do Okrągłego Stołu, następnie się „utrwalił” i ostatecznie opanował III Rzeczpospolitą.

Jest jeszcze wiele spraw cząstkowych, takich, jak choćby rola i miejsce IPN w państwie, opisanie rzetelne i kompletne całej opozycji demokratycznej, roli mediów w całej sprawie tej książki. Są również inne sprawy do wyjaśnienia w historii najnowszej Polski, takie jak śmierć księdza Popiełuszki, śmierć Pyjasa, czy udział agentury w życiu Kościoła Katolickiego. W tym wpływ SB na otoczenie Karola Wojtyły.

Problem samoświadomości Polaków, zrozumienia i prawidłowej oceny minionego półwiecza – jest ważny. Tylko, że dopóki jest to obiektem takich manipulacji i wykorzystywania do działalności politycznej – prawda nigdy nie będzie jedna…

Azrael

Czego się jutro nie dowiemy?

Żadna książka nie miała w Polsce takiego publicity, takiej reklamy. I o żadnej nie dyskutowano tak ostro i bezkompromisowo, jak o pozycji Instytutu Pamięci Narodowej, o Lechu Wałęsie.

Ale fakt – noblista, legendarny przywódca „Solidarności” – warty jest aż takiej „mszy”. Szkoda tylko, że pierwsze opracowanie instytucji, która powinna właśnie dbać o PAMIĘĆ jest po prostu paszkwilem. Paszkwilem, w którym ograniczono życie i działalność Wałęsy do materiałów (kopii materiałów) z SB, gdzie wszystkie wątpliwości są interpretowane na niekorzyść byłego prezydenta. A na pewno nie dowiemy się, jak było naprawdę i jak wyglądało życie człowieka, który przez 20 lat działał, żył pod presją, przymusem, inwigilacją, czasem w sytuacji bezpośredniego, fizycznego zagrożenia egzystencji.

Wiele już napisano na temat autorów tej pozycji, Sławomirze Cenckiewiczu i Piotrze Gontarczyku. Obydwaj to usłużni funkcjonariusze jedynie słusznej prawdy, od lat szczenięcych działający w ruchu „patriotycznym”, gdzie wartości „narodowe”, z tego prawdziwego korzenia endeckiego – były najważniejsze. Ich mentalność, jako żywo przypominająca mentalność czerwonogwardzistów Mao z czasów Rewolucji Kulturalnej – zaprowadziła ich do IPN, gdzie dano im dostęp do narzędzi i pieniądze – oraz błogosławieństwo. Ich wierność zasadom jest tak głęboka, że jeden z nich zlustrował dziadka i swego najbliższego przyjaciela – drugi napisał pracę doktorską o Polskiej Partii Robotniczej tak dobrą, że nie chciano jej bronić na historii – i Gontarczyk musiał jej bronić na politologii. Jak słyszę określenie „historycy” wobec tych panów – to ogarnia mnie pusty śmiech – choć to co sprokurowali – do śmiechu nie skłania.

Zjednoczone siły gazet i portali „patriotycznych”, wspomagane przez TVP – osiągnęły jednak tylko sukces połowiczny. Książka będzie się sprzedawała doskonale – ale nie wpłynęło to na opinię społeczeństwa o Lechu Wałęsie i jego roli w historii najnowszej Polski. Polacy Lechowi ewentualne uwikłanie Wałęsy wybaczą – ale tym, którzy go opluwają – nie.

Jednoznaczna rola IPN i jego szefa, Janusza Kurtyki, zostanie oceniona i doceniona przez posłów. Instytucja, która rozrosła się do olbrzymich rozmiarów i która chce być siłą sprawczą polskiej sceny politycznej – bo wszyscy już zdają sobie sprawę, że nie o Wałęsę tu chodzi – lecz o napisanie historii polskiej opozycji i transformacji na nowo – będzie poddana, i to już w tym roku, przy planowaniu budżetu – znacznym restrykcjom. Nie jest winą setek ludzi w tej instytucji, którzy prowadzą zadania edukacyjne i czysto archiwizacyjne, że pion śledczy i pion lustracyjny jest obsadzony ludźmi, którzy mają „misję”. Misję zleconą przez polityków, którzy nie przestali snuć mrzonek o IV RP.

Jak zwykle w tej sprawie, głównymi zainteresowanymi w podżeganiu dyskusji są dziennikarze. Tym razem linia podziału jest prosta – „media patriotyczne”, kontra „Gazeta Wyborcza”. Ilość inwektyw i odniesień, jakie się z „Rzepy” pod adresem Adama Michnika i jego dziennikarzy wylewa z piór Wildsteina, Ziemkiewicza, Rybińskiego – przerasta jakąkolwiek dotychczasową ilość. Panowie dziennikarze, bez opluwania nie potrafią żyć. Podobnie zresztą jest na przybudówce internetowej „Rzeczpospolitej” – Salonie24. Tam z kolei brylują dziennikarze i blogerzy związani z „Gazetą Polską”.

Dziennikarstwo „niezależne” jest w pełnym rozkwicie.

Azrael

Czytanki (nie)oszołomów 2008 – 06 – 21

Kilka miesięcy temu Europa I Polska żyły sprawą niepodległości Kosowa. Opowiadałem się, może nie znając wszystkich szczegółów i niuansów sytuacji w tamtym regionie, za niepodległością tej byłej już prowincji Serbii.

Oto materiał, podesłany i przetłumaczony przez jednego ze stałych czytelników i komentatorów mojego bloga – Piotra Chmielarza. Warto się zapoznać z tą opinią, pisaną przez przeciwnika niepodległości Kosowa – bo jest dobrze udokumentowana I rzucona na szerszy kontekst.

Myślę, że Kosowo JUŻ jest wolnym państwem – zostało to ostatnio potwierdzone podpisaniem ustawy konstytucyjnej.

Azrael

————————————————————————————————————————-

Continue Reading →

Lobotomia katolicka

Dobrze, że istnieje wolność słowa, że mamy demokrację, internet i możliwość swobodnej wypowiedzi. Dzięki temu istnieją w sieci takie miejsca, w których niczym nie skrępowane wypowiedzi pozwalają na obnażenie prawdziwych i skrywanych ciągot i prawideł postępowania, ku jakim dążą wybrane środowiska katolickie.

Pisałem kilka dni temu, że w Polsce mamy do czynienia z utajnioną wojną religijną, że środowiska fundamentalistów katolickich dążą do zawłaszczenia już nie tylko umysłami ludzi, lecz również przenikają do struktur państwa – lub starają się wywierać nacisk „moralny” na instytucje państwowe.
Działanie to uwidoczniło się w sprawie „Agaty” i aborcji jej płodu, gdzie dopiero determinacja matki i monitoring mediów pozwolił dziewczynie skorzystać z przysługujących jej praw.
Nie koniec jednak; Okazuje się, że hunwejbini katoliccy broni nie złożyli. Na Forum Frondy (skądinąd ciekawego pisma) pojawiła się kopia listu, wystosowanego do biskupa radomskiego, Zygmunta Zimowskiego, wzywającego do zbadania czy minister Ewy Kopacz nie popełniła przestępstwa prawno – kanonicznego. Autorzy listu wskazują, że Ewa Kopacz, wskazując „Agacie” szpital, w którym ta mogła dokonać aborcji, złamała kanon 1329 §2, Kodeksu Prawa Kanonicznego, co skutkuje ekskomuniką – dla niej, jako wspólnika aborcji. Dziewczynka, zgodnie z kanonem 1398 KPK – jest ekskomunikowana automatycznie.

Sprawa ma wymiar poważny, i nie incydentalny. Nie tylko z punktu wiedzenia pojmowania obowiązków i posłuszeństwa katolików wobec wiary, ale również tego, co obywatel, a zawężając to – urzędnik państwa – katolik – powinien uczynić, kiedy zachodzi – uwaga! – według kanonów Kościoła Katolickiego – konflikt sumienia.

Wątpliwości nie ma redaktor Tomasz Terlikowski, który w komentarzu do tej sytuacji pisze;

Jej publiczne deklarowanie (a minister Kopacz czyniła to wielokrotnie) zobowiązuje do konkretnych wyborów, działań i decyzji, a także do świadomości, że – nawet gdy wypełnia się rolę urzędnika państwowego – to działać trzeba w zgodzie z nauczaniem katolickim i sumieniem, a nie suchymi zapisami prawa.

Sprawa jest jasna – sumienie minister Kopacza – i wszystkich katolików – nie jest sumieniem własnym, lecz sumieniem, które podlega kanonowi nauczania katolickiego. Jeżeli pojawi się w związku z tym sytuacja, że na szali stanie zagrożenie życia kobiety, w wyniku ciąży, to KATOLICKIE SUMIENIE każe je poświęcić dla dobra doktryny, narzuconej przez KK. Tak właśnie się realizuje wolność sumienia i wolność wyboru według katolików.

Oczywiście, w tym wypadku sprawa ma jeszcze wymiar dodatkowy – według Terlikowskiego, urzędnik państwowy, kiedy zachodzi konflikt pomiędzy KATOLICKIM SUMIENIEM a prawem, czyli – państwem – powinien złamać prawo…

Terlikowski, jak każdy doktryner, który obciął sobie prawo do samodzielnego myślenia – stawia prymat zapisów Kościoła Katolickiego ponad prawo państwa. Jednym słowem – ponad dobro państwa i jego społeczeństwa.

To, że dokrynerscy katolicy, służący Kościołowi, bez zastrzeżeń, nie kierują się dobrem współobywateli – jest wiadome od dawna. Ale po tej sprawie widać, że chętnie by taką moralną lobotomię, obcięci zdolności myślenia kategoriami państwa i współobywateli – wprowadzili jako obowiązujące przepisy prawa.

Szantaż pseudo moralny, jaki chcą wprowadzić katoliccy konserwatyści w Polsce obróci się przeciwko nim.
Tylko, że nie wiadomo, czy następnym razem, przy podobnej sytuacji, gdy tak zwani obrońcy życia poczętego nie wywrą nacisku, aby utrzymać ciążę pozamaciczną – nie skończy się to tragedią.

Katoliccy hunwejbini widzą tylko jedną stronę – stronę fanatycznego posłuszeństwa instytucji Kościoła Katolickiego – reszta się nie liczy. Przede wszystkim – nie liczy się człowiek.

Azrael

Brzydkie słowo – establishment

Od samego początku, od kiedy stało się jasne, że książka o Lechu Wałęsie ujrzy światło dzienne, odbierano ją, pomimo usilnych starań jej zwolenników, jako atak nie tylko na przywódcę „Solidarności”. Biorąc pod uwagę nazwiska i funkcje, poza naukowe jej autorów – spodziewano się, że na interpretacji faktów, dokumentów nie poprzestaną. I zgadza się to całkowicie.
Osnową materiału książki są dokumenty SB (a raczej ich kopie) z lat ’70, oraz różnego rodzaju katalogi. I oczywiście – bezkrytycznie analizowane. A raczej – nie analizowane, lecz będące składnikiem aktu oskarżenia.

Daje się również zauważyć w niej nierównowagę, polegającą na tym, że dobrze i szeroko potraktowane są czasy pierwszej połowy lat ’70, domniemanej współpracy Lecha Wałęsy ze służbą SB, dużo słabiej czasy wybuchu „Solidarności” i lat ’80 – i następnie znów autorzy skupiają się na latach prezydentury Wałęsy. Dlaczego?

To proste; Cała książka jest po prostu jednym aktem oskarżenia, skierowanym nie tylko wobec Lecha Wałęsy, ale głównie w stronę Okrągłego Stołu i III RP. Mechanizm, a właściwie manipulacja jest prosta; Uwikłany Lech Wałęsa miał doprowadzić do obrad i „układu” strony komunistycznej z koncesjonowaną opozycją, a potwierdzeniem tego jest obalenie „pierwszego patriotycznego rządu” Jana Olszewskiego.
Ktoś może powiedzieć – to uproszczenie i trywializacja książki. Tak, ale w marketingu politycznym nie chodzi o skomplikowane przekazanie treści, lecz o trafienie do odbiorcy jak najłatwiejszymi metodami, łatwymi sygnałami.

Prawo i Sprawiedliwość, Jarosław Kaczyński do perfekcji opanowali ten schemat;
Dziś, jak zwykle w nagranym wcześniej i zmontowanym wywiadzie dla porannych „Sygnałów Dnia” Jarosław Kaczyński powiedział;

Ci ludzie, którzy dzisiaj są na pierwszej linii obrony [Wałęsy], przynajmniej niektórzy z nich, od czci i wiary odsądzali Wałęsę w 90–91 roku. Z tym, że raczej w dziewięćdziesiątym, jak już został prezydentem, to im troszkę przeszło. To zresztą bardzo charakterystyczne dla tej grupy. Natomiast to wskazuje, o co naprawdę chodzi i to jest tutaj najistotniejsze. Chodzi o obronę establishmentu, o obronę sytuacji społecznej w tych wyższych częściach hierarchii społecznej, na wyższych piętrach hierarchii społecznej, sytuację ukształtowaną w ciągu ostatnich kilkunastu lat, sytuację, której jedną z podstaw jest kłamstwo, kłamstwo takie można powiedzieć radykalne kłamstwo, które odrzuca rzeczywistość i tę sprzed 89 roku w jej prawdziwym kształcie, jak i tę rzeczywistość po roku 89. I ta książka jest ciosem w ten obraz, obraz, który służy establishmentowi i stąd ta wściekła obrona.

I to wskazuje, jak, kto i dla jakich celów wykorzysta sobie tą pozycję.

Andrzej Celiński w jednym z porannych wywiadów radiowych powiedział, że nawet nie chce mu się myśleć o tym, że cała ta hucpa jest implikowana zamówieniem politycznym środowiska Kaczyńskich. Ale jak słucha ludzi z tego kręgu, takich jak Gosiewski, to mu się chce rzygać.

Wyjątkowo te nieeleganckie słowa pasują do sytuacji. Rzeczywiście – za książką o Wałęsie stoją pokraczni, mali mentalnie i miałcy intelektualnie ludzie. Dla nich odzyskanie przez Polskę suwerenności, bezkrwawy przebieg transformacji, obalenie komunizmu nie ma znaczenia. Oni są PONIŻEJ tego.

Tak, do establishmentu i do zdolności sprawowania władzy, jak i do miejsca w historii trzeba dojrzeć. Oni nie mają na to szans.

Azrael

"Lech Wałęsa to TW "Bolek""

Właściwie nie trzeba już nawet stawiać cudzysłowu – Lech Wałęsa był w PEŁNI ŚWIADOMYM współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL, zarejestrowanym w grudniu 1970 roku i wyrejestrowanym w roku 1976…
Reszta się powoli przestaje liczyć. Tak to przynajmniej wygląda, jak się słucha wypowiedzi i opinii tych, dla których jest to wygodne.
Formacja atakująca Lecha Wałęsę ma kolosalną przewagę. Ma za sobą akta SB. Akta ubeckie, twórczo i przekonywająco wykorzystywane do sformułowania oskarżeń. Ma za sobą także media – media prawicowe, wspomagane przez telewizję publiczną. Wczorajszy film, spółki Braun/Kaczmarek, pod tytułem jednoznacznym nie pozostawia „żadnych wątpliwości”. Nie może pozostawiać – bo podobnie, jak to bywało w czasach komuny – prawda może być tylko jedna – w tym wypadku prawda oparta na teczkach i potwierdzona przez funkcjonariusza SB. Jest jeszcze robotnik, kolega Lecha Wałęsy z wydziału W-4 stoczni im. Lenina, który pamięta, co i kiedy mówił Wałęsie prawie 40 lat temu, a właściwie – pamięć odświeżyły mu… materiały IPN, które usłużnie podsunęli mu panowie Cenckiewicz i Gontarczyk. I on się oczywiście zgadza, zresztą w innych materiałach można znaleźć informacje, że robotnicy wydziału też to potwierdzają. Tylko Jerzy Borowczak, szef „S” w stoczni – mówi, że nie, on nie wierzy…

Continue Reading →

Przyczynek do historii – książka o Wałęsie

Jak można się było spodziewać – książka Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza już przed jej wydaniem zaczęła żyć niezależnie od treści w niej zawartych. Jest ona, a za nią jej bohater, Lech Wałęsa, obiektem nie tylko dyskusji i analiz – ale głównie manipulacji, mimowolnych i zamierzonych.

Książka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” będzie wydana już w poniedziałek (prawdopodobnie w nakładzie jednak większym, niż się jeszcze wczoraj wydawało – 4.000 egz.). Informacje, jakie przedstawiają media elektroniczne i papierowe, fragmenty książki, jej wstępne omówienia, oraz wypowiedzi jej autorów, oraz jednego z recenzentów – Andrzeja Zybertowicza – pozwalają na postawienie kilku tez.

Warto zauważyć, że informacje o tej pozycji pojawiają się w trzech gazetach – „Rzeczpospolitej”, tygodniku „Wprost” i tygodniku „Gazeta Polska”. Już po tym zestawie periodyków (osnowie medialnej wspomnianego przeze mnie wczoraj Salonu IV RP) widać, że promocja książki jest bardzo jasno i jednoznacznie zaplanowana, jako szersze działanie. I nie jest to tylko działanie promocyjne dla tej pracy – lecz działanie quasi polityczne. Nie ukrywa zresztą tego specjalnie Andrzej Zybertowicz, recenzent książki, który daje wyraźnie do zrozumienia, że pozycja spółki Cenckiewicz/Gontarczyk ma zadania przekraczające wymiar historiograficzny. Zybertowicz jednocześnie akcentuje naukowość tej pracy, jej solidne oparcie o dokumenty źródłowe i „rzetelność kwerendy”. I tu właśnie dochodzimy do pytania – czy to, że historycy IPN oparli się o dokumenty źródłowe SB, z zasobów Instytutu Pamięci Narodowej jest wystarczającą rękojmią, aby uznać tą pracę za dzieło naukowe?

Continue Reading →

"Bolek", czyli Salon IV RP w ataku*

No, zaczyna się. Zaczyna się finał polowania z nagonką, jaki jest prowadzony po cichu, a od kilku tygodni coraz głośniej. Polowania z nagonką na Lecha Wałęsę. A tak naprawdę – nie na samego legendarnego przywódcę „Solidarności”, lecz na cały „układ” (copyright by Andrzej Zybertowicz), który stworzył III Rzeczpospolitą.
Jeszcze jakiś czas temu mogło się wydawać, że rzeczywiście chodzi tu o wyjaśnienie wątpliwości.co do życiorysu pierwszego historycznego przywódcy “S” i że jest to próba oceny jego postawy, zarówno w okresie działalności opozycyjnej w czasach komunizmu, jak i po odzyskaniu przez Polskę pełnej niezależności – to teraz wiadomo, że opracowanie, wydane pod auspicjami Instytutu Pamięci Narodowej ma służyć atakowi na III Rzeczpospolitą i umowy Okrągłego Stołu. I nie chodzi tu o sprawy związane z tak zwanym mitem założycielskim III RP – lecz o przejęcie świadomości i pamięci społecznej. Walka idzie o to, aby ukazać dwadzieścia, bez mała, lat wolnej Polski, jako bękarta służb bezpieczeństwa i brudnej umowy, która nie daje moralnego mandatu obecnej władzy.

Coraz wyraźniej widać, że sprawa książki duetu historyków IPN, Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka jest tym, na co Salon IV RP czekał długo. I co stara się wykorzystać do maksimum.

Continue Reading →

Wojna ideologiczna z Kościołem?

Po wyborach październikowych 2007 roku wydawało się, że rządy Donalda Tuska i szybko przez niego stworzonej koalicji będą pozbawione jakichkolwiek konotacji ideologicznych. Że możemy się raczej spodziewać spokojnego okresu rządów, bardziej technokratycznego, bez napięć społecznych, a już bez konfliktów ideologicznych na pewno. Okazało się, że bardzo się w tej materii pomylono, ponieważ spór ideologiczny, a ściśle, spór pomiędzy Kościołem a państwem – i społeczeństwem – toczy się stale. Można śmiało napisać, że jego temperatura jest tak wysoka, jak nie była od ponad 10 lat.

Praktycznie od samego początku Kościół Katolicki jest w natarciu. Główne tematy sporu, to sprawa zapłodnień in vitro, religia w szkołach – a ostatnio najważniejsza sprawa, dla kobiet – kwestia ich prawa do aborcji. O tym później.

Continue Reading →