"Tadeusz" organizuje Ruch

Już od dłuższego czasu pisze się i mówi, że Tadeusz Rydzyk zamierza zorganizować własne siły polityczne, swoje polityczne „zbrojne ramię”. Ponoć pod jego auspicjami już w styczniu tego roku zostało zorganizowane w Łodzi spotkanie grupy inicjatywnej, mające powołać zręby nowej, katolicko – narodowej partii. Miałoby się to nazywać Ruch Narodowy i lokować się politycznie na prawo od Prawa i Sprawiedliwości. Na spotkaniu 13 stycznia obecni byli między innymi Urszula Krupa – prawa ręka Rydzyka w Parlamencie Europejskim, a także Dariusz Grabowski, Bogdan Pęk i inni.

I słowo stało się ciałem. W niedzielę już oficjalnie ogłoszono powstanie Ruch Przełomu Narodowego, pod kierownictwem Jerzego Roberta Nowaka. Ma to być na razie nie partia – tylko ruch społeczny, ale skądinąd wiadomo, że dla pozyskiwania funduszy i uniknięcia kontroli finansowania tego rodzaju działalności – taka formuła, przynajmniej na początku jest wielce wygodna. Organizacja zarejestrowana oficjalnie 10 czerwca, posiada 28-osobowy komitet założycielski, w kilkudziesięciu ośrodkach pełnomocnicy tworzą struktury terenowe. I ma to być organizacja dla milionów…

Tadeusz Rydzyk zmaterializował więc swoje ambicje polityczne, uznał, że tyle razy został już „zdradzony” przez Jarosława Kaczyńskiego – że nie może mu wierzyć, szczególnie jeżeli chodzi o zabezpieczenie jego interesów.

Continue Reading →

Partia Rosji się cieszy

Tytuł jest trochę przewrotny, ponieważ sam jestem zwolennikiem porozumienia pomiędzy Polską, a szerzej – Unią Europejską a Rosją, a jeszcze inaczej – zbudowania osi porozumienia politycznego pomiędzy Niemcami, Polską i właśnie Federacją Rosyjską. Tytuł jest odniesieniem do tego, jak polscy eurosceptycy cieszą się z wyniku referendum w Irlandii – a kto dzięki temu odnosi korzyści. Dodajmy – wyniku, który jest raczej odbiciem wewnętrznych problemów i sporów w tym jednym z najmniejszych państw wspólnoty – niż rzeczywistej negacji integracji.

Oczywiście, dla polskich przeciwników nie tylko samego Traktatu Lizbońskiego, sprawa referendum irlandzkiego musi się automatycznie przenosić na grunt całej Unii, a na stanowisko Polski w szczególności. Już pojawiają się opinie, i to z ust ministrów Kancelarii Prezydenta (Michał Kamiński), że oczywiście, Lech Kaczyński traktat podpisze, ale wcześniej należy sprawdzić, czy dokument, porozumienie, nie straciło znaczenia prawnego („Trzeba ustalić status prawny”[traktatu]). Tak jakby nie wiedział, że ten dokument jest umową międzynarodową, która JESZCZE nie została ratyfikowana przez jeden kraj – co nie oznacza jej wypowiedzenia. Ja przynajmniej nie słyszałem, aby rząd Irlandii z UE wystąpił i sam TL wypowiedział.

Continue Reading →

Kołtuny w szalikach, czyli polactwo

Sam jestem kibicem. Okazjonalnym coraz bardziej, ale jednak kibicem. Kibicuję zawsze lepszym, czasem Polakom. Nie traktuję kibicowania jako przeżycia duchowego, z odniesieniami kulturowymi i socjologicznymi, choć z racji młodzieńczych zainteresowań mitologią, czytałem „Dysk olimpijski” Parandowskiego, a i rzeczy Platona na temat sportu nie są mi obce. O fair play słyszałem i wiem, że powinno się to odnosić do wszystkiego, co ze sportem jest związane. Do kibiców też.

Mecz znany, Polska – Austria oglądałem, spokojnie, bo polska piłka nożna skończyła się dla mnie już dość dawno, dokładnie w szatni, w roku 1986, kiedy Boniek powiedział, że Polacy długo będą tęsknili do sukcesów, które były jego i jego kolegów autorstwa. Sprawdziło się w całej rozciągłości.
Oglądałem ten mecz spokojnie z tego też powodu, że w oczach miałem mecz Chorwatów z Niemcami, i jestem przekonany, że Polacy szans nie mają żadnych. Jeden piłkarz na poziomie, jedno objawienie in spe – reszta nędza. Saganowski, który gra ogony w II. ligowym klubie na Wyspach miał być zbawieniem… Tylko niepoprawni idioci i ci, co z piłki żyją – mogli mieć wątpliwości i nadzieje. Potem była znana scena z 92 minuty, z sędzią Webbem.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów 2008 – 06 – 14

Blogerzy w większości są raczej anonimowi. Poza tymi, którzy są dziennikarzami, politykami, piszącymi na tematy niekontrowersyjne, lub mają taką pozycję, że im wolno. Są jednak tacy, którzy piszą pod własnym nazwiskiem, jednocześnie nie stroniąc od tematów ostrych i pokazując odbiegające od polskiej „normy” poglądy.

Jednym z nich jest Tomek Łysakowski, młody, ale już dość znany socjolog. Wykładowca na SWPS, komentator, ateista. Zapewne czytelnikom mojego bloga znany – a jak nie – warty poznania.

Dziś jeden z jego artykułów, na temat, który w Polsce może wzbudzać furię w „zdrowej, katolickiej tkance narodu”.

——————————————————————————————————————-

Continue Reading →

Muzyka weekendowa – RHCP

Dziś poszedłem trochę na łatwiznę. Choć życie członków było co najmniej burzliwe, dla wielu tragiczne i nie łatwe.

Red Hot Chilli Peppers – grupa wspaniała, mająca tak naprawdę już 30 lat, bo główni i jedyni pozostali w zespole członkowie – Anthony Kiedis i Michael Balzary pierwszy zespół założyli w Los Angeles już w roku 1978.
Zespół miał wzloty i upadki, jego drogę znaczy heroinowy szlak i trupy. Ale muzyka broni się doskonale – a ostatni podwójny album – Stadium Arcadium – jest jednym z najlepszych.
Grają rock, klasyczny i z elementami funku.
Dla mnie pierwsza 10. w historii rocka – a na pewno przed znienawidzonym przeze mnie U2…

[youtube=watch?v=Tn28aGYytxs]

Oficjalna strona zespołu

Inne nagrania – na blogu video.

I miłego weekendu.

Azrael

Dlaczego Irlandia odrzuciła TL?

Wygląda na to, że Erie odrzuciło w referendum Traktat Lizboński — i zrobiło to dość zdecydowanie. Pytania, dlaczego tak się stało – i co dalej – są już stawiane.

Jeden z internautów napisał, że trzeba znać Irlandię. Że ten kraj, uchodzący w Europie za synonim sukcesu, nowoczesności i centrum nowych technologii – głównie przywiezionych z USA – to poza stolicą i kilkoma mniejszymi miastami nie specjalnie się różni od polskiego „interioru”, gdzie poza powiat i proboszcza na ambonie, nie wiele więcej widać i niewiele więcej się rozumie. I tu zachowawczość, napędzana zasiłkami z Dublina, plus hasła o złej Europie i o tym, że traktat ma przynieść konieczność małżeństw Patricka z Seanem – dała wyraźne sukcesy. Inni wskazują, że Irlandczycy, będąc przez stulecia po panowaniem Anglii, protestanckiej Anglii – zachowali postawę oblężonej katolickiej twierdzy, która się musi bronić przed złymi wpływami. Jeszcze inni piszą, że tak naprawdę wybór referendalny traktowany był jako plebiscyt – przeciwko lub za rządom partii Fianna Fail, według wielu nie wywiązuje się dobrze ze swojego zadania.

Pewnie wszystkie te spostrzeżenia i poglądy są po trochu prawdziwe. Jednak nie tu „leży pies pogrzebany”. Głównym powodem tak dużej liczby sceptyków, ludzi niechętnych Traktatowi Lizbońskiemu jest to, że nie jest on prawdziwy. Nie jest Traktat IDEĄ.

Napisany językiem biurokratycznym, niestrawnym, napuszonym – nie trafia nawet do czytelników wyrobionych i chętnych integracji Europy. Nie oddaje on prawdziwej idei, idei Zjednoczonej Europy, w przyszłości Federacji Europejskiej. Jego twórcy przestraszyli się tego, że słowo Konstytucja Europejska, która dla wielu właśnie oznacza traktat wspólnoty państw – zostanie odrzucona. I to jest najważniejszy problem – nie tylko dla Irlandii – ale dla całej Europy.

Można się boczyć na Irlandczyków, można im zarzucać chęć podkopania wspólnych fundamentów Unii Europejskiej – ale nie można im odmówić tego, że mieli prawo tak postąpić. Właśnie w myśl zasad całej wspólnoty, gdzie w dalszym ciągu najważniejszy jest głos obywatelski. Irlandczycy dość gremialnie poszli na referendum – i zdali egzamin demokratyczny.

Co dalej? Na pewno Irlandczykom należy przypomnieć, że sukces ich kraju jest głównie związany z ich uczestnictwem w Unii Europejskiej. Narody Europy muszą podjąć z tym krajem dialog. Na pewno Irlandia wybierając tą drogę – poniesie tego konsekwencje – które się przeniosą na recesję w tym kraju.

Ale oczywiście – najważniejszą sprawą pozostanie takie przebudowanie Traktatu Lizbońskiego – aby on został zrozumiany, wyjaśniony i pozbawiony tego wszystkiego, co od niego tak wielu odrzuca.

Prezydencję w Unii Europejskiej przejmuje Francja. Ma pół roku albo na to, aby przekonać Irlandię (przypominam, że wszystkie kraje powinny ratyfikować TL do końca tego roku) albo na nowo rozpocząć dyskusję, tak aby nowy traktat został opracowany i przyjęty w roku przyszłym.

Azrael

Irlandia – nic się nie stanie

Nerwowe przebieranie nogami, zagryzanie zębów, gdybanie, co się będzie działo, kiedy Irlandia nie przegłosuje w swoim referendum traktatowym, że przyjmuje go… niektórzy piszą, że dziś rozstrzygną się losy Traktatu Lizbońskiego.

Przyznam się, że wyjątkowo jakoś nie niepokoję się tą sprawą i uważam, że los Traktatu Reformującego (TR) nie leży wcale w rękach Irlandczyków. Więcej – uważam, że głosowanie przeciw – da równe korzyści niż za.

Karkołomne myślenie? Nie – pragmatyczne.

Continue Reading →

Totalitaryzm katolicki

Sprawa gimnazjalistki z Lublina, Agaty, rozpala polskie media i internet od kilku dni. To co się w nich dzieje, ma się nijak do sprawy Alicji Tysiąc, czy łomżynianki, która również nie otrzymała zgodny i możliwość usunięcia ciąży z powodu bardzo prawdopodobnej (potwierdzonej) wady genetycznej płodu. Czy tylko chodzi tu o to, że jest to sprawa tak młodej osoby, czy jest to sprawa, że mamy do czynienia z gwałtem, czy może chodzi o coś innego?

I tamte sprawy, jak również sprawa Agaty – są sprawami, które można zakwalifikować jako sprawy z jednego zakresu – prawa do przerwania ciąży z ważnych powodów społecznych. Bo czyż zdrowie, zagrożenie życia, nie jest powodem społecznym? Jest oczywiście.

Cała sprawa ma inny wymiar. Stała się ona polem bitwy dotyczącej nie tego, czy prawo w Polsce ma być przestrzegane – po wszystko wskazuje, że i Agata i jej matka mają pełne prawo do swojej decyzji – lecz na ile organizacje zwące się „pro life” mają prawo łamać to prawo, wywierając wpływ na niezależnego obywatela, na organy państwa, na służbę zdrowia. Na ile, reasumując, Kościół Katolicki, który stoi za tymi organizacjami, ma wpływ na życie prywatne obywatela, na organy porządku publicznego i na państwo jako całość.

Continue Reading →

4 czerwca – zwycięstwo demokracji

Ten dzień jest mi bliski… głównie dzięki nowoczesnym technikom komunikacji, internetowi, Wiki i systemowi blogowemu. Sam osobiście nie widzę tej dacie nic magicznego, będąc zawsze niezależny od różnych wpływów – dla mnie to był tylko pewien etap rozwoju państwa.

Dzień 4 czerwca 1989 roku nie był końcem komunizmu, jak by to chciała widzieć egzaltowana aktorka, był tylko zwieńczeniem procesu społecznego, gdzie układ rządzących, niekoniecznie ideowych komunistów, stwierdził, że nie da się dalej trzymać kraju na pustych butlach tlenowych i trzeba się podzielić władzą. A że społeczeństwo okazało się inteligentniejsze niż aparat – skończyło się to tym, aż na pierwszym posiedzeniu KC PZPR po wyborach panowała grobowa cisza…

Komunizm, czyli idea sprawiedliwości społecznej, zakończył się w Polsce w roku 1956, w dniu śmierci robotników Poznania. Potem był Gdańsk, Radom, Sierpień ’80, stan wojenny, Okrągły Stół – i to są daty ważne dla polskiej historii.

Dla innych, tych, dla których wszystko jest praktyką ich teorii spisku – 4 czerwca to dzień, w którym został obalony „najlepszy rząd porozbiorowy”, czyli rząd Jana Olszewskiego. To takie małe święto państwowe, które z czasem urośnie do dnia martyrologii byłego premiera i Antoniego Macierewicza. A w rzeczywistości – jest to dzień klęski nieudanego pomysłu lustracji, także dzień, w którym umarł system polityczny oparty o teorie spisku.

Continue Reading →

"Co robić?" Napieralskiego

Czas euforii po zwycięstwie szybko minie i nowy przewodniczący Sojuszy Lewicy Demokratycznej stanie przed nowymi zadaniami i wyzwaniami – i będzie musiał sobie zadać leninowskie „Co robić?”.

Napieralski zamieścił na swoim blogu, być może w spontanicznym akcie, wpis, w którym usiłuje odpowiedzieć na to pytanie. Oprócz zadań politycznych, czyli uzyskania pozycji drugiej siły politycznej w kraju -znajdujemy tam liczne, aż nazbyt liczne postulaty i zadania. Jest oczywiście o neutralności światopoglądowej, o programie socjalnym i ochronie ludzi pracy, o współpracy z rożnymi, marginalizowanymi i kontestującymi rzeczywistość XXI wieku środowiskami, jest o demokracji -i inne tego rodzaju hasła. Głównie zresztą właśnie hasła, ponieważ na temat PROGRAMU – nie znajdziemy tam wiele. Jednym konkretem, który Grzegorz Napieralski zamieszcza w tym swoim wpisie – jest sprawa obrony Kodeksu Pracy. Dalej znajdujemy znów hasła o obronie pamięci wszystkich, którzy walczyli o Polskę (?) oraz szerzej omówione sprawy walki o prawa kobiet – aborcja i zapłodnienia in vitro. Czyli – znany katalog tematów. I co ciekawe – nie ma tam już na gorąco tuż po wyborach powiedzianego zdania o wymówieniu konkordatu z Watykanem – za to znajdujemy słowa, że nowy szef SLD nie jest antyklerykałem. A to ni mniej, ni więcej oznacza, że jest… koniunkturalistą, czyli – politykiem z krwi i kości.

Wytłuszczone słowa we wpisie przewodniczącego Napieralskiego to „Nasz program to Polska, w której odnajdą się wszyscy – wolna jak dziś Hiszpania, zamożna jak Skandynawia”. Prawda jak ślicznie?! Tylko co to znaczy?

Czy Napieralskiego stać, w przeciwieństwie do Wojciecha Olejniczaka na autorski program swojej partii, czy jest intelektualnie przygotowany nie tylko doprowadzenia takiej machiny, ale również do podjęcia wysiłku zjednoczenia lewicy? Szczerze mówiąc – wątpię.

Mieczysław F. Rakowski, który pomimo ciężkiej choroby, jest aktywnym komentatorem życia politycznego, głównie lewicy, daje, jak zwykle, proste – ale jakże słuszne rady. Z pozycji prawdziwego guru, gdzie nie zawiła forma, lecz prosty, jasny, klarowny przekaz, stwierdza, że Napieralski przede wszystkim powinien się dużo uczyć, czytać, łączyć partię i zwalczać w niej koterie, nie słuchać potakiwaczy, ale słuchać mądrych rad. I przede wszystkim – jeżeli już chce się powoływać na Zapatero – to nie powinien zapominać o tradycjach polskiej lewicy.

Rakowski nie widzi szansy na podjęcie konstruktywnego dialogu z SDPL (ale o Polskiej Lewicy Leszka Millera nic nie mówi), jak również nie widzi dla SLD drogi we współpracy z organizacjami lewackimi. I co ciekawe – wyraźnie daje sygnał, że lewica XXI wieku musi koniecznie pracować nad nowymi formami języka i komunikacji. Jak by to nie zabrzmiało – jest to ukłon w stronę „Krytyki Politycznej”.

Grzegorz Napieralski stoi być może przed ostatnią szansą uratowania tej starej łajby, Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Dobrze by było, gdyby posłuchał właśnie rad ludzi trzeźwych i doświadczonych, którzy przepłynąwszy życie, widzą w dalszym ciągu wyraźnie i ostro horyzont. Może to ostatnia szansa na naukę.

Azrael

Podziękowanie za to, co mamy


Arcybiskup Kazimierz Nycz, z okazji ustanowionego dla Archidiecezji Warszawskiej Święta Dziękczynienia (nie mającego nic wspólnego z indykiem amerykańskim…) wspomniał w swojej homilii przed Świątynią Opatrzności w Wilanowie, że Polacy powinni dziękować za przełom roku 1989 – czyli za powołanie do życia III Rzeczpospolitej.

Pomijając merkantylną część tego nowego kościelnego święta, czyli zrzutę z mszalnych tac na poroniony pomysł kardynała Glempa – sprawa ma szerszy wymiar. Ten wymiar to pytanie, czy rzeczywiście Polacy mają za co dziękować – i czy otrzymali to co chcieli. Oczywiście – głównie pyta się o to prawica, która jest wiecznie niezadowolona.

Od zawsze, czyli od samego początku polskich przemian pojawiały się głosy, że to co Polacy i Polska otrzymali w roku 1989, czyli w wyniku Okrągłego Stołu – to nie było to, czego by można oczekiwać – a więcej – droga, na którą Polska weszła i konsekwentnie przez lat 17 kroczyła – prowadziła nas ku zagładzie. Na tej fali zresztą (i oczywiście – w wyniku katastrofy lewicy) do władzy w roku 2005 doszła „patriotyczna prawica”, pod postacią Prawa i Sprawiedliwości – a tak naprawdę – siły populizmu społecznego, podlane sosem endeckim, z programem socjalizmu w gospodarce.

Continue Reading →

Alternatywny świat Jarosława K.

To, że Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy żyją w świecie iluzji, spisków i negacji wszystkiego, co nie powstało w głowie Genialnego Stratega – to jest wiadome od dawna. Brak poczucia rzeczywistości i odbieranie tego, co się wokół dzieje, jako prostej ekstrapolacji spisku Okrągłego Stołu i wpływu michnikowszczyzny na Polskę, jest stałym, lejtmotywem wypowiedzi szefa PiS. Jest on w tych fobiach wspomagany nie tylko przez swoich współpracowników – ale również przez układ mediów, tak zwany Salon IV RP, składający się z „Rzeczpospolitej”, „Gazety Polskiej”, „Nowego Państwa”, portalu blogerskiego, kiedyś niezależnego, Salon24.pl i mediów publicznych.
Warto przeglądać te gazety, oglądać programy Sakiewicza, czy Ziemkiewicza, czytać „niezależnych” blogerów, mających swe biurka w redakcjach wspomnianych mediów – aby zrozumieć, że ten układ napędza sam siebie i karmi Kaczyńskiego wiedzą tajemną, którą on następnie filtruje przez swoje chore poglądy – i sprzedaje kłamstwa jako nowe teorie polityczne.

Continue Reading →

  • Facebook