Bezprzedmiotowy prezydent

Lech Kaczyński ma lepsze i gorsze okresy. Za najlepszy uważam ten, tuż po wyborach, w 2007 roku, kiedy prezydent się obraził na złe społeczeństwo które odsunęło jego brata od władzy i na okres niemal dwóch tygodni zamilkł. Im więcej Lecha Kaczyńskiego w mediach i na froncie politycznym – tym lepiej dla niego. Podobnie zresztą jest z jego bratem – każde jego wystąpienie, pomijając wrażenia estetyczne – to spadek notowań dla Prawa i Sprawiedliwości.

Decyzje i opinie Lecha Kaczyńskiego, rzadko kiedy są dobrze ocenianie, ostatnio jednak każde jego wystąpienie budziło kontrowersje. Wyjazd Anny Fotygi do USA w sytuacji, kiedy negocjacje wchodzą w fazę krytyczną, obrażanie części opozycji w trakcie wręczania odznaczeń w Pałacu Namiestnikowskim dla działaczy SKS i wydawnictwa podziemnego „NOWA”, wreszcie wypowiedzi na temat Lech Wałęsy, a przy okazji budowanie samemu sobie mitu pierwszoliniowego działacza „Solidarności” – po raz kolejny pokazują, jak małostkowym, ograniczonym i zadufanym człowiekiem jest Kaczyński.

Niestety, jeżeli jednak wyskoki Lecha Kaczyńskiego kosztują nas coraz więcej.
Kaczyński powiedział przedwczoraj, że „sprawa traktatu lizbońskiego jest teraz bezprzedmiotowa” i w związku z tym nie podpisze materiałów ratyfikacyjnych – przypomnijmy – uchwalonych przez parlament. I wczoraj jeszcze uzupełnił swoją wypowiedź o sformułowanie ie, że jego decyzja jest podyktowana solidarnością z ciemiężonymi przez UE Irlandczykami…

Polska faktycznie TL ratyfikowała, a głównym sprawczym tego sukcesu, na szczycie w Brukseli jest właśnie Lech Kaczyński. Jego podpis jest tak naprawdę czystą formalnością z punktu wiedzenia prawa – a z punktu widzenia naszych interesów – powinien być polskim akcentem pokazującym, że sprawy integracji i uczestnictwa w Europie są dla nas priorytetem. Polska decyzja nie ma nic wspólnego z vetem irlandzkim.
Tu oczywiście chodzi o inne sprawy – o to, aby wielki mąż stanu był znów w kręgu zainteresowania Europy, aby głowy państwa znów zechciały do niego zadzwonić i go łaskawie prosić, aby ten bębenek próżności został na nowo podbity. Także, aby Donald Tusk zrozumiał, że ON ma jeszcze coś do powiedzenia – nawet jeżeli nie jest to zbyt zgodne z polskimi interesami.

Lechowi Kaczyńskiemu roi się, że przejdzie do historii jaki prezydent, który stworzył nową jakość w polityce zagranicznej. Jednak ta jakość, opierająca się o resentymenty antyrosyjskie, o fałszywe diagnozy – prowadzi do budowy zamków na piasku, ja choćby w kwestii konsorcjum energetycznego, niezależnego od wpływów Rosji. To zamiast wzmacniać nasze bezpieczeństwo energetyczne – je w dłuższym okresie osłabi, choćby przez zablokowanie przez Rosję dostępu polskich rafinerii do złóż w Kazachstanie i Azerbejdżanie. Kaczyński powiedział w wywiadzie dla „Dziennika”, że „Trudno być krajem najsłabszym wśród silnych, do tego tak położonym. Dlatego często lepiej być najsilniejszym wśród słabszych”. Jest to myślenie kategoriami IXI wieku, a nie kategoriami integracji europejskiej.

Oczywiście wiemy, że cała ta sprawa ma wymiar wewnętrzny, jest skierowana na nową dyskusję wewnątrz Polski. To kolejna, jedna z wielu, odsłon walki politycznej jego brata, a nie sprawy interesu Polski.

Lech Kaczyński będzie musiał podpisać ratyfikację traktatu, ponieważ jest to tego zobligowany, jak wykonawca woli polskiego parlamentu. Ale po raz kolejny straty wizerunkowe są olbrzymie.

Azrael

Polacy są zmęczeni

Ten artykuł został wymuszony na mnie. Nie, nie postawiono mi ultimatum, że jakie nie napiszę na konkretny temat, to przestaną mnie czytać i porzucą dla innego blogera, czy, nie daj Panie B., dziennikarza mainstreamu. Moi czytelnicy, grupa elitarna (podlizuję się, co nie?!), stwierdzili, że miałkość dyskusji publicznej, narzuconej przez media, dla których news i afera są główną pożywką, jest dla nich nie do przyjęcia. Uważają, słusznie, że to co od dłuższego czasu jest nam podawane przez publikatory, z prawej, lewej i centrowej strony – nie wypełnia wymagań intelektualnych odbiorców. Że dyskusja publiczna jest po prostu zastępcza w stosunku do potrzeb społecznych, może nie wyrażanych wprost, ale odczuwanych.

I rzeczywiście – kiedy został powołany rząd Donalda Tuska, mieliśmy nadzieję, że dyskusje o sprawach przeszłości i rozliczeń, jakie nam serwowano przez poprzednie dwa lata, zostaną zastąpione dyskusją o przyszłości Polski, jej rozwoju cywilizacyjnym, modernizacji, problemach społecznych. Że rząd Tuska jest intelektualnie przygotowany do tego, bay podjąć się tego rodzaju dyskusji. I że jest gotowy do wyzwań. Nie wzięliśmy pod uwagę, że politycy polscy są przygotowani do SPRAWOWANIA władzy, a nie są przygotowani do formułowania celów, programów i projektów. I wbrew pozorom – nie jest to sytuacja wyjątkowa dla naszego kraju – bo wszędzie politycy, poza wielkim jednostkami, jak kanclerz Adenauer, prezydent de’Gaulle’a premier Margaret Thatcher – nie są predestynowani do wizjonerskich działań. A jak próbują, tak jak to czynił Jarosław Kaczyński – kończy się to farsą polityczną.

Continue Reading →

  • Facebook