
Za kilka dni pojawią się nowe zbiorcze sondaże popularności polityków, Sejmu, rządu. I w ciemno będzie można obstawiać, że notowania Lecha Kaczyńskiego skoczą na plus. O kilka, może nawet kilkanaście procent. Jest to wynikiem jego twardej retoryki wobec Rosji i jak jego zwolennicy twierdzą – nazywania rzeczy po imieniu. Co czarne, trzeba nazwać czarnym, co białe – ma być określone jako białe.
Oczywiście – białe to Gruzja i jej przywódca, czarne – Rosja i Władimir Putin. Role przez pana prezydenta zostały rozdzielona.
Lech Kaczyński wykorzystuje swoje 5, a może nawet 15 minut. Wywiady dla tv, prasy codziennej, tygodników. Coraz bardziej zdecydowane, coraz bardziej buńczuczne, Kaczyński gani i poucza. Gani Sarkozego, rząd Donalda Tuska. Wydaje mu się, że zaczyna tworzyć nową wartość nie tylko w polityce zagranicznej Polski, ale również wydaje mu się, że będzie nadawał nowy kierunek polityce europejskiej. Marzy mu się nowe rozdanie w polityce wschodniej, zbudowanie czegoś w rodzaju platformy porozumienia państw postsowieckich i Polski, jako przedmurza Unii Europejskiej. Nie da się ukryć, że „pomaga” mu w tym również Donald Tusk. Zgoda na ratyfikowanie porozumienia w sprawie tarczy antyrakietowej z USA, teraz, w obliczu kryzysu kaukaskiego, jest odczytywana nie tylko w Rosji, ale również w Unii Europejskiej jako przejaw strachu – i jako afront wobec instytucji bezpieczeństwa, głównie NATO.
Kaczyński prowadzi politykę infantylną. Politykę, w której własnoręcznie podbijany bębenek anty rosyjskości napędza Kaczyńskiego mocniej i jeszcze mocniej. Wydaje mu się, że jego jednowymiarowa retoryka zdobędzie poklask nie tylko wśród Polaków – ale również zmieni optykę patrzenia innych krajów na Rosję. Nic bardziej mylnego.




Najnowsze komentarze