
Jutrzejszy szczyt szefów państw Unii Europejskiej spotyka się „już” trzy tygodnie po wybuchu konfliktu gruzińskiego. Znamionuje to tylko to, jak członkowie tej w założeniu spójnej i sprawnej organizacji wolno dochodzą do wniosków i formułują wspólne, jednoznaczne zdanie, o ile oczywiście będą wstanie takie zdanie uzgodnić.
Na dzień przed szczytem wiadomo, że stanowiska poszczególnych państwa się znacznie od siebie różnią. Od ciepłego wręcz stanowiska wobec Rosji premiera Włoch, Silvio Berlusconiego, do zimnego, z postulatem sankcji gospodarczych, premiera Browna z Londynu. Cóż – Berlusconi to brat – łata premiera Putina – Brown to wypróbowany przyjaciel Stanów Zjednoczonych. Jednak głównie o interesy tu chodzi. Nie zapomnijmy, że rosyjski South Stream będzie zaopatrywał Włochy w gaz – a Nord Stream nie kończy się w Wielkiej Brytanii, a ropę Brytyjczycy mają z Morza Północnego albo od Norwegów.
Interesy Rosji są ściśle powiązane z Europą. Wprawdzie cała Unia importuje z Rosji niecałej 30% ropy i gazu – ale jej cała wschodnia ściana jest od rosyjskich dostaw już uzależniona. To jest poważny argument.




Najnowsze komentarze