
Wiele już napisano o procesie Wojciecha Jaruzelskiego – procesie politycznym. Jest ciekawe, ale osąd samego procesu wcale nie idzie po linii polityczno – ideologicznej, ale co raz częściej linią podziału jest świadomość tamtych czasów, wynikająca z wieku i doświadczeń, a także umiejętności racjonalnego zrozumienia uwarunkowań, w jakich działali wszyscy uczestnicy tamtych wydarzeń.
Z zasady omijam już w tej chwili opinie młodych hunwejbinów politycznych, takich, co mają 30 lat, są oczytani w literaturze ideologicznej swojej formacji, a wiedza od uczestników tamtych czasów jest najczęściej jednostronna. Bardziej mnie przekonuje opinia ludzi, z różnych stron barykady roku 1981, którzy potrafili się wznieść ponad podziały i zweryfikować poglądy na podstawie dyskusji i materiałów historycznych. Dyskusji, w której słucha się głosów adwersarzy.
Dlatego właśnie ludzie, którzy tamte czasy przeżyli świadomie, a w nowej Polsce potrafili się odnaleźć i czują się z nią związani, a także są wstanie zrozumieć motywacje ludzkie – wiedzą, że proces Jaruzelskiego ma charakter czysto polityczny, a akt oskarżenia, oparty o przepis kodeksu karnego, mówiący o kierowaniu związkiem zbrojnym, ma znamiona zemsty.
Wojciech Jaruzelski to doskonale zrozumiał, wie, że znalazł się na sali sądowej po to, aby dokonano na nim – a także na tych, którzy w 1989 roku zawarli z nim pakt społeczny dla nowej Polski – zemsty politycznej.
Proces Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego nie jest procesem, za którym stoi opozycja z lat 70 i 80 ubiegłego wieku, jak nie jest również procesem, który legitymuje majestat państwa. Jest to proces realizowany z inicjatywy wąskiej grupy politycznej, która obecnie ma swoje przyczółki w IPN i która wykorzystuje aparat tej instytucji dla własnych celów politycznych. Dziwne, że Platforma Obywatelska nie potrafi w tej sprawie zająć stanowiska racjonalnego i zdecydowanego.
Najważniejsze jest zrozumienie uwarunkowań i motywacji tamtych czasów. Jest zupełnie jasne, że jak napisał Stefan Chwin w doskonałej analizie ducha Polaków w 1981 roku, w artykule „Co byś zrobił 13 grudnia 1981 na miejscu Jaruzelskiego”, w weekendowym wydaniu „Gazety Wyborczej”;
Generał wprowadził stan wojenny najprawdopodobniej ze strachu o siebie i partyjną władzę, ale byłoby prawdziwą ironią losu, gdyby się kiedyś okazało, że to właśnie dzięki niemu wielu z nas nie leży dzisiaj z rosyjską kulą w głowie w zbiorowych grobach pod Warszawą, Gdańskiem, Kutnem czy Skierniewicami, że to właśnie dzięki niemu możemy sobie dzisiaj przy kawie pięknie podyskutować o tym, czy stan wojenny był zbrodnią, czy nie. Bo w 1981 r. do mordowania ludzi z opozycji antykomunistycznej szykowali się nie tylko przerażeni ubecy, którzy potem bez żadnych skrupułów zabili księdza Popiełuszkę, kadrowi oficerowie wojska i milicji. Do zabijania zbuntowanych Polaków szykowała się też bratnia armia NRD, która od sierpnia 1981 r. aż przebierała nogami z ochoty, by wejść do Polski i zrobić porządek z „polską anarchią”.
Doskonale pamiętam tamte dni, szczególnie wzrost napięcia społecznego, datujący się gdzieś mniej więcej od września 1981 roku. Wydaje się, że to co się stało 13 grudnia (abstrahując od tego, czy wojska radzieckie mogły, czy nie mogły wejść do Polski), było wyjściem zrozumiałym i, co więcej – akceptowanym przez różne siły politycznej – w tym również Kościół Katolicki. Joaquin Navarro-Valls, sekretarz stanu państwa Watykan, za czasów pontyfikatu Jana Pawła II, przypomina, że papież rozumiał motywację generała Jaruzelskiego. Warto również wspomnieć, że polski Kościół na jesieni przestrzegał działaczy „Solidarności” przed radykalnymi żądaniami.
Rada Porozumienia Narodowego, która miała koordynować porozumienia pomiędzy rządem, a działaczami związkowymi, już radykałom, takim, jak Jan Rulewski nie wystarczała. Andrzej Gwiazda wprost mówił o powołaniu alternatywnego rządu i administracji państwowej.
Warto przypomnieć, że na spotkaniu ostatniej szansy, jakie miało miejsce 4 listopada 1981 roku, w willi rządowej na Parkowej, Jaruzelski w rozmowie z Lechem Wałęsą oraz prymasem Józefem Glempem powiedział wyraźnie, że presja na niego, wywierana przez partyjny beton – a także przez Breżniewa – stawia go w sytuacji bez wyjścia. Również Lech Wałęsa był pod wpływem i pod presją radykałów, takich jak wspomniani Gwiazda i Rulewski.
Na spotkaniu tym uzgodniono powstanie grupy inicjatywnej, która miała doprowadzić do powstania wspomnianej RPN. Miała się ona składać z działaczy „S”, delegatów Episkopatu, oraz przedstawicieli rządu. Niestety, radykałowie „S” już nie chcieli doprowadzić do porozumienia. Widział to również prymas Józef Glemp, który jeszcze w listopadzie powiedział, że szefowie związku stracili moralne prawo do reprezentowania całej „S”.
Jaruzelski po 4 listopada był już pewien, że nie ma wyjścia innego, jak wprowadzić stan wyjątkowy.
Azrael




Wtedy 13 grudnia, jak i po nie nawidziłam Jaruzelskiego, powtarzałam za innymi , że bezprawnie wprowadził stan wojenny, że znajdujemy sie w stanie wojny Polsko-Jaruzelskiej i walczyłam jak potrafiłam z tym reżimem. Stan wojenny zmienił moje życie o 360 stopni i czasami zastanawiam się jakby to było gdyby stanu wojennego nie było, ale nie znajduje odpowiedzi.
Teraz po latach, kirdy stałam się osobą dojrzała, dorosłai potrafię samodzielnie myśleć i wysuwac wnioski, analizować, pytam się skro Zwiazek Radziecki interweniował w Czechosłowacji i na węgrzech, dlacego nie miałby zrobić tego samego u nas wtedy w Grudniu 81 roku?
Stan wojenny był złem, ale być może był złem koniecznym i rzeczywiście uchronił nas od rozlewu krwi? Proces JAruzelskiego i pozostałych członków WRON jest procesem czysto politycznej zemsty. Powtórzę za panią prof. Środą ” Czy sąd demokratycznego pańśtwa musi mścić się na tych starcach?” I dodam od siebie czy sąd RP powinien mscić się na tych starcach ?
No właśnie, czytam obu – Azraela i Matkę-Kurkę. Ale stwierdzam, że czasami zdarza się, że ci dwaj moi ulubieni „pisarze” diametralnie (czyli o 180 stopni) różnią się w niektórych tematach. Opracowania obu panów czytam z dużym zainteresowaniem, najczęściej ich poglądy są mi bliskie, zresztą obaj mają podobne poglądy. Niestety jest kilka dużych różnic, jak np. – „Stan Wojenny”, „Kukliński – bohater czy zdrajca” itp. Gdy obaj panowie prezentują przeciwstawne poglądy, to wtenczas jest mi, niestety, znacznie bliżej do Matki-Kurki. Tym razem też, zwłaszcza po lekturze artykułu „Wszyscy jesteśmy Jaruzelskimi, czyli jak Stefan Chwin przerobił nas na dziadków z Wehrmachtu” – uważam, że nie można zgodzić się z niemądrymi poglądami pana Chwina, bo rzeczywiście zaraz wszyscy zostaniemy Dziadkami z Wehrmachtu.
A tu jest link:
http://www.kontrowersje.net/node/364
Pani Środa-jak wielu krytycznych komentatorów sądu nieostatecznego nad Jaruzelskim-nie mija się z prawdą. Domaganie się pasiaków dla generała rajcuje paru przyszywanych partyzantów, bo widzą w tym zbawienie dla Polski. Której-można wyczytać miedzy wierszami. Tylko, że u podłoża tego aktu mściwości nie lży interes kraju, tylko racja bytu PiS-u.
Wystarczy zapoznać się z dziamdzianiem wpadającego w chorobę premierowską (syndrom lamusa), chorego na przypadłość prezydencką, opiniami bulterierów IV RP czy blogosferą made in Salon. Rewanżyzm stanowiący podstawę ich istnienia, podlany żółcią, powala.
Jakiś mściwy rewolucjonista pozbawiony partii Proletariat, paru pachołków tamtego systemu usiłujących odkupić winy obrzucaniem błotem dawnego idola, niedouczeni moraliści, których stan wojenny zmusił do zakończenia edukacji na szkole średniej, paru egzaltowanych Kordianów, poszukujących roli Hamletów i nieudawanych Stańczyków. Robią kariery pod pozorem odkrywania prawdy. A wszystko pływa w mazi tanich hasełek i populistycznej retoryce; rozliczenia przeszłości, sprawiedliwości dziejowej itp. dyrdymałek pseudoepigraficznych.
Zabawne, że u pokrzywdzonych smuta Jaruzelskiego-chociaż mają uzasadnione pretensje-dominują tony pojednawcze. Nie interesuje ich wyrównywanie rachunków krzywd tylko zadośćuczynienie prawdzie. Zadośćuczynienie w kategoriach historycznych nie kryminalnych.
Czym się skończy ta polityczna hucpa. Po Wielgusie, Wałęsie, Wolszczanie…zostało niewiele liter w alfabecie. Już widać pierwsze symptomy robienia przez populistów bokami. Y…mlask dziobem, y…kłap bezzębną paszczęką aż do szczękościsku, y…na tą literę nie ma nazwisk na liście czosnkowego.
Nawet bal na Gnojnej, omijanej w obawie o zarażenie się ptasimi odchodami, nie zmieni brzydkich kaczątek w piękne łabędzie.
@Flogiston.
Cenię zdanie wielu, byle własne. Nie pozbawiaj mnie proszę przyjemności cenienia Twojego.
Wiosna 81-wiosna 83 to mój pobór(9 pułk łączności). Byliśmy pierwszym poborem „solidarnościowym” . Kadra zawodowa raczej lekceważyła ten fakt(mieli słabe pojęcie o rzeczywistości cywilnej), za to nasi starsi służbą koledzy obrzucali nas różnymi wyrazami, gdyż często mieli wstrzymane przepustki i urlopy.
Na unitarce mieliśmy ankietę na temat stosunku do „Solidarności” i PZPR. Po wprowadzeniu stanu wojennego pojawiła się plotka o ankiecie wśród oficerów. Miano ich pytać o postawę w momencie wkroczenia wojsk:
-ZSRR -większość walczyłaby;
-NRD- prawie wszyscy walczyliby:
-CSRS-prawie wszyscy walczyliby.
Musieliśmy oglądać DTV. Po 13 grudnia na widok Jaruzelskiego i Urbana leciały w telewizor same przekleństwa. Dzisiaj nie wiem jak przeprosić Generała.
Kilka razy mieliśmy ankiety z pytaniem o celowośc wprowadzenia stanu wojennego. Pisałem,że wprowadzono go,aby ocalić władzę PZPR. Dzisiaj napisałbym to samo, ale wzbogacone o grożbę interwencji.
Latem 82 braliśmy udział w manewrach polsko-radzieckich. Z ich strony m.in.brała udział dywizja pancerna, która stacjonowała w lasach Białorusi. Przyszedł rozkaz,zwinęli obozowisko,wpław przeszli Niemen(jeden czołg z załogą podobno zatonął) i weszli do Polski. O tym ,że czołgi były na granicy wiedziało wielu mieszkańców wschodniej Polski,gdyż nasze rodziny mieszkały tuż za granicą.
Jakoś wszyscy zapominają o Pólnocnej Grupie Wojsk AR. Uwierzyli Kulikowowi,że ich zadaniem było porzeprowadzanie staruszków przez jezdnię.
@Abulafia
Mam własne zdanie, ale jeśli nie chcesz – możesz go nie cenić. Zupełnie przypadkiem, to moje zdanie, jest zgodne z poglądami Matki-Kurki, a całkiem przeciwne w stosunku do poglądu Azraela. Nie podaję tej wiadomości w formie napastliwej, choć Matka-Kurka pisze dość napastliwie. Nie twierdzę, że Jaruzela trzeba ukrzyżować, ale że pan Stefan Chwin zastosował relatywizm moralny pisząc swój artykuł w Wyborczej. Uważam, że każdy relatywizm moralny zasługuje na potępienie, niezależnie od tego, kto się nim posługuje: faszyści czy komuniści czy nawet kaczyści. Zresztą wszyscy wymienieni są siebie, poniekąd, warci.
Ja bylem wtedy w LWP jako starszy kapral podchorazy. Pialem o tym wielokrotnie na blogach. Rano pomagalem wynosic przez okno sprzet drukarski z Regionu Mazowsze. Wiecorem bylem w mundurze i mialem nabity karabin. Moim zdaniem, Chwin pieprzy. Dobrze napisany tekst sprawiajacy dobre wrazenie na niezorientowanych, ale mija sie z realiami.
Błagam AK, ty inteligentny człowiek jesteś, nie zmuszaj mnie żebym rzygał już fusbalem i Jaruzelem. Ile można? Coorva mać, mamy kryzys gospodarczy ante portas, przegrywamy wojnę z rakiem (patrz aktualny Newsweek), polityka energetyczne leży, a co jest z drogami, kolejami, szpitalami, szkołami to wy sami wiecie, zaś ja rozumiem. Rozdrapmy te prawdziwe, ropiejące rany zamiast kręcić się naokoło własnego ogona.
Narciarz 2 pisze :
„Chwin pieprzy, wieczorem bylem w mundurze i mialem nabity karabin”
Narciarzu, widzę że ty pieprzysz z tym nabitym karabinem. Ja też wtedy byłem w mundurze i dobrze pamietam że nikt z nas nie dostał ostrej aminicji.
Owszem mieliśmy karabinki AK47 ale bez tej amunicji kompletnie bezużyteczne. Z tego co wiem to ZOMO które patrolowało ulice było w takiej samej sytuacji.
Dlatego smiać mi się chce jak słyszę że po ogloszeniu stanu wojennego na ulice miast wyszły „uzbrojone po zęby” oddziały wojska i ZOMO.
W rzeczywistości to uzbrojenie miało charakter psychologiczny , na postrach o czym świadczy fakt że nigdy nie zostało użyte. Uprzedzając adwersarzy dodam że Wujek, Lubin i inne przypadki publicznego użycia broni to pojedyńcze ekscesy a nie powszechna norma.
Dodam tylko że w przypadku Lubina broni (krótkiej, nie „karabinów” ) użyli policjanci mający ją na swoim codziennym służbowym wyposażeniu , a w przypadku Wujka – pluton specjalny wprowadzony po kilkugodzinnych walkach między „uzbrojonymi po zęby” zomowcami wyposazonymi w w pałki i plastikowe tarcze , a „bezbronnymi” górnikami broniącymi się kilofami, siekierami i zaostrzonymi metalowymi prętami.
@Oposie, masz rację. ZOMO, czyli poborowi wcieleni do milicji – nie otrzymywali ostrej amunicji. Znam przypadek, gdy w jedej z siedzib ZOMO – służbę wartowniczą pełniono z AK-47 i pięcioma sztukami „ślepaków”. Mam powody przypuszczać, że była to norma na terenie kraju.
Nie wiem w jaką broń wyposażeni byli zomowcy. Wprowadzenie stanu wojennego zastało mnie za granicą w kraju na wskroś demokratycznym i miłującym pokój. Władze tego kraju przyjęły wprowadzenie stanu wojennego – podobnie jak władze wszystkich innych państw europejskich – z uczuciem niekłamanej ulgi jako posunięcie racjonalne. Temu uczuciu ulgi towarzyszyły werbalne deklaracje poparcia i wysłana paczka do Polski. Mnie i moim kolegom z Komitetu Obrony Solidarności nie mieściło się to wówczas najzwyczajniej w głowie. Odbieraliśmy to jako bezmiar zakłamania i kryptosympatię w stosunku do ewidentnej dyktatury.
Po upływie ćwierćwiecza i przedsmaku władzy oszalałych z nienawiści sympatyków macierewiczyzmu – muszę przyznać Jaruzelskiemu rację. Nie dało się inaczej.
@Telemach – czyli idąc konsekwentnie tą drogą – skoro Jaruzelski miał rację – to i Kiszczak jego „miecz” też miał rację – i cała masa innych generalów od Floriana Siwickiego, po Płatka, Ciastonia i Tuczapskiego – też nie powinni nigdy zasiąść na ławie oskarżonych -bez nich Jaruzelski nie mógłby „uratować” Polski. Jerzy Urban – jego usta w stanie wojennym też miał rację, gdy mówił prawdę o ekstremiźmie spod znaku Solidarności – o wywrotowych działaniach J. Kuronia, A. Michnika, L. Wałęsy etc, etc? Bo przecież nie sam mało znaczący Maciarewicz, czy nie wiem dlaczego tak demonizowany Rulewski, byli członkami Solidarności. Nie można przecież rehabilitować tylko generała, a już siedzących tuż obok generałów – wykonujących polecenia Jaruzelskiego, już nie – dlaczgo Azrael pisząc o procesie zawsze o nich zapomina?
Idąc konsekwentnie dalej – nie moralne wobec tego jest też karanie funkcjonariuszy SB, w tym członków plutonu ZOMO (tych co akurat mieli ostrą amunicję) – przecież oni tylko wykonywali rozkazy będące konsekwencją decyzji generała – którą uznałeś za jak najbardziej racjonalną i będącą błogoslawieństwem dla Polski. Wobec tego musimy także uznać, że cała propaganda z lat 1980 – 1989 władzy ludowej była prawdą – zaś członkowie i sympatycy Solidarności z dzisiejszej perspektywy jakby nie patrzeć to wichrzyciele rzucający, kłody pod nogi bohaterskiemu generałowi i podkreślmy to – jego ludziom, bez których generał sam nie byłby w stanie „uratować” Polski przed owym „nieszczęściem”.
Powoływanie sie na reakcję Zachodu – też jakoś mnie nie przekonuje. Ów zachód przyjmie każde dowole świństwo i zastosuje każdą hipokryzję w imię swego spokoju i dobrobytu – czemu tak wiele razy dał wyraz – co jest i było też naszym wielokrotnym doświadczeniem – a może naiwnością.
@Khair
dlaczego chcąc pomścić się na Jaruzelskim zatrzymujesz się w pół drogi? Przecież to Jałta i alianccy przywódcy oddali Polskę Rosji. Przecież Jaruzel „wykonywał” ich wolę.
Pozdrawiam
kk
@Khair
Napisz proszę, czego właściwie oczekiwałeś? Kolejnego Przegranego Powstania? Nie dość Ci polskich trupów przez ostatnie dwieście lat?
@khair: idąc konsekwentnie każdą drogą dojdziemy w końcu do jakiejś krawędzi, z której można spaść w przepaść paradoksu. I jest zupełnie nieistotne w jakim idziemy kierunku.
W przypadku gen.Jaruzelskiego (którego deptałem publicystycznie za rozmaite „zbrodnie” we wczesnych latach 80-tych) stwierdzam co następuje:
1. Wprowadzenie stanu wojennego jawi mi się – po zapoznaniu się z obywatelską dojrzałością mych rodaków w ostatnich 20 latach – jako mniejsze zło niż sądziłem w trakcie jego trwania. Mniejsze w porównaniu z alternatywnymi scenariuszami: interwencji, rzezi, wojny domowej, ewentualnej dyktatury ekstremistów z jednej badz drugiej strony barykady.
2. Szansa, że w 1989 roku było mozliwe to, co się stało w roku 1989 wydaje mi się obecnie nikla.
3. Nazywanie stanu wojennego wojna przeciw narodowi i aktem zbrodniczym wydaje mi sie – z perspektywy czasu – retoryczną przesada.
4. Nie pochwalajac zadnych dyktaur ani przewrotow musze stwierdzic ze z perspektywy czasu i przez porownanie z innymi podobnymi wypadkami, „zbrodnie stanu wojennego” to raczej wypadki przy pracy tam gdzie deeskalacja się nie udała niz zamierzone ludobojstwo.
Z perspektywy czasu jest mi smutno że eksperyment z lat 1980/81 został zdławiony, cieszę się jednak że Polakom zaoszczędzono Jugosławii, Burundi czy też innych jatek w tym rodzaju. A porozumienia okrągłego stołu są dla mnie czymś wyjątkowym w historii Polski: moi rodacy usiedli do stołu i dogadali się. Powinno się ten fakt święcić jako święto państwowe.
@telemachu – oczywiście szanuję Twoje dzisiejsze poglądy na sprawę stanu wojennego z dzisiejszej perspektywy. Pozwolę sobie jednak nie zgodzić się z częścią twojego postu dlatego przedstawię moje przemyślenia – mam nadzieję, że chociaż z częścią z nich się zgodzisz. Za pewnik dziś niektórzy biorą, że groziła nam wojna domowa albo o najmniej interwencja demoludów. To jest takie samo hipotetyczne gdybanie jak budowa drugiej Japonii – hasło Lecha Wałęsy – dziś już zapomniane. Wyjaśnię Ci to, aby nie było wrażenia, że posuwam się do absurdu. Otóż chyba przyznasz mi rację, że w całym okresie Solidarności – od sierpnia 1980 – po grudzień 1981, władza ludowa zawsze szła w pierwszym odruchu na konfrontację – i jeśli musiała się gdzieś wycofać to tylko przed naciskiem społecznym, któremu nie była w stanie się w tym momencie skutecznie przeciwstawić. Mam nadzieję, że zgodzisz się ze mną, iż samo istnienie niezależnych związków zawodowych w kraju „demokracji ludowej” było co najmniej sprzeczne – i od początku skazane na konflikt wewnętrzny, a nawet zewnętrzny. Jednak skupmy się na sprawach wewnętrznych – bo one w ostatecznym rozrachunku doprowadziły do takiego a nie innego rozstrzygnięcia, które znamy pod nazwą stanu wojennego. Otóż władza ludowa – najpierw przez krótkie mgnienie – tow. Edward, Gierek, później tow. Stanisław Kania, no i wreszcie bohater artykułu – tow. Wojciech Jaruzelski – więc ci ludzi nigdy nie podjęli autentycznego dialogu z 10 milionowym związkiem. Co więcej, od początku władze starały się dzielić ów ruch – Pamiętasz doskonale audycje komunistycznych mass mediów demonizujących działaczy KOR-u takich jak Adam Michnik, czy Jacek Kuroń i całą resztę – dla zainteresowanych Macierewicz był płotką dla władz PRL-u. Takich prób rozbicia związku, skłócenia społeczeństwa było bardzo wiele. Jeśli należałeś do Solidarności – to świetnie to pamiętasz. Zamiast tego przygotowywano siłowe rozwiązanie – rozmawiano bez zażenowania w Moskwie o alternatywnej pomocy państw „demokracji ludowej (co ciekawe władze PRL-owskie z Jaruzelskim na czele nigdy nie zaprotestowały przeciwko takim planom) lub o rozwiązaniu problemu z wolnym związkiem też na drodze siłowej, ale własnymi siłami. Otóż nie jest tajemnicą, iż stan wojenny przygotowano długie, długie miesiące – wręcz od początku powstania ruchu Solidarność. W tym czasie niby prowadzono rozmowy, jednocześnie dokonywano działań dywersyjnych – prowokowano – i oceniano siłę reakcji. W żadnym momencie Jaruzelski, gdy już został – premierem, I sekretarzem i ministrem obrony narodowej – nie zaproponował jakiegokolwiek kompromisowego wyjścia z sytuacji poprzez jakieś reformy czy zmiany – zamiast tego podkreślano istnienie wrogich elementów, zakładano podsłuchy, interwencyjnie aresztowano wybranych działaczy, rzekomo dążących do obalenia jedynego możliwego ustroju – socjalistycznej demokracji ludowej. No i przygotowywano zalakowane koperty do otwarcia na znak dany przez generała.
I teraz staje kwestia równie hipotetyczna jak wojna domowa i inwazja – dlaczego generał nie odwołał się do narodu? Dlaczego nie podjął ryzyka reform, dlaczego, choćby tak jak wysocy oficerowie z października 1956 roku, nie przeprowadził demonstracji militarnej, która ostudziłaby zapędy mafii geriatrycznej z Kremla? Była to taka sama opcja do zrealizowania w sytuacji Jaruzelskiego – praktycznie jednowładcy w Polsce – jak słuchanie sugestii Sowietów i zduszenie ruchu związkowego niezgodnego z duchem „demokracji socjalistycznej”.
Pragnę Ci zwrócić także uwagę, że ominąłeś jednak istotną kwestię podwładnych generała. Jeśli chcesz dziś rehabilitować głowę (Jaruzelskiego) – musisz też być przygotowany do rehabilitacji zbrojnego ramienia – a więc od Kiszczaka, po Ciastonia, czy Piotrowskiego i szeregowego funkcjonariusza SB czy ZOMO. Nie możliwością było, żeby generał sam przeprowadził stan wojenny – ktoś wykonywał jego rozkazy – inwigilował, wchodził do domów na rewizje, ktoś kontrolował ludzi w pracy, na ulicy. Jeśli Jaruzelski miał rację to owi funkcjonariusze także mieli rację – zaś działacze Solidarności działali wbrew interesowi państwa. Pojawia się więc kwestia bardzo negatywnego zdefiniowania ruchu solidarnościowego z lat 1980-1981.
@KK – W ogóle nie jestem mściwy. Trochę przegięciem jest pisanie, że Jaruzelski wykonywał ustalenia z Jałty. Długo by o tym pisać – ale pozostaje fakt niezaprzeczalny, że sam ZRRR nie wykonywał ustaleń z Jałty.
@Khair: choć z większością wyrażonych poglądów trudno się nie zgodzić to mój osąd sytuacji z dzisiejszej perspektywy jest o wiele bardziej umiarkowany niż dajmy na to w 1983 roku. Jakoś trudno mi uwierzyć w odwoływanie się Jaruzelskiego do narodu bo do narodu należeli obok ludzi o zdumiewająco zróżnicowanych poglądach na wszystko – również, a może przede wszystkim ci, dla których priorytetem była raczej prymitywna postawa roszczeniowa polegająca na tym że jakimś cudem wszystko miało być. Mieszkania, pełne sklepy, samochód dla każdego, wyjazdy za granicę, wolne soboty, ciepło w domu i naturalnie ewentualnie też wolność rozumiana jako wolność własna i demokracja rozumiana jako prawo do strajku przeciwko niedobrej władzy która miała dawać i już. Lektura 20 postulatów po latach budzi wesołość bo przypomina jaki zamęt panował w głowach. Do narodu należeli działacze solidarności wzywający do wieszania komunistów na latarniach obok zwolenników przekształcenia Polski w Watykan i połowy stanu PZPR która zapisała sie do soldarności wraz z kolejarzami, milicjantami i strażakami.
Zaryzykuję twierdzenie, że wobec tak rozbieżnych wyobrażeń o tym jak ma być (każdy chciał aby było dobrze) nie istniała wówczas żadna możliwość stworzenia nawet pierwocin społeczeństwa obywatelskiego. A te 10 milionów? Organizacja do której zapisują się wszyscy staje się tworem do którego nie należy nikt. Ruchu nie trzeba definiować negatywnie ani też nie trzeba gloryfikować autorów stanu wojennego – z mojego obecnego punktu widzenia istniała wówczas sytuacja typu „no win”. Jaruzelski podjął decyzję taką jaką mógł podjąć. Alternatywą było pozostanie polskim Imre Nagy lub zwyczajnie zaginąć w chaosie. Nie było dobrego wyjścia.
@Khair
10 milionowy związek – ładnie brzmi.
Ilu członków PZPR należało do Solidarności?
Chcesz rozliczać szeregowych SB-ków, czy ZOMO-wców? Jak daleko sięgniesz? Wystarczy Ci skazanie szer. Jana Kowalskiego z ZOMO w Katowicach, za udział w bójce? Czy będziesz ścigał za współudział i pomocnictwo? Np. Panią Grazynę Nowak, starszą kucharkę kasyna w WUSW w Katowicach za obsługiwanie Wrogów Narodu i zapewnianie im posiłków, dzięki którym mogli wydajniej gnębić Umęczony Naród? Gdzie się zatrzymasz?
@kmdr_rohan – przeczytaj jeszcze raz mój tekst – nigdzie nie nawołuję do zemsty na towarzyszu szmaciaku – to w ogóle nie jest tematem mojego postu. Chciałem tylko zaakcentować kwestię, iż w przypadku rehabilitacji generała, zachodzi konieczność także rehabilitacji wszelkich jego współpracowników i podwładnych – bez względu na funkcję i sposób działania (wszak realizowali dyrektywy uznane za słuszne, każdy na swoim stanowisku i działali dla dobra wyższego) i uznania ich jako synów światła, a skoro są synowie światła
- to nowymi synami ciemności w sposób naturalny stają sie działacze związkowi – czyli to dokładnie co Jerzy Urban nam powtarzał na niezliczonych „konferencjach prasowych” pokazując min. broń przejętą od działaczy KOR-u, przyniesioną na tą okazję z magazynów SB. A więc reasumując – wszystkiemu temu była winna ekstrema solidarności z Kuroniem, Michnikiem , Lisem i Bujakiem na czele, która dążyła do konfrontacji, a którą powstrzymał generał Jaruzelski i dziesiątki tysięcy znanych i nie znanych jego współpracowników i podwładnych. Podkreślam jeszcze raz – uznajemy rację propagandy PRL-u.
@telemach – jednak pozostaje faktem, że:
- władze nigdy poważnie nie traktowały związku jako partnera – dążyły do konfrontacji.
- nigdy nie dążyły do realnych zmian – nawet jeśliby byłby one niezmiernie trudne, czy jak piszesz wręcz niemożliwe. Choć trudno to stwierdzić z tego prostego względu, że po stronie władzy obserwowaliśmy brak nawet chęci do próby przemodelowania chociażby fragmentu systemu.
I jeszcze jedno, zgadzam się, że prymitywna postawa roszczeniowa – dodajmy z dzisiejszego punktu widzenia rzecz jasna – dominowała w postulatach związku – ale czy władza ludowa wyszła z czymś więcej do ludu? Czyż nie dominowała po stronie władzy równie prymitywna demonstracja siły i buty?
@khair: i tu jest, jak sądzę, właśnie pies pogrzebany. Władze nie traktowały poważnie związku a my nie traktowaliśmy wówczas poważnie władz. Bo sądziliśmy że ekonomicznego oraz moralnego bankruta i przeciwnika ideologicznego poważnie traktować się nie da. Nikt do nikogo z niczym sensownym nie wyszedł – dominował strach przed utratą status quo ze strony kompleksu rządzącego połączony z paniką że partyjny beton wezwie bratnią pomoc. Ze na końcu wygrają ekstremiści – obojętnie czy ci zgromadzeni wokół betonowego Albina Siwaka czy też Rulewsko-Jurczykowska frakcja w Solidarności, która – wychodząc z raczej nierealnej oceny stosunku sił – pewne wyjście widziała w fizycznej eksterminacji przeciwnika.
Khair – ja się zupełnie zgadzam z podanymi przez Ciebie faktami. Mam problem jedynie z ich interpretacją. Bo rzeczywistość nie zawsze chce być taka prosta jak byśmy sobie tego życzyli.
Te 10 milionów to takie samo myślenie życzeniowe jak pamiętny slogan „naród z partią, partia z narodem”. 99% z tych 10 milionów była jeszcze rok wcześniej gotowa pomaszerować karnie w pochodach pierwszomajowych niosąc w ręku szturmówkę, tranaparent lub inne badziewie i skandując słowa poparcia dla towarzysza Gierka, Politbiura i sojuszu ludu pracującego miast i wsi.
Czasem zapominamy że wizja uciskanego przez SBecje bohaterskiego narodu Polskiego który jak jeden mąż walczył w podziemiu przeciw obcej dyktaturze komunistycznej zaczęła się kształtować w głowach poniektórych w latach 80tych. Każdy, kto preżył w miarę świadomie lata 50te, 60te i 70te wie że było różnie ale na pewno nie tak jak chcą nam dzisiaj wmówić hunwejbini którzy swe świadectwo dojrzałości otrzymali po 1989 roku. Ja mam jakoś przed oczami inny PRL, czasem nieprzyjazny, czasem nieludzki, czasem absurdalny a czasem zwyczajnie nudny nudą konformizmu, małej stabilizacji, dorabiania się, powszechnego karierowiczostwa i potakiwactwa w wyznaczonych przez partie czyli nikogo ramach. Ja widzę pałowanych w 1976 roku robotników ale widzę też pół miliona ludzi wiwatujących w 1956 roku na cześć „naszego” towarzysza Wiesława, widzę powszechny entuzjazm po obietnicach Gierka, drobnomieszczan wyprowadzających z dumą na spacer skodę oktawię lub polskiego fiata 125p.
Faktów, Khair, jest dużo – każdy może sobie z nich ułożyć mozaikę zgodną z jego doświadczeniami, poglądami i oczekiwaniami. Słusznie piszesz że ze strony władzy brak było wyobraźni a co za tym idzie chęci do przemodelowania systemu. Zauważ jednak że władze były wytresowane na modelu czechosłowackim i na przykładzie Dubczeka i Svobody doskonale mogły zobaczyć jak się kończą pomysły przemodelowywania systemu. Breżniew jeszcze był przy władzy.
Zauważ też że ze strony pospolitego ruszenia zwanego solidarnością takie chęci były. Brakowało jednak umiejętności, rozwagi, kompetencji. Solidarności z 1981 roku daleko było jeszcze do opozycji. Opozycja wie czego chce i czego nie chce. I wie jaką drogą chce to osiągnąć. Jesteś pewien że S. w tamtych czasach spełniała te warunki?
Możemy Telemachu jeszcze wymienić wiele postów na temat genezy stanu wojennego – bo temat jest jak rzeka. Abstrahując więc od udowodnienia czyjejś racji – pragnę zauważyć z zadowoleniem, że to jak najbardziej cywilizowana wymiana poglądów i racji. Co więcej, obaj możemy się od siebie wiele dowiedzieć – i to jest największa zaleta dyskutowania. To ważne, aby rozmawiać, spierać się – ale nie wykluczać z góry osobę o innych poglądach poprzez założenie z góry, że ktoś kto nie popiera mych poglądów to frustrat, ogarnięty obsesją nienawiści i odwetu, niedorobiony bojownik o wolność, czy z drugiej strony – komuch, aparatczyk komunistyczny i wreszcie SB-ek. Ja jestem za tym, aby nikogo z góry nie obrażało otwarte dyskutowanie o Jaruzelskiem, Janie Pawle II, czy Lechu Wałęsie wielu innych postaciach, zjawiskach i ruchach. Uważam bowiem, że dogmatyzowanie pewnych procesów i postaci – w ostateczności prowadzi do głębokich urazów i podziału społeczeństwa.
Mam nadzieję że się ze mną zgodzisz.
@khair: całkowicie. Ludzie za mało rozmawiają a za dużo pokrzykują podnieceni swymi jedynie słusznymi racjami. Cała przyjemność po mojej stronie.
Tak, bardzo ciekawe dwa punkty widzenia, i znakomity dowód, że zgoda buduje, a agresja rodzi agresję.
W tym miejscu chciałbym przeprosić @Khaira za emocjonalne oskarżanie go o nienawiść.
Nigdy nie żyliśmy w „innych” krajach, tylko po prostu inaczej patrzyliśmy na otaczającą nas rzeczywistość.
Co przecież nie znaczy, że mamy być wrogami
Pozdrawiam
KK