Co oni knują?

Timeo Danaos et dona ferentes*


Wszyscy ze zdumieniem obserwowali dwa spotkania Donalda Tuska, rządu i braci Kaczyńskich – wczorajsze, z Jarosławem i dzisiejsze, na herbatce u Lecha w Pałacu Namiestnikowskim, pod nazwą rady gabinetowej.
Poza pewnymi zgrzytami, raczej protokolarnymi, a nie znaczącymi politycznie, czy prawnie – wszystko przebiegło jak w cywilizowanym kraju demokratycznym.

Jarosław Kaczyński wczoraj, po spotkaniu w Kancelarii Premiera, na swojej konferencji prasowej, zaprezentował się po raz pierwszy od listopada zeszłego roku nie jako taran polityczny, lecz jako szef partii opozycyjnej. Nawet jego drobne złośliwości były raczej muśnięciami zefirka, niż huraganowym atakiem. Okazało się, że w propozycjach premiera dostrzega pozytywy, ba, niektóre, jak choćby działania w sferze kryzysu finansowego – popiera. Inne też według niego, jak choćby kwestia euro – są warte dyskusji. Choć przyznam się szczerze – dyskusja na temat referendum w tej sprawie jest już dla mnie czystą rozgrywką, całkowicie oderwaną od realiów politycznych i ekonomicznych.

Podobnie dziś było na spotkaniu u Lecha Kaczyńskiego – konferencje prezydenta i premiera były wręcz wzorcowe. Żadnych złośliwości, żadnego narzekania, żadnych słów – „nie zgadzam się, nie widzę możliwości współpracy”. Tylko Michał Kamiński nie wyszedł ze swej roli i przed dzisiejszym spotkaniem ostro stwierdził, że Lech Kaczyński nie zaakceptuje mapy drogowej dotyczącej przyjęcia w Polsce euro, oraz że oczywiście nie podpisze ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.

Czy to jest zmiana fundamentalna ze strony PiS i jej przywódców? Nic podobnego. To także nie jest wpływ mikroklimatu Klarysewa, gdzie szef partii „tworzy”.

Jarosław Kaczyński uznał, że rok awantur, które nie przyniosły żadnych rezultatów, do dosyć. Działania w opozycji, polegającej na permanentnej negacji wszystkiego i destrukcji, także rękami brata, działań rządu – nie powoduje żadnych pozytywów. Postanowił na wilczą skórę narzucić baraninę.
Nie jest to jednak działanie trwałe i rzeczowe. Jest to kolejne działania taktyczne, które ma pokazać, że Prawo i Sprawiedliwość jest partią przewidywalną i konkretną. Myślę, że jest to próba pokazania nowego image, wymyślonego przez spin doktorów. I to nie tylko na użytek gry politycznej z PO, ale również do wewnątrz PiS. Słychać głosy z terenu, z Dolnego Śląska, Małopolski, ostatnio z Łodzi, że tak zwane „doły” partyjne mają już dość walki na górze – a dla niektórych działaczy, a nawet całych struktur, odejście Ludwika Dorna to już było za dużo – i podniósł się nie szum, lecz rwetes.

Sprawy wizerunkowe to jedno, merytoryczne – to coś zupełnie innego. Według zgodnych ocen, poza zagadnieniami związanymi z projektami rządowymi dotyczącymi kryzysu – w innych ważnych problemach konsensu politycznego, ani merytorycznego nie będzie. Pola walki, czyli sprawa wprowadzenia euro, ustaw zdrowotnych, emerytur pomostowych, czy wreszcie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego – są dalej okupowane na swoich pozycjach przez obie strony. Można oczywiście z umiarkowaną przyjemnością popatrzeć na niewykrzywione twarze Jarosława i Lecha Kaczyńskich, czy na wyluzowanego Donalda Tuska – ale z tego tak naprawdę jeszcze nic nie wynika.

Następne posiedzenie Sejmu, gdzie znów staną sprawy ważne (m.in ustawa medialna) da pole do popisów harcownikom z obu stron – i wszystko wróci do normy.

Azrael

*Boję się Greków nawet gdy niosą dary

O Konstytucji słów kilka

Od czasu przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w roku 2005, dyskusja na temat zmian w Konstytucji RP, uchwalonej w kwietniu 1997 roku ,jest praktycznie stale w obiegu politycznym. Jarosław Kaczyński miał już, zanim przejął ster rządów, zarysy nowej ustawy zasadniczej nie tylko w głowie, ale również w gotowym projekcie. Na szczęście, jak się okazało, nie doszło do koalicji z Platformą Obywatelską i szef PiS musiał się zająć utrzymaniem i umacnianiem swej władzy, i nie miał czasu na grzebanie w podstawach prawa państwa.

Można generalnie napisać, że genezą nowego spojrzenia na polską konstytucję jest głęboko zakorzeniona w myśli politycznej Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości teza, że dla Polski najlepszym (i według nich najbardziej naturalnym) układem, jest system dwupartyjny, z silną władzą prezydencką. Jeszcze w czasach, kiedy Lech Kaczyński nie był prezydentem, stanowisko Jarosława Kaczyńskiego było inne – stawiał on na silną władzę wykonawczą w ramach rządu. Również Donald Tusk, którego credo polityczne zawierało raczej chęć decentralizacji władzy i wzrostu samorządności państwa – z chwilą, kiedy możliwość objęcia schedy po Lechu Kaczyńskim staje się realna – zmienia swe nastawienie do tego problemu. Nie muszę dodawać, że tego rodzaju spojrzenie na scenę polityczną nie wypełnia całkowicie woli i dążeń społecznych.

Continue Reading →