
Wiele się mówi, że rozwiązania, jakie zostaną zaproponowane w ustawie bioetycznej, regulującej między innymi zagadnienia zapłodnień in vitro, będą kompromisowe. Nie wiemy, z czym będą kompromisowe, ponieważ nie znamy jeszcze i samego projektu i tego, jakie faktycznie prawa będą miały kobiety, pary małżeńskie i wolne związki, które nie mogąc mieć dzieci w sposób naturalny, będą chciały skorzystać z drogi medycznej.
Ci, co mówią o kompromisie, nie debatują nad zagadnieniami medycznymi i zdrowotnymi, nie interesuje ich prawo do posiadania dziecka, prawo do szczęścia – tylko zagadnienie przypodobania się Kościołowi Katolickiemu. Dyskusja o kompromisie wychodzi z przesłanki, że skoro w Polsce Kościół Katolicki odgrywa taką znaczącą rolę, to właściwie można by założyć, że ta metoda powinna zostać zakazana w całości. Czyli to, że hierarchowie tylko przymkną oko, jest już uznane za kompromis…
Otóż, gdyby rząd działał zgodnie z interesem ogólnospołecznym, nakazującym dbanie o interesy wszystkich obywateli, to rozwiązania prawne, przyjęte w ustawie nie powinny zawierać żadnych zapisów uzgodnionych z Kościołem. Kościół Katolicki w Polsce dąży do wszczepienia w działalność prawa i państwa zapisów, które, niezgodnie z rozwojem nauki, zamykają drogę dużej części par do tej metody prokreacji. Wynika to z radykalnego pojmowania problemu ochrony życia, gdzie Kościół nie może i ni chce dopuścić do rozplenienia się poglądu, że dawcą życia jest nie Bóg, tylko istota ludzka. Dlatego akt sztucznej prokreacji, który można, interpretując naukę Kościoła, traktować jako realizację boskiego planu powołania życia, próbuje się zrównać z aborcją i eutanazją. Akt pokonania choroby, jaką jest bezpłodność, zaliczony zostaje do grzechów…
Dwójmyślenie hierarchów kościelnych, którzy z jednej strony radykalnie opowiadają się przeciwko metodzie in vitro, z drugiej strony akceptują działania i prace Jarosława Gowina, wynika nie z dbałości o czystość moralną społeczeństwa, lecz z czystej kalkulacji. Kościół wie, że gdyby chciał wymóc na politykach zakaz in vitro, spowodowało by to odwrócenie się od Kościoła szerokich, młodych rzesz wiernych. Lepiej więc zastosować, w imię „kompromisu” coś, co będzie ograniczało dostęp do zabiegów, ale zostawić furtkę, która pozwoli na stwierdzenie, że Kościół jest „postępowy”.
Uleganie przez polityków szantażowi pseudo moralnemu Kościoła, to przykład, jak i społeczeństwo i sami politycy nie rozumieją wymogów demokracji i odpowiedzialności za dobro obywateli. Politycy, wybrańcy obywateli, zamiast tworzyć prawo wolności i swobód – tworzą prawo zakazów i restrykcji.
Powierzenie sprawy regulacji prawnej zapłodnień in vitro Jarosławowi Gowinowi świadczy o tym, że Donald Tusk nie jest skłony na to, aby państwo było autonomicznym i niezależnym od Kościoła Katolickiego tworem.
Budując „kompromis” z Kościołem, poza obywatelami, nie działa na ich korzyść.
Polska, będąca w Unii Europejskiej i poddana jej jurysdykcji i kontroli, nie stanie się państwem wyznaniowym. Ale tego rodzaju sprawy, jak regulacja in vitro pokazują, że jeżeli chodzi o sposób pojmowania dobra społecznego – bliżej polskim politykom dogmatom i restrykcjom kościelnym, niż otwartej demokracji.
Azrael
Najnowsze komentarze