
Informacja o możliwości wyboru Polaka na stanowisko szefa NATO, to nie kaczka dziennikarska, ani nie spekulacje. Ujawnienie tego przez niemiecki „Der Spiegel”, który ma te informacje ze źródeł zbliżonych do samej organizacji, dobrze rokuje dla polskiego kandydata. Również głosy poparcia ze strony polskiej, świadczą o tym, że tym razem politycy mogą się wznieść ponad podziały.
Kto miałby większe szanse? Zapewne Aleksander Kwaśniewski. Jest starszy, bardzie doświadczony, ma zdolności łączenia stanowisk i łagodzenia sporów, ma szersze kontakty, jest na politycznej emeryturze. Radosław Sikorski to też dobry kandydat, nie jednak takich możliwości, jak Kwaśniewski, szczególnie w Europie – no i jest kojarzony raczej z nurtem konserwatystów amerykańskich, z racji pracy w American Enterprise Institute w Waszyngtonie, co przy objęciu władzy przez Baracka Obamę, demokratę, może mieć kluczowe znaczenie. I nawet znajomość z Ronem Asmusem może mu nie pomóc.
Mam dość ambiwalentny stosunek do polskiej kandydatury do NATO. Jest to oczywiście stanowisko prestiżowe, dla kandydata i kraju, który reprezentuje, z drugiej strony – nie jest to stanowisko samodzielne, lecz raczej podlegające wpływom i naciskom lobby militarnego, oczywiście głównie amerykańskiego. Z drugiej jednak strony, biorąc pod uwagę spodziewaną zmianę strategii w polityce amerykańskiej, NATO i jej szef mogą odegrać kluczową rolę, równie ważną, jak Unia Europejska, w stabilizacji stosunków kontynentu europejskiego z Rosją. Mówi się o porozumieniu z Rosją w sprawach militarnych i może się okazać, że nowy szef sojuszu będzie nie tylko narzędziem polityki zbliżenia z Kremlem, ale dostanie możliwość kreacji polityki wschodniej sojuszu. Kwaśniewski ma niezaprzeczalne zdolności negocjacyjne, oraz umiejętność skupiania wokół siebie fachowców – więc ma duże szanse na realizację takiego projektu. Nie widzę natomiast możliwości działania na rzecz wejścia Ukrainy i Gruzji w te struktury. Sytuacja wewnętrzna w tych dwóch krajach wyklucza na lata ich uczestnictwo, w jakiejkolwiek formie w strukturach politycznych i militarnych NATO.
Mój złożony stosunek do Aleksandra Kwaśniewskiego wynika również z tego, że mam do niego ogromne pretensje za ostatnie trzy lata jego działalności w Polsce, a właściwie – braku tejże. I nie chodzi tu wcale o sprawę jego słabego zaangażowania w akcję wyborczą LiD-u, którego był architektem, ani za wyskoki alkoholowe (jest empirycznie udowodnione, że pijany Kwaśniewski jest bardziej sensowny, niż trzeźwy jego następca…). Mam do niego żal, że nie odrzucił na bok animozji personalnych i nie zajął się tworzeniem zjednoczonej formacji politycznej. Jego dobre pomysły i działania, jak powołanie Ruchu na Rzecz Demokracji, nie zostały spożytkowane do tworzenie ruchu politycznego. Podobnie jest ze Stowarzyszeniem „Ordynacka”, które zostało oddane w ręce Włodzimierza Czarzastego, polityka zdolnego, ale uwikłanego w dziwne sprawy (…”i czasopisma”).
Uważam od dawna, i nie zmieniłem zdania – że nadzieją na przełamanie zgnilizny na polskiej scenie politycznej jest zbudowanie silnej partii socjaldemokratycznej, centrowo – lewicowej, o jasnym przesłaniu ekonomicznym, nastawionej na inteligencję i młodzież, o wyraźnym, otwartym światopoglądzie, w tym deklarującym ograniczenie roli Kościoła Katolickiego w życiu społecznym. Kwaśniewski, który przez 10 lat był prezydentem, widząc zagrożenia, jakie płyną z populistycznych haseł Prawa i Sprawiedliwość, LPR i Samoobrony – powinien być już akuszerem tego działania. Drugą osobą powinien być Włodzimierz Cimoszewicz, a trzecią – Dariusz Rosati.
Nie może być to koalicja partii i ugrupowań, nie może być to sojusz, który w wypadku polskich polityków, nie tylko z lewicy, ale również z prawicy, kończy się za drzwiami sali obrad, w której został zawarty. Porażka wyborcza LiD, w roku 2007 koalicji partyjnej, była bardzo duża. Właśnie dlatego, że była to koalicja. Bo gdyby wcześniej doszło do zbliżenia formacji politycznych, które je tworzyły – a mogło to się zrealizować pod wpływem impulsu, działalności Kwaśniewskiego – to wynik mógłby być inny. Kwaśniewski na czele spójnej, silnej formacji – to byłaby zupełnie inna wartość, niż nieokreślone miejsce na czele komitetu wyborczego.
Czy jest szansa na reaktywację silnej socjaldemokracji, tworzonej w latach ‘90 przez Kwaśniewskiego? Tak, ale musiały zostać spełnione pewne warunki;
Musi pojawić się silny przywódca. Taki, który nie będzie bał się mówić głośno rzeczy nie popularnych, głośno i bez owijania w bawełnę. Taki, który nie stworzy programu pod publiczkę, lecz realny, prosty, wręcz enumeracyjny. I taki który ma poparcie społeczne, charyzmę doświadczenie w polityce krajowej i zagranicznej, praktykę. I takim może jeszcze Aleksander Kwaśniewski.
Partia, która by powstała, musi mieć profil nowoczesnej, zachodniej socjaldemokracji. O profilu otwartym, liberalnym podejściu do spraw społecznych i ekonomicznych. Wystarczy się przyjrzeć sukcesowi Tony’ego Blaira i jego mitycznej „Trzeciej drodze” – tak naprawdę nie było to nic innego jak dobry marketing społecznych haseł socjaldemokratycznych, plus po cichu korzystanie z dobrych doświadczeń neoliberalizmu. Postawienie przez nową partię radykalnie na otwartość światopoglądową , opcję pro europejską , sanacje naszych kontaktów międzynarodowych i pełną otwartość europejską – to mogą być jasne hasła, dające sukces, oddech polityczny. Ale również należy społeczeństwu dać nadzieję, poczucie stabilności i realną nadzieję na poprawę losu, szczególnie w obliczu kryzysu gospodarczego.
Niestety, lenistwo Kwaśniewskiego, jego oddalenie się od polityki na 2 lata, doprowadziły do tego, że jego charyzma uwiędła, że zatracił on poczucie realności politycznej – a jego styl – jak to słusznie zauważył znany politolog, Rafał Matyja – stał się anachroniczny.
Kwaśniewski potrafi jednak wyciągać wnioski. Jak żaden polityk w Polsce potrafi być elastyczny. Nie jest jeszcze stary i ma w dalszym ciągu potencjał intelektualny. Jeżeli potrafi na nowo odczytać potrzeby społeczne, nastroje i zbudować program ( a wiemy, że powołał zespół, który ma się tym zająć, który zresztą finansuje z prywatnych pieniędzy), to w dalszym ciągu istnieje szansa na zbudowanie nowej, nowoczesnej formacji politycznej.
Wracając do sprawy NATO – kandydatura Kwaśniewskiego jest poważna, ale jeszcze poważniejsza wydaje się kandydatura obecnego premiera Danii, Andersa Fogh Rasmussena. Może to i lepiej, dla polskiej polityki?
Azrael




Hm, Duńczycy są racjonalni i logiczny do stopnia, który dla przeciętnego Polaka jest wręcz profanacją (vide: ogrzewanie mieszkań ciepłem z krematoriów…).
Z drugiej strony, na takim stanowisku wskazany byłby ktoś z ideami (ale bez fanatyzmu), sam racjonalizm to w polityce nie jest dobre wyjście.
Może jakiś mix?
Mój kandydat to Lech Aleksander Kaczyński – oby jak najszybciej opuścił fotel prezydenta.
PS. – O ile nie zamarźnie szybciej w bratniej Mongolii.
Ani Kwasniewski, ani Sikorski – Kaczynski jedynie do odstrzalu a nie na eksport. Badzmy realistami. Jezeli postrzegane nami pozytywne osoby, reprezentujace okreslone pozytywne wartosci my widzimy gdzies w swiatowych strukturach, to ten wlasnie „swiat” widzi to jakos inaczej, czego przykladem byly chocby wybory Sekretarza Generalnego ONZ. Bledy polskiej dyplomacji za kadencji Kwasniewskiego i obecnego awanturnika Kaczynskiego, dosc slepe trwanie w blednych ocenach rzeczywistosci politycznej przez Sikorskiego dyskredytuje jakiegokolwiek polityka z Polski do najwzyszych struktur swiatowych organizacyji strategiczno dyplomatycznych.
Proponuje twardo stapac po gruncie pod nogami nie oddawac sie fantazjom, ktore pozniej zamieniaja sie w przykre rozczarowanie.
Ja się z ostatnim przedmówcą zgadzam jakby Kaczyński został sekretarzem NATO to już od dawna mielibyśmy na miejscu Polski lej i pył po bombie nuklearnej. ten facet ma zwidy i nagle może przewidzieć mu się, że Rosjanie wysadzają mu w czasie robienia potrzeby ubikację i jeszcze jest gotowy z tego powodu rozpętać wojnę.
To jest paranoik, którego trzeba byłoby wysłać do wronek podobnie jak Maciarewicza i całą resztę PIS oddanie mu NATO jest równoznaczne z powierzeniem niemowlęciu kierowania samochodem
Tak doświadczony bloger jak Ty,Azraelu ,nie powinien dawać się ponosić emocjom i koniecznie komentować plotki,nawet zagraniczne.Sikorski już/6 godz./zdementował chęć kandydowania na funkcję w NATO.
Cały wpis bierze w łeb-no może poza dywagacjami o lewicy.W naszej polityce nawet fakty opisywane w mediach nie nie dają gwarancji prawdziwości-dopiero po dniach albo tygodniach można mieć jakie takie pojęcie o tym co się naprawdę działo,albo nie.Zresztą nie jesteś sam,Passent na swoim blogu popełnił ten sam błąd.Może to jakieś pocieszenie?
„musi sie pojawic silny przywodca”
to zdanie raz na jakis czas gosci na roznych lamach od stuleci.
Ja bym chciala aby pojawil sie madry przywodca, wrazliwy na istotne problemy, kierujacy sie racjonalnymi przeslankami w podejmowaniu decyzji, bogaty w wiedze o swiecie wspolczesnym, ktory potrafi powiedziec rzeczy niepopularne argumentujac tak, aby brzmial wiarygodnie. Swiadomy tego, czego nie wie i poszukujacy wobec tego rozwiazan u tych, ktorzy daja szanse na to, ze wiedza. Aby szanowal swych wyborcow, dajac tym samym przyklad postawy, w ktorej poszanowanie instutucji demokratycznych jest wartoscia a nie smutna koniecznoscia. I jeszcze troche. A silny? Niech bedzie. Sila sie przyda w tak karkolomnym zadaniu.
Niestety, nie mogę sią zgodzić praktycznie z jakąkolwiek tezą artykułu. Przypuszczenie, że Kwachu mógłby być dobrym gensekiem NATO w warunkach strategicznego dogadywania się z Kremlem, wydaje się całkowicie bezpodstawne.
Wystarczy przeczytać:
http://press.jrc.it/NewsExplorer/clusteredition/pl/20080823,wprost-3bbe61b8ac1ba60ceb0d90ea12f7b44c.html
czy też ocenę niemiecką:
http://www.ostblog.de/2006/05/deutsche_pipeline_polnischer_a.php
Zaś nade wszystko historyczny już wywiad tego rusofobicznego gościa dla głównej gazety austriackiej „Die Presse”:
http://diepresse.com/home/politik/aussenpolitik/118093/index.do?from=suche.intern.portal
Wyznaczenie go na to stanowisko byłoby równie „pojednawczym inaczej” wobec Moskwy posuniąciem jak mianowanie na nie Condoleezy Rice, aczkolwiek mniej konfrontacyjnym niż Józefa Szaniawskiego…
Niestety brak mi czasu na udowadnianie punkt po pounckie, że również pozostałe chwalebne twierdzenia naszego drogiego bloggera odnośnie tegio człowieka są bezpodstawne.