Wizerunek, czyli pudrowanie manekina

Wizerunek stał się ostatnio obsesją braci Kaczyńskich. W ubiegłym tygodniu Jarosław Kaczyński pokazał swój nowy image ubranego i uczesanego polityka, a jego partia pokazała wizerunek partii konserwatywnej. Partia konserwatywna dla wyborców ubogich, gorzej wykształconych, spadku po LPR i Samoobronie… ot, polskie paradoksy.

Dziś się okazało, że również brat Jarosława, Lech, piastujący urząd prezydenta, też będzie zmieniał wizerunek. Który to już raz?Pamiętamy go przecież jako człowiek pochylającego się nad ubogimi („spieprzaj dziadu”), jak mężczyznę mającego charme wobec kobiet („Jeszcze jedno pytanie, ale nie od tej małpy w czerwonym”), jako męża stanu („Panie prezesie, melduję wykonanie zadania!”), czy partyzanta (z wyciętego lasu…), po jego wyprawie do Gruzji i bohaterskiej postawie w swoim mercedesie, na granicy z Rosją. Jaki to nowy wizerunek mamy teraz poznać?

Lech Kaczyński ma się stać ponoć politykiem „niezależnym” i ma się nie tylko nie wikłać w spory i kłótnie polityczne, ale ma również „nie zgadzać się” ze swoim bratem…Ponoć dzięki temu ma odzyskać pozycję polityka konsensusu, działającego ponad podziałami. Czyli – ma być jak jego poprzednik, Aleksander Kwaśniewski. Do tego jeszcze jego nowe oblicze medialne i polityczne ma być widoczne szerzej, bo poprzez internet.
Oficjalna strona prezydencka ma przejść lifting, ma stać się multimedialna, a napuszony styl ma zostać zastąpiony językiem zrozumiałym dla internautów. Jak pamiętamy, brat pana prezydenta określił internautów jako seksoholików z piwem w ręce, więc boję się, co na tych nowych stronach kancelarii Prezydenta RP będzie można znaleźć, co by dzicz sieciową zainteresowało…

Przekazy mają być krótkie, a nie wykluczone, że pan Lech będzie też czatował („mam 12 lat i też jestem chłopcem…”).

Nie wiem już, czy się dalej śmiać, czy raczej zapłakać nad głupotą felczerów od kreowania wizerunku Lecha Kaczyńskiego. Wszelkie próby, które do tej pory podejmowali, że przypomnę choćby orędzia, czy walki o samolot do Brukseli, kończyły się albo kompromitacją albo szerokim rechotem publiczności. Kaczyński i jego otoczenie nie rozumie, nigdy nie rozumiało, czego oczekuje i czego wymaga od niego nie tylko ta część społeczeństwa, której sprzyja, ale również ogół obywateli.

Warto by było „specjalistom” przypomnieć, że wizerunek nie jest czymś najważniejszym w polityce, nawet w epoce mediokracji. Jest on tworzony pod konkretne zapotrzebowanie, głównie dla celów kampanii wyborczej i jak najmniej powinno być go widać i jak najmniej powinno się o nim mówić. Mówienie i pisanie o zmianie wizerunku to sygnał, że Lech Kaczyński nie myśli o tym, jak dobrze, skutecznie, zgodnie z interesem społecznym sprawować swój urząd, myśli tylko o tym, jak wygrać następne wybory.
Wizerunek nie jest rzeczywistością, jest tylko wyobrażeniem, jakie polityk chce przekazać opinii publicznej. Przy pomocy wizerunku można przekazać treści i wartości – o ile się je ma i o ile niosą one przesłanie. Lech Kaczyński takich wartości nie przekazuje – bo wszystko, co ma do powiedzenia, jest wtórne, miałkie i już dawno zostało powiedziane przez innych. Nie od dziś wiadomo, że sufler, z którym Lech Kaczyński się zdzwania kilkakrotnie dziennie, podrzuca i tekst i pomysły.

Nie wątpię, że Lech Kaczyński ma dobre cechy i lepszą twarz, niż to przekazują media. Szkoda, że nikt tego nie potrafi wydobyć na światło dzienne.

Nowe kreowanie emploi prezydenta przypomina mi słowa Janusza Palikota, który stwierdził swego czasu, kiedy Kaczyński ruszył z objazdem po kraju, że że urząd prezydencki przez niego sprawowany przypomina trupa na wrotkach, lub łyżwach, którego się obwozi po kraju, jako małomiasteczkową atrakcję.

Spin doctorzy próbują ubrać prezydenta w nowe ubranko i dać mu na twarz nowy uśmiech.
Zapewne ze skutkiem równie  skutecznym, jak uprzednio.

Azrael

Okrągły Stół – zdrady i spiski

O tym, że komuna zamierza dogadać się z opozycją, dowiedziałem się już pod koniec sierpnia 1988 roku. Stało się to przypadkiem, w tramwaju numer 17, jadąc na uczelnię, spotkałem kolegę ze studiów, który siedział w strukturach partyjnych. Na moje pytanie, „a co z Solidarnością?”, on, aparatczyk partyjny odpowiedział, że musi być „odwieszona”. I mówił to z radością.

Odrzucam hagiograficzne relacje z obrad Okrągłego Stołu, wszelkie opinie przypisujące temu zdarzeniu obraz niebiańskiego pokoju, jaki spłynął za jego przyczyną na Polskę. Odrzucam również teorie spisku, gdzie miałoby to być porozumienie z jednej strony esbeków, z drugiej strony też esbeków i TW, którzy się podzielili Polską, poza plecami Polaków. Nie wierzę również w teorię, że władza komunistyczna doznała nagle olśnienia i zapragnęła demokracji dla ludu pracującego miast i wsi, i sama chętnie oddała władzę w ręce opozycji.

Tak, był to układ, była to gra polityczna, w której komuniści, świadomi sytuacji ekonomicznej i nastrojów społecznych po strajkach w roku 1988, postanowili wciągnąć część opozycji do władzy, aby legitymizowała ona ich dalsze rządy. Z drugiej strony, Lech Wałęsa i jego doradcy dążyli do tego, aby związek „Solidarność” został przywrócony do działalności legalnej. A powodem tego była jego słabość, tak, słabość jego struktur.

Continue Reading →