Szybki koniec Andrzeja Czumy

Do nominacji Andrzeja Czumy na stanowisko Ministra Sprawiedliwości od samego początku byłem nastawiony bardziej, niż sceptycznie. Nie ma on kwalifikacji do pełnienia tej funkcji, nie tylko formalnych, ale również osobistych. Praca MS, jak mało którego, nastawiona jest na zewnątrz, czyli do obywateli, jak i do wewnątrz, czyli do środowisk prawniczych, a także do służby więziennictwa. Bez współpracy ze środowiskami prawniczymi, reprezentowanymi przez samorządy, zwane korporacjami, nie da się sensownie pracować, a już na pewno nie się reformować wymiaru sprawiedliwości. Nominacja Andrzeja Czumy to odcięcie się Donalda Tuska od środowisk prawniczych i postawienie na szybsze reagowanie na odgłosy społeczeństwa i wzmocnienie w nim poczucia bezpieczeństwa. Jeżeli rzeczywiście takie były motywacje premiera, to sposób i styl wykonania tej operacji był jak najgorszy. Odwołanie Zbigniewa Ćwiąkalskiego, z przyczyn politycznych i wizerunkowych, zostało odczytane jako wotum nieufności wobec prawników. Powołanie w to miejsce człowieka bez kwalifikacji jest decyzją wizerunkową i jednocześnie populistyczną.

Niestety, według mnie, jak na tak krótki okres urzędowania, ilość gaf, a także problemów z przeszłości, powoduje, że Andrzej Czuma kompromituje siebie i rząd.

Tuż po nominacji minister wypowiedział się w sprawie prezydenta Sopotu, Jacka Karnowskiego, oświadczając między innymi, że „organy ścigania, działając w dobrej wierze, trafiają w próżnię”, komentując w ten sposób działania prokuratury sopockiej. Mogło to przynieść wrażenie, bardzo złe wrażenie, że minister sugeruje łagodniejsze traktowanie byłego polityka PO – zarówno przez prokuraturę, jak i przez sąd.

W dniu wczorajszym natomiast w wypowiedzi dla jednej ze stacji telewizyjnych, Czuma stwierdził, że polski wywiad zna nazwiska terrorystów, którzy zamordowali Piotra Stańczaka w Pakistanie, oraz, że w pakistańskich władzach są ludzie, którzy im sprzyjają…Nawet posiadając taką wiedzę, nie powinien jej upubliczniać, jako członek rządu, ponieważ nie jest to tylko sprawa bezpieczeństwa, ale również sprawa kultury dyplomatycznej. Nie jest niczym dziwnym, że strona pakistańska natychmiast ostro zareagowała.

Ale Czuma ma inny, poważniejszy problem;

Na stronie tygodnika „Polityka” redaktor  Cezary Łazarewicz opublikował artykuł, z którego niedwuznacznie wynika, że minister sprawiedliwości rządu polskiego dopuścił się nadużyć finansowych, a nawet oszustw na wielką skalę w trakcie swego pobytu na emigracji w USA. Ciąży na nim kilkanaście wyroków, za niezapłacone debety kart kredytowych, a także wyroki sądowe za niespłacone długi prywatne i za leczenie medyczne.Poza tym Łazarewicz pisze, że Czuma dopuszczał się wobec jednego ze swych wierzycieli gróźb karalnych, łącznie z groźbami pobicia.

Materiał redaktora Łazarewicza jest bardzo dobrze udokumentowany, a znając go (serdecznie pozdrawiam…) i jego publicystykę, zarówno jeszcze z „Przekroju”, jak z obecnego miejsca pracy, wiem, że każde źródło zostało przez niego rzetelnie sprawdzone.

Stanowisko ministerialne w rządzie powinno był piastowane przez osoby godne zaufania, a stanowisko Ministra Sprawiedliwości – i Prokuratora Generalnego – powinna sprawować osoba nieskazitelna moralnie i całkowicie czysta prawnie. Andrzej Czuma nie spełnia tych standardów.

Uważam, w świetle zachowań pana ministra w ostatnich tygodniach, a także w związku z ciążącymi na nim zarzutami, oraz wyrokami sądowymi,  że powinien natychmiast podać się do dymisji, jak również złożyć mandat poselski. Nie powinien „oddawać się do dyspozycji” premiera, lecz wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za przeszłość i za swoje słowa i czyny.

Po raz kolejny okazuje się, że „dobry życiorys” to trochę mało, a „styropianowe” doświadczenie nie może być przepustką do karier.

Andrzej Czuma musi odejść!

Azrael