POPiS, czyli bzdur ciąg dalszy

Wczoraj „Rzeczpospolita” opublikowała wywiad z Lechem Kaczyńskim, w którym to znaleźliśmy nawoływania do odgrzania starego kotleta, czyli koalicji dwóch formacji postsolidarnościowych, Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej.
Nie muszę chyba tłumaczyć, komu tak naprawdę zależałoby na tym, aby tego rodzaju porozumienie zostało zawarte. Sztywne sondaże „ujemnego poparcia” dla Lecha Kaczyńskiego i jego brata, na to jednoznacznie wskazują. Z drugiej natomiast strony Polacy irracjonalnie wierzą, że gdyby „bestia” miała założony kaganiec, pod postacią współodpowiedzialności za państwo, to można by ją dopuścić do rządzenia – lub choćby do czegoś w rodzaju koalicji sejmowej. Tak wierzy 60% badanych, którzy uważają, że POPiS to byłby dobry pomysł na trudne, kryzysowe czasy.

Szkoda jednak, że sondaże się nie pytają, dlaczego właściwie. Dlaczego Tusk miałby dążyć do porozumienia, kiedy ma stabilną większość, niezłą, jak na inne kraje regionu i całej UE, perspektywy przejścia przez kryzys, no i najważniejsze, z punktu widzenia gry o prezydenturę – jasno zdefiniowanego i osłabionego przeciwnika.

Ale PiS nie ustaje w rozgrywkach;

Dziś o poranku gazeta codzienna „Dziennik”, lecąca na pysk w sprzedaży, podała newsa, że to ponoć sam Tusk wystąpił z tą propozycją. Miało się to stać w trakcie wspólnej podróży samolotem, 12 grudnia ubiegłego roku, kiedy to odwołano lot rejsowy premiera, a Lech Kaczyński podesłał mu „własny” samolot, w wyniku czego panowie razem też wracali do kraju. Informacja pochodziła z tak zwanego sprawdzonego źródła, z Kancelarii Prezydenta.
Oczywiście politycy PO twardo (albo dowcipnie) dementują te rewelacje, a jak raczej wierzę im, niż „sprawdzonemu” źródłu.

Zajrzałem pod notkę i szczerze się zdziwiłem, bo znalazłem tam podpisy dziennikarzy, Mikołaja Wójcika i Marcina Graczyka, którzy raczej młodymi wróblami nie są, i nie powinni się tak łatwo wpuszczać w maliny. Więc dlaczego „”bliski współpracownik” Kaczyńskiego tak łatwo „sprzedał” te rewelacje?

Teorii może być kilka, dla mnie najbardziej prawdopodobna jest ta, że redaktor Robert Krasowski nie pozbył się tęsknoty za koalicją PO i PIS, która miała być polskim modelem wielkiej koalicji niemieckich SPD i CDU, a która miała być także napędem i sednem profilu jego gazety. Dlatego też jest gotów uwierzyć w każdą tego rodzaju pogłoskę.

I następna sprawa; Kto wpuścił panów z „Dziennika” w taki medialny kanał? Tu sprawa jest prosta, jak drut – to Michał Kamiński, który już nie raz tego rodzaju manewry czynił. Kamiński zapewne nudzi się w pracy, od kiedy do mediów chodzą głównie Stasiak i Szczygło, więc w związku z tym, że zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego, postanowił się przypomnieć. Siedzą w fotelu, z nogami na blacie i cygarem w zębach (oj, znany jest jego hedonizm) wymyślił więc newsa, który, choć absurdalny, to jednak znalazł chętnego do publikacji. A że mieści się on w ramach „strategii miłości i niewalki” Prawa i Sprawiedliwości – to przynęta została chwycona. I znów Ania Jędrzejowska z TVN24, która ma dziwną słabość do Kamińskiego, będzie mogła go zaprosić do studia…

Istnieje tez inna możliwość; Barek na pokładzie TU 154 został w trakcie wspólnej wyprawy Donalda, Lecha i Michała mocno nadwyrężony… Pytanie wtedy zostaje otwarte – kto i co komu obiecał i czy jednak Kamiński nie był z tego towarzystwa najprzytomniejszy?

Azrael

Niemcy – polityka histeryczna

Rzadko się nie zgadzam z opiniami i poglądami profesora Władysława Bartoszewskiego, ale w sprawie projektu Widocznego Znaku i uczestnictwa w nim posłanki CDU, Eriki Steinbach – uważam, że się myli, i to fundamentalnie.

Erika Steinbach zajęła w polskich mediach miejsce Franza Josefa Straussa, twórcy i wieloletniego szefa niemieckiej CSU. Za czasów komunizmu robił za czarnego luda imperializmu niemieckiego i straszak dla niegrzecznych dzieci.

Steinbach jest szefową niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV), nie mając praktycznie żadnej konkurencji. Jest politykiem skutecznym, mającym dość nieduży, ale stały i wierny elektorat. Potrafi budować własny wizerunek polityczny, jest również przedstawicielem znacznego elektoratu chadeckiego i jest znaczącym politykiem CDU. Nie przypadkowo w Bundestagu pani Steinbach siedzi w pierwszym rzędzie posłów.

Od 1999 roku, kiedy objęła przewodnictwo związku – udało się jej tą organizację wyprowadzić z zaścianka politycznego na szerokie wody. Pobudziła nie tylko wśród członków ziomkostw poczucie krzywdy wypędzonych Niemców, ale również doprowadziła do zmiany optyki widzenia tego problemu przez polityków. Pokazuje Niemców jako ofiary II wojny światowej, kładąc naciski na sprawy pamięci o ziemiach rodzinnych, dziś terytoriów Polski, Czech, krajów bałtyckich. Projekt Widocznego Znaku jest dziś projektem rządowym, ma upamiętniać wypędzenia Niemców z dawnych kresów wschodnich.

Continue Reading →