Polityczne blogowanie, czyli rzecz o Ludwiku Dornie

Wielu polityków, i tych aktywnych i wyautowanych, prowadzi w internecie swoje pamiętniki polityczne. Jedne lepsze, drugie gorsze, lepsze z reguły są te, które są prowadzone tak przy okazji innej aktywności. Dla niektórych jest to element autopromocji, z reguły dość żałosny, inni traktują to miejsce jak element kontaktu z wyborcami, są i tacy, którzy muszą gdzieś dać upust swojej megalomanii.

Ludwik Dorn założył swego bloga w roku 2007, miał to być blog wyborczy, ale z wiadomych powodów stał się on blogiem prywatnym byłego członka Prawa i Sprawiedliwości. Od dłuższego czasu poseł niezależny Dorn prowadzi na tym blogu subtelną i kąśliwą polemikę ze swoim już byłym przyjacielem, Jarosławem Kaczyńskim, umieszcza tam też ciekawe analizy i projekty. I dlatego ten jego blog jest traktowany bardzo poważnie i cytowany w innych mediach, nie tylko elektronicznych. Jego adwersarz nie odpowiada mu w ten sam sposób, bo dla Kaczyńskiego internet to przecież miejsce spotkań pijaków i miłośników pornografii…

Przed krakowskim kongresem PiS Ludwik Dorn wyraźnie napisał, że problemem partii jest jej przywódca, Jarosław Kaczyński. Nie wzbudziło to specjalnego wzruszenia wśród członków jego byłej partii, Kaczyński pozostał niekwestionowanym liderem i spiritus movens swojej formacji. Dorn jednak nie kapituluje i posuwa się za każdym razem dalej i dalej. Zdaje sobie sprawę, że powrotu do partii, póki na jej czele stoi Kaczyński, nie ma, więc wkroczył na ścieżkę dyskredytacji swego byłego szefa i przyjaciela.

Continue Reading →

O tarczy, z ręką w nocniku

O tym, że traczy antyrakietowej w Polsce nie będzie, realiści, tacy jak profesor Roman Kuźniar, mówili od dawna. A że jest to sprawa przesądzona, wiadomo było poranku 5 listopada 2008 roku, kiedy Barack Obama został zwycięzcą wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Tylko tacy nieuleczalni amerykanofile, o profilu konserwatywnym, jak Zbigniew Lewicki, mogli snuć dalej plany o tym przedsięwzięciu. Jeszcze w styczniu Lewicki przekonywał, że podpisana w sierpniu rządowa umowa pomiędzy Polską i Stanami Zjednoczonymi, ma moc traktatową, równą traktatowi natowskiemu i Amerykanie MAJĄ OBOWIĄZEK jej dotrzymania. A naprawdę już wtedy chodziło tylko o ostatnie punkty dla administracji George’a W. Busha…

Od zawsze pisałem, że instalacja tego systemu w Polsce, to pomysł poroniony. Realizm w polityce, rzeczowość i umiejętność przewidywania, to rzecz podstawowa. Polityka zagraniczna wymaga również elastyczności. Jej brak może postawić kraj w sytuacji bez wyjścia. Polska jest mistrzem prowadzenia polityki “romantycznej”, jak ją nazywają jedni, histerycznej i pełnej fobii – jak chcą inni. Nasz kraj był wielokrotnie zdradzany i oszukiwany przez swoich koalicjantów. Polska bezkrytycznie wierzyła, że ktoś, kto podpisał z nami porozumienie, pakt, będzie się z niego bezwarunkowo wywiązywał, nie oglądając się na swoją własną sytuację. Doskonale pamiętamy to z roku 1939, pamiętamy to również z konferencji jałtańskiej, z roku 1945. Pomimo to, Polska dalej sądzi, że lepiej jest szukać przyjaciół daleko, a wrogów jak najbliżej.

Continue Reading →