Za „Gazetą Wyborczą”, wydanie stołeczne;
—————————–
Religa – lewicowy żoliborski inteligent
Kilka słów o św. pamięci Zbyszku Relidze.
Piszecie o nim, że był urodzony w Miedniewicach (wieś w Skierniewickiem), a „kształcił się w Warszawie”. Potem w USA i tyle. Może jednak warto powiedzieć, że pochodził z warszawskiej rodziny nauczycielskiej. Jego matka była dyrektorką znanej szkoły żoliborskiej, którą potem kierowała Anna Radziwiłł i do której uczęszczali m.in. Andrzej Seweryn, Mirosław Sawicki, Antoni Libera. On sam kończył inną znaną szkołę żoliborską przy Felińskiego 15, zwaną wtedy TPD 1. Przed nim absolwentami tej szkoły byli m.in.: Bronisław Geremek, Krzysztof Pomian, Jarosław Abramow-Newerly, Zbigniew Zapasiewicz, Andrzej K. Wróblewski, Andrzej Garlicki, Juliusz Rawicz, a na rok przed Religą Janusz Głowacki, Andrzej Paczkowski, Tomasz Łubieński, po nim bracia Damięccy, Marek Kotański… Można by wyliczać długo. Mieszkał w V kolonii WSM. Krótko mówiąc, należał do tzw. dobrej inteligencji żoliborskiej o tradycji PPS-owskoko-operatystyczną takiej inteligencji, do której należeli np. profesorostwo M. i S. Ossowscy, Jan Strzelecki, prof. Witold Kula. Religa był bardzo dzielny, bardzo ambitny, bardzo pracowity, ale ów etos żoliborski bez wątpienia miał wpływ na jego wrażliwość społeczną, naturę społecznika. Studia kończył oczywiście w warszawskiej Akademii Medycznej może warto, żeby coś opowiedzieli o nim jego koledzy z tamtych czasów.
[Źródło: "GW"]
—————————–
To była również moja szkoła. I choć mieszkam dalej, nie na starym Żoliborzu, czuję powinnowactwo z tym środowiskiem, z tego rodzaju ideami i przede wszystkim – niezależnością umysłową. To jest właśnie ta inteligencja, nieetosowa, lecz autentycznie wyrastająca z intelektualizmu, zabarwionego wrażliwością.
Azrael




Azraelu, dobrze że przypomniałeś, że bardzo dawno temu (przełom lat 40. i 50.) istniały szkoły tepedowskie, czyli prowadzone przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci i ze te szkoły były prowadzone na bardzo wysokim poziomie, stąd tylu słynnych absolwentów.
Nie miałem pojęcia, że TPD prowadziło kiedyś szkoły, ciekawa rzecz. Czytając w tekście „TPD” pomyślałem o Towarzystwie Przyjaciół Dzieci, ale sądziłem, że to przypadkowa zbiezność skrótów.
Limanowski to szkoła z wielkimi tradycjami.
http://www.jedynka.org/strony/19/historia_szkoly/
Tak na marginesie – Lech Kaczyński uczęszczał do innej znanej szkoły żoliborskiej, Lelewela, ale go nie skończył. Skończył liceum DWL, na Wrzecionie, nie przez przypadek zwany „debilotem”…
Dobre te liceum musiało być.
Dzisiaj po 35 latach pracy, dużą premię dostał.
Przyznam, że masz tupet.
Ciekawe. A na uroczystościach pogrzebowych Geremka byli.
Zapomniałeś o Kuroniu i Wyczańskim i paru innych… Żoliborz był zabawnym miejscem w tamtych czasach…
Pozdrawiam…
Byłem uczniem XVIstki…
Pozdrowienia!
Szacunek i pamięć dla prof. Religi. Ale ostudziłbym troszkę zapał dziedziczno-szkolnej „inteligencji żoliborskiej”. To naprawdę nie jest bardzo dziwne, że szkołę w ludnej warszawskiej dzielnicy ukończyła (w różnych zresztą latach) grupa znanych niegdyś i obecnie ludzi. Środowisko dużych miast, a szczególnie Warszawy, w czasach gdy komunikacja była znacznie trudniejsza niż dziś, w sposób naturalny tworzyło zaplecze wszelkiej działalności, i rządowej, i opozycyjnej, i naukowej. Z Koziej Wólki, nawet najzdolniejszy miał dużo dalej do sławy czy władzy niż osioł z Warszawy. I skądinąd zabawna jest duma z ukończenia szkoły, którą ukończył ktoś sławny. Zasługa „per procura”. Unosi się nad nią woń „szlachetnego urodzenia”, które nie wymagało już potwierdzenia własną mądrością czy zdolnościami – dobrze urodzony był lepszy i już. Widać to też, z całkiem drugiej strony, w dumie naszego Pana Prezydęta z pochodzenia żoliborskiego. Oj, głupio się bawicie, Kuroń się chyba z góry (której zresztą nie ma) śmieje.
@alojzy: Panowie biskupi byli na pogrzebie Nikosia i nie byli na pogrzebie prof. Deca. Wnioski?