Polska prawica to projekt zamknięty

Co jakiś czas w prasie, mediach elektronicznych pojawiają się opinie, komentarze, lub pytania, dlaczego to lewica w Polsce nie ma szans, dlaczego nie może się odbudować? Coraz częściej pada stwierdzenie, że Polska może, a wręcz powinna być państwem bez silnej politycznej reprezentacji lewicowej. Wypada się z tym zgodzić – tak, Polska może być krajem, gdzie w parlamencie nie jest reprezentowana klasyczna partia lewicy socjalnej, tak samo, jak w polskim parlamencie nie ma klasycznej partii prawicowej, rozumianej jako prawica konserwatywna.

Zatarcie pomiędzy pojęciami prawicy i lewicy było już wielokrotnie omawiane, także przeze mnie. W czasie kiedy żyjemy, w XXI wieku, klasyczne pojęcia i odniesienia do wartości kultywowanych i stworzonych w XIX i XX wieku, tracą rację bytu. Takie nazwiska, jak Edmund Burke, John Locke, Pierre Proudhon, czy Michał Bakunin, niewiele mówią nie tylko młodzieży, wyborcom, ale również samym politykom. Oni już tych idei i wartości nie potrzebują. Nie potrzebują ani tamtych programów, ani idei, ani odniesienia do wartości, osadzonych w określonym czasie i warunkach, będących tak naprawdę elementem pewnych doktryn filozoficznych, z których dopiero tworzyły się konkretne programy. Tym bardziej, że próby korzystania z nich, adaptacji do unikalnych sytuacji i etapów rozwoju społecznego, mogą prowadzić do głębokich patologii i tragedii. Doświadczenia stalinizmu, faszyzmu, w różnych postaciach, także tego z pierwiastkiem katolickim, jak we frankistowskiej Hiszpanii, są tego wymownym przykładem.

Lewica w Polsce rzeczywiście jest w głębokim impasie. Ale również w wielkim impasie jest polska prawica. Warto się zastanowić, dlaczego prawicowa myśl polityczna nie jest, jak to się teraz określa, “trendy”. I warto się zastanowić, dlaczego prawica, tak samo jak lewica, jest projektem ideowo zamkniętym.

Continue Reading →

Studio Opinii – redakcja

Tak wyglądają obrady redakcji Studia Opinii – choć to było wyjątkowe zebranie – wielkanocne…

Fetysz deficytu budżetowego

Nie jest dobrze z polską gospodarką. Nie jest tak dobrze, jak było jeszcze półtora roku temu. Nie jest dobrze, jeżeli patrzymy na wskaźniki produkcji przemysłowej, inwestycji infrastrukturalnych, zatrudnienia, spadają płace. Spada wartość inwestycji zagranicznych, malej polski eksport. Ale polski Produkt Krajowy Brutto rośnie, ma wynieść na koniec orku 0,8 do 1,1% na plusie. Dla przykładu Łotwa ma spadek na poziomie 19%, inne kraje bałtyckie podobnie, a Ukraina – planowany spadek aż o 23%!.

Polska jako kraj Unii Europejskiej, włączona w krwiobieg gospodarczy tej wspólnoty, radzi sobie doskonale. I nie wygląda na to, aby wbrew hiobowym wieściom, głoszonym przez zwolenników PiS – nagle się załamała. Polski system gospodarczy jest zdrowy – a polski system bankowy i zabezpieczenia w nim funkcjonujące – wręcz wzorcowe.

Czy jednak w Polsce kryzys może się pogłębić? Tak, może, ale nie będzie to zależne w najmniejszym stopniu od decyzji, lub jej braku, polskiego rządu. Wydaje się, że polityka nieinterwencjonizmu w polską gospodarkę się sprawdza. Tym bardziej, że zasoby finansowe, jakie Polska mogłaby przeznaczyć na rozwój rynku krajowego, są minimalne. Zawierają się one właściwie tylko w możliwościach powiększenia deficytu budżetowego. Continue Reading →

Interesy i szantaże Kościoła Katolickiego

Komisja Wspólna Episkopatu i Rządu właśnie obchodzi swoją 60. rocznicę działania. Oznacza to, że ciało to działa od roku 1949 i powstało w latach głębokiego stalinizmu. Polscy komuniści widzieli więc konieczność działania Kościoła Katolickiego w Polsce, czyli się go po prostu bali… I to się nic nie zmieniło – rządzący dalej się Kościoła boją i idą mu na rękę, łamiąc przyrzeczenia działania w interesie ogólnospołecznym.

Prawdziwego znaczenie utylitarnego instytucja Komisji Wspólnej… nabrała dopiero po roku 1989, kiedy KEP za jej pomocą zdobył w Polsce coraz silniejszą pozycję. Nie społeczną, lecz instytucjonalną, wręcz państwową. Forum to stało się wręcz czymś ponad rządowym, strukturą mającą nieformalny wpływ na rząd i państwo. To na jej forum rozstrzygnęły się ustalenie dotyczące religii w szkołach, czy niekorzystne, kosztujące Skarb Państwa miliardy złotych straconych, rozwiązania dotyczące majątków zajętych po II Wojnie Światowej.

Ale polskiemu Kościołowi Katolickiemu to mało. Jemu już zupełnie otwarcie marzy się pozycja na scenie politycznej. Hierarchowie przestają się krygować, i już nie tylko z ambon pouczają, ale wypowiadają się otwarcie w mediach, jak i co powinno robić państwo. W sprawach społecznych, jak w związku z in vitro, w sprawach mediów, gospodarki, polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Kościół broni swej pozycji, jaką mu zagwarantowano przez dwadzieścia lat uległości wszystkich rządów po roku 1989. Dlatego KEP doprowadził, że w nowej ustawie medialnej znalazły się zapisy nie o respektowaniu wartości chrześcijańskich, ale wręcz o ich przestrzeganiu, co jest niezgodne z Konstytucją RP, jako dyskryminujące inne wyznania, a także całe grupy społeczne. To jednak mało – KK chce mieć realny wpływ na to, jak będą te media finansowane. Sławoj Leszek Głodź chce powołania okrągłego stołu, który miałby się zająć stroną ekonomiczną i ideową mediów. Prawdziwie niezależna i dając realne szanse na prawdziwy pluralizm mediów. Oczywiście – pluralizm katolicki, tak jak alternatywą dla lekcji religii, ma być nauczanie etyki… chrześcijańskiej.
Niestety, rządzący zapominają, że nie wszyscy w Polsce są katolikami i nie wszyscy pragną mediów chrześcijańskich. Jeszcze na etapie projektu nowej ustawy medialnej Episkopat domagał się wyjaśnień, dlaczego w RZĄDOWYM projekcie ustawy medialnej nie znalazły się zapisy o respektowaniu wartości chrześcijańskich. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź wręcz posunął się do stwierdzenia, że to“. Niestety, zarówno arcybiskup, jak i stroną rządowa zapomniały, że w Polsce obowiązuje konkordat, w myśl przepisów którego rząd nie ma żadnego obowiązku konsultować, czy radzić się Kościoła Katolickiego, co i dlaczego powinno się znaleźć w nowej ustawie medialnej. Wartości chrześcijańskie powinny być respektowane w społeczeństwie otwartym, ale jedynie na poziomie prawa jednostki – i na równych prawach z innymi członkami społeczeństwa, wyznającymi inne wartości.

Continue Reading →

Presley i Jackson

“Nie będę płakał po Michaelu Jacksonie”, żeby nawiązać do pewnego znanego powiedzenia, ponieważ nie była to moja muzyka, ani moje poetyka przeżywania. Czego innego słuchałem w czasach jego świetności, czego innego słucham teraz, kiedy na topie są gwiazdeczki typu Britney, czy lady Gaga (?). Chciałby zwrócić uwagę tylko na kilka drobnych, a może ważnych, socjologicznie spraw;

Dziwna i wymowna jest zbieżność losów MJ i Elvisa Presley’a. Obydwaj z biednych rodzin, obydwaj z rodzin nie do końca normalnych (matka Presley’a była alkoholiczką, ojciec Jacksona oskarżany był o przemoc i kazirodztwo), obaj nie mieli poukładanego życia. Zmarli młodo, przyczyną pośrednią albo i bezpośrednią było uzależnienie od lekarstw.

Obaj nie stworzyli stylu muzycznego, który zapewnił im nieśmiertelność (Presley – rock and roll, Jackson – soul), obaj też skończyli karierę jako przedstawiciele popu. Jednak to oni będą, na wsze czasy postrzegani jako królowie muzyki. To dzięki Presley’owi rock and roll wyszedł z małych rozgłośni, a Jackson wyprowadził murzyńską muzykę z wytwórni Motown Records. No, i połączyła ich przecież Marie Lisa, córka Elvisa…

Jednak chyba najważniejsza i najtragiczniejsza zbieżność losów tych dwóch muzyków i piosenkarzy, genialnych w tym, co robili, było to, że obaj się wznieśli na wyżyny muzyczne i uwielbienia, aby następnie z nich się zsuwać w dół, aż do zatracenie i symbolicznej śmierci. Odcięci od świata realnego, praktycznie pozbawieni wsparcia (choć relacje MJ z niektórymi członkami rodziny nie były najgorsze), w sumie infantylni i naiwni.

Jednak rola kulturowa Jacksona jest nieporównanie większa. Był artystą multietnicznym, pierwszym czarnym muzykiem gatunku popularnego, który przełamał bariery, co zauważył już dawno Quincy Johns (który jest bezspornie współtwórcą jego sukcesów). Nie był tylko muzykiem czarnym, ale robił wszystko, nie tylko w przenośni, aby stać się białym. I to białą kobietą, ponieważ jego wzorcem była… Diana Ross.

Jackson, genialny muzyk był całkowicie bezradny wobec mechanizmu show biznesu. Dzięki niemu zrobił karierę, on go przemodelował gruntownie, zabił jego tożsamość i zniszczył. I jego talent również. To on potrafił pierwszy wykorzystać telewizję i potrafił się wykorzystać klip muzyczny. To co zostało z Jacksona w ostatnich 15 latach, było już tylko jego odbiciem. Została tylko jego muzyka, która już jest dawno kanonem, mającym wpływ na wiele innych gatunków muzyki.

Ale jego osoba będzie stawiana w kulturze i historii murzyńskiej emancypacji obok pastora Martina Luthera Kinga, Malcolma X, Muhammada Ali…

Azrael

Terlikowski naucza

„Rzeczpospolita” udziela swoich łam różnym dziennikarzom, publicystom, ludziom nauki i kultury. Oprócz stałego staffu redakcji i współpracowników, Paweł Lisicki do tematów kontrowersyjnych lubi zatrudniać ludzi z zewnątrz, dla pobudzenia dyskusji. Czasem chodzi o zlecenie polityczne, jak na przykład wsparcie Prawa i Sprawiedliwości piórem Tomasza Sakiewicza, czy Łukasza Warzechy, czasem też dokopanie prezydentowi, czy jego bratu – wtedy można poprosić Waldemara Kuczyńskiego albo Tomasza Wołka.

Ta „linia” redakcyjna zapewne przyświecała temu, aby zamówić temat i artykuł o homoseksualizmie u redaktora Tomasza Terlikowskiego. I pan doktor nie zawiódł pokładanych nadziei – napisał artykuł ostry. Ostry, ale nie polemiczny, za to na poziomie skrajnej homofobii. I to na poziomie marginesu, zarówno kulturowego, jaki i intelektualnego, z odcieniem fobii i zaburzeń maniakalnych.

Z takimi ludźmi, jak Tomasz Terlikowski, czyli z twardymi publicystami katolickimi w zasadzie nie zgadzam się nigdy, jeżeli chodzi oczywiście o zagadnienia światopoglądowe. W wielu innych tematach, jak na przykład lustracji w Kościele Katolickim, i owszem. Nie mogę się zgodzić, ponieważ publicyści ci z reguły głoszą opinię, że na gruncie moralności nie może być kompromisu – a z reguły tak zaczynając – prowadzą dalej swój wywód, że moralność, ta jedynie słuszna, katolicka, MUSI być jedyną obowiązującą w społeczeństwie, szczególnie polskim, której jak wiadomo, jest w większości katolickie, a większość ma ZAWSZE RACJĘ…

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 25 czerwca

Generacja bankrutów

„Jest prawdą, że jedną z przyczyn kryzysu jest to, ze Amerykanie wzięli zbyt dużo pożyczek, na których spłatę ich po prostu stać nie było i nie jest…,ale również miliony Amerykanów podpisało kontrakty, których nie rozumiało. Bankowcy oraz pośrednicy pożyczek, nie ujawniali prawdy dotyczącej odsetek oraz spłat, skorzystali z naiwności Amerykanów, zarabiając ogromne sumy pieniężne przyczyniając się tym samym do bankructwa wielu ludzi.”

Prezydent Obama

Zgodzę się częściowo ze słowami prezydenta Obamy. Bankowcy, inwestorzy oraz pośrednicy pożyczek przez lata spekulowali i zarabiali na Amerykanach, którzy nie przez swoja naiwność, ale chęć posiadania i brak odpowiedzialności znaleźli się w takiej a nie innej sytuacji. Usprawiedliwianie Amerykanów, że podpisali dokumenty, których nie rozumieli, jest niesłuszne. Każdy potrafi czytać i pisać. Fakt, język dokumentów finansowych jest dosyć zawiły. Ale jeżeli ktoś zarabia 45,000 USD lub mniej na rok, to potrafi sobie obliczy , ze nie stać go na dom za 400,000 USD. Proste.

Przez lata, bankowcy oraz inwestorzy stanowili najbardziej wpływową i najlepiej zarabiającą grupę w USA. Mimo krytyki ze strony wszystkich oraz rozmów na temat regulacji tego systemu; bankowcy oraz inwestorzy nadal sobie dobrze żyją . A kryzys usprawiedliwia ich do tego aby np. zwiększyć już i tak wysokie odsetki obciążające karty kredytowe. Odsetki te nie są zwiększane dlatego, że ktoś nie płaci na czas lub nie płaci w ogóle. Są zwiększane ponieważ banki są chronione przez kontrakt zezwalający im na tego typu zachowanie. Dodatkowo, dotąd nie ma prawa, które by im na to nie pozwalało. Banki typu Citibank, Chase czy Bank of America, które dostały pomoc od rządu, właśnie to zrobiły.

Przeciętny Amerykanin ma kilka kart kredytowych. Kilka lat temu, dostanie karty kredytowej nie było łatwą sprawą. Trzeba było udowodnić, że miało się dobrą historię kredytową i dopiero wtedy banki wydawały kartę z limitem. Ale Amerykanie, którzy są narodem lubiącym wydawać, kupowali na karty wszystko, a balans rósł. W przeciągu ostatnich kilku lat, banki wydające karty kredytowe zarobiły tak dużo, że nikt nie sprawdzał dokładnie historii kredytowej i ludzie dostawali karty z limitem na 25,000 USD lub więcej. Banki które wydaja owe karty, zatrudniają osoby po najlepszych uniwersytetach finansowych oraz prawniczych. Osoby te są odpowiedzialne za stworzenie kontraktu aby klient ani sąd nie mógł go podważyć. Banki maja prawo podnieść odsetki nawet wtedy kiedy osoba płaci za kartę, ale na przykład nie zapłaciła na czas za gaz. Jeżeli ktoś nie zapłacił na czas minimum, banki nakładają kary, a odsetki automatycznie wzrastają o kilka procent.
Amerykanie żyją na kredyt. Jest to naród, który uwielbia wydawać, nawet teraz i większość tych wydatków idzie na kartę kredytową. Przeciętny Amerykanin ma 10,000 USD długu na kartach kredytowych. I to jest tylko jedna cześć długu. Bo przecież muszą tez płacić za pożyczkę na dom lub wynajem, oraz pożyczki za szkolę oraz za samochód, no i mieć na życie. Pokolenie Amerykanów to pokolenie bankrutów.

Continue Reading →

Iran i Tybet

“Nie wtrącaj się do spraw, którymi cię nie obarczono”

Konfucjusz


“Rewolucja” w Iranie dobiega końca. Piszę to w cudzysłowie, ponieważ tym mianem zostały określone zamieszki w Teheranie po wyborach prezydenckich z 12 czerwca. Ale nie była to żadna rewolucja, ponieważ ci, którzy wyszli na ulice, nie protestowali przeciwko porządkowi prawnemu i przeciwko władzy, teokracji państwa Persów, lecz tylko przeciwko fałszerstwom wyborczym. To media zachodnie, a także organizacje praw człowieka chciałyby, widzieć w tym ruch, który może zmienić oblicze tego państwa. Chyba są to mrzonki.

Persowie, w tym także ludzie młodzi, którzy mają dostęp do informacji z poza sfery oficjalnej, nie mogą nie widzieć, co się dzieje tuż u granic ich państwa. Z jednej strony Irak, pełen wojsk amerykańskich, z drugiej Afganistan, pozostający w głębokim chaosie i coraz bardziej niestabilny Pakistan. Wszystkie te kraje pogrążone nie tylko w awanturze, ale również – pod groźbą terroryzmu. To widać, i do tego Iran nie dąży. A do tego jeszcze – trudno, aby irańskie rozruchy cieszyły się poparciem państw zachodnich. I trudno, aby organizacje praw człowieka zaprowadziły w tym 70-milionowym, ale wielokulturowym kraju, państwo otwartej demokracji.

Continue Reading →

Ustawa o prywatyzacji mediów publicznych

Decyzje i plany polityczne można przeprowadzać elegancko albo mniej elegancko. Dla jednych liczy się styl, dla innych – skuteczność. Skuteczność w polityce jednak jest rzeczą najważniejszą.

Nie od dziś wiadomo, że Platforma Obywatelska i sam premier Donald Tusk do mediów publicznych, a w szczególności do TVP przywiązani nie są. Nie widzą, w przeciwieństwie do innych sił politycznych w mediach siły sprawczej polityki, lecz raczej zupełnie niepotrzebny twór, który dawno już przestał pełnić role służebne na rzecz społeczeństwa, lecz jest tworem bizantyjskim, żyjącym dla siebie i pokaźnego grona pasożytów, którzy żerują na nim – za pieniądze abonamentowe. Dlatego jestem przekonany, że długofalowym celem PO było doprowadzenie mediów do stanu zapaści finansowej (bo w zapaści organizacyjnej TVP jest już od dawna), a następnie do podzielenia śmierdzącej masy upadłościowej – i jej sprzedaży. I tu się z premierem zgadzam – tak, media w takiej postaci, jako proste przedłużenie z czasów PRL istnieć nie mogą. I proszę tylko bez dawno już przebrzmiałych, wyświechtanych tekstów o misji…

Pierwszym krokiem premiera było zamknięcie kurka z dopływem środków z abonamentu, czyli z narzuconej daniny społecznej, nad którą ani Skarb Państwa, ani sami obywatele od momentu wypłynięcia pieniędzy z naszych portfeli nie mieli wpływu. Dalej były dwie drogi – albo przejęcie pełnej kontroli przez państwo nad tymi mediami albo ich likwidacja – czyli przekształcenie struktur publicznych TVP i PR w spółki prawa handlowego.
Wybrano rozwiązanie drugie – doprowadzenie TVP i radia do sytuacji, kiedy ze względu na brak środków będą musiały zostać postawione w stan likwidacji. I dopiero na czystej bazie technicznej powinno się zbudować nową strukturę, dostosowaną do wymogów prawa – a przede wszystkim wymogów konkurencji.

Ustawa medialna powstała oczywiście nie z powodu tego, aby TVP i PR uzdrowić i nadać im nowe formy, przystające do potrzeb społecznych. Ona powstała tylko dlatego, że zapisy prawa Unii Europejskiej obligują rządy państw członkowskich do pomocy mediom publicznym. Jednak to, co zostało przegłosowane kilka tygodni temu, i co dziś było procedowane w Sejmie, czyli poprawki Senatu, wcale nie miały uzdrowić i stworzyć nowe formuły telewizji i radia publicznego, lecz je po prostu zabić. I to się w pełni udało.

Sejm dziś przyjął poprawkę Senatu o zniesieniu minimum środków budżetowych na rzecz mediów publicznych, co było ustalone na linii Platforma Obywatelska – SLD. Jest wiadome, że z powodów zapisów ustawy o KRRiT prezydent ustawy nie podpisze, tylko skorzysta z prawa veta. SLD, łącznie z PiS, “oszukane” przez PO doprowadzi do przyjęcia veta, na jesieni tego roku. W międzyczasie okaże się, że nie ma środków na prowadzenie działalności – poza środkami, które specjalnym rozporządzeniem, z rezerwy budżetowej nie wyasygnuje rząd. I wtedy Skarb Państwa zacznie wdrażać procedurę likwidacji (w między czasie skończy się kadencja KRRiT…).

Już rok temu pisałem, że reorganizacja mediów nastąpi nie poprzez ich przekształcenie i przesunięcia krzesełek w inne miejsca budynków, redakcji i gabinetów – lecz poprzez likwidację istniejących struktur i powołanie nowych spółek. Mam jednocześnie nadzieję, że to co się stanie, pozwoli przede wszystkim TVP na pozbycie wpływów na działalność tej instytucji raka związków zawodowych. To jest moloch, zatrudniający 4700 osób, mający „na pokładzie” 30 związków zawodowych, którym steruje biuro reklamy, za misję uchodzą programy, takiej jak “Gwiazdy tańczą na lodzie”, “gwiazdy” pokroju Kammela brały po 60, i więcej, tysięcy złotych za twarz. Substancja telewizji, jej zaplecze techniczne, jej twórcy zostaną utrzymane. I jej dziedzictwo kulturowe, które powinno zostać integralną i niepodzielną częścią nowej telewizji.

I mam nadzieję, że nowa telewizja PUBLICZNA zostanie oczyszczona z polityków. Choć w to nie wierzę. Oni zawsze znajdą drogę…

Azrael

Rewolucja twitterowa

Udział mediów w najważniejszych wydarzeniach globu jest już normą. Normą i koniecznością, jaką narzuca nam ich świat. Atak na WTC, trochę przypadkiem, był filmowany i przekazywany on line od uderzenia pierwszego samolotu. Kamery były też w środku, przekazując obraz, taki jak widzieli i przeżywali ci, którzy byli w obu wieżach WTC.

Wojna i przemoc są dobrym materiałem medialnym. Najlepszym, ponieważ tak zaskakującym, że scenarzyści filmowi mogą sobie tylko marzyć, że mogą zrealizować film, czy serial o takiej dramaturgii.

Inwazja amerykańska na Irak, w 2003, była pierwszą wojną telewizyjną, na taką skalę. Zdjęcia nie tylko z linii frontu, ale również z ostrzeliwanego Bagdadu, też były autentyczne. Nadawane przez telefony satelitarne i telewizję satelitarną nocne bombardowania, wybuchy, ogień obrony przeciwlotniczej, dawały złudzenie uczestnictwa w centrum wydarzeń. Symboliczne obalenie pomnika Saddam Husajna, pod okiem kamer, było kwintesencją tego przekazu.

Równolegle do kamer i mikrofonów mainstreamu błyskawicznie zaczął rosnąć kanał informacji niezależnej, internetowej. Konwergencja elektroniczna spowodował, że obok słowa pisanego w internecie, portali i blogów, olbrzymie znaczenie zaczął mieć obraz, nagrywany cyfrowymi aparatami, kamerami, wreszcie telefonami komórkowymi. Zdjęcia nocnych walk w Afganistanie i Iraku były wymowniejsze, niż najbardziej sugestywne i dramatyczne przekazy korespondentów wojennych. Do tego kanał internetowej informacji był, i jest, praktycznie poza kontrolą, co pozwala na wykorzystywanie go nie tylko do przekazywania informacji i obrazów, ale również do walki politycznej. Ostatnio wielką karierę zrobił system mikroblogowania, Twitter, w którym za pomocą 140 znaków można przekazywać informacje, ale nie tylko, ponieważ błyskawicznie obrasta on w narzędzie i aplikacje, pozwalające na zamieszczanie zdjęć i filmów.

W Stanach Zjednoczonych Twitter jest narzędziem uprawiania marketingu, nie tylko biznesowego, ale również politycznego. Pierwszym, dzięki któremu Twitter stał się popularny, był Barack Obama, którego sztab wyborczy zresztą ustanowił standardy prowadzenie kampanii w internecie, między innymi także poprzez portale społecznościowe, takie jak Facebook.

Specjalnego znaczenia Twitter nabrał jednak dopiero teraz, za przyczyną Irańczyków. Po wyborach 12 czerwca Teheran stał się areną gwałtownych protestów i manifestacji, zwolennicy Mir Husajna Musawiego wyszli na ulice, protestując przeciwko fałszerstwom wyborczym. Jednocześnie władze, widząc rozszerzające się zamieszki, postanowiły odciąć oficjalne media i oficjalnych dziennikarzy od informacji, wprowadzając ostre restrykcje dla dziennikarzy zagranicznych, łącznie z zakazami opuszczania hoteli i zamykaniem biur zachodnich agencji i redakcji. Okazało się jednak, że wszystko na darmo; Zwolennicy pretendenta do fotela prezydenckiego już w trakcie kampanii byli bardzo aktywni w internecie, głównie na portalu Facebook, i wykorzystując to, oraz właśnie Twittera i YouTube, rozpoczęli na masową skalę przekazywanie informacji, zdjęć, komunikatów, organizując w wirtualnym świecie faktyczną opozycję i przekazując informacje całemu światu. I pomimo prób blokowania dostępu, a także namierzania aktywnych internautów – informacja z Iranu stale płyną.

Twitter, z konieczności, stał się dla mediów klasycznych źródłem informacji. Nikt już nie pyta, jak było to jeszcze kilka miesięcy temu, czy jest to źródło wiarygodne, weryfikowalne. Zdjęcia i filmy, przekazywane internetem, stały się podstawą informacji wizualnych, a 140-znakowe informacje z Twittera, od anonimowych internautów, są umieszczane w oficjalnych serwisach agencyjnych. Ma to kolosalne znaczeni dla samych Irańczyków, którzy w ten sposób mogą informować świat, a z drugiej strony, czuć jego solidarność (w odróżnieniu od oficjalnego, wstrzemięźliwego, stanowiska wielu rządów, z administracją Baracka Obamy na czele).

Jednocześnie, poza irańską “zieloną rewolucją”, która dogasa, dokonuje się na naszych oczach rewolucja informacyjno-internetowa. Brak w Teheranie dziennikarzy zachodnich i oficjalnych obserwatorów, spowodował, że kanał informacji niezależnej, pewna forma dziennikarstwa obywatelskiego, okazała się skuteczniejsza i bardziej wiarygodna, niż media mainstreamu.

System komunikacji wielostronnej, jaką nam oferuje internet, niezależnej, niekontrolowanej, po raz pierwszy uzyskał tak znaczącą przewagę nad mediami tradycyjnymi.

Właśnie na naszych oczach, i na naszych monitorach komputerowych, dokonuje się prawdziwa rewolucja medialna.

Azrael

————

Paradygmat kłamstwa polityka

„Człowiek obdarowany został mową po to, aby ukryć swoje myśli.”

Charles Maurice de Talleyrand

Moralność w polityce to temat trudny i do końca nigdy nie rozwiązany. Czy polityk powinien się posługiwać kłamstwem, czy tylko nie powinien mówić do końca prawdy? To temat – rzeka. Rzeka wartka i mocno zamulona.

Czy polityk może być moralny, czy w samej idei uprawiania polityki może być obecny pierwiastek moralności? Jest to temat z cyklu tych nie rozwiązywalnych.
Moralność, jako zestaw norm, wzorów, zasad i ideałów postępowania, które regulują stosunki polityka ze społeczeństwem – a w bardziej wąskim znaczeniu – z jego wyborcami – ma ścisłą korelację z wykonywanym zawodem. Zawodem polityka, którego celem głównym jest nie niesienie pomocy społeczeństwu – lecz walka o zdobycie władzy i jej utrzymanie – czyli tak naprawdę są to techniki i metody manipulacji. I mało jest tu miejsca na wartości moralne, na ideały, czy na prawdę. Orężem polityka (oprócz mediów…) jest kłamstwo. Bo czym innym, niż kłamstwo są obietnice wyborcze, czymże jest „program naprawy”, czy „uzdrowienia”, „odzyskania” i „rozszerzania” niż kłamstwem? No, spójrzmy prawdzie w oczy – czy polityk może być moralny?!

Jeden z nuworyszy politycznych, Marek Migalski, jeszcze do niedawna uchodzący za politologa, choć już od dawna był postrzegany raczej jako spin doctor partii, z ramienia której został europarlamentarzystą, stwierdził, że jako polityka zamienił paradygmat naukowca, czyli „prawda- fałsz”, na paradygmat polityczny, zderzający ze sobą kwantyfikatory dobra i zła. To dość pokrętne stwierdzenie, bo po pierwsze, dr Migalski, jeszcze kiedy „robił” za naukowca, posługiwał się głównie manipulacją i sofistyką, po drugie, polityk powinien, dla interesu społecznego, dla obrony którego go społeczeństwo powołało, kierować się dobrem, a nie złem. To jednak niewiele ma wspólnego z pojęciem prawdy…

Kłamstwo, jak wspomniałem na początku, jest wpisane w strukturę zawodu polityka. Nie można go więc poddać analizie moralnej, wolno jednak określić, czy kłamstwo możemy uznać za uprawnione i akceptowalne. Jeżeli założymy, że kłamstwo ma służyć dostarczaniu innym fałszywej informacji, lub zablokowaniu dostępu do prawdy, w interesie samego polityka i interesie społecznym – to można by uznać kłamstwo za akceptowalne i usprawiedliwione.

Continue Reading →

Ring wolny!

„Radio Maryja” to miejsce, gdzie wszelkie talenty mogą się rozwijać bez problemu i bez specjalnych przeszkód. Nie chodzi tu tylko o talenty medialne, czy umiejętności kontaktu ze słuchaczami, ale również o wzmacnianie i wydobywanie cech ukrytych.

Otóż sam szef radia, redemptorysta Tadeusz Rydzyk, ojciec całej rodziny radiowej, ma zdolności profetyczne. Kilka late temu na przykład głosił, wieszczył, że do Polski przyjedzie 500.000 Żydów z Brazylii i Argentyny, aby skolonizować naszą piękną Ojczyznę. Czekamy i wypatrujemy statków i samolotów z żydowsko-brazylijską diasporą. Teraz z równą pewnością zakłada, że Polskę zaleją Chińczycy, i zrobią z nas europejski Chinatown.

Inny ksiądz – przewodnik RM ma z kolej talenty finansowe. Ojciec Jan Król jest znakomitym finansistą i inwestorem giełdowym, tak umiejętnie obracał pieniędzmi ze zbiórki na Stocznię Gdańską, oraz świadectwami udziałowymi NFI, że można go śmiało przeciwstawić królowi Midasowi. Tamten dotykiem zmieniał wszystko w złoto, temu po pełnym trzosie złota ino pustka się ostała…Inna gwiazda, związania z Toruniem i rozgłośną, była rzecznik do spraw dzieci, Ewa Sowińska, perfekcyjnie potrafiła odkryć preferencje seksualne postaci z filmu „Teletubbies”…

Ale nie tylko duchowe zdolności radio rozwija; Oto ksiądz Piotr Andrukiewicz, który w rozgłośni toruńskiej jest odpowiedzialny za kontakty z młodzieżą, pokazał młodzieży, jak wyprowadza się ciosy proste, haki i sierpowe na polach pod Jasną Górą. Z okazji Ogólnopolskiej Pielgrzymki Młodzieży Radia Maryja, rozegrał pojedynek bokserski z Rafałem Maszkowskim, niezależnym specjalistą od Radia Maryja, Tadeusza Rydzyka, i całego koncernu medialno – szkoleniowego z Torunia.

Continue Reading →

W Iranie rewolucji nie ma

Dziś w irackim mieście Taza zginęło w zamachu terrorystycznym, samobójczym, 60 osób, a ponad 170 odniosło rany. A agencjach prasowych zajęło to mniej więcej dwie, do trzech linijek. Przekazów filmowych nie było. Więc tematu nie było i jutro już nikt nie będzie o tym pamiętał. W Iranie, w wyniku demonstracji i starć z policją zginęło, według danych oficjalnych kilkanaście osób, źródła niezależne, internetowe, ale nie zweryfikowane podają liczbę do 150 zabitych. Ale to irańskie protesty, po wyborach prezydenckich z 12 czerwca, są na czołówkach gazet, portali i w pierwszych 10. minutach wiadomości newsowych stacji telewizyjnych. Dlaczego taka nierównoważność? Dlatego, że Irak się już dawno, kilka lat temu opatrzył, a setki tysięcy zabitych i rannych, w wyniku „pokojowej misji stabilizacyjnej” armii amerykańskiej i wojsk sprzymierzonych nie robi na nikim wrażenia.

Rewolucja w Iranie nie wybuchnie, niewielu ze zwolenników Mir Hussajna Musawiego w ogóle zakłada, że w tym kraju może panowac inny ustrój niż teokracja szyicka. Zresztą sam pretendent do władzy prezydenckiej jest członkiem tego układu, bo inaczej Najwyższy Prawnik Muzułmański, ajatollah Al Chamenei nie zaakceptował by jego kandydatury. Bo w Iranie władzę sprawują ajatollahowie, a nie prezydent, czy rząd. Musawi nie jest nawet liberałem.

Media i ośrodki polityczne zachodniej demokracji usiłują nałożyć na to, co się dzieje w Iranie kolejną kalkę. Próbują porównać to, co się dzieje w Teheranie i w mniejszej skali w innych miastach, do tego, co miało miejsce w tym kraju w roku 1979, czy może do rewolty studenckiej w Pekinie, na Placu Tiananmen. Inni widzą w młodzieży irańskiej studentów Paryża z 1968 roku, a jeszcze inni czekają, kiedy Al Chamenei się cofnie, zgodzi się na przeliczenie głosów i może zwoła irański okrągły stół. Płonne nadzieje, tym dziwniejsze, że Persowie jednak prawdopodobnie poparli Mahmuda Ahmadineżada, dając mu ponad 60% głosów poparcia. Oczywiście, głosy te były wykładnią mułłów, do której dostosowali się mieszkańcy Iranu, głównie prowincji.

Continue Reading →

Kochamy PRL, czyli jak czytać sondaże

Ukazał się ciekawy sondaż, opracowany przez CBOS. To agencja, która prowadzi nie tylko badania na zamówienie, „gazetowe”, ale rzeczywiście przykłada się i do metodologii i do analiz.

To badanie dotyczyło stosunku społeczeństwa do czasów PRL. Badanie było solidne, ankieterskie, zrobione na grupie ponad 1.000 respondentów.

Z badania wynika, że o PRL dobre zdanie ma 44% respondentów, przeciwnie ten okres ocenia 43%, 76% badanych ma dosyć rozliczeń czasów sprzed roku 1989.Co ciekawe – lepiej czasy komuny wspominają ci, którzy weszli w życie dorosłe w tamtym okresie…I ostatni znamienny wynik, to ten, że nie można sprawiedliwie osądzić ludzi sprawujących władzę w czasach PRL (69% badanych).

Niektórzy komentatorzy, tacy jak red. Piotr Skwieciński z „Rzeczpospolitej”, uważają, że na takie postrzeganie czasów z przed roku 1989 ma wpływ obecny kryzys ekonomiczny i niepewność życia, brak stabilizacji. Jednak za podstawową przyczynę zmiany trendu postrzegania PRL wskazuje to, że środowiska, które twardo stawiały na sprawę rozliczeń, walki o pamięć, wykorzystując sprawę Lecha Wałęsy, czy książkę młodego historyka Pawła Zyzaka, przegrały bój o pamięć, jak rozumiem – pamięć historyczną, a właściwie – politykę historyczną. Tę, z historii lat najnowszych.

Jest w tym dużo prawdy, ale tylko część. Otóż, nie jak uważa Piotr Skwieciński, to nie obrońcy Wałęsy, obrońcy tradycji wolności i antykomunizmu wygrali, lecz przegrali ci, którzy w imię SWOJEJ wizji prawdy historycznej chcieli tę tradycję przejąć. To właśnie świadomość społeczna, zbiorowa mądrość społeczeństwa, pozwoliła na to, aby próba zdyskredytowania Lecha Wałęsy i pamięci tamtych lat, może wyidealizowanej, może wybiórczej, ale bliskiej każdemu, kto świadomie tamten czas przeżył, pozwoliła na odrzucenie i sprzeciw wobec ataku na Wałęsę i etos „Solidarności”. Nie jest to tożsame z tym, że Polacy nie chcą wiedzieć, jak było naprawdę, ale nie chcą, aby rozliczenie z przeszłością były podstawowym problemem społecznym w roku 2009. Nie przypadkowo wcale młodzi ludzie oceniają PRL źle, ale jednocześnie nie widzą potrzeby, aby tamten czas i rozliczenia historyczne, robione głównie z zamysłem ideologicznym, przekładały się wprost na życie społeczne Polski wieku XXI. I nie jest to kwestia postpolityki, jak chce to widzieć Piotr Skwieciński, lecz sprawa społecznego realizmu i pragmatyzmu.

Walka o prawdę historyczną jest oczywiście ważna, dobrze się dzieje, że w Polsce można napisać i opublikować takie książki, jak te autorstwa spółki Gontarczyk/Cenckiewicz, czy Pawła Zyzaka.

Continue Reading →

Z ornitologa ścierwnik

Są W Polsce zawody, które traktujemy z dużą estymą, takie jak strażak, górnik, czy żołnierz. Do takich zaliczamy również naukowca. Na przeciwległym biegunie popularności, a właściwie uznania, są takie zawody, jak polityk, czy dziennikarz. Czyli te, które powinny być zawodami zaufania publicznego. Często następuje przejście z jednej strefy do drugiej, czasem nieformalne, czasem granice pomiędzy zawodami i funkcjami spełnianymi w społeczeństwie zacierają się.

Czy osoba prowadząca własny, autorski, komentatorski i polityczny program, jest tylko dziennikarzem, czy już może jednak wchodzi w obszar polityki, sensu stricto? Czy jej opinie, styl prowadzenie programu, tematy, dobór gości i relacje z widzami, nie są formą uprawiania polityki? Takie pytania i takie wątpliwości można mieć zarówno do Tomasza Lisa, jak i do Bronisława Wildsteina, których programy publicystyczne sąsiadują ze sobą w telewizji publicznej.

Podobnie jest z naukowcami, którzy wchodzą w sferę polityki, nie tylko jako działacze państwowi, ale jako funkcjonariusze partyjni. Szczególnie dotyczy to tych, którzy reprezentują szeroko rozumiane nauki społeczne, takie jak socjologia, filozofia, nie mówiąc o politologii. Gdzie się kończy ich niezależność, a gdzie zaczyna działalność polityczna, która z definicji skażona jest stronniczością i wypełnianiem zadań politycznych mocodawców partyjnych? Mamy ostatnio wysyp naukowców, którzy przekroczyli naukowy Rubikon i weszli na brzeg, gdzie rządzą zgoła inne prawa i obyczaje, niż w świecie czystej, niezależnej (przynajmniej w teorii…) nauki.

Lena Kolarska-Bobińska, Magdalena Środa, Ryszard Legutko, wcześniej Paweł Śpiewak, to tylko nieliczne przykłady. Ja jednak zajmę się przypadkiem klinicznym.

Pan Marek Migalski, doktor bez habilitacji, ale za to z przekonaniem o własnej nieomylności i poczuciu wartości, jest postacią dość unikalną, ale jednak reprezentatywną dla świata nauki, który przeszedł na „ciemną stronę”…

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 19 czerwca

Czy to się uda? O reformie ochrony zdrowia.

Już w 2005, Hillary Clinton próbowała reformy służby zdrowia, ale niestety projekt upadł. Wiele razy dochodziło do dyskusji na temat jak dużo pieniędzy przeciętni Amerykanie wydają na koszty związane z opłacaniem rachunków medycznych które z roku na rok wzrastają i nie są proporcjonalnie w stosunku do zarobków.

Podczas wyborów, Prezydent Obama obiecał reformę służby zdrowia. Była to jedna z zasadniczych obietnic. Prezydentowi zależy na tym aby do reformy doszło, jakkolwiek wolałabym aby był bardziej stanowczy w stosunku do obu partii oraz opinii publicznej. Prezydent Obama jest lubiany, ma duże poparcie i dlatego powinien to wykorzystać aby dokonać nie tylko reform w służbie zdrowia, ale również dokonać reformy dotyczącej energii i zanieczyszczenia środowiska, gdyż naukowcy ostrzegają, że aby przyszłe pokolenia mogły oddychać, to teraz jest właśnie ten moment aby przeprowadzić zasadnicze zmiany.

Zasady gry, jeśli chodzi o służbę zdrowia są zdominowane przez ubezpieczenia, prawników zarabiających miliony na klientach sądzących lekarzy za błąd w sztuce medycznej, firmy farmaceutyczne i oczywiście samych lekarzy, którzy są jedna z najlepiej zarabiających grup w USA.

Z założenia, każdy powinien mieć ubezpieczenie, gdyż jest to pierwsza rzecz, o którą pacjent jest pytany po przybyciu do szpitala czy przychodni lekarskiej. W większości każdy zatrudniony Amerykanin ma ubezpieczenie przez pracodawcę, który jest odpowiedzialny za pokrycie przynajmniej pewnej części premii. Przeciętnie, osoba samotna bez dzieci płaci około 250 USD na miesiąc z własnej kieszeni, czyli około 3,000 USD na rok. Pracodawca dopłaca resztę do tej sumy. Dodatkowo, każdy ma tzw. „deductible” czyli sumę, która musi zapłacić zanim ubezpieczenie zacznie wypłacać 100% za leczenie. Zazwyczaj suma ta wynosi około 1,000 USD lub więcej. Przeciętna jednodniowa wizyta na pogotowiu wynosi około 1,500 USD w zależności od potrzeb. Wizyta u lekarza bez badania krwi oraz testów to zazwyczaj suma powyżej $100.00. Sumy wydawane na operacje są horrendalne, wynoszą często ponad 100,000 USD. Jeżeli ktoś ma przewlekłą chorobę a plan ubezpieczeniowy nie jest najlepszy to często ta osoba ma duże problemy finansowe. Najwięcej bankructw ogłaszanych w USA jest właśnie z powodu nie zapłaconych rachunków medycznych.

W ostatnich latach, lekarze przepisują o wiele większą liczbę testów niż jest to konieczne, powodując, że koszty są o wiele większe niż mogłyby być. Jednym z powodów, że lekarze przepisują większą ilość testów, często niepotrzebnych a niesamowicie drogich, jest strach przed byciem sądzonym. W USA jest niesamowicie duży procent spraw sadowych wynikających z tzw. błędu w sztuce lekarskiej. Dodatkowo, nie ma limitu na to ile osoba, która doznała takich może dostać. Są to zazwyczaj ogromne sumy w postaci kilkunastu milionów dolarów. Ubezpieczenia, które te sumy wypłacają zwiększają premie, lekarze przepisują coraz to więcej testów aby się przed tym zabezpieczyć, a koszt wzrasta dla przeciętnego Amerykanina.

Ogólnie Amerykanie nie maja na co narzekać w porównaniu z resztą Świata, ale biorąc pod uwagę koszty jakie płacą, ten system ma dużo wad.

Continue Reading →

Kanclerz realizuje program

W SLD rywalizują dwie frakcje – postkwaśniewska i postmillerowa. Z tym, że ta pierwsza działa raczej z ukrycia – druga niemalże oficjalnie. Miller na Rozbrat nie ma już wprawdzie gabinetu, ale miejsce parkingowe dla jego Audi jest zarezerwowane.

Animozje pomiędzy starymi szefami lewicy są szeroko znane. „Szorstka przyjaźń” miała różne okresy, ale pisanie, że panowie się nienawidzą, jest jednak grubą przesadą. Ot, jest to nic innego, jak przeniesienie psychologiczne pewnych animozji, projekcja doświadczeń z czasów dawnych, kiedy panowie działali jeszcze w organizacjach młodzieżowych, odpowiednio ZSMP i SZSP/ZSP. Oczywiście, animozje mają różne inne podteksty, jak choćby role i udział obu adwersarzy w sprawie tak zwanej afery Rywina…

Panowie Miller i Kwaśniewski walczą więc teraz, jak gracze komputerowi, przy pomocy swoich „awatarów”. I tak po jednej stronie jest Grzegorz Napieralski, po drugiej namaszczony niegdyś przez Kwaśniewskiego na swojego następce, Wojciech Olejniczak. To walka nie konkretnych polityków o wpływy w partii i środowisku politycznym, ale walka koterii o zajęcie pozycji i dostęp do partyjnych stanowisk. Teraz przewagę ma grupa Millera.

Grzegorz Napieralski wyraźnie, stosunkiem głosów 24 do 14, wygrał starcie o stanowisko szefa klubu Lewicy w polskim Sejmie, co pozwala mu łączyć to z funkcją przewodniczącego partii. Daje mu to ważną przewagę w partii i neutralizację pozycji frakcji Kwaśniewskiego i Kalisza. Napieralski wprawdzie stwierdził po wyborach, wyraźnie ukontentowany, że zwyciężyła demokracja, ale co to za demokracja, gdzie zawęża się personalna władza. Ten wybór oznacza też, że zwyciężyła w partii i klubie parlamentarnym frakcja polityczna niechętna współpracy SLD z innymi środowiskami lewicowymi, czy centrowymi. Jednak i tak raczej liczenie na odnowienie współpracy ze środowiskami Dariusza Rosatiego, Marka Borowskiego, czy Marka Balickiego liczyć specjalnie nie można, ponieważ od pewnego czasu ciążą one coraz bardziej w stronę Stronnictwa Demokratycznego Pawła Piskorskiego.

Continue Reading →

Głupi tekst Zalewskiego

Cenię sobie dobre, felietonowe pisanie. Dobre, sprawne pióro, gdzie logika i puenta mają swoje miejsce i znaczenie. Lubię pisanie dziennikarzy i z lewej i prawej strony, jeżeli przyzwoity warsztat łączy się z erudycją. No, chyba, że chodzi o Michalkiewicza, który od lat nie posługuje się już piórem, lecz toporem, a jego logika zmieniła się w potok jednej myśli. Ale to kliniczny przypadek.

Pisanie żartobliwe na tematy poważne nie jest niczym nowym, powinno jednak być uczciwe i odpowiedzialne. Igor Zalewski, publicysta „Polski -The Times”, pokazuje jak lekkie pióro zamienia się w durne. Gazeta na swoim portalu opublikowała dziś artykuł, pod tytułem „Prezydent skrzyżowany z monarchą”, w którym to Zalewski wyszydza zwrot „prezydent wszystkich Polaków”. Uważa go za patetyczny, bezsensowny i wyświechtany.

Zalewski dziwi się, jak to jest, że głosujemy na kandydata partyjnego, o konkretnych poglądach, a potem wymagamy od nie apolityczności i schowania swoich poglądów. Wyśmiewa postulat zatrudniania w swojej kancelarii pracowników różnych opcji politycznych, a także tego, że nie powinien ulegać wpływom ludzi mu bliskich, ale za to prezentujący określone poglądy polityczne, a także konkretne formacje polityczne. Zwraca uwagę, słusznie, że prezydenci USA, czy Francji pozostają liderami określonych środowisk politycznych.

Wszystko jest niby w tym, co pisze Zalewski, logiczne i pragmatyczne politycznie. Tylko, że nasz szanowny autor nie bierze pod uwagę kilku spraw i zasad, wcale nie śmiesznych; Continue Reading →

Jedni odchodzą, inni przychodzą

Ruch w świecie polskiej polityki, inspirowany zresztą też przez media, nie słabnie. Zakończyły się wybory do Parlamentu Europejskiego, czas na rozliczenia i roszady. Jedni odchodzą, inni zmieniają barwy, jedni bronią pozycji – inni stanowisk.

Rafał Dutkiewicz, lokomotywa RO „Polska XXI” właśnie zrezygnował z liderowania tej formacji, przedkładając dość realne szanse na trzecią kadencję swej miejskie prezydentury we Wrocławiu nad iluzoryczną możliwość objęcia prezydenckiego fotela w Pałacu Namiestnikowskim. Popatrzył na swoją drużynę, na jej skład, zaplecze i finanse i stwierdził, że start w Tour de President jest może i prestiżowy, ale nie gwarantujący sukcesu. Niektórzy twierdzą, że za rezygnacją Dutkiewicza stoi wicepremier (też z Wrocławia) Grzegorz Schetyna, ale mnie się wydaje jednak, że to „Polska XXI” okazała się raczej klubem towarzyskim, a nie realną platformą polityczną. Wprawdzie idea pracy od podstaw nad samorządami ma znaczenie społeczne, ale przegrywa w zderzeniu z realiami.

Nie ma Dutkiewicza – pojawił się Andrzej Olechowski. Ten polityk, który w 2001 zakładał Platformę Obywatelską, wymyka się od lat zaszufladkowaniu i podporządkowaniu konkretnej opcji politycznej, czy formacji. Nie ulega fascynacjom, nie lubi, kiedy mówi mu się, że jest jednak droga, jedna partia i jeden pomysł. Jest jednak coś, do czego jest przywiązany – to liberalizm, zarówno w sferze gospodarczej, jak i światopoglądowej. I przywiązanie do zasad i umów.

Olechowski, będąc dalej członkiem Platformy Obywatelskiej, ma bardzo krytyczny stosunek do stylu i metod prowadzenie przez Donalda Tuska partii. Jednak w trakcie kampanii wyborczej do PE nie wypowiadał się praktycznie wcale, a kiedy pojawił się plan (formułowany przez Janusza Palikota), aby były minister spraw zagranicznych i finansów został polskim komisarzem w Komisji Europejskiej UE, odciął się od tego pomysłu. Tak samo zareagował na propozycje kandydowania do PE. Teraz wiadomo, dlaczego. Andrzej Olechowski zmierza ku Stronnictwu Demokratycznemu Pawła Piskorskiego. Zresztą nie tylko on… Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 15 czerwca

Dziś w lekko zapomnianym cyklu doskonały tekst p. Romy Przybyłowskiej w Studio Opinii, o sprawie aktorki Anny Cugier-Kotki. Perełka!

——————————————————————————————————

Pół kantem, pół serio

Jakie czasy – takie formaty. Polska od tygodnia śledzi „na żywo“ – rozterki i dramaty heroiny marketingu. Suspensu nie brakuje. O samym napadzie nadal nic pewnego – w jakim odbył się świecie: realnym czy wirtualnym. Aktorka, choć stale coś wnosi (pewnie z inspiracji reżysera), robi wrażenie, jakby jej przy tym nie było. Miotana sprzecznościami i pogubiona jak uczniak, jakoś nie przyswoiła, co się tak naprawdę zdarzyło…I kiedy? W sobotę… a może w piątek (jak doniosła Rzplita)? I komu w końcu nieszczęsna ma wierzyć: swoim słowom – czy własnym oczom? Jeszcze gorzej z nami, którzy mogliśmy towarzyszyć jej rozterkom i dość różnym próbom ujęcia faktów, nie będąc w stanie nadążyć z dobrą wiarą za kolejną wersją. Zwłaszcza, gdy jedyny napastnik zaczął się „rozmnażać“, a zadane ciosy – przemieszczać na ciele. Dramaturgia faktów też nie przystawała do zachowań bohaterki. Gwałt zadany nietykalności człowieka był tylko częścią gwałtu dokonanego na logice zdarzeń.

Nie często się zdarza, żeby aktor za reklamowane treści – obrywał osobiście. A już aktorka o puszystym nazwisku, z dużą zdolnością przystosowania poglądów – to prawdziwa rzadkość. Kiedy została niecnie zrepresjonowana, w biały dzień, pod zwyczajnym sklepem, przez nieznanych sprawców – było ciekawe, za którą partię dała… głowę. Tym gorzej, że w ostatnim spocie ufała jeszcze PiS-owi. Mniejsza o partie – na ręczny „dyskurs“ pod budką przyzwolenia nie ma. Jakby nie było – poturbowano kobietę…może nawet opozycjonistkę. Dla reputacji kraju, gdzie podstawowe wolności są (znowuż!) „poważnie zagrożone“, nie jest to błahostka. Kto wie, czy nie minęliśmy już Białorusi… a może teraz już trzymamy kurs na Chiny? Nic dziwnego, że w szczerym odruchu potępienia opinia publiczna zapragnęła dopaść bandziorów, nawet wykształconych „z twarzy“. Toteż, zagryzając paznokcie, oczekiwaliśmy, kiedy bohaterka wreszcie złoży zeznanie, a policja zacznie ścigać. Mijały dni, ale akcja stała w miejscu. Dziwnym trafem aktorkę, sprawną w udzielaniu wywiadów, dopadało gwałtowne zmęczenie, gdy trzeba było złożyć zeznania. 5 dób minęło od napadu zanim dojrzała jako ofiara i policja mogła z nią porozmawiać w zaciszu domowym. Nie wiemy, czy sińce się uchowały, obdukcja – nie bardzo.

W końcu to „kryminal“, a zgodnie z zasadami gatunku, wątpliwości i suspens powinny wciąż rosnąć. Choć trudno się oprzeć wrażeniu, że fakt, który „wyciekł“ do prasy, był jeszcze mocno niedojrzały. Poszedł pod walce – zanim zdołał się wyklarować (stosownie do potrzeb) i obrosnąć w sensowne realia. Nie wszystko da się zapiąć od razu na ostatni guzik…

Czas wreszcie wyjaśnić, że byliśmy świadkami śmiałego eksperymentu z dziedziny reklamy hybrydowej, która jest oryginalnym osiągnięciem pis-aru. Otóż słynny spotowy serial, który z powodu wewnętrznej przemiany bohaterki narobił tyle hałasu – niezauważenie przeszedł w „reality show“ z tą samą aktorką w roli głównej… O ile pierwsza część tej political-fiction była dziełem fachowców i nie wykraczała poza kadry zamówionych klipów, o tyle dalszy tok scenariusza, już w normalnych realiach (jeśli można mówić o normalności), powstawał na żywo – w pełnej improwizacji „reżyserów rzeczywistości“. I wcale nie jest pewne, że został już zakończony. Potwierdzają to nie tylko kolejne korekty, dokonane przez aktorkę w Superstacji, a potem w TVN24 – gdzie zawsze jest coś „nie tak“. Wciąż nie mamy pewności, czy p. Ania wie, w czym gra, i rozróżnia światy: np. kiedy kończy się rzeczywistość filmowo-reklamowa, a zaczyna polityczna gra w „realu“? Budząc sprzeczne wrażenia, zamiast w klimacie współczucia znalazła się „w kręgu podejrzeń“- jak mówi jej ostatni klient. Czy o to chodziło? ….

Całość artykuły można przeczytać w Studio Opinii.