Margines polityczny

Nie szanują naszego prezydenta. Nie szanują w Polsce, gdzie on sam i jego totumfaccy co jakiś czas muszą przypominać, że to on jest najważniejszym obywatelem i najważniejszą osobą w państwie. Nie szanują Lecha Kaczyńskiego w Europie i całym świecie. Nie szanują taka bardzo, że poza Czechami, Ukrainą, Gruzją, Litwą i Izraelem – nigdzie nasz „najwyższy przedstawiciel” nie bywa. A tam gdzie bywa – jest, i owszem, witany z honorami, ale czy coś z tego wynika? Nie wynika nic.

Jak wyliczył ostatnio minister Radosław Sikorski, Kaczyński na Litwie, u Adamkusa na obiadkach był 11 razy… a polska mniejszość, jak ma problemy z polskimi nazwiskami i prawami majątkowymi – tak ma je dalej. Obiadki na Litwie – lunche w Pradze, u Klausa. Po co? O tym wiedzą tylko oni, ale na pewni nie dyskutują panowie o pogłębieniu integracji europejskiej, nie mówiąc o Traktacie Lizbońskim. O wizytach w Gruzji i na Ukrainie – nie warto nawet już wspominać – tak zwana polityka wschodnia pana prezydenta to mit i hucpa polityczna, a nie realne sukcesy. No, chyba że rajd limuzynami po Osetii Południowej uznać za sukces. Tylko, że kto pana prezydenta będzie chciał odznaczyć za odwagę?!

A teraz jeszcze pana prezydenta (i nie da się ukryć – także polskich kombatantów) upokorzyli Francuzi, którzy nie zaprosili go na obchody 65 rocznicy lądowania Aliantów w Normandii, na rocznicę „D-Day”. Jedyne pocieszenie, że podobny afront spotkał również brytyjską monarchinię. Czy polska dyplomacja powinna protestować? Tak, ale tylko dyplomatycznie, bez napinania się i bez emocji.

Brak zaproszenia do Normandii jest tylko potwierdzeniem tego, że Lecha Kaczyńskiego nikt nie traktuje poważnie. Nie jest on dla obcokrajowców, tak jak i dla Polaków reprezentantem narodu polskiego. Nicolas Sarkozy pamięta Kaczyńskiemu honorowe zobowiązanie do podpisania dokumentów ratyfikacyjnych TL, dokumentu, który przecież pan prezydent sam wynegocjował. Poza tym, pomimo, że nie jest szanowany, to jednak w materiałach prasowych polityków występuje. A z nich wyziera postać politycznego dyletanta, realizującego program swojego brata, program antyrządowy. I do tego jeszcze utajnionegoeurosceptyka. I z tego powodu nie jest dla nikogo żadnym partnerem, do jakichkolwiek rozmów. Po wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego Kaczyński może sobie jeździć na szyty Unii Europejskiej, lecz niech nie liczy na to, że jego głos, w jakiejkolwiek sprawie będzie traktowany poważnie. Jest już tylko marginesem politycznym. Nikt go nie zaprasza, nikt nie chce słuchać jego rad. Do poklepywania po ramionach pozostał mu już tylko Łapiński…

Continue Reading →