
Jeszcze wyniki wyborów nie były do końca pewne, jeszcze nie wszyscy mogą rezerwować buduary w Brukseli i Strasburgu, a już rozpoczęło się rozliczanie kampanii wyborczej. Platforma nie ma czego rozliczać, ponieważ jednak osiągnęła sukces, może nie na miarę swoich oczekiwań, ale raczej na miarę swoich potrzeb, więc raczej skończy się na podsumowaniu. PSL, jak zwykle brudy wypierze za zamkniętymi drzwiami, Grzegorz Napieralski, szef SLD, pozbył się największego konkurenta, Wojtka Olejniczaka i też ma na jakiś czas jednak spokój. Natomiast, jak półtora roku temu, po wyborach parlamentarnych, największy ferment rodzi się w Prawie i Sprawiedliwości.
Zbigniew Ziobro bez ceregieli domaga się rozliczenia szefów kampanii, zupełnie nieprzypadkowo będących jego wewnętrznymi przeciwnikami – Adama Bielana i Michała Kamińskiego. Na to „odwinął się” sam prezes, nakazując mu milczenie i naukę języków obcych, jako posłowi, który w PE ma reprezentować majestat RP. Czy w ten sposób spacyfikował spodziewany rokosz? Wątpię.
Kilka tygodni temu, omawiając wstępny etap kampanii, stwierdziłem, że PiS czeka dezintegracja, może nie szybka, ale postępująca. Swoista erozja partii, odchodzenie jej członków, uwiąd struktur i w rezultacie – powołanie alternatywnej partii. Przyznam się, że zakładałem, że jednak wynik wyborczy PiS będzie gorszy, choć i ten rodzi pewne nadzieje…
Erozja postępuje, a przyczynia się do niej sam prezes. W pierwszej wersji, do PE nie mieli kandydować posłowie parlamentu krajowego, ale wystawienie przez PO silnych kandydatów, i wewnętrzna presja doprowadziły do tego, że pierwszy garnitur młodych polityków PiS znalazł się na listach. I ci najlepsi, z najlepszych, wspomniani Bielan, Kamiński, a także Paweł Kowal i nowy nabytek – Marek Migalski (co nie oznacza znów podniebnych zdolności i intelektualnej wirtuozerii…), pojadą do Brukseli. A kto zostanie? Stara, dobra kadra, sprawdzona przez lata… w porażkach, głównie. Co jeszcze można wykrzesać Z Gosiewskiego, Putry, Suskiego, czy Brudzińskiego? A do tego frustracja działaczy partyjnych (także tych, którzy do PE nie weszli) przerodzi się we wściekłość. I zostanie ona skierowana w stronę Jarosława Kaczyńskiego. PiS jest jego partią autorską, wodzowską, więc on, i tylko jest odpowiedzialny za porażkę. Przywódca zdaje sobie doskonale z tego sprawę, i będzie szybko, jak tylko będzie mógł, pacyfikował wszelkiego rodzaju sprzeciw i ferment. Nie należy liczyć na jakiekolwiek rozliczenia…
I oczywiście nie należy też liczyć na to, że sam podejmie decyzję o odejściu. On ma przecież do wykonania zadanie – reelekcję prezydencką brata Lecha. Dlatego też oddanie władzy nad partią, która jest jednocześnie machiną wyborczą, nie wchodzi w ogóle w rachubę. Kaczyński zaryzykuje odejścia z partii, nawet jej rozłam, ale władzy dobrowolnie nie odda. Jest zakładnikiem układu i modelu działania.




Najnowsze komentarze