
Walka polityczna z konkurencyjną partią jest zawsze podobna; Jeżeli się nie da znaleźć haków i afer, to należy poszukać u przeciwnika konia trojańskiego. Może to być niezadowolony działacz, który nie wszedł do Sejmu, czy PE, może być to polityk, który jest na bocznym torze, może być to ktoś z niespełnionymi ambicjami. A potem wystarczy tylko zastosować odpowiednie techniki, przy udziale PR i mediów – i sukces, wcześniej, czy później jest gwarantowany.
Scenariusz jest zawsze ten sam. Najpierw doprowadzenie do kryzysu, do konfrontacji wewnętrznej, później , kiedy grunt jest już przygotowany – przeprowadzić atak. Atak nie wprost, ale z flanki, wspomagany mediami, na rozbicie konkurencji i wepchnięcie jej w uliczkę bez wyjścia. Najlepiej jest wykorzystać sytuację rozprężenia. Przy każdym kryzysie politycznym ten scenariusz się sprawdza.
Wiele się mówi o ambicjach Zbigniewa Ziobro. Ambicjach, które są podsycane przez media, a także przez jego otoczenie. Można śmiało powiedzieć, że wokół byłego ministra sprawiedliwości tworzy się coś w rodzaju „dworu”, którzy tworzą m. in. Arkadiusz Mularczyk i Beata Kempa, a także inni, młodsi działacze tej partii. Mam również wrażenie, że patronuje mu po cichu Ludwik Dorn… Dwór ten będzie rezydował przez pewien czas w Brukseli. Jak długo – nie wiadomo. Dlaczego nie wiadomo? Ponieważ z końcem jednej kampanii rozpoczęła się już druga – prezydencka, na rok 2010.
Jak by nie spojrzeć, i z której strony by nie próbować analizować sytuację – pewnym kandydatem, i pewnym do drugiej rundy jest tylko obecny premier, Donald Tusk. Reszta jego kontrkandydatów jest słaba. I albo nie zdradza chęci do startu, jak Włodzimierz Cimoszewicz albo jest po prostu słaba – jak lansowany niegdyś Rafał Dutkiewicz… czy obecny mieszkaniec Pałacu Namiestnikowskiego, Lech Kaczyński. Wspomina się wprawdzie o Jerzym Buzku, ale to jest gość w Platformie Obywatelskiej i nikt nie zapewni mu wehikułu wyborczego tej partii. On jest zarezerwowany dla Donalda Tuska. Działacze tej partii mogą się żreć ze sobą o premierowską schedę (Schetyna vs Palikot – a zwycięzcą może być… Buzek), ale prymat premiera w wyborach jest, i będzie do końca, nie podważony. To logika polityczna, która może PO dać prawa do rządzenia na długie lata.
Ale w Prawie i Sprawiedliwości już nie jest to jednoznaczne. „GW” zabawiła się w sondaż, gdzie wyborcy Prawa i Sprawiedliwości stwierdzili, że Zbigniew Ziobro byłyby lepszym kandydatem, niż urzędujący prezydent (39% respondentów za Ziobrą, tylko 19% za Kaczyńskim). Zabawa zabawą, ale zapada to w pamięć i łechta ambicje… a tych Ziobrze, jak wiemy nie brakuje.
Dla spin doctorów to jest wyzwanie. Oczywiście, dla spin doctorów PO. Teraz trzeba tylko podgrzewać ferment i poczucie zagrożenia, zarówno w grupie bliskiej Ziobrze, jak i w obozie Kaczyńskich – a w pewnym momencie buldogi rzucą się sobie do gardeł, wcale niekoniecznie pod dywanem. Warto również dodać, że to same badanie pokazało, że działacze PiS chętnie by widzieli Ziobrę na czele partii – zamiast Jarosława Kaczyńskiego…
Ta „zabawa” gazetowa ma głęboki sens. To jest właśnie zastosowanie metody krojenia betonu. Krojenie tak, żeby się rozpadł.
Grup niezadowolonych, sfrustrowanych i mających dość porażek PiS w ostatnich latach, nieudolności prezesa, oraz „obciachowego” wizerunku formacji jest więcej. Ale jedynie Zbigniew Ziobro, mający w partii pseudonim „Prezydent”, ma realną szansę na wysadzenie z siodła braci Kaczyńskich.
Azrael








