
Walka polityczna z konkurencyjną partią jest zawsze podobna; Jeżeli się nie da znaleźć haków i afer, to należy poszukać u przeciwnika konia trojańskiego. Może to być niezadowolony działacz, który nie wszedł do Sejmu, czy PE, może być to polityk, który jest na bocznym torze, może być to ktoś z niespełnionymi ambicjami. A potem wystarczy tylko zastosować odpowiednie techniki, przy udziale PR i mediów – i sukces, wcześniej, czy później jest gwarantowany.
Scenariusz jest zawsze ten sam. Najpierw doprowadzenie do kryzysu, do konfrontacji wewnętrznej, później , kiedy grunt jest już przygotowany – przeprowadzić atak. Atak nie wprost, ale z flanki, wspomagany mediami, na rozbicie konkurencji i wepchnięcie jej w uliczkę bez wyjścia. Najlepiej jest wykorzystać sytuację rozprężenia. Przy każdym kryzysie politycznym ten scenariusz się sprawdza.
Wiele się mówi o ambicjach Zbigniewa Ziobro. Ambicjach, które są podsycane przez media, a także przez jego otoczenie. Można śmiało powiedzieć, że wokół byłego ministra sprawiedliwości tworzy się coś w rodzaju „dworu”, którzy tworzą m. in. Arkadiusz Mularczyk i Beata Kempa, a także inni, młodsi działacze tej partii. Mam również wrażenie, że patronuje mu po cichu Ludwik Dorn… Dwór ten będzie rezydował przez pewien czas w Brukseli. Jak długo – nie wiadomo. Dlaczego nie wiadomo? Ponieważ z końcem jednej kampanii rozpoczęła się już druga – prezydencka, na rok 2010.
Jak by nie spojrzeć, i z której strony by nie próbować analizować sytuację – pewnym kandydatem, i pewnym do drugiej rundy jest tylko obecny premier, Donald Tusk. Reszta jego kontrkandydatów jest słaba. I albo nie zdradza chęci do startu, jak Włodzimierz Cimoszewicz albo jest po prostu słaba – jak lansowany niegdyś Rafał Dutkiewicz… czy obecny mieszkaniec Pałacu Namiestnikowskiego, Lech Kaczyński. Wspomina się wprawdzie o Jerzym Buzku, ale to jest gość w Platformie Obywatelskiej i nikt nie zapewni mu wehikułu wyborczego tej partii. On jest zarezerwowany dla Donalda Tuska. Działacze tej partii mogą się żreć ze sobą o premierowską schedę (Schetyna vs Palikot – a zwycięzcą może być… Buzek), ale prymat premiera w wyborach jest, i będzie do końca, nie podważony. To logika polityczna, która może PO dać prawa do rządzenia na długie lata.
Ale w Prawie i Sprawiedliwości już nie jest to jednoznaczne. „GW” zabawiła się w sondaż, gdzie wyborcy Prawa i Sprawiedliwości stwierdzili, że Zbigniew Ziobro byłyby lepszym kandydatem, niż urzędujący prezydent (39% respondentów za Ziobrą, tylko 19% za Kaczyńskim). Zabawa zabawą, ale zapada to w pamięć i łechta ambicje… a tych Ziobrze, jak wiemy nie brakuje.
Dla spin doctorów to jest wyzwanie. Oczywiście, dla spin doctorów PO. Teraz trzeba tylko podgrzewać ferment i poczucie zagrożenia, zarówno w grupie bliskiej Ziobrze, jak i w obozie Kaczyńskich – a w pewnym momencie buldogi rzucą się sobie do gardeł, wcale niekoniecznie pod dywanem. Warto również dodać, że to same badanie pokazało, że działacze PiS chętnie by widzieli Ziobrę na czele partii – zamiast Jarosława Kaczyńskiego…
Ta „zabawa” gazetowa ma głęboki sens. To jest właśnie zastosowanie metody krojenia betonu. Krojenie tak, żeby się rozpadł.
Grup niezadowolonych, sfrustrowanych i mających dość porażek PiS w ostatnich latach, nieudolności prezesa, oraz „obciachowego” wizerunku formacji jest więcej. Ale jedynie Zbigniew Ziobro, mający w partii pseudonim „Prezydent”, ma realną szansę na wysadzenie z siodła braci Kaczyńskich.
Azrael




I mamy oto przykład wypędzania diabła szatanem.
A to oznacza koniec PiS-u, Ziobry I Kaczyńsich, bo prezes nie daruje. Wyciągnie swoje archiwum, które pogrąży Ziobrę, ten się zrewanżuje bo dysponuje gwoźdźmi, a przy okazji wyjdzie jeszcze kilka innych smrodków, które potwierdzą słowa Oj-Dyra o szambie. Nawet jeśli zaszłaby radykalna zmiana w tej formacji, która przewietrzyłaby ją, to i tak nie ma przed nią przyszłości, bo jej wizerunek na zawsze będzie się kojarzył z zaciętą miną genialnego stratega. Za rok jedynymi wygranymi okażą się obecni ueroposłowie, którzy przedłużą sobie polityczną wegetację i nadzieję, że znajdzie się jakiś desperat, który zechce zagospodarować Ich „potencjał”.
Jak już JE Dorn chwali zero z przerostem ambicji,
oznacza to „pocałunek śmierci”.
Rozśmiesza oburzenie na wypowiedź prezesa o zerze.
Prezes wie najlepiej, że to gówniarz który zaczyna kąsać karmiącą go rękę.
Im więcej komplementów dla zera, tym szybciej….
przejdzie do PO.
Polska to dziwny kraj. Mądry człowiek nie ma co liczyć na zainteresowanie, a takie Zero staje się gwiazdą medialną. Już koronuje się go na prezydenta. No, zapominacie milusi, że prezydenta wybierają wszyscy Polacy a nie tylko górale od Tatr i ci z Kielecczyzny. Nie w całej Polsce naród taki durny. Na szczęście.
Bardzo trafna uwaga Fizyka !!
Cos do powiedzenia ma jeszcze zachod Polski i duze miasta gdzie PIS i jego kndydaci nie maja szans … i dzieki Bogu !!
Ciekawy punkt widzenia Azraelu!
Mam zblizona opinie, tylko ze opierajaca sie na nieco innym scenariuszu.Przebieg minionych wyborow parlmentarnych do Brukseli, kampania przedwyborcza, zchowania kandydatow i wreszcie zainteresowanie spoleczne w formie frekwencji. Jestesmy na drodze do wykreowania sytuacji, w ktorej Platforma bedzie jedyna silna i liczaca sie, rozdajaca karty partia polityczne, bowiem slabnaca, wewnetrznie daleka od spojnosci skrjna prawica, jak rowniez trwajaca w stanie niemocy rozwojowej Lewica odchodza na dalszy plan skutecznosci i konkurencyjnosci polityczno-programowej. Juz mielismy w Polsce przewodnia role PZPR i jej satelitow ZSL i SD. Platforma oczywiscie to nie PZPR, ale sytuacja zaczyna sie nieco upodabniac do tej z czasow PRL-u.
W zwiazku z powyzszym raczej bylbym daleki od prognozowania ze Ziobro moze liczyc na 39 % poparcia jako ewentualny kandydat na Prezydenta RP. Byc moze 38% wsrod PiSowatych.
Lech Kaczynski wraz ze swoim bratem jesli mysli o reelekcji chyab jest pozbawiony poczucia rzeczywistosci i tkwi w letargicznym snie o swej potedze.Co jednak jest godne zastanowienia, jednak okolo 22 % Polakow sympatyzuje z Lechem Kaczynskim, co przy ponownie katastroficznej frekwencji wyborczej moze jemu teoretycznie dac szanse ponownej reelekcji.Oby nie !
Pan Ziobro wiekszosci mieszkancow kraju nad Wisla kojarzy sie niezbyt szczegolnie i pozytywnie.Za nim stoja nie wyjasnione jednak do konca sprawy z okresu jego urzedowania jako Minister Sprawiedliwosci, kiedy jdnak przykladal rece do dziwnej gry. Czy nam jest potrzebny chwiejny w pogladach Prezydent Ziobro?
Oczywiscie nie jestem do konca przekonany ze wlasciwym i dobrym Prezydentem RP bedzie TUSK? Raczej sklonny jestem widziec w tej roli jednak albo Cimoszewicza albo Buzka ale zdecydowanie negatywnie odbieram ewentualnosc reelekcji Kaczynskiego, czy wybor Ziobry..
Az sie chce powiedziec, ze wszystko w rekach Boga, ale niestety w realu wszystko jest w rekach glownych graczy.
Zgadzam się z drugą częścią wypowiedzi Romana Strokosza. Co do początku, to bym polemizował. Pozycja Tuska i PO jest tylko pozornie taka mocna. W rzeczywistości wysokie poparcie w sondażach ma tylko dzięki PiS. Na tle partii Kaczyńskich Platforma jawi się jako nowoczesna, wyważona siła. Tusk przed wyborami 2007 obiecywał między innymi rozliczenie nadużyć, mówiąc eufemistycznie, władzy przez ekipę Kaczyńskiego. Gdyby na początku kadencji rząd przystąpił do realizacji wyborczych obietnic, dziś Ziobro zaisdałby na ławie oskarżonych przed TS, a nie przymierzał się do fotela europosła. Prawdopodobnie towarzyszyłoby mu kilku innych wysokich funkcjonariuszy rządowych, łącznie z ówczesnym premierem. Prezydent też miałby zapewne sporo kłopotów. Nic by im nie pomogły wrzaski o prześladowaniu i inwigilacji „prawicy”, bo obecna ekipa otrzymała na to przyzwolenie od wyborców w masowej, jak na polskie warunki frekwencji.
Tusk wolał sprawę B. Blidy, nacisków, upolitycznienia prokuratury, aresztów wydobywczych, afery gruntowej, CBA (posłanka Sawicka) itd. itp. odstawić na boczny tor, bo tak naprawdę od samego początku jego działanie (czytaj: brak działnia) jako premiera jest ukierunkowane na fotel prezydenta. Dlatego potrzeba mu PiS-u z całym tym jazgotem i wygodną wymówką, że nicnierobienie to zasługa opozycji i prezydenta Kaczyńskiego rzucającego kłody pod nogi rządu w postaci weta. Dlatego nie ma woli do rozliczeń, bo marginalizacja Firmy Rodzinnej odsłoniłaby w pełni mizerię Rządu i samego premiera Tuska. Dziwi mnie wysokie poparcie dla Tuska przy bardzo krytycznej ocenie rządu. Otoczył się miernotami, bo sam będąc marnym bossem na ich tle jawi się niczym gigant. Tyle tylko, że to jego „autorski” gabinet, sam dobrał sobie takich ludzi, którzy są tak nisko oceniani przez wyborców.
Po wyborczej klęsce L. Kaczyńskiega, do której dojdzie najprawdopodobniej już w pierwszej turze PiS się rozpadnie, bo, jak już wcześniej pisałem, dzisiejszy lokator Pałacu Namiestnikowskiego to jedyne spoiwo, które całe to tałatajstwo trzyma jeszcze w kupie. Jeśli, co jest prawie pewne, Tusk zostanie prezydentem, a PiS stanie się de facto politycznym trupem, okaże się, że PO to pięknie wyglądająca pisanka, a w rzeczywistości to pusta skorupka, wydmuszka, pomalowana w atrakcyjne wzorki. Nawet jeśli będzie wola, by wtedy wdrożyć jakieś symboliczne, fasadowe reformy, to będzie to o trzy lata za póżno, bo reformy wdraża się na początku kadencji, a nie w roku wyborczym.
Na koniec kilka słów na temat lewicy. Byłbym ostrożny w jej lekceważeniu. Już raz, w 1993 roku odtrąbiono jej marginalizację i niemal odejście w polityczny niebyt. Po komromitacji rządów Sucohckiej i Olszewskiego ta formacja na nowo wypłynęła na polityczny firmament i przez kilkanaście lat była znaczącą siłą w parlamencie, nawet wtedy, gdy była w opozycji. 10-letnia kadencja Kwaśniewskiego też jest znamienna. Jestem pewien, że SLD, jak i centrolewica, jako opozycja na razie pozaparlamentarna skrzętnie zbiera wszelkie informacje o „osiągnięciach” rządów AWS-bis, czyli najpierw PiS-u, a teraz PO i gdy dojdzie do rozgrywki decydującej o obsadzie sejmowych ław w następnej kadencji, nie zawacha się wykorzystać wpadek drużyny Tuska. A tych trochę było, że wymienię tylko skutki likwidacji WSI, powołanie CBA, lustrację… To są co perawda „dzieci” PiS-u, ale bez udziału Akuszerskiej pomocy PO nie miałyby prawa ujrzeć światła dziennego.
lothian – bez przesady – wiesz za co cenie PO? Za to, że nie robi szopki ze ściganiem kreatur typu Ziobro czy nawet Kamiński. Poszanowanie procedur czy kadencyjności to najlepsza odtrutka na ręczne sterowanie z czasów Ziobry czy tow. Jaskierni. To, że PO nie poszła na łatwiznę i nie zrównała się z oboma osobnikami, to dla mnie przynajmniej, wielki plus. I jeszcze jedno – łatwo jest pisać o marności rządów PO – oczywiście jest wiele dziedzin gdzie z łatwością znajdzie się zaniedbania i błędy popełnione przez aktualną ekipę. Ale jak mawiał Clausewitz – dobrych wodzów poznaje się nie jak wygrywają bitwę, ale jak potrafią wycofać się z pola bitwy w obliczu katastrofy. I to, że nie spłynęliśmy dotąd z prądem światowego kryzysu, tak jak wielu naszych sąsiadów, jest zasługą właśnie naszego rządu – a z pewnością nie rad towarzyszy z SLD czy PiS-u. No i jeszcze nie spełnione obietnice – podatek liniowy, JOW, czy reforma służby zdrowia i inne. Dla mnie to jest szczyt hipokryzji nie w wykonaniu PO, a właśnie jej krytyków z szeregów lewicy – sami przecież nigdy nie poparliby tych zmian. Co więcej, wiedzą doskonale, że jakakolwiek reforma zostanie zablokowana przez PiSdęta – co miało miejsce np. przy reformie służby zdrowia – wg mnie i nie tylko – sensownej i potrzebnej. Jedyna reforma jaką udało się przepchnąć -czyli emerytury pomostowe – udała się tylko dzięki temu, że kończyła się karencja poprzedniej ustawy o emeryturach pomostowych, a SLD i Napierdalskiego zaszantażowała ważna przybudówka ZNP. To tylko sprawiło, że wyjątkowo cyniczna SLD musiała poprzeć w większości propozycje rządu. Niesprawiedliwy jest też zarzut pod adresem PO jeśli chodzi o likwidacje WSI – w Polsce rozwiązywano już służby – za czasów SLD spotkało to choćby UOP – o czym mało już kto pamięta, czynnikiem inicjującym była jawna i nieskrywana niechęć i forma odwetu kierownictwa lewicy wobec tej służby. To że reforma WSI była potrzebna nie było szeroko kwestionowane – po prostu od początku lat 90-tych służba te nie przeszła większych zmian, które np. zwiększyłby chociażby nadzór cywilny nad tą formacją. I to, że PO głosowała nad rozwiązaniem WSI mnie nie dziwi. Jednakże sprawa -co zrobiono później aby powołać służbę wywiadu i kontrwywiadu – to w 100% odpowiedzialność braci Kaczyńskich i Maciarewicza. To przeszło wszelkie oczekiwania. I nie widzę też kompromitacji rządów Suchockiej – jeszcze mi w uszach dźwięczy gdy z trybuny sejmowej następcy z SDRP chwalili dokonania tego rządu na niwie gospodarczej – Pamiętam za to wysyp koncesji, idiotycznych pozwoleń, ograniczeń w swobodzie gospodarczej, z czasów rządów Lewicy i PSL-u, z których do dzisiejszego dnia nie udało nam się jeszcze uwolnić. Gorset krępujący prywatną inicjatywę, a zarazem powstanie patologicznych zjawisk korupcyjnych zawdzięczamy w dużej mierze właśnie okresowi rządów lewicy z połowy lat dziewięćdziesiątych. Kaczyńscy i inne oszołomy nie wzięli się niestety z niczego. Zwolennicy lewicy łatwo popadają w amnezję krytykując „liberałów” (choć ja takich żywych w naszym kraju nie widziałem) imputując im brak poszanowania dla biednych i forowanie bogatych . Dla mnie osobiście to już jest szczyt hipokryzji. Myślą, że zapomnimy o wielkich tuzach biznesu lat 90-tych – Kulczyku, Krause, Gudzowatym i wielu innych – „dziwnym trafem” najlepszych przyjaciołach lewicy i Aleksandra Kwaśniewskiego? Nieodłącznych uczestników zjazdów partyjnych rautów, a nawet gości domowych Olka, Millera czy Oleksego? Dla mnie tzw polska lewica to kwintesencja hipokryzji i cynizmu – choć przyznaję, od kilku lat mają na tym polu rywala, który prześciga ich na tym polu – co jeszcze nie dawno patrząc na uśmieszek Millera wydawało się nie możliwe.
Khair el-Budar
Jak wiesz patrzę nieco z boku na to, co dzieje się w Polsce. Z perspektywy to nie wygląda tak prosto jak Ty piszesz. Ja też mam wiele do zarzucenia lewicy, ale nie mam tak jednoznacznej oceny – wszystko co na lewo złe, a na prawo – wiele dobrego. Prawda leży gdzieś po środku. I jedni i drudzy mają wiele za uszami, ale też po obu stronach obok minusów są plusy. Nie neguję, że rząd Suchockiej zrobił dużo dobrego dla naszej gospodarki, ale warto pamiętać, że to właśnie Pani Pramier zawdzięczamy w dużej mierze permanentną klerykalizację kraju. Konkordad to jej „zasługa” – ten dokument został podpisany przez nią w warunkach, gdy jej rząd został odwołany, a to znaczy, że nie miał mandatu do zawierania umów międzynarodowych. Mógł jedynie administrować krajem do czasu powołania nowego gabinetu. I tu zarzut do Kwaśniewskiego, bo zanim ratyfikował wasalizację Polski w stosunkach z Watykanem powinien jeśli nie zawetować go, to przynajmniej skierować zapytanie do TK. Jestem pewien, że ten by odrzucił go, bo polski sygnatariusz nie miał w tej sytuacji urawnień do jego podpisania.
Co do tego, czy rząd Tuska może lub nie wprowadzać reformy. Już kiedyś o tym dyskutowaliśmy, ale powtórzę. PO mogła zbudować szerszą koalicję, nie lekceważąc lewicy. To właśnie odwrócenie sie od tej strony sceny politycznej spowodowało zwycięstwo populisty Napieralskiego i odsunięcie frakcji umiarkowanej z kierownictwa SLD. PO żądała od lewicy bezwarunkowego poparcia, a trudno zgodzić sie jakiejkolwiek partii na poparcie w warunkach dyktatu. Trochę to przypominało próbe reaktywowania Paktu
Stabilizacyjnego, tylko tym razem jego promotorem był Tusk a nie Kaczyński. Poparcia szuka się przy stole negocjacyjnym i wypracowuje kompromis. Szeroka koalicja miałaby wystarczającą większość, by kpić z weta, a prezydent czy by tego chciał czy nie musiałby parafować każdy akt prawny po odrzuceniu weta. Piszesz, że PO nie może nic zrobić, bo opozycja (lewica) nie poprze, a prezydent zawetuje. Jeśliby opracowali jskąś spójną, sensowną ustawę, której TK nie zmasakruje, a którą czy to lewica czy prezydent by kontestowali, wtedy Twoje argumenty miałyby sens. Ale w sytuacji, gdy nic się nie robi, bo ktoś jest przeciw, Twoje argumenty są nie do przyjęcia.
Co do obecnej kondycji gospodarczej Polski, to wybacz, ale zasługi obecnego układu politycznego nie widzę w tym żadnej. Też już to pisałem ale powiem jeszcze raz. Polską gospodarkę w dużej mierze pobudzają przede wszystkim finansowane z Unii inwestycje, oraz płynące szrokim strumieniem pieniądze od nas, emigrantów. Te, jak na razie pozwalają wielu polskim rodzinom na utrzymanie w miarę wysokiej konsumpcji. Ale jak długo to potrwa? Nas tu gdzie jesteśmy też dopadła recesje, wzrosły koszty naszego utrzymania, często połączone ze zmniejszonymi dochodami. Siłą rzeczy również transfery piniędzy do Polski są mniejsze, a to prędzej czy później odbije się na wydatkach naszych bliskich w kraju. Moi znajomi wolą spędzać urlopy na Majorce czy w Hiszpanii (kontynentalnej) niż w Polsce, bo warunki i jakość wypoczynku nieporównanie lepsze, a ceny niższe. Tak więc pieniądze, które my sami zostawialiśmy w Polsce, też tam nie dotrą. Jest też jeszcze inny aspekt emigracji. Wyjechało nas ponad dwa miliony ludzi w wieku produkcyjnym. PiS chwalił się, że zmniejszył bezrobocie, a przecierz pamietasz zapewne, jak pisaliśmy na różnych forach, że to ograniczenie to właśnie ci co wyjechali. Nasza możliwość pracy w całej Europie to zasługa kilkunastoletnich prac negocjatorów wywodzących się z różnych opcji politycznych po ’89. Końcowe, ostateczne warunki zostały jednak wynegocjowane przez tak przez Ciebie jednoznacznie i pejoratywnie oceniony rząd lewicowy. Pokaż mi więc ludzi, którzy byliby w stanie osiągnąć cchoć część tego co zrobił w tym zakresie rząd Millera. Bo ja nie widzę takich ani teraz po 2007 roku, nie wspominając już o latach 2005/07.
Nie jest moim celem gloryfikowanie lewicy czy odbieranie zasług prawicy, do której zliczam też PO (traktuję zresztą ten podział z przymrużeniem oka). Sens mojego poprzedniego komentarza był taki, że PO bez PiS-u miałąby dziś poparcie najwyżej 20% a PiS beż PO prawdopodobnie by dogorywał. Te dwie partie znakomicie sie uzupełniaja i robią to, do czego przyzwyczaiły nas wszelkie postsolidarnościowe formacje od samego początku: z upodobaniem gryzą się między sobą, zamiast stworzyć jakiś spójny, cywilizowany front. Zwracam też uwagę, że lekceważenie lewicy, ogłaszanie jej końca
jest ryzykowne, bo w ciągo ostatnich 20 lat kilkakrotnie już ich „grzebano”, ale za każdym razem stypa po tych „pogrzebach” odbijała się czkawką „żałobnikom”.
Jeszcze kilka słow na temat likwidacji WSI. Nie neguję potrzeby reformowania służ specjalnych, ciągłego patrzenia im na ręce. Tylko, że powierzenie tej misji Macierewiczowi za pośrednictwem Kaczyńskich było ryzykownym posunięciem. Od początku, gdy Kaczyński zaczął grzebać w tej sprawie było wiadomo, komu zostanie powierzona „misja” likwidatora. I tu dla Tuska i PO nie ma żadnego usprawiedliwienia, bo z pełną premedytacją pozwolili oddaC niebezpiczne „zabawki” w ręce szaleńca.
lothian – choćby reforma służby zdrowia – wspomniana przeze mnie – obalona wspólnie przez PiS, prezydenta i SLD – które głosowało za przyjęciem veta. I nie widzę żadnych przesłanek do automatycznej deprecjacji merytorycznej jakieś ustawy tylko dlatego, że nie była uzgadniana z SLD albo się SLD nie podoba – a obserwuję od dość dawna taką tendencję u zwolenników lewicy. Jest dużo ustaw sensownych odrzuconych przez prezydenta – ostatnio chyba ta liczba wynosiła coś w okolicach trzynastu. Jeszcze więcej zalega dziś przepastną poczekalnię trybunału konstytucyjnego. Przyznasz mając nawet sceptyczny stosunek do obecnego rządu, że nie jest to sytuacja normalna – żaden rząd nie był tak sekowany.
Jeśli chodzi o kryzys – to nie ujmując poprzednim rządom, a przede wszystkim Leszkowi Balcerowiczowi który stworzył podstawy gospodarki opartej na realnych podstawach, czego nie zdołały obalić zarówno rządy lewicowe – SLD jak i PiS-u. To jednak ten rząd jako jedyny w Europie zachował zimną krew w najbardziej gorącym okresie: październik – 2008 -luty 2010, gdy wielu ludzi odsądzało go od czci i wiary dając przykłady rządów, które w panice pompowały bez ładu i składu miliardy w systemy bankowe, w których pieniądze przpadały bez śladu.
Przypomnę także że wcale nie było tak, iż od początku było wiadomo, że Maciarewicz będzie likwidatorem WSI. WSI było wtedy w gestii Radosława Sikorskiego, a koordynatorem był Wassermann – z tego można było wynosić przekonanie, że likwidacja i powołanie nowych służb będzie się odbywało pomiędzy tymi ludźmi. Bracia zadecydowali jednak absolutnie arbitralnie – wbrew nawet głosom rozsądku w swoim obozie – zaskoczony był np. Sikorski Radosław czego nie ukrywał i co min sprawiło, że opuścił szeregi przewodniej siły narodu. Jeśli chodzi o zasługi Leszka Millera w „twardych” negocjacjach – to mam mieszane uczucia – w pewnych obszarach – powiedzmy to prestiżowych (kwoty mleczne) walczono prawie na pięści, ale większość z artykułów traktatu koncesyjnego była negocjowana na zasadzie – Przepraszam, gdzie mamy podpisać?
Nie będę przypominał o radosnych reformach (raczej anty-reformach) rządu Millera w zakresie służby zdrowia, czy jako budowlaniec w bliskiej mi dziedzinie – zagospodarowania przestrzennego. Działania Marka Pola w tym względzie to niewątpliwie ewenement na skalę światową! Likwidacja planów zagospodarowania przestrzennego w całym kraju – to coś tak idiotycznego, że rząd który taki kretynizm zrobił, powinien nie tyle trafić pod trybunał stanu, a do zakładu psychiatrycznego. A już szokiem dla mnie było przyznanie się Millera bez cienia zażenowania, że jako premier polskiego rządu wysyłał ustawę medialną w celu wprowadzenia poprawek przez ludzi z zarządu Agory – jednego z koncernów medialnych. Nie nastroiła mnie też specjalnie pozytywnie do lewicy informacja, że niejaki Kulczyk wraz z prezydentem RP ustalają skład rady nadzorczej Orlenu na prywatnym spotkaniu – tym bardziej, ze zainteresowani wcale nie uważają tego za coś złego. Takich przykładów jest więcej.
Obecny układ miał Misiaka, który jest Gandhim w porównaniu do Jakubowskiej czy Sobotki – o poziomie reakcji nie wspominając.
Drogi lothian – to nie jest kwestia lekceważenia lewicy. Ja odnoszę wrażenie, że podział lewica, prawica, centrum – jest już przeszłością i anachronizmem.
Ja też jestem przeciwny klerykalizmowi – i wkurzają mnie przejawy czołobitności wobec czarnej mafii – ale przyznasz mi pewnie rację w tym, że „czarni” równie dobrze się mieli za rządów prawicowych jak i lewicowych – kolejny mały (choć trochę przewrotny) argument nad niestosownością podziału – lewica – prawica. Dlatego dzisiejsze pohukiwanie w SLD odbieram w wielkim sceptycyzmem – podejrzewam że Ty też nie jesteś zbyt ufny w szczerość owych pomruków.
Nie będę się z Tobą ścigał na to, gdzie lepiej i taniej spędzać urlop, zawsze znajdą się miejsca i ludzie, którzy będą mieli swoje argumenty za i przeciw. Mieszkam w Gdańsku i nie zauważam, aby jakoś turystyka cierpiała z powodu bazy hotelowej czy poziomu cen.
Z pozdrowieniami z Gdańska, nad który nadciągają chmury burzowe.
W jakimś sensie kłopot z PO dobrze oddaje dowcip zza wschodniej granicy :
Lata 50-te, wykład w kołchozie :
- 2+2=7 – powiedział prelegent. Na to wstał nauczyciel matematyki :
- 2+2=4
Po wykładzie do matematyka podeszli dwaj panowie. Po kilku latach wraca nauczyciel i trafia na wykład. Ten sam lektor mówi :
- 2+2=5
Nauczyciel znowu :
- 2+2=4
Po wykładzie do nauczyciela podszedł lektor i zapytał :
- Czy chcecie towarzyszu, abyśmy wrócili do tych smutnych czasów, gdy 2+2 było 7 ?
Tak cały czas jesteśmy szantażowani przez PO. Nie widzę powodu, aby ministrem sprawiedliwości był Czuma. Ministrowanie Ćwiakaalskiego było szansą na naprawę polskiego wymiaru sprawiedliwości po szaleństwach Kaczyńskich i zerozeroZiobry. Mariusz Kamiński okazał się aparatczykiem PiS-u, a nie apolitycznym urzednikiem. I za to powinien wylecieć. WSI powstały na początku lat 90-ych i nie mogły od razu być reformowane( to do Khaira) . Przy ich powstawaniu aktywni byli bracia Kaczyńscy. W pewnym sensie zabili więc własne dziecko. A zabili dlatego, że to WSI zabezpieczało kontrwywiadowczo FOZZ i miały wiedzę na temat korzystania przez PC z pieniędzy FOZZ-u. Dał tego świadectwo pułkownik Lesiak, z UOP-u trzeba trafu.
PO w stosunku do LiD-u i SLD nie potrafiła wypracować sensownego podejścia, co wielokrotnie choćby krytykował Polityka, która otwarcie sprzyja PO. Tam także można przeczytać RZECZOWE analizy poczynań rządu PO-PSL, choćby autorstwa Janiny Paradowskiej, które także pełne są zastrzeżeń i zarzutów o niedotrzymywanie sensownych obietnic z 2007 roku.
Wejście Polski w 2004 roku do UE to jest zasługa ekipy Millera. Gdyby negocjarorami byli ludzie pokroju Saryusza-Wolskiego to nadal bylibyśmy w poczekalni. Reforma zdrowia „rządu Buzka” była żle przygotowana i wprowadzali ją niekompetentni ludzie. Kłania się tutaj choćby p.Knysok.
Pozdrawiam ze słonecznego i parnego Białegostoku. Czekamy na burzę.
Czekamy,czekamy
Wszyscy na jednej fali
PO nas ocali
PO nas ocali,ocali
J.S – WSI powstała o ile dobrze pamiętam w 1991 roku, z wydziału wywiadowczego podlegającego sztabowi generalnemu oraz wojskowej służby wewnętrznej (najbardziej nie lubianej w armii formacji w czasach PRL-u). Była to prosta reforma polegająca na scaleniu tych służb, z tymi samymi ludźmi którzy tworzyli struktury wywiadowcze w czasach PRL-u. Przypominam, że powstały prawie w tym samym czasie UOP – o wiele bardziej zweryfikowany i podlegający kontroli, został zlikwidowany w 2002 roku przez rząd SLD, a uzasadnieniem oficjalnym do jego likwidacji było to, że służba ta nie przystaje swoją strukturą do aktualnych potrzeb. A więc jednak wbrew twojej tezie, mogły być reformowane mimo że powstały w tym samym czasie. I nie chcę tu przytaczać pozamerytorycznych konotacji jakie towarzyszyły zlikwidowaniu UOP-u przez SLD – były one nie mniej sensacyjne niż FOZZ.
Zaś pisanie że bracia Kaczyńscy byli w jakimś tam stopniu twórcami WSI – jest… jest… napiszę łagodnie – nieporozumieniem.
Kaczki mają wiele za uszami – to prawda, ale na siłę nie wciskajmy im przewin czy jakiś tam czynów tylko dlatego, że ich nie lubimy. Przypominam, że w 1991-1992 to nawet sam Wałęsa miał nie za dużo do powiedzenia w kwestii armii – o jego urzędnikach nie wspominając. Jeśli już ktoś kimś rozgrywał to wyższa kadra dowódcza Wałęsą, czego najsłynniejszym przejawem był sławny obiad Drawski
„Reforma zdrowia “rządu Buzka” była żle przygotowana i wprowadzali ją niekompetentni ludzie. Kłania się tutaj choćby p.Knysok.” –
Rozumiem że rząd Millera naprawił sytuację w służbie zdrowia?
I jeszcze gdybanie – gdyby nie Miller to nie weszlibyśmy do Unii – a skąd to wiesz? Malta, Cypr Czesi, Wegrzy też by nie weszli do UE gdyby nie Miller? Jakoś Saryrusz Wolski i jego środowisko wprowadziło nas w 1999 roku do NATO – czyli też negocjować potrafili. Ja śmiem zagdybać – i wysunąć tezę, że jaki by nie był premier – poza paroma nawiedzonym – Belka, Miller, Buzek lub Rokita – i tak weszlibyśmy do UE 1 maja 2004 roku. Taka była bowiem wola ówczesnej Unii i przeważającej części społeczeństwa polskiego poparta przez działania wszystkich rządów po 1989 roku.
Khair el-Budar, zrozum, moje wywody nie są po to by wychwalać lewicę. Więcej mi się u nich nie podoba, niż podoba. Ale to samo dotyczy pozostałych partii w Sejmie, z jednym wyjątkiem. W PiS-e nic mi się nie podoba. Dziś władzę sprawuje PO i dlatego moja krytyka jest skierowana w tą stronę. Rządzenie nie polega na spoglądaniu w słupki sondażowe, lecz na działaniu. Sprawnym działaniu. A żeby sprawnie działac trzeba szukać sojuszników. Takie rzeczy robi się zarówno podzczas formalnych spotkań, ale przede wszystkim podczas rozmów w kuluarach i przy innych nieformalnych okazjach. Czasami strony muszą ustąpić z jakiegoś punktu, by zyskac w innym miejscu. To się nazywa kompromis. Natomast rzucenie na stół projektu ze słowami poprzyj, bo jestem piękny i mam duże poparcie w sondażach jest niepoważne. Tak jak niepoważne jest zarzucanie opozycji, że jest opozycją i nie chce poprzeć bezkrytycznie rządzących. Na tym polega demokracja, na ścieraniu się racji, na budowaniu wspólnego stanowiska, a nie na narzucaniu jedynie słusznej racji. To już przerabialiśmy i chyba nie chcemy do tego wracać.
Grunt do naszej akcesji do EU przygotowywało wiele osób. Jak słusznie zauważasz, Balcerowicz zrobił pierwszy krok, wyprowadzając na prostą polską gospodarke i finanse. Potwm niemałą rolę odegrali kolejni ministrowie Spraw Zagranicznych i negocjatorzy z ramienia poszczególnych rządów. Ale ci wszyscy ludzie przygotowywali grunt dla ekipy, która na finiszu doprowadzi Polskę do mety, czyli do pełnoprawnego członkostwa. A przypadek, los fatum… czy jak by to nie nazwać na ostatnią prostą wyprowadził ekipę Leszka Millera. Czy za dużo utąpił, czy uzyskał optymalnie wszystko co mógł, nie nam oceniać. Zrobią to przyszłe pokolenia, gdy będą miały pełny dostęp do wszystkich dokumentów. Ale już dziś widać, że po nim nie pojawił się nikt, kto mógłby wynegocjować lepsze warunki. Ówczesna opozycja mieszała go z błotem za sprzedanie Polski Niemcom, Rokita darł szaty wrzeszcząc „Nicea albo śmierć”, ale gdyby wrócił z niczym, wszyscy by go zjedli na surowo. Ci którzy go odsądzali wtedy od czci i wiary nie byliby w stanie osiągnąc połowy tego, co on. Jak wielkie to ma dla Polski znaczenie pokazuje dzisiejszy kryzys. Gdyby nie było nas w Unii, dziś Polska byłaby na poziomie Białorusi, bo nas tak samo dosięgłaby recesja.
Tusk jest premierem, ale od wielu lat wiadomo, że jego marzeniem jest fotel prezydencki. Jego rządy podporządkowane są temu jednemu celowi. Może się przeliczyć, jeśli Polskę również dopadnie recesja, co jest więcej niż prawdopodobne. Nasz kraj nie jest samotną wyspą odporną na zewnętrzne zagrożenia. Świat dziś jest jak system naczyń połączonych, prędzej czy póżniej poziomy sie wyrównują, a równanie nie nstępuje do najwyższego, lecz najniższego pioziomu. Ponieważ rząd ciągle uspokaja, że nic nam nie zagraża, że eszystko jest cacy bo nasz PKB jest dodatni, przebudzenie może być bardzo przykre. Może sie okazać, że pod nogami, zamiast twardego gruntu mamy ruchome piaski. Za marzenia i ambicje Donka wszyscy możemy zapłcić słona cenę. I zasłużymy na to, ponieważ utwierdzamy go w nieróbstwie wysokim poparciem sondażowym.
Nie miałbym nic przeciwko temu, by jako pierwszy pisać dla Tuska peany pochwalne. Jak dotychczas nie dał mi po temu najmniejszego powodu. I obawiam sie, że już takiego nie doczkam się z tej strony.