
To pytanie pada dość często; Dlaczego właściwie nie lubimy Jarosława Kaczyńskiego i jego brata, zasiadającego teraz w Pałacu Namiestnikowskim? Dlaczego tak media, inteligencja, młodzież, w większości nie lubi, i nie ma zaufania do braci i Prawa i Sprawiedliwości? Daje temu wyraz zarówno przy urnie wyborczej, jak i w sztywnych sondażach, gdzie Kaczyńscy są na czele tabel polityków, których nie lubimy i do których nie mamy zaufania.
Na pierwszym miejscu zwolennicy PiS i Kaczyńskich stawiają media, które oskarżane są o spisek skierowany ostrzem w ich stronę. Na drugim miejscu są kabareciarze, z Szymonem Majewskim i Kubą Wojewódzkim. Dalej idzie opozycja. I muszę się przyznać – jest to prawda.
Tak, media są w większości negatywnie nastawione przeciwko Kaczyńskim. Tylko, że oni są sami sobie winni. Już od czasu prezydentury Richarda Nixona wiadomo, że wojna z prasą, mediami, dla polityka nie może się skończyć dobrze. Nie wiadomo, jakby się skończyła afera Watergate, nie wiadomo, czy Bob Woodward i Carl Bernstein nie zostaliby zatrzymani przez wydawców „Washington Post”, gdyby nie wieloletnia wojna amerykańskiego prezydenta z mediami.
Jarosław Kaczyński po kolei zalicza redakcje i stacje telewizyjne do układu. Nie wymienia już tego zybertowskiego hasła, ale wiadomo o co chodzi. W tym układzie, oprócz oczywiście „Gazety Wyborczej” Michnika, jest i TVN, i RMF FM, i wydawnictwa niemieckojęzyczne Axel Springera, ostatnio dołączyło do tego grona Radio ZET. Brakuje tylko w tym przekazie prawniczego sformułowania, że działają w porozumieniu i w zmowie…
Media jednak, z natury rzeczy w demokracji pluralistyczne i niezależne, odpowiadają na potrzebę społeczną. A ta społeczna potrzeba jest taka, że „lud” potrzebuje wroga. I bracia na tego wroga, „czarnego luda” nadają się doskonale. Dlaczego? Ponieważ mało kto zdaje sobie sprawę, że korzenie mentalne i intelektualne Kaczyńskiego tkwią głęboko w PRL. Jego styl uprawiania polityki, demagogiczny, pełen fobii, zakłamań i strachów, jest wielce podobny do tego, jaki był dziełem Władysława Gomułki.
Kaczyński chce być rzecznikiem odrzuconych i przegranych. I udaje mu się to. Tylko, że od kilku lat przegrywając wszystko co było do przegrania, i w wyborach, i w rządzie dusz społeczeństwa, sam się stał postacią przegraną. I to nie tylko wśród oponentów politycznych, ale również wśród zwolenników ideowych partii. Kaczyński przestał być lubiany także wśród zwolenników PiS.
Ostatni konflikt na linii Jarosław Kaczyński – Zbigniew Ziobro pokazał, że nawet partyjny beton PiS, Szczypińska czy Jakubiak, zobaczył, co i kto jest problemem tej partii. Jeżeli ex narzeczona prezesa Jarosława Kaczyńskiego staje po stronie młodego aspiranta, to świat się wali.
Nie potrzebne są żadne rozliczenia, żadne analizy. Czas po prostu na to, aby polityków nielubianych, nieskutecznych usunąć. Czas na emeryturę.
Azrael




ja ich nie lubię bo nie szanują ludzi … to tak w skrócie by poniedziałku nie zaczynać pesymistycznie …
inne ciekawe pytanie: dla czego jak juz ktos ich kocha – to na zaboj
… i to niemalo jest takich ludzi
To jednak tylko pół prawdy, to co reprezentuje PiS jest zdecydowanie mniej skompromitowane niż osoba Jarosława Kaczyńskiego. „Kierunek odwetowy” że tak powiem dzierży wespół z modernistyczną PO jakieś 85% polskiej sceny politycznej. Przy takim układzie każda porażka PO to sukces PiSu co grozi restytucją IV RP choć może w innej obsadzie. SLD jako „trzecia siła” po praktycznej porażce w eurowyborach nie ma raczej szans na dobry wynik w 2011 (dodajmy brak dobrego kandydata prezydenckiego).
Ja bym tak lekka ręką ani PiSu ani JK nie skreślał. Pamiętaj Azraelu że już raz w 93 to zrobiono.
Szkoda że PiS tak krótko rządził, gdyby porządził pełną kadencję to podzieliłby los AWS.
Ludzie nie lubią Kaczyńskich przez okazywanie przejawów zwykłego chamstwa takie jak wytykanie pochodzenia, pogarda dla szeroko pojętych przeciwników politycznych czy choćby ostatni raport BBNu wykorzystujący tragedię do walki politycznej. Myslę, że też i podział społeczeństwa na nas i wrogów z którymi trzeba walczyć. A co jak co Polacy lubią się „stawiać” i stąd taki silny sprzeciw, który zresztą wyeliminował PiS z rządu.
Bezgraniczna „miłość” to chyba rezultat otoczki(Solidarność, Kościół, AK), która kojarzy się bardzo pozytywnie, zwłaszcza starszym osobom. Również atakowanie PiSu przez media czy wyśmiewanie się z Kaczyńskich daje im syndrom męczenników. I mam takie dziwne wrażenie że to i parę innych rzeczy(Rydzyk i część hierarchów kościoła skupionych wokół niego) robi z PiSu partię „swojaków”(ale już nie tylko chłopskich tak jak u Samooobrony). A cała obciachowość nadana PiS-owi sprawia tylko jeszcze większe utożsamianie się z tą partią. I będzie tak dopóki Kaczynscy będą w stanie odgrywac rolę parti znaczącej, chocby tylko na zasadzie „hamulcowego”.
Ale zobaczcie, tak naprawdę coś w tym musi być. Media zawsze jechały po partii rządzącej oczywiście z pomocą opozycji. Jak rządziło SLD to się im odstawało, jak rządził PiS to się im dostawało, jak rządzie PO to obrywa PiS. Wygląda na to że ludzie mają już dosyć tej propagandy i szukania spisków i układów.
Dzisiaj też mnie tchnęło do napisania czegoś w tym temacie, zapraszam.
http://www.radykalny.pl/2009/06/to-juz-jest-koniec-jaroslaw-odszedl%E2%80%A6/
Azraelu jaka narzeczona?wszak ktos juz wital pana prezesa ale z mezem.Pozdrawiam
Temat jest bardzo obszerny i odpowiedziami można by zapełnić pół serwera. Dlatego spróbowałem podejść bardziej ambitnie i zadałem sobie pytanie: Czy można za coś lubić Kaczyńskich? Może „lubić” to za dużo powiedziane, ale czy w ich działaniach można znaleźć jakieś dające się obronić?
Myślę że można by znaleźć pewien pozytyw w polaryzacji poglądów. Kaczyński – często głupio, nienawistnie, bezczelnie – prezentował pewne poglądy, które u innych polityków były skrywane, rozmyte. Takie wyraźne formułowanie zła, za którym się opowiadał, zmuszało ludzi do określenia się. Nie było to łatwe, bo czasem groziło nieprzyjemnymi konsekwencjami, a ludzie są koniunkturalistami. Nie było łatwe też dlatego, że zmuszało do zastanowienia się i określenia swojej postawy, i to nie deklaratywnie.
Kaczyński postawił na małość, głupotę, ociężałość umysłową która nie dąży do sprawdzenia czy zastanowienia się, obawy, populizm. Mógł wygrać, bo jego poglądy i metody podzielała druga duża partie – „koledzy z PO”, którzy go w wielu działaniach wspierali. Ale też zmobilizował autorytety i ludzi dobrej woli. Pamiętam wypowiedź pewnej młodej kobiety tuż po wyborach w 2007 r. Powiedziała: Nigdy nie chodziłam na wybory, ale tu trzeba było tupnąć nogą.
To obudzenie świadomości, że demokracja nie jest trwałą konstrukcją i że można z niej łatwo zrobić fasadę za którą skryje się zamordyzm, i że trzeba jej bronić, stało się niezamierzonym osiągnięciem braci Kaczyńskich.
„mało kto zdaje sobie sprawę”?
Gomułkowatość Kaczyńskiego bije po oczach, nie zauważać jej mogą chyba tylko ludzie bardzo młodzi i niezainteresowani historią…
A na pytanie tytułowe najdobitniej odpowiedział dawno temu Herbert:
po prostu kwestia smaku…
@Tetryk56 – lubię celną lapidarność…
Pozdrawiam
Pamiętam, że na początku (gdzieś tak w 2005) nawet starałam się być obiektywna, no ale kurczę, nie dało się. Zawsze gdy Jarosław Kaczyński otwierał paszczę okazywało się, że jestem wcielonym złem, które czyha tylko na to by zniszczyć Polskę. Sorry Jaro, ale teraz to już jest sprawa osobista.
Za całokształt.
W pełni podzielam pogląd Tetryka i J.S.
U mnie w pracy, kolega z pracy powiedział, że zawsze głosuje na PO i na Tuska, bo Kaczyńscy tylko jadem zioną, że nienawidzą wszystkich oprócz siebie.