
Cenię sobie dobre, felietonowe pisanie. Dobre, sprawne pióro, gdzie logika i puenta mają swoje miejsce i znaczenie. Lubię pisanie dziennikarzy i z lewej i prawej strony, jeżeli przyzwoity warsztat łączy się z erudycją. No, chyba, że chodzi o Michalkiewicza, który od lat nie posługuje się już piórem, lecz toporem, a jego logika zmieniła się w potok jednej myśli. Ale to kliniczny przypadek.
Pisanie żartobliwe na tematy poważne nie jest niczym nowym, powinno jednak być uczciwe i odpowiedzialne. Igor Zalewski, publicysta „Polski -The Times”, pokazuje jak lekkie pióro zamienia się w durne. Gazeta na swoim portalu opublikowała dziś artykuł, pod tytułem „Prezydent skrzyżowany z monarchą”, w którym to Zalewski wyszydza zwrot „prezydent wszystkich Polaków”. Uważa go za patetyczny, bezsensowny i wyświechtany.
Zalewski dziwi się, jak to jest, że głosujemy na kandydata partyjnego, o konkretnych poglądach, a potem wymagamy od nie apolityczności i schowania swoich poglądów. Wyśmiewa postulat zatrudniania w swojej kancelarii pracowników różnych opcji politycznych, a także tego, że nie powinien ulegać wpływom ludzi mu bliskich, ale za to prezentujący określone poglądy polityczne, a także konkretne formacje polityczne. Zwraca uwagę, słusznie, że prezydenci USA, czy Francji pozostają liderami określonych środowisk politycznych.
Wszystko jest niby w tym, co pisze Zalewski, logiczne i pragmatyczne politycznie. Tylko, że nasz szanowny autor nie bierze pod uwagę kilku spraw i zasad, wcale nie śmiesznych; To, że obywatele wybierają w głosowaniu tajnym i powszechnym określonego kandydata, z określonej opcji politycznej, jest oczywiście prawdą. Taka jest w Polsce praktyka polityczna, wynikająca z ordynacji wyborczej, oraz zasad finansowania działalności politycznej. Wybieramy jednak nie tylko polityka, ale głównie kogoś, kto szumnie określany jest „głową państwa”, a jego zadaniem jest w pierwszej kolejności, dbanie o przestrzeganie Konstytucji RP, w drugiej – godne reprezentowanie państwa i obywateli. Wszystkich obywateli, a nie tylko tych, którzy go wybrali.
W Konstytucji RP są zapisane konkretne prawa obywateli, w tym prawa antydyskryminacyjne. Jeżeli prezydent RP miałby reprezentować interesy tylko określonej grupy obywateli, która by na przykład chciała doprowadzić do dyskryminacji, czy wykluczenia części społeczeństwa, oznaczałoby to, że łamie konstytucję.
Warto pamiętać, że urząd prezydencki w Polsce jest dość specyficznie umocowany, jest jednym z elementów władzy wykonawczej, ale z możliwością inicjatywy ustawodawczej. Oznacza to, że w przypadku, kiedy Sejm RP byłby zdominowany przez siłę polityczną, której prezydent sprzyja, mogłoby to doprowadzić do sytuacji, kiedy organy władzy wykonawczej, czyli rząd i prezydent mogłyby faktycznie ograniczyć demokratyczną rolę Sejmu. Nie da się ukryć, że z taką sytuacją możemy mieć do czynienia już za niespełna półtora roku…
Prezydent ma prawo zatrudniać i dobierać sobie pracowników zgodnie ze swoimi potrzebami – lecz jednak zgodnie z interesem państwa. Jest prawdą, że w Polsce, gdzie demokracja i jej zwyczaje się dopiero kształtują, dochodzi do sytuacji, gdzie prezydent buduje wokół siebie nie tylko polityczną koterię, ale również działa wbrew interesom państwa. Z taką sytuacją mamy do czynienia teraz, kiedy ciało doradcze prezydenta, Rada Bezpieczeństwa Narodowego składa się z ludzi bliskich prezydentowi, ale nie pełniących ważnych, dla bezpieczeństwa państwa, kluczowych stanowisk. Podobnie jest z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, które w rękach ministra Szczygły stało się politycznym narzędziem. Jest bezspornym faktem, że administracja państwa, w tym urzędy premiera i prezydenta powinny być w przeważającej części obsadzone przez urzędników – fachowych i bezstronnych politycznie.
Prezydent RP nie jest gwarantem politycznym dla swojej formacji politycznej, z której się wywodzi, lecz jak mówi jeden z przepisów ustawy zasadniczej „jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej”, a także „czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium”. Wspomniani w tekście Zalewskiego przywódcy Stanów Zjednoczonych i Francji sprawują nie tylko władzę państwową, ale również polityczną, obie o bardzo szerokim zakresie, stojąc na czele władz wykonawczych. Im wolno więcej, a nawet więcej mogą.
W stwierdzeniu, że prezydent POWINIEN być, niezależnie od tego, kto go promował, która siła polityczna go wspiera i jakie ma poglądu, „prezydentem wszystkich Polaków” jest mądrość i potrzeba polskiego modelu demokracji.
I to, że praktycznie żaden z demokratycznie wybranych prezydentów RP nie do końca wypełniał tę potrzebę, nie oznacza, że nie powinniśmy od nich tego wymagać.
Azrael




>… ale z możliwością inicjatywy ustawodawczej. >Oznacza to, że w przypadku, kiedy Sejm RP byłby >zdominowany przez siłę polityczną, której >prezydent sprzyja, mogłoby to doprowadzić do >sytuacji, kiedy organy władzy wykonawczej, czyli >rząd i prezydent mogłyby faktycznie ograniczyć >demokratyczną rolę Sejmu. Nie da się ukryć, że z >taką sytuacją możemy mieć do czynienia już za >niespełna półtora roku…
Nie bardzo rozumiem jakie to ma znaczenie. Inicjatywę ustawodawcza ma także grupa 15 posłów, rada ministrów. Jeśli mówimy o sejmie zdominowanym przez jedną opcję to i tak ta opcja może bezproblemowo zgłosić swój wniosek.
Inaczej się przedstawia sprawa z wetem/wnioskiem do TK. Dominująca opcja będzie mogła przepchnąć idiotyczne przepisy bez obaw o zablokowanie przez Prezydenta.
@coolzyg – cenna ta uwaga o vecie. Nie zwróciłem na to uwagi.
Tak Prezydent powinien być Prezydentem wszystkich Polaków, ale nasz Prezydent nie jest taki. I ja to odczuwam jako obywatel. I nie chodzi mi tu, że na niego nie głosowałem, ale bardzie oto kto nim kieruje. Nasz Prezydent jest między młotem a kowadłem, z jednej strony brat bliźniak a z drugiej reprezentowanie wszystkich obywateli. Czyli, jeżeli prezydent robi coś pod wpływem swojego brata albo jego partii to jest stronniczy. Natomiast w Polsce jest jak jest, Prezydent ma związane ręce bo inaczej moglibyśmy mieć Państwo w Państwie.
A to moje spostrzeżenie na to co dzisiaj się wydarzyło.
http://www.radykalny.pl/2009/06/juz-nie-blizniacy/
Pragne zauwazyc jedna zasadnicza sprawe w dyskusji.Kandydat na Prezydenta danego kraju w wiekszosci swiatowych przypadkow wywodzin sie z okreslonej formacji politycznej i wlasciwie na tym sie konczy cala sprawa. No powinna sie skonczyc!przed wyborami przeto ma miejsce cala kampania, ktora sprowadza sie do rywalizowania na oczach wybrocow roznych kandydatow , ich ounktu widzenia programowego na zasadnicze kwestie danego kraju gospodarcze, socjalne polityczne itp.Wyborcy skupiaja sie nad kandydatem i jego „obietnicami”, jego przygotowaniem do tego Urzedu.Zwraca sie uwage na aparycje, sposob wyslawiania, zachowania.Nawet wzbudzanie prostej sympatii ma ogromne znaczenie o czym Polacy sie szczegolnie przekonali.Tak wiec wyborcy koncentruja sie na wszystkim co zwiazane z kandydatem a formacja polityczna, z ktorej sie on wywodzi stoi gdzies na drugim czy trzecim planie.To, o czym pisze ostatnimi czasy nie ma miejsca w Polsce.Oczywiscie zaangazowanie formacji politycznych kandydata jest w kampanii ogromne.
Wybranmy Prezydent w momencie skladania przyciegi czy to na Biblie czy na Konstytucje czy jeszcze cos innego swietego deklaruje sie byc sprawiedliwym Prezydentem wszystkich amerykanow, niemcow francuzow itd itp no i Polakow i tu dochodzimy do momento weryfikacji tego z rzecaywistoscia.Nie chce drazyc juz temat najbardzie nieudanego Prezydenta jakim jest Lech Kaczynski, ale wspomne tylko jeden moment. Wybiera go narod w tajnym glosowaniu. Co wplywa na wyniki wyborow?
1.sympatie spoleczne i zaufanie wzgledem okreslonej formacji politycznej,
2.frekwencja
3.akceptacja osobowosci kandydata na Prezydenta,
4 gloszony nim swoj program i wizja przyszlosci kraju.
A teraz najgorszy scenariusz!.
Spoleczenstwo czuje sie zawiedzone rezultatami pracy Po I Tuska i zaczyna sympatyzowac z PiS.Wzrost zaufania i sympatii spoelczenych wzgledem PiS i jego kandydata wzrasat ale nie wiecej niz do 37 – 40 %.Czyli teoretycznie PO i Tusk ciesza sie w dalszym ciagu wiekszym popraciem. Agresywan kampania kreuje sytjacje, ghdzie jedynym ratunkiem dal kraju jest wybor tyklko tego kandyata np. Ziobry. dochodzi do wyborow. Frekwencja nie przekracza 35%.W wiekszosci wyborcow znajduja sie zaagitowanmi, zmoibilkizowani zdewociali, podstriojeniu kosciolem wielbiciele PiS. Sympatycy PO biernie i obojetnie podchodza do wyborow wierzac, ze przy takim poparciu ich kandydat jest pewny. Wynik szokujacy. Kandydat PiS wygrywa i zaczyna sie kolejna tragedia Polski. To moj czarny scenariusz, ale jakze wiarygodny i pisze go juz dzisiaj ku przemysleniom wszystkich.Po kolejnych wyborach i ich wynikach damy sobie odpowiedziez gdzie jest Konstytuicja, gdzie jest Prezydent wszystkich Polakow i jeszcze odpowiemy sobie na wiele innych pytan.
Zapraszam do przemyslen i dyskusji
Pisze Pan cytując słowa Konstytucji: „Prezydent RP nie jest gwarantem politycznym dla swojej formacji politycznej, z której się wywodzi, lecz jak mówi jeden z przepisów ustawy zasadniczej “jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej”, a także “czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium”.
Czy te słowa stoją w sprzeczności do wyniku wyborów parlamentarnych i utworzonego w ich wyniku rządu z Premierem na czele, który wg Konstytucji ma niepórównanie więcej do „powiedzenia”. Nie, tutaj chodzi tylko o mądrego Prezydenta, który nię będzie tylko gwarantem swojej partii ale jednocześnie, ( tak przecież wynika z wyborów parlamentarnych) reprezentantem Polski i Polaków w kierunku gdzie steruje wybrana większość i ewentualnie tonuje nadmierne zapędy pomniejszające rolę mniejszości. Tylko mądrość Prezydenta, który czuje się i chce byc Prezydentem wszystkich, a nie legitymacja partyjna. Inaczej to będzie zakłamanie.
Skargę do TK może wnieść każdy obywatel, „którego konstytucyjne wolności lub prawa zostały naruszone”, w ten sposób może zakwestionować zgodność z konstytucją ustawy lub innego aktu normatywnego. Oczywiście skargę trzeba uzasadnić.
TK w pewnym sensie stoi ponad prezydentem, bo jeśli orzeknie zgodność ustawy z konstytucją, prezydent
m u s i ją podpisać. Oddając ustawę do TK prezydent jakby zrzeka się możliwości samodzielnego decydowania o podpisie.
Ad rem – polski model prezydentury(formalny) jest rozwiązaniem kompromisowym i mało spójnym – to prawda.
Widać również dążenie ustawodawcy do osłabienia pozycji prezydenta(nowela kwietniowa ’89, Mała Konstytucja ’92, Konstytucja ’97) – wystarczy spojrzeć choćby na „rozmiar” większości kwalifikowanej, koniecznej do odrzucenia jego veta: z początkowych 2/3 zmalała do 3/5.
Rzeczywiście – prezydent nie powinien być partyjniakiem. Czymś innym zresztą jest okazywanie sympatii którejś ze stron, czymś zupełnie innym – podejmowanie działań na jej rzecz.
Nie wolno też zapominać, że obok umocowań prawnych jest jeszcze coś takiego, jak relacje prezydenta z własnym zapleczem politycznym, układ sił w sejmie i senacie, osobiste predyspozycje i polityczny temperament osoby sprawującej ten urząd, konflikty w świecie i stan gospodarki – to wszystko nie będzie regulowane prawnie, a ma istotny wpływ na sposób pełnienia tej funkcji publicznej.
Nie zgadzam się natomiast z tezą Azraela, że urząd premiera czy prezydenta może objąć „fachowy i bezstronny politycznie urzędnik”.
Po pierwsze – nie widziałam naprawdę dobrego fachowca od spraw publicznych, który nie ma poglądów politycznych(byłby swego rodzaju kastratem; najwyżej ich nie ujawnia. Tym gorzej – mógłby działać po cichu na rzecz tych, których chce wesprzeć.
Po drugie – w relacjach demokratycznych do sprawowania tych funkcji konieczne jest ich legitymizowanie – wybory. Tak jak pracownicy zakładu nie chcą dyrektora przywiezionego w teczce, tak jak buntują się wyborcy, w których okręgach nagle pojawia się zrzut z Warszawy – tak nie chciałabym ,żeby jakiś konkurs na urzędnika wyłaniał „mojego” prezydenta czy premiera.
Wszystko, co wydarza się na scenie politycznej, ma konsekwencje. Łatwo było śmiać się z Leppera, ale od jego czasów zupełnie zmienił się dyskurs publiczny.
Działalność premiera Kaczyńskiego – i język nienawiści, bazowanie na urojonych czy prawdziwych krzywdach, które wyrządzono braciom – też pozostawiła swoje skutki. Można już nie zapraszać na ważne uroczystości tych, którzy zaproszeni być powinni, ale których organizator nie lubi. Można dowolnie interpretować historię – i nie trzeba tego uzasadniać. Prezydent Kaczyński jest prezydentem sterowanym przez brata, a za bratem stoi opozycyjna wobec rządu partia polityczna. Szkoda,że prezydenta nie stać – już choćby dla realizacji własnych ambicji(reelekcja) na przecięcie pępowiny(bliźniaki zrosły się nią naprawdę, inni mają problem z odcięciem od matki). A powinien – gołym okiem widać, jak nikłe ma szanse w ponownych wyborach – bo elektorat PiS nie rośnie w siłę.