Kochamy PRL, czyli jak czytać sondaże

Ukazał się ciekawy sondaż, opracowany przez CBOS. To agencja, która prowadzi nie tylko badania na zamówienie, „gazetowe”, ale rzeczywiście przykłada się i do metodologii i do analiz.

To badanie dotyczyło stosunku społeczeństwa do czasów PRL. Badanie było solidne, ankieterskie, zrobione na grupie ponad 1.000 respondentów.

Z badania wynika, że o PRL dobre zdanie ma 44% respondentów, przeciwnie ten okres ocenia 43%, 76% badanych ma dosyć rozliczeń czasów sprzed roku 1989.Co ciekawe – lepiej czasy komuny wspominają ci, którzy weszli w życie dorosłe w tamtym okresie…I ostatni znamienny wynik, to ten, że nie można sprawiedliwie osądzić ludzi sprawujących władzę w czasach PRL (69% badanych).

Niektórzy komentatorzy, tacy jak red. Piotr Skwieciński z „Rzeczpospolitej”, uważają, że na takie postrzeganie czasów z przed roku 1989 ma wpływ obecny kryzys ekonomiczny i niepewność życia, brak stabilizacji. Jednak za podstawową przyczynę zmiany trendu postrzegania PRL wskazuje to, że środowiska, które twardo stawiały na sprawę rozliczeń, walki o pamięć, wykorzystując sprawę Lecha Wałęsy, czy książkę młodego historyka Pawła Zyzaka, przegrały bój o pamięć, jak rozumiem – pamięć historyczną, a właściwie – politykę historyczną. Tę, z historii lat najnowszych.

Jest w tym dużo prawdy, ale tylko część. Otóż, nie jak uważa Piotr Skwieciński, to nie obrońcy Wałęsy, obrońcy tradycji wolności i antykomunizmu wygrali, lecz przegrali ci, którzy w imię SWOJEJ wizji prawdy historycznej chcieli tę tradycję przejąć. To właśnie świadomość społeczna, zbiorowa mądrość społeczeństwa, pozwoliła na to, aby próba zdyskredytowania Lecha Wałęsy i pamięci tamtych lat, może wyidealizowanej, może wybiórczej, ale bliskiej każdemu, kto świadomie tamten czas przeżył, pozwoliła na odrzucenie i sprzeciw wobec ataku na Wałęsę i etos „Solidarności”. Nie jest to tożsame z tym, że Polacy nie chcą wiedzieć, jak było naprawdę, ale nie chcą, aby rozliczenie z przeszłością były podstawowym problemem społecznym w roku 2009. Nie przypadkowo wcale młodzi ludzie oceniają PRL źle, ale jednocześnie nie widzą potrzeby, aby tamten czas i rozliczenia historyczne, robione głównie z zamysłem ideologicznym, przekładały się wprost na życie społeczne Polski wieku XXI. I nie jest to kwestia postpolityki, jak chce to widzieć Piotr Skwieciński, lecz sprawa społecznego realizmu i pragmatyzmu.

Walka o prawdę historyczną jest oczywiście ważna, dobrze się dzieje, że w Polsce można napisać i opublikować takie książki, jak te autorstwa spółki Gontarczyk/Cenckiewicz, czy Pawła Zyzaka.

Jednak zupełnie czym innym jest opublikowanie takiej pracy, a czym innym wykorzystanie jej do walki politycznej. Piszący prace o Wałęsie doskonale sobie zdawali sprawę, że z jednej strony spotkają się z totalną krytyką ich publikacji, z drugiej ich opracowania będą służyły za amunicję w konkretnych walkach politycznych. I to jest właśnie wulgarne pojmowanie polityki historycznej, tak jak jak to miało być realizowane w projekcie tak zwanej IV RP.

Podobnie, ale w szerszym wymiarze ma się sprawa z lustracją, skompromitowaną nie przez jej zwolenników, lecz właśnie przez środowiska, które bezwarunkowo się jej domagają.

Bronisław Wildstein, pierwszy i najgorliwszy lustrator RP, jak zauważył swego czasu prawicowy publicysta, Jan Engelgard, stoi na czele pewnego zakonu obsesjonatów, którzy, pomimo, że sami przez lata kompromitowali idee lustracyjne, w dalszym ciągu widzą w globalnej lustracji lek na całe zło. To grupa psów tropiących nowego gatunku, która wyposażona w rękawiczki i maski na twarz, grzebie po całej Polsce w archiwach IPN, aby tylko się czegoś dogrzebać. Niedawno ich łupem padł światowej sławy astronom, profesor Aleksander Wolszczan, którego dopadła “Gazeta Polska”,potem na tapecie był m.in. arcybiskup Henryk Muszyński. Wytrawni inkwizytorzy pamięci naszych czasów nie widzą, jak szybko i łatwo wchodzą w buty i upodobniają się psychicznie do tamtych funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Nie posługują się wprawdzie narzędziami przemocy, szantażu, ale za to równie skrzętnie i dociekliwie tropią wszelkie ślady. I podobnie jak esbecy – zależy im na ujawnieniu słabości ludzi ściganych, aby można było to wykorzystać, dla celów tak zwanej prawdy.

Polska lustracja jest trupem, a jej długi pogrzeb zaczął się już w roku 1993, od słynnej listy Macierewicza. Co kilka lat politycy, dla swoich utylitarnych celów tego trupa wyciągają i sadzają przy stole dyskusyjnym – ale tylko dla załatwienia jakiś innych spraw. Lustracja po polsku nigdy nie będzie dokonana “profesjonalnie”. Niezależnie jak i kto przygotowywał ustawę lustracyjną – zawsze rozlewało się szambo.

Lustracja tu i teraz, po 20 latach od przełomu polskiego, od Okrągłego Stołu i wyborów 4 czerwca 1989 roku, nie ma sensu, parząc na Polskę z punktu widzenia jej, tak chętnie przytaczanego przez zwolenników, etosu oczyszczenia życia społecznego. To oczyszczenie należy li tylko do historyków (ale nie takich ideologów, jak Cenckiewicz i Gontarczyk), a nie uwikłanych w różne gierki polityków. Oczyszczenie powinno nastąpić dawno, a nie teraz. Nie oznacza to, że zbrodnie komunizmu nie powinny być osądzone. I że ludzie pokrzywdzenie przez służbę bezpieczeństwa nie powinni mieć prawa dostępu do akt i do uzyskania sprawiedliwości i zadośćuczynienia.

Badania CBOS, oddające nastroje społeczne, obalają mit, że dla życie społecznego i politycznego będzie lepsze, jeżeli dokona się rozliczeń, bezwarunkowych i powszechnych, bo bez tego nie da się prowadzić życia społecznego i nowoczesnego państwa. Okazuje się, że Polacy chcą i mogą żyć lepiej, spokojniej, także wtedy, kiedy rozliczenie pozostaną tylko w rękach historyków.

Tak zwana walka o przeszłość, pamięć historyczną i „prawdę” jest już tylko domeną wąskiej grupy dogmatyków politycznych.

Azrael

0 Thoughts on “Kochamy PRL, czyli jak czytać sondaże

  1. Jolinek51 on 19/06/2009 at 18:11 said:

    każdy ma w rodzinie taką „czarna owcę” bo wszyscy żyliśmy w PRL …. kiedy lustracja dotyczyła jakiś „ich” nie wywoływało to wielkiego oporu a raczej sensację … ale tzw. powszechna lustracja zniepokoiła ludzi … kto wie a może i na mnie coś napisali? … ludzie myśla racjonalnie i są zmeczeni tymi zagrywkami politycznymi bo czują instyktownie, że ze sprawiedliwym rozliczeniem winnych nie ma to nic wspólnego …

  2. vannelle on 19/06/2009 at 18:33 said:

    Przypomina mi się epizod z opowiadania Marka Hłaski
    gdzie opór kelnera zostaje złamany pytaniem: myślisz że nie wiem co robiłeś podczas okupacji.

  3. Roman Strokosz on 19/06/2009 at 18:37 said:

    Opiniodawstwo o PRL-u jest wypadkowa doswiadczen i wspomnien kazdego, kto dpuszcza sie stworzenia takiej czy innej opiniii.owe 44 % pozytywnie wspominajacych PRL, to Ci ktorzy dosc lagodnie przezyli transformacje z tamtej Polski do tej dzisiejszej.Ci negatywnie i krytycznie ustosunkowani, to Ci, ktorzy w dawnym PRL-u w wieksozsci przypadkow po pewnej swojej winie nnatkneli sie na ;problemy, lub byli w solidnych klopotach. To tzw. obrazeni na caly swiat.
    Wszelkie badani CBOS przyjmuje ze wzglednym spokojem. Po czesci zawodowo sam sie tym zajmuje tutaj w USA. Aby wyniki pewnych wybirczych statystycznych badan mialy okreslony wymiar wartosci poznawczy, treba siegnac do socjologicznych podstaw badanych srodowisk. To jest baza materialu oipiniotworczego bowiem rozne sa odczucia relacje sympoatie i antypatie biednych malo zamoznych bezrobotnych, bedacych na tzw. rencie inwalidzkiej, a inne sredniej zamoznosci czy tzw. usytulowanych zaowodowo ( pozycja i wlasciwy dochow). Nie male znaczenie maja prywtne doswiadczenia , przezycia kazdego z badanych, bowiem czlowiek jest istota wysoce podatna na uczucia i te wlasciwie dyktuja tendencje opinotworcza danego czlowieka.
    Osobiscie uwazam, ze w dniu dzisiejszym w Polsce ponad 50 % spolecznosci z nsympatia wspomina pewne momenty, fragmemnty zycia z czasow PRL-u, ale nigdy PRL nie noceni w calosci pozytywnie. Ktos wspomina tanie i zdrowe wczasy pracownicze, sanatoria. Ktos inny mial mozliwosc takim czy innym sposobem dorobic sie czegos i to cos dzisiaj procentuje, wiec bedzie chwalic PRL. Jeszcze ktos inny byl w tym czasie w nomenklaturze, czul sie potrzebnym waznym, dzisiaj jest zagubionym, niepostrzeganym lub co gorsza lustrowanym. On oczywiscie da opinie pozytywna o PRL. Tak wiec spectrum podstaw opiniowania jest bardzo zroznicowane i dlatego wszelkie polskie CBOS -y poslugujace sie sztampowym systemem ankietowania ( niejednokrotnie sufitowego) nie moga sluzyc jako wartsociowy material analityczny, opiniodwawczy, prognozujacy coskolwiek.
    Drogi Azrael!
    Nie pisalbym o duzym poparciu dla Obamy dosc tak na wyrost. Za 6 – miesiecy jego urzedowania poziom zaufania i sympatii upadl z 74 $ do 56 % ankietowanych w roznych grupach zawodowych i srodowiskowych i ma tendencje spadkowa. Uzasadnienie ankietowanych!? Prosze batrdzo:
    1.Obama nie jest ekonomista i zagubil sie w realiach.
    2.Odnotowuje sie wzrost kosztow utrzymania Bialego Domu, co pokrywa sie srodkami m.in z placonych podatkow. amerykanie bacznie obserwuja to i owo.
    3.zamiary zreformowania ochrony zdrowia odbedzie sie ze szkoda dla samej sluzby zdrowia i sppowoduje spora destabilizacje wsrod roznych – obecnych na rynku – form uzbezpiecznia zdrowowtnego
    4.Front robot publicznych juz okazuje sie niewypalem, bowiem inzyniera elektronika, programiste klomputerowego czy innych wykwalifikowanych nie zagonisz do lopaty za 350 $ tygodniowo. Zaangazowane srodki okazaly sie wyrzucone w bloto.
    5. Krytyczna ocena gospodarki srodkami BAILOUT FUND, ktory w efekcie jest konsumowany i powieksza zagraniczne zadluzenie USA.
    6. Ostatnie posuniecia Obamy w polityce zagraniczne wywolaly najwiekszy szum niezadowolenia spolecznego.Nie bede ten temat tu rozwijal. Wszystko ogolnie ma sie bardzo nie ciekawie.
    Jesien tego roku to szczyt obciazenia Sadow w USA rozpatrywniem spraw bankrupcyjnych.To bedzie szczyt negatywnego oddzialywania wewnetrznych finansow na ogolna kondycje ekonomiczne w USA To jest to dno kryzysu. W tej sytuacji konsumowanie srodkow z Bailout w mysl socjalnej opieki panstwa jest bledem sporych rozmiwarow, ktory porownac mozna z Gierkowskim zapedzaniem Polski w smiertelne zadluzenie zagraniczne. Ciekawe kto i u kogo sie tegj sztuki rzadzenia uczyl?
    Bronislwa Wildstein powinien swoja fobie lustracyjna zrewidowac i podporzadkowac do obecnych uwarunkowan. Ona nie zdaje egzaminu a jedyni jatrzy i wywoluje konflikty,To jest zly element robienia polityki wewnetrznej w Polsce

  4. Nonchallance on 19/06/2009 at 18:51 said:

    Po prostu PRL, dla nikogo kto tu i teraz żyje, boryka się z własnymi codziennymi problemami i wyzwaniami nie jest ważny. Co było, to było. Nikt normalny nie żyje problemami sprzed 20 lat. Czy jako ogółowi społeczeństwa polepsza się nam gdy kogoś tam IPN zdemaskuje? Nie. Nawet nas to specjalnie już nie interesuje ani nie podnieca. Jeszcze jedna teczka – hałas na zaledwie parę godzin. Nawet media zauważyły, że choćby nie wiadomo kogo IPN ubrał w teczkę to i tak żadna to już sensacja.

  5. Tomek on 20/06/2009 at 06:22 said:

    Strokosz,
    Jesli rzeczywiscie zajmujesz sie tymi badaniami po czesci zawodowo (whatever it means), to moze skup sie na statystyce, a nie na interpretacji, bo takiego steku bzdur dawno nie czytalem. Rush Limbaugh sie klania. No to ja tez „nie bede ten temat tu rozwijal”. Czy moze nie bede tego tematu tu rozwijal? Wszystko jedno, bo przeciez i tak „wszystko ogolnie ma sie bardzo nieciekawie”. Za to, panie, za Busha to bylo ciekawie, nie?

  6. fizyk on 20/06/2009 at 11:02 said:

    Większość z nas, którym przyszło żyć w „real socjaliźmie”, nie wyraża pozytywnych opinii o tym okresie. Wiemy czym były puste półki w sklepach, kolejki, kartki. Wszechwładza SB decydującej o tym czy pojedziesz na wycieczkę do NRD, bo przecież paszport to był towar reglamentowany. Mamy też świadomość tego, że nikt nie jest pewien, czy nie stworzono na jego temat „papierów”. Panom SB-kom łatwo było się narazić. To tacy jak Wildstein i Michalski, którzy „działali” w Paryżu, podejmują działania mające na celu zbrukanie wszystkich i wszystkiego. Przestańmy ich czytać i słuchać. Jeszcze jedno. Tym, którzy dobrze oceniają PRL należałoby zadać pytanie, czy chcieliby żyć w ówczesnych realiach. Ciekawe jakie byłyby odpowiedzi.

  7. fizyku – zadałeś pytanie, to ci odpowiem. Nie wybielam PRL-u, nie chciałabym ponownie trafić na tamte realia. Ale PRL się skończył dawno temu. Żyje spora grupa osób, której najlepsze lata życia, bo młodość i wiek dojrzały przypadły na tamte, niełatwe lata. Przeżyli, dochowali się dzieci, mieszkań w spółdzielczych blokach, albo domków zbudowanych „sposobem”, z wykorzystaniem przeróżnych możliwości… Teraz żyją ze skromnych najczęściej emerytur, ale sobie radzą lepiej, lub gorzej.
    I ze zdumieniem, rozbawieniem i niedowierzaniem dowiadują się od dzisiejszych 30-latków, że żyli w jakimś obozie koncentracyjnym, byli permanentnie prześladowani, represjonowani, pozbawiani praw i wolności a także zabijani w komunistycznych katowniach! No same się usta układają do szerokiego uśmiechu :D Mogę tych młodych ludzi zapewnić, że świadomi ograniczeń, braku paszportów w domu i braków na półkach, ludzie umieli w tych czasach żyć normalnie, choć nie było łatwo. Jednak ludzie w każdych warunkach są w stanie żyć godnie, wychować dzieci i cieszyć się życiem.

  8. Roman Strokosz on 20/06/2009 at 15:36 said:

    DO TOMEK!
    Tak jak Pan odniosl sie do badan opinii pubicznej , zawezajac to jedynie do suchych liczb statystycznych jest wystarczajacym dla mnie wykladnikiem tego, ze wogole w tej materii jest Pan daleki na tyle, ze dalsza dyskusja sensu raczej nie ma. To tak jak rozmowa gluchego z niemym.
    Co do obecnych wynikow badan dotytczacych Baracka Obamy , to odbieram Pana wypiowiedz tak jak wiekszosc slepej i nieuswiadonionej polonii, ktora glosowala na Obame.Ponownie przez Pana przemawiaja niedostatki w edukacji ekonomicznej, dlatego nie bede sie ustosunkowywal do Pana insynuacji co do b.Prezydenta Busha.
    Dla dodatkowego wyjasnienia dodam,iz w przeciwienstwie do Polski tutaj w USA funkcjonuja osrodki badawcze podbudowane zaangazowaniem wyselekcjonowanych centrow uniwersyteckich. Badania prowadzone sa wielokierunkowo i wieloaspektowo, co powoduje ich wysoka wartosc poznawcza i badawcza.
    Statystyka – jesli tak Pan lubi – daje duze prawdopodobienstwo, ale proba i granica bledu tez jest spora.
    Co by nie powiedziec z wyrazami szacunku !

  9. Khair el-Budar on 20/06/2009 at 15:42 said:

    Za PRL-u wyłączali światło, dziatwa rodziła się na potęgę, a w pracy obchodziło się imieniny/urodziny przez okrągły rok. Wtedy każdy Polak był zdobywcą – bowiem nabycie większości materialnych rzeczy wymagało posiadania instynktu zdobywcy – a wiec znajomości (najlepiej tych pań i panów za ladą), cierpliwości (kolejkowej) i pokory (znowu wobec tych po drugiej stronie lady).
    Ktoś, teraz kupujący prozaiczną rzecz, jak np. pralkę, nie zdaje sobie sprawy jakim wydarzeniem rodzinnym 30 lat temu było kupno tejże pralki. Ile radości i dumy dawało przetransportowanie zdobytej a nie kupionej, pralki sąsiada fiatem 126 p, na oczach cmokających z zazdrości sąsiadów! W tym wirze zdobywania – gdzieś majaczył się siermiężny system i kolorowe obrazki ze zgniłego zachodu, którego odpryski można było podziwiać w Pewexie lub Baltonie.
    Zdecydowana większość społeczeństwa nie miała dylematów typu „mieć czy być” – chciała mieć, tym bardziej że wszystkiego było tak mało – a żołądki były przynajmniej w teorii – równe.
    Za to dzisiaj to ohohoo ! Dzisiaj ludzie są podbudowani, że hej! Okazuje się, że Polacy jak jeden mąż walczyli z komuną, pod wodzą papieża i Wałęsy obalili mur berliński, i zawsze i wszędzie byli przeciw. A oni pamiętają tylko to, że dzieci rodziły się na potęgę, zdobyli M-3 pralkę, lodówkę, a do pracy się szło bez stresu związanego z tym, że za opierdalanie można wylecieć.

  10. petrel on 20/06/2009 at 18:21 said:

    Panowie! Proponuję spuścić parę. PRL kojarzy mi się ze wspaniałymi spływami kajakowymi w czasach studenckich i fajnymi zarobkowymi wakacjami w Szwecji. Dopiero jak zostałem młodym żonkosiem, zaczęły się schody i zdobywanie dzikiego zachodu, o którym tak realistycznie napisał Khair el-Budar (się mi spodobał twój wpis). I wtedy, a zwłaszcza lata osiemdziesiąte, PRL skojarzył się z czarną nocą, podczas której przeciekały mi najlepsze lata mojego życiorysu. Jednego nie da się jednak powiedzieć – nie było martyrologii, o jakiej chrzani IPN. Było normalne trudne życie, a Polska była najweselszym i najbardziej pragmatycznym barakiem socjalistycznym. Żaden terror nie był na serio. Wildsztein banialuczy. Gdyby był terror, nie byłoby Magdalenki i 4 czerwca 1989 roku. Mogłoby się wszystko skończyć jak w Bukareszcie albo jeszcze gorzej. Pozdrawiam.

  11. Podobne opinie na temat okresu przed ’89 i stosunku do przemian ustrojowych powtarzają się od dłuższego czasu (patrz: Diagnoza Społeczna 2007). Mówię o tych badaniach wszystkim, którzy zastanawiają się, dlaczego Polacy nie chcą gremialnie świętować 4 czerwca. Otóż jesteśmy głęboko pęknięci jako naród w kwestii tego, czy rzeczywiście w 1989 roku wydarzyło się coś korzystnego dla nas osobiście, dla naszych rodzin i dla całego społeczeństwa. Brakuje tylko w tym 1989 roku ofiar w ludziach, jak chce JM Rymkiewicz w niedawnym wywiadzie dla Newsweeka. Wtedy jedni świętowaliby triumf, a inni piękną klęskę. A tak, wszystko jest rozmyte, poza wynikami sondaży.

  12. Tomek on 21/06/2009 at 06:59 said:

    DO STROKOSZA!
    Dyskusja rzeczywiscie nie ma sensu. Stwierdzenie typu „odbieram Pana wypiowiedz tak jak wiekszosc slepej i nieuswiadonionej polonii, ktora glosowala na Obame” sluzy wylacznie obrazaniu przeciwnika z braku rozsadnych argumentow, a to oczywiscie wyklucza wszelka dyskusje.

  13. Piotr Chmielarz on 21/06/2009 at 23:13 said:

    W trybunie to najlepiej przedstawili jako klęskę upolitycznionej historii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>